Stosowane na polskich duktach międzynarodowych (oraz krajowych) mikroronda, z założenia trudno przejezdne (oficjalna wersja "eksperta" z gdaki, który tu gościł), ale mające dzięki temu poprawić bezpieczeństwo, nie spełniają oczekiwań. Głównie dlatego, że powodują zatory, po których opuszczeniu część kierowców "nadgania". Poprawiając więc bezpieczeństwo na skrzyżowaniu, pogarsza się je za skrzyżowaniem.
Rondo wg. Szkoły Polskiej wygląda tak:
Przy średnicy rzędu 25 m jest trudno przejezdne dla wielkich ciężarówek, co na mocno obciążonych szlakach w "szczycie" powoduje potężne korki. Jako że rodna takie muszą być przejezdne dla wielkich, są dość łatwe do pokonania przez małe auta. Na niektórych dobry (szybki, ale bezpieczny) kierowca nie musi nawet za bardzo trudzić się zdejmowaniem nogi z gazu, panie kierowco. Ten wyczyn drogownictwa spowalnia więc do prędkości niemowlaka w chodziku samochody, których kierowcy nie powodują dużej liczby wypadków, a nie są jakąś wielką przeszkoda dla "szybkich i bezpiecznych". I wszystko to dla bezpieczeństwa...
Poza tym takie rondo nieomal uniemożliwia wjazd samochodom z kierunku o mniejszym natężeniu ruchu, a więc nijak nie pomaga ruchowi lokalnemu, dla którego dobra jest budowane.
W czasie kilku moich jazd po mitycznym Zachodzie zaobserwowałem, że ronda tam (jeżeli już są) są większe (często kilkakrotnie), a przede wszystkim maja łagodniejsze wjazdy. Wymuszają redukcję prędkości przez wielkie auta, ale nie zmuszają do przeciskania się.
Takie rondo wygląda tak:
Wielką zaletą takiego ronda jest jego spora przepustowość. I nie wynika ona tylko z tego, że wielkie auta nie muszą na nich robić łamańców, ale również z tego, że spore odsunięcie zjazdu od wjazdu pozwala na łatwiejszą ocenę zamiarów jadącego rondem, nawet jeżeli ten nie chce się trudzić włączaniem kierunkowskazów. Na polskich mikrorondach często nie widać kierunkowskazów chcących zjechać samochodów, a więc kierowcy nie wjeżdżają nawet jak mogą.
We Włoszech widziałem genialne rondo na skrzyżowania ruchliwych dróg z drogami lokalnymi. Wygląda to tak:
Często rondo jest mocno rozciągnięte, co daje ten efekt, że jest nieomal niezauważalną dla kierowców przeszkodą. Często skręcający w prawo z "podporządkowanej" maja na czymś takim rozbiegówki! Kłopot maja ci jadący z drogi "podporządkowanej", którzy przecinają ruch na głównej. Ale z wjazdem mają go też na zwykłym rondzie... Wielką zaleta takiego rozwiązania jest danie jadącym "podporządkowaną" realnego azylu przy manewrach.
Oczywiście w Polsce da się stosować tylko pierwszy rodzaj ronda. Jak leci. Bez analiz ruchu, bez badań bezpieczeństwa, bez analiz wpływu takiego czegoś na przepustowość głównych szlaków komunikacyjnych itd.
Ulżyłem sobie :P (W ten weekend w korku przed rondem spędziłem ~45 min, a potem obserwowałem "nadganianie"). Teraz zapraszam do dyskusji dlaczego w Polsce "sięnieda" budować rond niekorkujących ruchu.