akks2004
30.11.06, 12:33
Witam. Postanowiłem podzielić się na forum pewną "przygodą". Jeźdźę wiele ale
czegoś takiego jeszcze nie widziałem. W październikowy poranek w Warszawie
byłem świadkiem potrącenia rowerzysty przez samochód osobowy. Rowerzysta
pofikał w powietrzu i padł na prawy pas (dla skręcających w prawo) a lewy pas
(dla skręcających w lewo) pozostał przejezdny. Ponieważ kierowca osobówki był
zdenerowany do tego stopnia, że nie był w stanie nic zrobić zadzwoniłem po
odpowiednie służby po czzym udałem się sprawdzić co z rowerzystą, następnie
zabezpieczyłem miejssce zdarzenia, ustawiając trójkąt na pasie na którym
leżał ów potrącony gość. I teraz najwazniejsze, najsmutniejsze i w ogóle.
Zostałem obtrąbiony, sklęty i obsypaby różnymi gestami przez kierowców,
którzy musieli omijać leżącego człowieka. A omijali go na centymetry, gdyby
się poruszył to pewnie dostałby jeszcze raz. Niestety ale moim zdaniem
większość warszawskich kierowców.... nieważne;) Pozdrawiam