Dodaj do ulubionych

:) Szczerze, dlaczego światła nie?

28.03.07, 21:07
Proszę o szczerą odpowiedź bez pieprzenia w stylu bo wzrasta emisja CO2 lub
przestaję widzieć pieszych...
Każdy pomstuje na te światła i każdy wali te same argumenty ale jeszcze nikt
nie napisał prawdziwych, naszych narodowych, powodów.
Mogę się tylko domyślać, że gdyby każdy z nas dostał za darmo żarówki i talon
na 30 litrów paliwa przeciwnicy wykruszyliby się błyskawicznie. Mam rację?
Obserwuj wątek
    • Gość: zenek Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.07, 21:21
      Prawda wyjdzie po zmianie ekipy.
      Bądź cierpliwy.
    • edgar22 Prawdziwy powód? 28.03.07, 21:26
      Ja wiem lepiej i nikt mi k... nie będzie mówił, co mam robić!

      Ale tego nikt nie chce powiedzieć wprost, tylko właśnie to pieprzenie o CO2, o
      niewidoczności pieszych, o nabijaniu kabzy koncernom paliwowym i żarówkowym. No
      i jeszcze obowiązkowo - że państwo zarobi na mandatach.
      • Gość: akodo dosadnie i prawdziwie :) IP: *.chello.pl 28.03.07, 21:30
      • ksmx Re: Prawdziwy powód? 28.03.07, 21:49
        > edgar22 napisał:
        > Ja wiem lepiej i nikt mi k... nie będzie mówił, co mam robić!

        Ok, ten powód rozumiem. W takim razie zabrakło odpowiedniego podejścia rządu do
        kierowców. Przed wprowadzeniem obowiązku powinni chociaż się trochę się postarać
        i poudawać, że chcą kogoś przekonać o słuszności swojej decyzji. Nie zrobili
        tego, nawet nie próbowali. Dzięki.
      • Gość: Kokeeno Re: Prawdziwy powód? IP: *.crowley.pl 29.03.07, 08:04
        Bo ja wiem. Niby jeszcze nie trzeba jeździć z włączonymi światłami, ale jak się
        popatrzy na ulice to 8 na 10 kierowców je włącza.
        Pamiętaj, że demokracja to dyktatura większości...

        P.S.
        Ja akurat w tej sprawie należę do większości ;o)
        • edgar22 Podałem rzeczywisty (moim zdaniem) powód 29.03.07, 08:14
          psioczenia przeciwników palenia świateł.
          Ja do nich nie należę - łatwo to wyczytać z moich postów.
        • Gość: :)))) Re: Prawdziwy powód? IP: *.acn.waw.pl 29.03.07, 19:49
          Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

          > Pamiętaj, że demokracja to dyktatura większości...

          Mamy dyktaturę ciemnoty i to jest fakt, ale żeby nazywać ją "demokracją" to nadużycie.
          • Gość: Kokeeno Re: Prawdziwy powód? IP: 80.54.202.* 30.03.07, 23:55
            Naród ma takich polityków, na jakich zasługuje. A że posiadają oni "zalety", które tkwią, niestety, w ich wyborcach... Cóż, zna ktoś uczciwego polityka, który jeszcze nie zwariował w tym bagnie?
    • Gość: miecio Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? IP: *.aster.pl 28.03.07, 21:39
      "Mogę się tylko domyślać, że gdyby każdy z nas dostał za darmo żarówki i talon
      na 30 litrów paliwa przeciwnicy wykruszyliby się błyskawicznie. Mam rację?"
      Nie masz, dla pojedyńczego kierowcy wzrost zużycia paliwa jest niezauważlny,
      pewnie jakby policzyć na przestrzeni jednego roku jakieś różnice by wyszły.
      Jednak trzeba przyjąć że te dodatkowe waty na żarówki i halogeny skąś trzeba
      wziąść- jet to pewnie pare obrotów na minutę silnka więcej ale jest, a przy
      ilośći jeżdżacych samochodów zaczyna to być coś i ilość sprzedanego paliwa
      wzrośnie tak jak spalin. Jednak dla mnie istotniejsze jest że przy obowiązku
      włączonych światłeł można można nie zauważyć uczestnika ruchu nieoświetlonego-
      pieszego czy rowerzysty bez kamizelki odblaskowej
      • tadeusz542 ciekawe czy odwołąją tę durnotę jak ilość ofiar wz 28.03.07, 21:47
        ciekawe czy odwołają tę durnotę jak ilość ofiar wzrośnie.
        • ksmx Jak rzut kostką.... 28.03.07, 21:53
          Jeśli wzrośnie to będzie argument aby wrócić do starego układu. Niestety nie ma
          innego sposobu na weryfikację jak wprowadzić przepis dokładnie na takiej
          zasadzie jak "rzut kostką". W innym przypadku to zgadywanie: wrośnie, nie
          wzrośnie...i tak do usranej śmierci "w kółko macieju", wciąż dyskusje aż rzygać
          się chce.
          • Gość: zdziwiony Re: Jak rzut kostką.... IP: *.media4.pl 29.03.07, 08:22
            ksmx napisał:

            > Jeśli wzrośnie to będzie argument aby wrócić do starego układu. Niestety nie ma
            > innego sposobu na weryfikację jak wprowadzić przepis dokładnie na takiej
            > zasadzie jak "rzut kostką". W innym przypadku to zgadywanie: wrośnie, nie
            > wzrośnie...i tak do usranej śmierci "w kółko macieju", wciąż dyskusje aż rzygać
            > się chce.

            Dziękuję za ten wpis.
            Będę się na niego powoływał zarzucając głupotę wszystkim tym, którzy twierdzą,
            że włączanie świateł zwiększy bezpieczeństwo na drodze. (Na razie jeszcze nie
            wiadomo).
            Ale martwi mnie trochę podejmowanie działań, których efektu nie znamy.

            PS.
            Czy opublikowanie w "Lancet"-cie w 2000 roku wyników badań stwierdzających
            wzrost liczby ofiar śmiertelnych w wypadkach komunikacyjnych po wprowadzeniu
            obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa spowodowało powrót do dawnego układu????
            • tiges_wiz Re: Jak rzut kostką.... 29.03.07, 17:57
              od kilku lat liczba wypadkow spada z roznych przyczyn, ale teraz glowna pewnie
              bedzie "bo wszyscy jezdza ma swiatlach"
      • Gość: pm72 Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 22:34
        Ja jakos bardziej sie przejmuje mozliwoscia przeoczenia nieoswietlonego
        samochodu idacego na czolowke ...
    • jaro_ss Bo nie. 29.03.07, 09:54
      Nie zauważa ani wzrostu ofiar, ani spadku: nie ma możliwości ststystycznego,
      ani jakiegokolwiek innego oszacowania.

      Dotyczczas reguła jest taka, jak jest jakikolwiek spadek ilości wypadków, to
      każdy chce się pod niego podczepić i tak te same procenty spadku podają ci co
      wprowadzili ograniczeni w terenie zabudowamym, te same podają ci co "wybudowali
      nowe dogi", te same ci co chwalą "zauważalny wzrost skuteczności Policji" itp
      itd...

      Jak jest wzrost - to kierowcy są winni....

      Z tego samego powodu widać, że sprawa świateł w dzień jest głupotą...

      Ostatni racjonalne pomyły w dziedzinie bezpieczeństwa, to zastosowanie pasów,
      składanych kolumn kierowniczych, projektowanie stref zgniotu i wprowadzenie
      solidniejszych słupków w nadwoziu, ABS.

      o ile poduszki powietrzne to taki niewiele, ale jednak wnoszący bajer, to jazda
      na światłach - jest pomysłem stricte iracjonalnym, opartym na wewnętrznym
      przeświadczeniu, "że jednak będzie lepiej". Takie mniemania mnie nie przekonują.

      Jakoś inne rzeczy w świetle dziennym widzimy i po to światło słoneczka jest.

      • michalfront Re: Bo nie. 29.03.07, 10:29
        magiczne myslenie polityków że jak coś uchwala to sie poprawi - a jak się nie
        poprawi to przeciez nie ich wina - oni zrobili co mogli...

        mnie sie ten nakaz nie podoba także dlatego z enie uważam się za tak
        ograniczonego matoła zebym nie mógł prawidłowo ocenić czy juz trzeba właczyć
        swiatła czy jeszcze nie - skoro każdy z nas na drodze codziennie podejmuje
        tysiące ważniejszych i poważniejszych w skutkach decyzji (np. czy wyprzedzac
        czy nie), to i ze światłmi dawalibyśmy sobie nadal radę...
      • Gość: kierowca Re: Bo nie. IP: 195.205.191.* 29.03.07, 12:46
        jaro_ss napisał> Jakoś inne rzeczy w świetle dziennym widzimy i po to światło
        słoneczka jest.
        >
        To swiatlo sloneczka jest dobre na pikniku,ale na drodze potrafi niezle
        nawywijac.Przyznaj sie,nie jeden raz byles zaskoczony przez samochod w kolorze
        asfaltu jadacy z naprzeciwka/z tyłu,gdy sloneczko miales za plecami/w oczka,a
        tenze pojazd nap...lał,oczywiscie bez wlaczonych swiatel ? Mile to to bylo ? W
        takich razach w buty mozna wlozyc twierdzenia o emisji,zuzyciu,doskonalosci
        percepcji itp.Nie jezdzimy juz furmankami.
        • Gość: ;;; Re: Bo nie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:30
          Trzeba uchwalić - wyłączenie Słońca !
        • bwv1004 Re: Bo nie. 29.03.07, 15:10
          Gość portalu: kierowca napisał(a):

          >Nie jezdzimy juz furmankami.

          Ano. A ludzki układ wzrokowy nie ewoluował w celu dostrzegania przedmiotów
          poruszających się z prędkością 100 km/h, bo takich nie było.

          Nie rozważając w tej chwili ich słuszności, chciałbym spojrzeć w nieco inny
          sposób na dwa główne związane z bezpieczeństwem ruchu argumenty za i przeciw
          światłom.

          1. Za: lepiej widać samochód
          2. Przeciw: gorzej widać rowerzystę i pieszego

          Z punktu widzenia kierowcy oznacza to, że
          1. jest mniejsza szansa, że ktoś wejdzie mu przypadkiem pod koła lub wjedzie z
          podporządkowanej
          2. musi się bardziej starać wypatrując pieszych i rowerzystów.

          Innymi słowy, światła mogą chronić kierowcę przed wpakowaniem się w wypadek z
          nie swojej winy, natomiast być może zwiększą szanse wpakowania się w wypadek z
          własnej winy. Czyli jeszcze innymi słowy zwiększają kontrolę kierowcy nad jego
          losem i promują kierowców uważnych. Same zalety!


          I jeszcze o cytowanym na tym forum artykule o pasach z Lanceta. Nie miałem
          czasu pogrzebać w tej literaturze, ale mam parę pytań:

          czy nie ma innych artykułów badających to zjawisko, które dzięki wnikliwszym
          analizom może przyniosłyby inne wnioski co do związków przyczynowo skutkowych?

          w artykule wrzuca się do dwóch worków - kraje, które wprowadziły, i kraje które
          nie wprowadziły obowiązku pasów, w prosty sposób dodając liczbę (nie procent)
          zabitych. W ten sposób jeden duży kraj, w którym wprowadzono pasy jednocześnie
          z jakąś niekorzystną zmianą, może spowodować pozorne odwrócenie trendu.
          właściwsze więc byłoby pokazanie danych w rozbiciu na kraje, i z uwzględnieniem
          relatywnej a nie absolutnej liczby ofiar.

          w artykule patrzy się na wprowadzenie obowiązku pasów, nie patrząc na
          rzeczywiste statystyki używania pasów. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w
          pewnych społeczeństwach wprowadzenie obowiązku skutkowało bardzo powolnym
          wzrostem używalności pasów, a w innych sama kampania informacyjna bez obowiązku
          mogła dac większy skutek.


          w artykule patrzy się na przypadki zgonów - ciekaw jestem, jak statystyka
          wygląda jeśli chodzi o nie-śmiertelne poważne uszkodzenia ciała.
          • michalfront Re: Bo nie. 29.03.07, 15:49
            jest jeszcze jeden aspekt - po wprowadzeniu przepisu o jeździe 24 h na
            światłach, kiedy będziemy zerkać w lusterko np. zeby sprawdzić czy możemy się
            włączyć do ruchu odswiadomie będziemy szukać świateł a nie samochodów...

            w końcu przyzwyczajeni do nowej regulacji zaczeniemy mysleć "widzę światła -
            czekam, nie widzę - znaczy można jechać" - i jak kiedyś trafimy na takiego co
            zapomniał włączyć, to będzie bum, bo w kawalkadzie oświetlonych zauważymy go
            później albo wogóle!

            obecne przepisy wymuszają większą ostrożność na kierującym
          • Gość: tadeusz w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 17:55
            Mój licznik zatrzymał się na 114 kilometrach, Facet po prosu bez uprzedzenia
            skręcił na mój pas , zepchnął mnie do krawężnika pasa rozdzielczego no a potem
            walnąłem go w nadkole i wyleciałem na jego kole w powietrze.
            Wykonałem kilka przewrotów i zatrzymałem się na wysepce rozjazdu, wóz do
            kasacji.
            Mnie i mojemu psu którzyśmy jechali bez pasów nic - nawet zadraśnięcia.
            Mój pasażer który zaraz po wejściu zapętał się w to świństwo stracił możliwość
            ruchu i omal nie sfajczył się w aucie.
            Szczęśliwie wyciąłem dziada bo miałem scyzoryk.
            Spróbujcie go teraz namówić żeby się zapiął.
            Z pasami było jak ze światłami , dziesiątki milionów samochodów pomnożone przez
            cenę pasa zrobiły z kilku ustawodawców milionerów , ot i cała tajemnica tej
            niebywałej troski o nasze bezpieczeństwo.
            A dlaczego naprzykład nie zakażą używania zestawów muzycznych o wielkich mocach?
            Bo żaden z tych złodziei by na tym nie zarobił - chociaż taki zakaz poprawiłby
            ewidentnie bezpieczeństwo.
            • tiges_wiz Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 29.03.07, 18:10
              2003 rok .. bylo juz blisko do domu, rodzice nie zapieli dziecka, tylko polozyli
              na tylnym siedzeniu, sami sie zapieli. Wyjechali nie zauwazyl ich kierowca
              ciezarowki, uderzenie. Dziecko uderzylo glowa w bok. Glowa zakleszyla sie miedzy
              siedzeniem a slupkiem. Bedzie kaleka do konca zycia. Chcesz do nich telefon, aby
              sie spytac co mysla o zapinaniu pasow?

              2005 rok. Ciemno, most roboty drogowe. Robotnicy zostawili kawalek betonu. W
              sumie szybko nie bylo (okolo 50 km/h). Odpalily poduszki, kierowca dostal w
              piersi, ale i tab bezwladnoscia polecial na przednia szybe. Pasazer także.
              Pekniete zebro, uszkodzone kregi szyjne i wypuklosci na szybie w miejscu
              uderzenia glowami. W sumie 2 miesiace szpitala i rehabilitacja. Do dzis kierowca
              i pasazer maja blizny na czole.

              Juz dawno wynaleziono noz do rozcinania pasow. Ale masz racje .. spadochrony tez
              sa bez sensu .. w koncu ze 2 osoby przezyly spadek z kilkuset metrow, jak
              wypadly z samolotu.
              • Gość: tadeusz nie pisz co ktoś przeżył ja wiem jak to jest IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 18:53
                W każdym razie w moim samochodzie pasy są dziewicze sam nie zapinam i od innych
                nie żądam wyłączyłem nawet poduszkę.
              • Gość: :)))) Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę IP: *.acn.waw.pl 29.03.07, 19:59
                iges_wiz napisał:

                > 2003 rok .. bylo juz blisko do domu, rodzice nie zapieli dziecka, tylko polozyl
                > i
                > na tylnym siedzeniu, sami sie zapieli. Wyjechali nie zauwazyl ich kierowca
                > ciezarowki, uderzenie. Dziecko uderzylo glowa w bok. Glowa zakleszyla (...)


                Głowy to się "zakleszyły" politykom już dawno. Jak przestępczo podpisywali upadlający konkordat. Czy
                mogę na Ciebie liczyć, że opiszesz za rok parę okropnych wypadków spowodowanych źle ustawionymi
                światłami? Bo to plaga w Polsce. Zwłaszcza w dostawczakach. Są zogniskowane na oczach kierowcy z
                naprzeciwka i nawet w słoneczny dzień potrafią spowodować ból oczu i chwilowe oślepnięcie.

                Ten przepis to wyraz powszechnego zastąpienia rozumu wiarą. Przecież już jeździmy na światłach całą
                zimę i liczba wypadków z tego powodu nie zmalała. I nagle ma zmaleć po zaświeceniu reflektorów
                słonecznym latem? Wiem, żeśmy głupim narodem, ale żeby aż tak?
                • tiges_wiz Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 08:54
                  glupi jestes i mierzysz innych swoja miara, a miara ta nie jest za wysoka.
                  pokaz mi gdzie napisalem, ze swiatla przez caly rok porpawia bezpieczenstwo.
                  Przykre w tym jest, ze te wypadki nie byly zmyslone. Auto z drugiego zdarzenia
                  ciagle stoi na podworku w Piekarach kolo Jelcza, choc juz rozprzedane, ale szyba
                  z odciskami glow kierowcy i pasazera jeszcze chyba jest. Dziecko mialo 3
                  miesiace w czasie wypadku.
            • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 29.03.07, 20:05
              Gość portalu: tadeusz napisał(a):

              > Mnie i mojemu psu którzyśmy jechali bez pasów nic - nawet zadraśnięcia.

              Tadeusz, masz chyba problemy z rozumowaniem. Nie ma róży bez kolców. Tak, z
              pasami można się spalic. Tak, od efektów ubocznych szczepionki można umrzeć.

              Dlatego trzeba statystycznie ocenić ryzyko i koszt poszczególnych możliwości.
              Przedstawienie pojedynczego przypadku nie ma najmniejszego sensu.
              • Gość: zdziwiony Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę IP: *.media4.pl 29.03.07, 20:31
                bwv1004 napisał:

                > Dlatego trzeba statystycznie ocenić ryzyko i koszt poszczególnych możliwości.
                > Przedstawienie pojedynczego przypadku nie ma najmniejszego sensu.
                >

                Jak myślisz, czy ktoś ocenił to statystycznie+koszty???

                Przed chwilą słyszałem w wiadomościach: koszt na jednego kierowcę w ciągu roku
                100zł, uratowanych 300 zabitych (zakładając, że to prawda), 10 mln samochodów to
                daje 3 mln zł za jednego uratowanego.

                Chwilę potem słyszałem, że ministerstwo zdrowia nie może dać kilkunastu tysięcy
                na leki ratujące życie jakiegoś dziecka.

                Ile tak naprawdę możemy wydać na uratowanie jednego życia???
                • tadeusz542 722 ludzi zachoruje i umrze na raka przez CO2 29.03.07, 20:36
                  a uratują w tym samym czasie 300 ludzi po 3 miliony sztuka na każdego.
                  przy czym co najmniej połowa z nich to cymbały które powinny zostać przez swoje
                  matki bezwzględnie poddani aborcji.
                  • ksmx Cymbałki... 29.03.07, 20:44
                    Od kiedy cymbale jeden ludzie umierają od CO2?
                    • Gość: tadeusz ty już mądralo twierdziłeś o wzbogacaniu Azotem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 21:08
                      podobno samochody spalając tlen miały wzbogacać atmosferę azotem i przez to
                      użyźniać powietrze roślinom.
                      Jak jesteś taki mądry to pooddychaj sobie dwutlenkiem węgla i zobaczymy ile
                      razy ci się uda
                      • ksmx Zacytuj.... 29.03.07, 22:09
                        Proszę o cytat bo nie wierzę, że coś takiego napisałem....Zmyślasz.
                      • bwv1004 Re: ty już mądralo twierdziłeś o wzbogacaniu Azot 30.03.07, 00:55
                        Gość portalu: tadeusz napisał(a):

                        > podobno samochody spalając tlen miały wzbogacać atmosferę azotem i przez to
                        > użyźniać powietrze roślinom.
                        > Jak jesteś taki mądry to pooddychaj sobie dwutlenkiem węgla i zobaczymy ile
                        > razy ci się uda

                        Tadziu widziałeś kiedykolwiek by w normalnych samochody były w stanie wzbogacić
                        powietrze w CO2 do stopnia szkodliwego dla zdrowia?
                        • Gość: zdziwiony Re: ty już mądralo twierdziłeś o wzbogacaniu Azot IP: *.media4.pl 30.03.07, 07:53
                          To po kiego była konferencja w Kioto?
                          • ksmx Re: ty już mądralo twierdziłeś o wzbogacaniu Azot 30.03.07, 08:00
                            Konferencja w Kioto poświęcona była efektowi cieplarnianemu. Nikt nie zaprzecza,
                            że CO2 wpływa na klimat ale jeśli ktoś pisze, że przez CO2 ileś tam osób umrze
                            na raka to brzmi to niedorzecznie, prawda?
                            • Gość: tadeusz CO2 to 90% gazów spalinowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 11:35
                              • ksmx 90% czego? Objętości, masy molowej? 30.03.07, 13:35
                                Precyzyjnie proszę. Podaj mi skład wagowy tego co wychodzi z rury wydechowej,
                                pokaż mi jakieś dane nie z kapelusza.
                        • Gość: tadeusz zamknij się w garażu z uruchomionym silnikiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 11:34
                          to sam sprawdzisz
                          • bwv1004 Re: zamknij się w garażu z uruchomionym silnikiem 30.03.07, 16:05
                            Gość portalu: tadeusz napisał(a):
                            Re: zamknij się w garażu z uruchomionym silnikiem
                            > to sam sprawdzisz

                            Zjadło mi jedno słowo:
                            Tadziu widziałeś kiedykolwiek by w normalnych WARUNKACH samochody

                            W normalnych warunkach, - czyli na otwartej przestrzeni CO2 nie osiągnie
                            szkodliwych stężeń. A jak się zamkniesz w garażu, do zejdziesz niezależnie od
                            tego, czy masz włączone światła, czy nie. Więc mi tu nie demagogizuj.
                            • Gość: tadeusz bwv1004 - 2 mln ton spalin napewno cię podtruje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 19:56
                              ilość zachorowań i zgonów na raka wzrasta o 6% wzdłuż pasów dróg o szerokości 6
                              kilometrów i obciążeniu 20 tysięcy pojazdów na dobę na każdy 1% wzrostu
                              zanieczyszczeń gazowych.
                              Przy 1% byłoby to 7220 osób / w wypadkach ginie 5750/ natomiast przy 0,1% jak
                              twierdzą fanatycy świateł będzie to 722 osoby /światła uratują podobno 300 osób/
                              a więc za każdego uratowanego od śmierci na drodze do ziemi pójdzie praktycznie
                              dwóch innych.
                              Więc co to dla nas za interes?
              • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 10:13
                bwv1004 napisał:

                > Tadeusz, masz chyba problemy z rozumowaniem. Nie ma róży bez kolców. Tak, z
                > pasami można się spalic. Tak, od efektów ubocznych szczepionki można umrzeć.

                > Dlatego trzeba statystycznie ocenić ryzyko i koszt poszczególnych możliwości.
                > Przedstawienie pojedynczego przypadku nie ma najmniejszego sensu.

                Nie sądzisz, że Ty też je masz? Najważniejszym pytaniem jest: KTO ma dokonywać
                tej oceny? Ty sam, czy ktoś za Ciebie? A może ktoś, kogo to dotyczy woli sto
                razy bardziej zabić się roztrzaskując głową szybę niż spalić żywcem lub utopić?
                Zgodzisz się, że kalkulacja ryzyka bedzie w takim przypadku wyglądać zupełnie
                inaczej? A to jest jego życie i to on powinien tę decyzję podjąć, a nie jakiś
                bolszewicki urzędas, który, jak każdy lewicowiec, musi bohatersko walczyć ze
                stworzonym przez samego siebie problemem nadmiernych kosztów ponoszonych przez
                zakłady przymusowych ubezpieczeń.
                • tiges_wiz Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 10:25
                  mi sie wydaje, ze dla lewackiego urzedasa powinno byl lepiej, jakby kierowca sie
                  zabil. Bo i skladki przepadaja, i nie trzeba leczyc z funduszu.
                  • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 10:38
                    tiges_wiz napisał:

                    > mi sie wydaje, ze dla lewackiego urzedasa powinno byl lepiej, jakby kierowca
                    > sie zabil. Bo i skladki przepadaja, i nie trzeba leczyc z funduszu.

                    Niekoniecznie. Trzeba wtedy wypłacać renty dzieciom i małżonkom będącym na
                    utrzymaniu.
                • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 16:14
                  misiu-1 napisał:

                  > A to jest jego życie i to on powinien tę decyzję podjąć, a nie jakiś
                  > bolszewicki urzędas, który, jak każdy lewicowiec, musi bohatersko walczyć ze
                  > stworzonym przez samego siebie problemem nadmiernych kosztów ponoszonych
                  przez
                  > zakłady przymusowych ubezpieczeń.

                  rzecz w tym, że koszty leczenia, wspomagania okaleczonych i osieroconych w
                  każdym cywilizowanym państwie (włączając rzekomy szczyt kaptalizmu=USA) do
                  pewnego (różnego) stopnia ponosi całe społeczeństwo: w pomocy społecznej, w
                  ubezpieczeniach publicznych, w spadku wydajności pracy per capita.
                  Dlatego powinno sie podejmować decyzje o zakazach czy nakazach zmniejszających
                  to obciążenie. Oczywiście, powinny być podejmowane na solidnych podstawach, nie
                  w opraciu o widzimisizm. Moja wiedza o funkcjonowaniu układu wzrokowego,
                  doświadczenie za kierownicą, tudzież dane, które udało mi się znaleźć na temat
                  skutków wprowadzenie świateł dziennych/mijania w dzień, powoduje, że popieram
                  to rozwiązanie.

                  Czy Twoim zdaniem finansowana ze środków publicznych pomoc społeczna,
                  ubezpieczenia emerytalne to lewactwo i bolszewizm? A finansowanie policji? Może
                  samosądy będą tańsze? A finansowanie badań naukowych? Może w ogóle państwo
                  zniesiemy, ten wrzód na d*pie? Coś mi Twój rzekomy liberalizm pachnie oderwanym
                  od rzeczywistości anarchizmem.
                  • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 20:17
                    bwv1004 napisał:

                    > rzecz w tym, że koszty leczenia, wspomagania okaleczonych i osieroconych w
                    > każdym cywilizowanym państwie (włączając rzekomy szczyt kaptalizmu=USA) do
                    > pewnego (różnego) stopnia ponosi całe społeczeństwo:

                    W końcowym rozrachunku wszystkie koszty ponosi tak czy owak społeczeństwo.
                    Rzecz w tym ile środków rozkradają i marnotrawią urzędnicy, a jest tego coraz
                    więcej.

                    > Moja wiedza o funkcjonowaniu układu wzrokowego,
                    > doświadczenie za kierownicą, tudzież dane, które udało mi się znaleźć na
                    > temat skutków wprowadzenie świateł dziennych/mijania w dzień, powoduje, że
                    > popieram to rozwiązanie.

                    Moja wiedza i doświadczenie powoduje, że jestem przeciwko temu pozorowaniu
                    troski o obywatela na jego koszt.

                    > Czy Twoim zdaniem finansowana ze środków publicznych pomoc społeczna,
                    > ubezpieczenia emerytalne to lewactwo i bolszewizm?

                    Tak. To czystej wody bolszewizm. Okradanie społeczeństwa z ogromnych i wciąż
                    rosnących pieniędzy w zamian za iluzoryczną obietnicę leczenia w coraz węższym
                    zakresie.

                    > A finansowanie policji?

                    Finansowanie policji, wojska, sądownictwa i niewielkiej, niezbędnej
                    administracji to jedyne uzasadnienie podatków.

                    > A finansowanie badań naukowych?

                    Od tego jest przemysł, na rzecz którego pracuje nauka i bogaci sponsorzy,
                    których nie zabraknie, jeśli tylko państwo nie będzie łupić ludzi z większości
                    ich dochodów. Państwo potrafi wydawać pieniądze tylko na kretyńskie, nikomu
                    niepotrzebne i szkodliwe badania nad ocieplaniem klimatu i temu podobne.

                    > Może w ogóle państwo zniesiemy, ten wrzód na d*pie? Coś mi Twój rzekomy
                    > liberalizm pachnie oderwanym od rzeczywistości anarchizmem.

                    Ten zapach nie bierze się ode mnie, tylko z Twojej wyobraźni.
                    • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 20:55
                      misiu-1 napisał:

                      > > A finansowanie policji?
                      >
                      > Finansowanie policji, wojska, sądownictwa i niewielkiej, niezbędnej
                      > administracji to jedyne uzasadnienie podatków.

                      Dlaczego policja (w przeciwieństwie to sąsiedzkich bojówek) zasługuje, a
                      emerytury i lekarze nie?



                      >
                      > > A finansowanie badań naukowych?
                      >
                      > Od tego jest przemysł, na rzecz którego pracuje nauka i bogaci sponsorzy,
                      > których nie zabraknie, jeśli tylko państwo nie będzie łupić ludzi z
                      większości
                      > ich dochodów.

                      Czy na pewno wiesz co czym mówisz?

                      Po pierwsze: przemysł nie będzie finansował badań, które nie zwrócą sie w
                      szybkim tempie. Co generalnie kładzie większość badań podstawowych. A badania
                      stosowane bez podstawowych daleko nie zajadą.

                      Po drugie: jak sobie wyobrażasz finansowanie przez przemysł, powiedzmy, badań
                      nad nowymi technikami operacyjnymi? Sprzedasz to potem? Opatentujesz i bedziesz
                      chodził po szpitalach patrząc czy aby nie stosują opatentowanej metody?

                      Bogaci sponsorzy tez jak dotąd nie są znowu nadmiernie hojni. OStatnio to się
                      trochę zaczęło zmieniać, ale jak na razie nie widze szans by przejęli
                      całkowicie finansowanie.

                      > Państwo potrafi wydawać pieniądze tylko na kretyńskie, nikomu
                      > niepotrzebne i szkodliwe badania nad ocieplaniem klimatu i temu podobne.

                      Wybacz, ale bredzisz. Daleko zajedziemy z badaniami finansowanymi przez
                      przemysł jak się połowa nas potopi a druga połowa zginie z głodu.
                      • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 30.03.07, 23:29
                        bwv1004 napisał:

                        > Dlaczego policja (w przeciwieństwie to sąsiedzkich bojówek) zasługuje, a
                        > emerytury i lekarze nie?

                        Bo państwo ma naturalny monopol na użycie siły. O emerytury i leczenie
                        obywatele powinni się zatroszczyć sami. I troszczyli się przez całe tysiąclecia.

                        > Czy na pewno wiesz co czym mówisz?
                        >
                        > Po pierwsze: przemysł nie będzie finansował badań, które nie zwrócą sie w
                        > szybkim tempie. Co generalnie kładzie większość badań podstawowych. A badania
                        > stosowane bez podstawowych daleko nie zajadą.

                        Przemysł będzie finansował także badania podstawowe, jeśli będzie miał na to
                        środki. To znaczy, jeśli państwo nie będzie mu ich w takiej skali zabierać. Nie
                        wiem, skąd wziąłeś przeświadczenie, że przemysłowcy są zazwyczaj głupsi od
                        polityków, skoro samo doświadczenie podpowiada coś zupełnie odwrotnego?

                        > Po drugie: jak sobie wyobrażasz finansowanie przez przemysł, powiedzmy, badań
                        > nad nowymi technikami operacyjnymi? Sprzedasz to potem? Opatentujesz i
                        > bedziesz chodził po szpitalach patrząc czy aby nie stosują opatentowanej
                        > metody?

                        Jakie państwo finansowało Leonardowi da Vinci badania medyczne? Nowe techniki i
                        metody operacyjne są chyba dziełem samych chirurgów, prawda? I niekoniecznie w
                        celu zysku, a choćby dla sławy i prestiżu.

                        > Bogaci sponsorzy tez jak dotąd nie są znowu nadmiernie hojni. OStatnio to się
                        > trochę zaczęło zmieniać, ale jak na razie nie widze szans by przejęli
                        > całkowicie finansowanie.

                        Jaka jest etymologia słowa "mecenas"?

                        > Wybacz, ale bredzisz. Daleko zajedziemy z badaniami finansowanymi przez
                        > przemysł jak się połowa nas potopi a druga połowa zginie z głodu.

                        Wybacz, ale to Ty bredzisz, boś uwierzył w szerzone przez zielone oszołomstwo
                        brednie. Przypomnij sobie kasandryczne przepowiednie tzw. "klubu rzymskiego",
                        które w całości w gó.. się obróciły. Ani się nie potopimy, ani nie umrzemy z
                        głodu. Ocieplanie i oziębianie klimatu są zjawiskami cyklicznymi, uzależnionymi
                        od aktywności słońca i nasza działalność nie ma na nie znaczącego wpływu.
                        Cieplejszy klimat jest dla nas zresztą pod wieloma względami korzystniejszy niż
                        zimny. W szczególności sprzyja wegetacji roślin i rozwojowi gospodarki.
                        • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 31.03.07, 00:38
                          misiu-1 napisał:

                          > Bo państwo ma naturalny monopol na użycie siły. O emerytury i leczenie
                          > obywatele powinni się zatroszczyć sami. I troszczyli się przez całe
                          > tysiąclecia

                          Naturalny monopol? A skąd ta dziena koncepcja? Obawiam się ludzi nadużywających
                          słowa "naturalny". A przez całe tysiąclecia z leczeniem było troche słabo. I do
                          tego prywatna służba zdrowia lubi generowac koszty.


                          > Przemysł będzie finansował także badania podstawowe, jeśli będzie miał na to
                          > środki. To znaczy, jeśli państwo nie będzie mu ich w takiej skali zabierać.

                          Nidy nie będzie finansował w stopniu wystarczającym, bo gwarancja zwrotu jest w
                          wypadku badań podstawowych nieduża. W dodatku prowadziłoby to do chorej
                          sytuacji, bo z przyczyn finansowo/konkurencyjnych dostępność wyników tak
                          finansowanych badań byłaby ograniczana do przedsiebiorstwa które je
                          wygenerowało. reszta musiałaby wyważac otwarte drzwi. Wyniki badań
                          finansowanych przez rządy są powszechnie dostępne.

                          >Nie
                          >
                          > wiem, skąd wziąłeś przeświadczenie, że przemysłowcy są zazwyczaj głupsi od
                          > polityków, skoro samo doświadczenie podpowiada coś zupełnie odwrotnego?

                          Nie mówię, że są głupi. Mówie, że kierują się innymi pobudkami i mają inne
                          cele. Politykom (przynajmniej na razie) daje sie wytłumaczyć sens finansowania
                          badań nie przynoszących w dającej się przewidziec perspektywie wymiernych
                          korzyści.


                          > Jakie państwo finansowało Leonardowi da Vinci badania medyczne?

                          Wiesz, teraz bada sie troche co innego niż za czasów Leonarda, użwya się innych
                          metod i standardów, i koszta są "cokolwiek" wyższe.

                          > Nowe techniki i
                          >
                          > metody operacyjne są chyba dziełem samych chirurgów, prawda? I niekoniecznie
                          w
                          > celu zysku, a choćby dla sławy i prestiżu.

                          Ale żeby wprowadzić metodę, trzeba zrobić badania na zwierzetach, badania
                          kliniczne, ktos za to musi płacić.


                          > Jaka jest etymologia słowa "mecenas"?

                          Gajusz Mecenas płacił paru poetom. Jakby miał sfinasować 28 miliardów dolarów
                          wydawanych przez Narodowe Instytuty Zdrowia na CZĘŚĆ związnych z medycyną badań
                          w USA, to by chyba nie wydolił. Obawiam się.

                          > Wybacz, ale to Ty bredzisz, boś uwierzył w szerzone przez zielone oszołomstwo
                          > brednie.

                          Nie czytam zielonego oszołomstwa, czytam to w poważnych czasopis,mach.
                          powiedzmy "Science".

                          > Ocieplanie i oziębianie klimatu są zjawiskami cyklicznymi, uzależnionymi
                          >
                          > od aktywności słońca i nasza działalność nie ma na nie znaczącego wpływu.

                          Bardzo wiele wskazuje, że ma. Widać trendy, są przedstawione sensowne
                          mechanizmy efektu cieplarnianego. Bardzo byłbym rad jakby sie okazało, że masz
                          rację. Ale wygląda na to, że nie masz.


                          > Cieplejszy klimat jest dla nas zresztą pod wieloma względami korzystniejszy
                          niż
                          >
                          > zimny. W szczególności sprzyja wegetacji roślin i rozwojowi gospodarki.

                          W szczególności jak jest susza, huragany, albo zalanie przez morze nabrzeżnych
                          obszarów. Rośliny i gospodarka po ususzeniu, zburzeniu/wyrwaniu z korzeniami
                          lub zalaniu słoną wodą mają się wręcz bosko.
                          • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 31.03.07, 08:47
                            bwv1004 napisał:

                            > Naturalny monopol? A skąd ta dziena koncepcja? Obawiam się ludzi
                            > nadużywających słowa "naturalny".

                            To pomiń to słowo. Nie jest niezbędne.

                            > A przez całe tysiąclecia z leczeniem było troche słabo.

                            Teraz jest dobrze?

                            > I do tego prywatna służba zdrowia lubi generowac koszty.

                            Prywatna?????? Żadne lecznictwo nie generuje takich kosztów, jak państwowe.

                            > Nidy nie będzie finansował w stopniu wystarczającym, bo gwarancja zwrotu jest
                            > w wypadku badań podstawowych nieduża. W dodatku prowadziłoby to do chorej
                            > sytuacji, bo z przyczyn finansowo/konkurencyjnych dostępność wyników tak
                            > finansowanych badań byłaby ograniczana do przedsiebiorstwa które je
                            > wygenerowało. reszta musiałaby wyważac otwarte drzwi. Wyniki badań
                            > finansowanych przez rządy są powszechnie dostępne.

                            Opisana przez Ciebie sytuacja nie jest chora, tylko właśnie zdrowa. Cóż w tym
                            dziwnego, że podmiot, który sfinansował badania, przede wszystkim sam korzysta
                            z ich wyników? Inne podmioty mogą skorzystać: a) po zapłaceniu za odkrycie; b)
                            po upływie kilku lat ochrony patentowej. Za to nie będą finansowane badania
                            zwane "junk-science", których udział w całości obecnie ocenia się na 50%.

                            > Nie mówię, że są głupi. Mówie, że kierują się innymi pobudkami i mają inne
                            > cele. Politykom (przynajmniej na razie) daje sie wytłumaczyć sens
                            > finansowania badań nie przynoszących w dającej się przewidziec perspektywie
                            > wymiernych korzyści.

                            Politycy z radością przyjmą każde tłumaczenia wiodące do tego, żeby ściągnęli
                            większe podatki, wydali po uważaniu i w dodatku nie musieli wylegitymować się
                            wynikami przed wyborcami. Hojność polityków wynika tylko z tego, że wydają
                            cudze pieniądze, przy okazji licząc (niebezpodstawnie), że część przyklei im
                            się do palców. Przedsiębiorcy są dlatego przedsiębiorcami, że mają głowy na
                            karku i częściej potrafią patrzeć w przyszłość bardziej pespektywicznie niż do
                            końca kadencji. W ostateczności można się zresztą zgodzić na jakieś formy
                            finansowania przez państwo nauki. W końcu przez wieki szkoły wyższe były
                            dotowane przez władców.

                            > Wiesz, teraz bada sie troche co innego niż za czasów Leonarda, użwya się
                            > innych metod i standardów, i koszta są "cokolwiek" wyższe.

                            Trudno, żeby przy postępie nauki badało się ciagle tymi samymi metodami. Przez
                            całe wieki metody też się zmieniały. A wyższe koszty? Po pierwsze - spotykają
                            sie z wyższymi teraz niż dawniej dochodami, ponadto w znacznej części wynikają
                            z marnotrawstwa.

                            > Ale żeby wprowadzić metodę, trzeba zrobić badania na zwierzetach, badania
                            > kliniczne, ktos za to musi płacić.

                            Zapłaci za to ten, kto później będzie miał z tego korzyści.

                            > Gajusz Mecenas płacił paru poetom. Jakby miał sfinasować 28 miliardów dolarów
                            > wydawanych przez Narodowe Instytuty Zdrowia na CZĘŚĆ związnych z medycyną
                            > badań w USA, to by chyba nie wydolił. Obawiam się.

                            A dlaczego sądzisz, że byłby tylko jeden?

                            > Nie czytam zielonego oszołomstwa, czytam to w poważnych czasopis,mach.
                            > powiedzmy "Science".

                            "Powiedzmy" bo czytasz zupełnie co innego.

                            > Bardzo wiele wskazuje, że ma. Widać trendy, są przedstawione sensowne
                            > mechanizmy efektu cieplarnianego. Bardzo byłbym rad jakby sie okazało, że
                            > masz rację. Ale wygląda na to, że nie masz.

                            Guzik prawda. Widać ocieplanie się klimatu i widać, że trendy są zgodne z
                            wielowiekowym cyklem zmian klimatycznych na ziemi. Wpływu człowieka nie widać.

                            > W szczególności jak jest susza, huragany, albo zalanie przez morze
                            > nabrzeżnych obszarów. Rośliny i gospodarka po ususzeniu, zburzeniu/wyrwaniu z
                            > korzeniami lub zalaniu słoną wodą mają się wręcz bosko.

                            W szczególności na Ziemi było już nieraz cieplej niż teraz (poguglaj za
                            terminem "optimum klimatyczne") i rośliny rozwijały się doskonale. Dla odmiany
                            okresy ochłodzenia klimatu wiazały się zawsze ze zjawiskami niekorzystnymi dla
                            człowieka. Kiedy temperatura powietrza jest wyższa, wyższe jest też parowanie,
                            więc wilgotność powietrza wzrasta. Od tego nie ma suszy, tylko wręcz
                            przeciwnie - większe opady. Zalanie przez oceany to puste strachy. Lewacka,
                            antykapitalistyczna propaganda.
                            • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 01:12
                              misiu-1 napisał:

                              > > Naturalny monopol? A skąd ta dziena koncepcja? Obawiam się ludzi
                              > > nadużywających słowa "naturalny".
                              >
                              > To pomiń to słowo. Nie jest niezbędne.

                              Pominąc, nie pominąć, z niczego nie wynika, że działalność państwa w
                              temacie „policja” jest cacy a w temacie „służba zdrowia” jest be.

                              >
                              > > A przez całe tysiąclecia z leczeniem było troche słabo.
                              >
                              > Teraz jest dobrze?

                              No przepraszam. Jakbyś 150 lat temu miał zapalenie wyrostka to bys mógł se
                              najwyzej testament napisać. Przecietna długość zycia? Umieralność niemowląt?
                              Polio? Ospa? Coś dzwoni?

                              > > I do tego prywatna służba zdrowia lubi generowac koszty.
                              >
                              > Prywatna?????? Żadne lecznictwo nie generuje takich kosztów, jak państwowe.

                              No zobaczmy. W Polsce składka na paskudne państwowe lecznictwo wynosi bodajże
                              9%. To będzie jakieś 250 zł miesięcznie, patrząc na przeciętną pensje, prawda?
                              I za to mozna mieć ubezpieczenie zdrowotne całej rodziny, dzieci są leczone
                              nawet gdy rodzice są nieubezpieczeni, na emeryturze też ma sie prawo do
                              leczenia. A teraz popatrzy na stawki ubezpieczenia zdrowotnego w USA, np tu:
                              kpmid.ikaenterprise.com/IndividualQuotes/InputDocs/KPMAS_2007_Rates.pdf
                              Zaznaczam że to ceny taniego ubezpieczyciela, który stawia pewne ograniczenia.
                              Np. trzeba się leczyc u ich lekarzy zaczynając od lekarza pierwszego kontaktu a
                              kończąc na specjalistach. Nie ma swobodnego wyboru lekarza. Prywatne
                              ubezpieczenia z pełną wolnością są droższe.

                              I co – miesięczne ubezpieczenie rodziny kosztuje miesięcznie co najmniej 487
                              dolarów – 1400 zł, i to jeśli najstarszy członek rodziny ma 19 lat! Przy 40-
                              letnim najstarszym ubezpieczonym – 2500 zł. Przy ponad 65-letnim 6400 zł. I to
                              przy dopłacie 30-60 zł za każda wizytę. Na dalszych stronach są tańsze wersje –
                              ale tam ubezpieczyciel płaci tylko część kosztów.
                              Nawet biorąć 2500 zł – naprawdę sądzisz, że rzeczywiste koszta w USA są 10-
                              krotnie wyższe niż w Polsce? Albo że jakość, zwłaszcza u tego taniego
                              ubezpieczyciela, jest 10-krotnie lepsza? Leki, sprzet kosztują podobnie, więc
                              mam wrażenie, że generalne zawyżenie cen dla zysku przez prywatną służbę
                              zdrowia gra tu rolę.


                              >
                              > > Nidy nie będzie finansował w stopniu wystarczającym, bo gwarancja zwrotu
                              > jest
                              > > w wypadku badań podstawowych nieduża. W dodatku prowadziłoby to do chorej
                              >
                              > > sytuacji, bo z przyczyn finansowo/konkurencyjnych dostępność wyników tak
                              > > finansowanych badań byłaby ograniczana do przedsiebiorstwa które je
                              > > wygenerowało. reszta musiałaby wyważac otwarte drzwi. Wyniki badań
                              > > finansowanych przez rządy są powszechnie dostępne.
                              >
                              > Opisana przez Ciebie sytuacja nie jest chora, tylko właśnie zdrowa. Cóż w tym
                              > dziwnego, że podmiot, który sfinansował badania, przede wszystkim sam
                              korzysta
                              > z ich wyników? Inne podmioty mogą skorzystać: a) po zapłaceniu za odkrycie;
                              b)
                              > po upływie kilku lat ochrony patentowej.

                              I wtedy inne podmioty albo muszą ponosić dodatkowe koszty, albo tracic czas.
                              Finansowanie przez rządy dostarcza puli wiedzy dostępnej dla każdego i
                              natychmiast, co skraca czas rozwoju i umożliwia szerszy dostęp do odkryć.


                              >Za to nie będą finansowane badania
                              > zwane "junk-science", których udział w całości obecnie ocenia się na 50%.

                              W badaniach podstawowych zdefiniowanie „junk science” jest nie za bardzo
                              możliwe. Bardzo trudno jest z góry ocenić, które z badań, z których na pierwszy
                              rzut oka wynika tylko poszerzenie wiedzy jako takiej, mogą otworzyc drogę do
                              nowych, uzytecznych odkryć.

                              Jak się Galvani i Volta bawili w bateryjki i żabie udka, czy ktos spodziewał
                              się, że z tego będzie coś ponad zabawami ku uciesze wyzszych sfer? Albo jak
                              Mendel groszki liczył?

                              >Hojność polityków wynika tylko z tego, że wydają
                              > cudze pieniądze, przy okazji licząc (niebezpodstawnie), że część przyklei im
                              > się do palców. Przedsiębiorcy są dlatego przedsiębiorcami, że mają głowy na
                              > karku i częściej potrafią patrzeć w przyszłość bardziej pespektywicznie niż
                              do
                              > końca kadencji. W ostateczności można się zresztą zgodzić na jakieś formy
                              > finansowania przez państwo nauki. W końcu przez wieki szkoły wyższe były
                              > dotowane przez władców.

                              Ano widzę, że się chyba zgadzamy. Przedsiębiorca – z pewnością wielu z nich ma
                              lepszą głowę na karku niż politycy – zwykle nie jest zainteresowany perspektywą
                              czasową i szansą zwrotu nakładów, jaka charakteryzuje badania podstawowe.
                              Dlaczego politycy, zwykle myślący nie dalej niż 4 lata naprzód, ciągle
                              finansują rzeczy o perspektywie idacej w dziesiątki lub więcej lat, nieco mnie
                              zaskakuje, ale cieszy. Może to snobizm, może poczucie władzy (rozsądku trudno
                              się spodziewać), może owo przyklejanie się pieniędzy, ale skutki w sumie są
                              poztywne. Przynajmniej lepsze, niiż gdyby nie dawali nic, albo finansowali
                              tylko projekty zwracające się do końca kadencji.

                              Inna sprawa, że pewne projekty wymagają nakładów, których trudno się spodziewac
                              po przemysłowcach – powiedzmy ITER za 12 miliardów dolarów.


                              > > Wiesz, teraz bada sie troche co innego niż za czasów Leonarda, użwya się
                              > > innych metod i standardów, i koszta są "cokolwiek" wyższe.
                              >
                              > Trudno, żeby przy postępie nauki badało się ciagle tymi samymi metodami.
                              Przez
                              > całe wieki metody też się zmieniały. A wyższe koszty? Po pierwsze - spotykają
                              > sie z wyższymi teraz niż dawniej dochodami, ponadto w znacznej części
                              wynikają
                              > z marnotrawstwa.

                              Nie masz racji. Inżynierii genetycznej czy produkcji układów scalonych nie da
                              się prowadzić takim kosztem, jak sekcji kozy czy rzucania kulek z krzywej wieży.


                              > > Gajusz Mecenas płacił paru poetom. Jakby miał sfinasować 28 miliardów dol
                              > arów
                              > > wydawanych przez Narodowe Instytuty Zdrowia na CZĘŚĆ związnych z medycyną
                              >
                              > > badań w USA, to by chyba nie wydolił. Obawiam się.
                              >
                              > A dlaczego sądzisz, że byłby tylko jeden?

                              A gdzie jest ta kolejka przemysłowców chętnych do płacenia na badania
                              podstawowe?
                              Owszem, najwyższa półka trochę się rusza, głównie na badania biomedyczne
                              ukierunkowane na choroby Trzeciego Świata. Powiedzmy Bill & Melinda Gates
                              Foundation. Co jest chwalebne, bo na badania nad takimi chorobami nie cieszą
                              się specjalnie wyrażanym finansowo poparciem bogatych rządów czy koncernów
                              faramceutycznych/


                              > > Nie czytam zielonego oszołomstwa, czytam to w poważnych czasopis,mach.
                              > > powiedzmy "Science".
                              >
                              > "Powiedzmy" bo czytasz zupełnie co innego.

                              Nie, akurat przy śniadaniu często czytuję Science. Stosik leży tu koło mnie.
                              Mam ci wysłać zdjęcie stosiku, czy może jednak mi uwierzysz? Nie mówiąc o tym,
                              że z przyczym profesjonalnych mam dostęp internetowy do Sceince i pewnie
                              kilkuset innych czasopism naukowych. Więc choć klimat nie leży w moich
                              zastosowaniach zawodowych, od czasu do czasu czytuję o nim u specjalistow. A Ty
                              skąd bierzesz swoje rewelacje na temat klimatu? Z broszurek koncernów naftowych?

                              >
                              > > Bardzo wiele wskazuje, że ma. Widać trendy, są przedstawione sensowne
                              > > mechanizmy efektu cieplarnianego. Bardzo byłbym rad jakby sie okazało, że
                              >
                              > > masz rację. Ale wygląda na to, że nie masz.
                              >
                              > Guzik prawda. Widać ocieplanie się klimatu i widać, że trendy są zgodne z
                              > wielowiekowym cyklem zmian klimatycznych na ziemi. Wpływu człowieka nie
                              widać.

                              Z tego co ja czytam, całkiem dobrze widać. Oczywiście, dwutlenek węgla nie
                              jest podpisany. Ale skoro spala się tyle a ty
                              • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 01:13
                                Dokończenie:
                                Z tego co ja czytam, całkiem dobrze widać. Oczywiście, dwutlenek węgla nie
                                jest podpisany. Ale skoro spala się tyle a tyle węgla i węglowodorów to można
                                policzyć ile z tego wychodzi dwutlenku węgla. Który nie bardzo ma sie gdzie
                                podziac. 100% pewności nie ma, ale IPCC mówi o wysokich prawdopobieństwach.
                                Czekanie na 100% pewności byłoby tu zbyt rozsądne. Jakby Ci inzynier
                                powiedział, że jest 75% prawdopodobieństwa, że w sufit ci spadnie na głowę w
                                ciągu najbliższego tygodnia, zrobiłbys coś czy czekał aż ocena dojdzie do 99.9%?

                                > W szczególności na Ziemi było już nieraz cieplej niż teraz (poguglaj za
                                > terminem "optimum klimatyczne") i rośliny rozwijały się doskonale
                                > Kiedy temperatura powietrza jest wyższa, wyższe jest też parowanie,
                                > więc wilgotność powietrza wzrasta. Od tego nie ma suszy, tylko wręcz
                                > przeciwnie - większe opady.

                                Gdzie pada tam pada, a gdzie wysycha tam wysycha. Przy naturalnych cyklach
                                rośliny mają czas na przystosowanie, przy sztucznych nie.

                                Poza tym jak masz 6 mld ludzi do wyżywienia, to jak ci powiedzmy 20% upraw
                                zaleje morzem a 40% ci zeschnie to nawet jak pozostałe 40% będzie się miało o
                                10% lepiej – dalej masz powazny kłopot.


                                > Zalanie przez oceany to puste strachy

                                zajrzyj sobie na
                                www.physicalgeography.net/fundamentals/8b.html
                                i w tabelce 8b-1 zobacz sobie ile wody mieszczą oceany, ile lodowce, a ile
                                atmosfera. I teraz zastanów się, czy atmosfera ma szanse pomieścić wodę ze
                                stopienia lodowców.

                                W ogóle może przeczytaj sobie:
                                en.wikipedia.org/wiki/Effects_of_global_warming
                                wikipedia nie jest może najlepszym istniejącym źródłem informacji, ale jest
                                niezłym punktem wyjścia. Co więcej, masz tam przedstawione również wątpliwości,
                                nie jest to więc durnowate zielone oszołomstwo. Ale wyglądą, że w sumie efekt
                                będzie nieciekawy.
                                • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 10:42
                                  bwv1004 napisał:

                                  > Z tego co ja czytam, całkiem dobrze widać. Oczywiście, dwutlenek węgla nie
                                  > jest podpisany. Ale skoro spala się tyle a tyle węgla i węglowodorów to można
                                  > policzyć ile z tego wychodzi dwutlenku węgla. Który nie bardzo ma sie gdzie
                                  > podziac. 100% pewności nie ma, ale IPCC mówi o wysokich prawdopobieństwach.

                                  IPCC to banda zielonych, antykapitalistycznych lewaków, wśród których w ogóle
                                  niewielu jest naukowców, a klimatologów jeszcze mniej. Co z tego wynika, że
                                  wiadomo, ile spalamy paliw i ile CO2 emitujemy do atmosfery? Skąd się wzięły
                                  paliwa kopalne? Z organizmów żywych. Oznacza to, że kiedyś cały ten węgiel był
                                  w powietrzu i nie doprowadził do przegrzania planety, i nie przeszkodził w
                                  bujnym rozwoju życia.

                                  > Czekanie na 100% pewności byłoby tu zbyt rozsądne. Jakby Ci inzynier
                                  > powiedział, że jest 75% prawdopodobieństwa, że w sufit ci spadnie na głowę w
                                  > ciągu najbliższego tygodnia, zrobiłbys coś czy czekał aż ocena dojdzie do
                                  > 99.9%?

                                  Analogia chybiona, bo żaden sufit nam na głowę nie spadnie. Klimat ociepla się
                                  bez naszego istotnego udziału i nie jesteśmy w stanie się temu przeciwstawić,
                                  bo nas to przerasta. Należy się oswoić z myślą, że może nie pojeździmy sobie na
                                  nartach, ale za to nie będziemy musieli importować pomarańczy. Ja tam wolę, jak
                                  jest ciepło i za zimą nie przepadam. A ze strachów rozmaitych "klubów
                                  rzymskich" się śmieję.

                                  > Gdzie pada tam pada, a gdzie wysycha tam wysycha. Przy naturalnych cyklach
                                  > rośliny mają czas na przystosowanie, przy sztucznych nie.

                                  Ocieplanie się klimatu jest cyklem jak najbardziej naturalnym. Zachodziło wiele
                                  razy i rośliny to przetrzymały.

                                  > Poza tym jak masz 6 mld ludzi do wyżywienia, to jak ci powiedzmy 20% upraw
                                  > zaleje morzem a 40% ci zeschnie to nawet jak pozostałe 40% będzie się miało o
                                  > 10% lepiej – dalej masz powazny kłopot.

                                  Nie mam żadnego kłopotu, bo liczby i groźby, jakie podajesz są wyssane z palca.

                                  > zajrzyj sobie na
                                  > www.physicalgeography.net/fundamentals/8b.html
                                  > i w tabelce 8b-1 zobacz sobie ile wody mieszczą oceany, ile lodowce, a ile
                                  > atmosfera. I teraz zastanów się, czy atmosfera ma szanse pomieścić wodę ze
                                  > stopienia lodowców.

                                  A skąd pomysł, że się stopią? Jaką temperaturę mają lodowce? Co działo się z
                                  nimi podczas poprzednich interglacjałów? Topiły się? Masz jakieś dane na temat
                                  powierzchni lądów wówczas zalanych?

                                  > W ogóle może przeczytaj sobie:
                                  > en.wikipedia.org/wiki/Effects_of_global_warming
                                  > wikipedia nie jest może najlepszym istniejącym źródłem informacji, ale jest
                                  > niezłym punktem wyjścia. Co więcej, masz tam przedstawione również
                                  > wątpliwości, nie jest to więc durnowate zielone oszołomstwo. Ale wyglądą, że
                                  > w sumie efekt będzie nieciekawy.

                                  Ja się podpisuję właśnie pod wątpliwościami. Efekt będzie nie gorszy niż
                                  podczas poprzednich ociepleń. Jeśli czegoś należy się obawiać, to następującego
                                  w naturalnym cyklu po ociepleniu ochłodzenia klimatu. Na szczęscie nie
                                  spodziewam się dożyć tej chwili.
                                  • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 18:58
                                    misiu-1 napisał:

                                    > Owszem, wynika. Z celu istnienia państwa. Praworządność i bezpieczeństwo jest
                                    > tym celem. A nie lecznictwo, wynalazczość, hodowla kurczaków czy produkcja
                                    > guzików.

                                    Po pierwsze, z pewnego punktu widzenia lecznictwo całkiem nieźle wpisuje się w
                                    koncepcje bezpieczeństwa.
                                    Po drugie, cel istnienia państwa nie jest czymś danym od bóstwa na wieki. Świat
                                    się zmienia, i cele istnienia państwa można i trzeba redefiniować. Gdy wszyscy
                                    chodzili spać z kurami a w piecu palili chrustem z pobliskiego lasku, nie było
                                    mowy o bezpieczeństwie energetycznym państwa, prawda?


                                    > > No przepraszam. Jakbyś 150 lat temu miał zapalenie wyrostka to bys mógł s
                                    > e
                                    > > najwyzej testament napisać. Przecietna długość zycia? Umieralność niemowl
                                    > ąt?
                                    > > Polio? Ospa? Coś dzwoni?
                                    >
                                    > A gdybym dzisiaj złapał wirusa ebola, to bym testamentu napisać nawet nie
                                    > zdążył. Coś z tego ma wynikać?

                                    Poprzednio negowałeś moja tezę, że obecnie leczenie stoi na wyzszym poziomie
                                    niż dawniej. Podałem jasne przykłady. Co ma zmieniać fakt, że wirus ebola by
                                    cię załatwił? Wtedy też by cię załatwił.

                                    >Ile państwa potrzeba było do powstania
                                    > PRYWATNEGO Instytutu Pasteura?

                                    Nie wiem, ale obecnie badania tam prowadzone są również finansowane przez rząd.

                                    Wracając do ospy i polio, podaj skuteczny i sensowny niepaństwowy mechanizm,
                                    który mógłby sfinansować i narzucić powszechne szczepienia, prowadząc do
                                    eradykacji tych chorób.


                                    > > No zobaczmy. W Polsce składka na paskudne państwowe lecznictwo wynosi bod
                                    > ajże
                                    > > 9%. To będzie jakieś 250 zł miesięcznie, patrząc na przeciętną pensje,
                                    > > prawda? I za to mozna mieć ubezpieczenie zdrowotne całej rodziny
                                    >
                                    > Za to można mieć ledwo ułudę ubezpieczenia zdrowotnego, zadłużone szpitale,
                                    > wieloletnie kolejki do byle operacji, łapownictwo.

                                    Zgoda, ale patrz niżej.


                                    > > naprawdę sądzisz, że rzeczywiste koszta w USA są 10- krotnie wyższe niż w
                                    >
                                    > > Polsce? Albo że jakość, zwłaszcza u tego taniego ubezpieczyciela, jest 10
                                    > -
                                    > > krotnie lepsza? Leki, sprzet kosztują podobnie, więc mam wrażenie, że
                                    > > generalne zawyżenie cen dla zysku przez prywatną służbę zdrowia gra tu ro
                                    > lę.
                                    >
                                    > Myślę, że lekarze i pielęgniarki w USA zarabiają prawdziwe pieniądze, a
                                    > amerykański podatnik nie ponosi dodatkowych kosztów "oddłużania",
                                    > kolejnych "reform" etc.

                                    I cały czas uważasz, ze rzeczywiste koszty są 10-krotnie wyższe? A jeszcze
                                    twierdzisz, że polska służba zdrowia marnuje dużo kasy (i marnuje, racja).
                                    Czyli powiedzmy 30% polskiej składki idzie w marnotrawstwo. Więc koszta w
                                    superjakobyoszczędnej efektywnej słuzbie zdrowia w USA są 15 razy wyższe?

                                    I teraz jest pytanie: czy lekarze w USA zarabiają „prawdziwe” pieniądze? Czy
                                    też lekarze (oraz ubezpieczyciele, administratorzy itd) zarabiają niebotyczne
                                    pieniądze, bo prywatność służby zdrowia pozwala im doić pacjentów jak się chce?
                                    Pamiętaj, że w kwestii lecznictwa nie masz normalnego mechanizmu rynkowego
                                    opartego na racjonalnym wyborze klienta, bo gdy chodzi o zdrowie i życie
                                    najbliższych nikt nie podejmuje racjonalnych wyborów. I dlatego zawsze łatwo
                                    wmówić, że trzeba zapłacić więcej. Ten sam mechanizm działa w Polsce, gdzie
                                    uczciwy brzydzący się łapownictwem człowiek złamie sie i zapłaci, gdy chodzi o
                                    zdrowie najbliższych.
                                    Żeby było jasne – jestem jak najdalej od twierdzenia, że polska służba zdrowia
                                    jest świetlistem przykładem. Nie, generalnie ma mnóstwo wad. Uważam jednak, że
                                    całkowita prywatyzacja lecznictwa/ubezpieczeń zdrowotnych nie przyniosła by
                                    uzdrowienia, tylko wzrost kosztów i zmniejszenie dostępności dla mniej
                                    zasobnych pacjentów.


                                    >
                                    > > I wtedy inne podmioty albo muszą ponosić dodatkowe koszty, albo tracic cz
                                    > as.
                                    >
                                    > Jakie DODATKOWE? Uważasz, że jeśli jeden podmiot coś wynalazł, a drugi to od
                                    > niego kupił, to koszty jednego i drugiego trzeba tu zsumować? Ciekawe
                                    > rozumowanie.

                                    Nie rozumiesz mojego rozumowania :-). Dodatkowe w porównaniu z bezpłatnym
                                    otrzymaniem odkrycia z puli public domain, gdzie koszty odkryć są fiannsowane
                                    przez państwo, czyli solidarnie rozłożone na wszystkich obywateli, który z
                                    ostatecznych wyników w końcu będą korzystać.

                                    > Finansowanie przez rządy oznacza marnotrawstwo i finansowanie całej masy
                                    > pseudonaukowców, produkujących zapisany papier.

                                    Istnieją mechanizmy elimnowania pseudonaukowców. Że w Polsce działają słabo, to
                                    inna sprawa. Zresztą mówienie pogardliwie o zapisanym paierze to czysta
                                    demagogia. Uważasz, że produkcja wiedzy jest bezwartościowa, że jak nie wyjdzie
                                    od razu nowy model obrabiarki to zmarnowan kasę?

                                    > Czy Galvani, Volta, Edison etc. potrzebowali do tego państwa?

                                    Nie, ale Galvani i Volta pracowali w czasach innych kosztów. Edison w ogóle
                                    chyba nie robił badań podstawowych, więc mógł sobie sprzedawać wynalazki
                                    zbudowane dzięki temu, że korzystał posrednio czy bezpośrednio z dostępnych w
                                    public domain odkryć powiedzmy Faradaya.

                                    Czy gdyby w XXw rządy nie włączyły się ostro w finansowanie badań naukowych,
                                    mielibysmy taki skok w technologii czy medycynie? Wydaje mi sie, że nie.

                                    >. Nie mam pojęcia, jakie rozumowanie doprowadza Cię do wniosku, że
                                    > wybór człowieka na polityka wytwarza w nim raptem wolę finansowania nauki?
                                    > Jeśli gdzieś nauka jest finansowana to na pewno nie dzięki politykom, którzy
                                    > widzą w tym tylko okazję do nachapania się pieniędzy, dlatego wszystko im
                                    > jedno, jakie pseudobadania finansują.

                                    Ja nie doszedłem do takiego wniosku. Ja tylko zauważyłem, że mimo, iż
                                    finansowanie nauki wydaje się być całkowicie sprzeczne z 4-letnią umysłowością
                                    polityka, jednak politycy naukę finansują.
                                    Nie wiem czemu, tak robią, Twoim zdaniem czemu? Z rozpędu? Bo w narodzie jakiś
                                    tam szacunek dla nauki istnieje i ludzie by się oburzyli jakby nauke skasowac?

                                    > Trudno? A mnie się wydaje, że niezmiernie łatwo to sobie wyobrazić.

                                    To dlaczego ITER finansują rządy? Może dlatego, że technologia jest w tak
                                    wczesnej fazie, że ITER ma za te ciężkie pieniądze (a koszta pewnie wzrosna w
                                    trakcie) osiągnąc w szczycie marne 500 MW i zysk w sensie finansowym będzie
                                    żaden?

                                    >
                                    > > Nie masz racji. Inżynierii genetycznej czy produkcji układów scalonych ni
                                    > e da
                                    > > się prowadzić takim kosztem, jak sekcji kozy czy rzucania kulek z krzywej
                                    >
                                    > > wieży
                                    >
                                    > Nie da się, ale też prywatne firmy poradzą sobie z tym lepiej niż państwowe.

                                    Owszem, ale wezmą się za to dopiero kiedy technologia będzie na etapie dającym
                                    dużą szanse zwrotu kosztów. Badania podstawowe leżące u podstaw tych
                                    technologii takich szans nie dają. Może to się zacznie zmieniać, może z
                                    wzrostem siły finansowej wielkich przedsiębiorstw zaczną one częściej więcej
                                    ryzykować. Ale nie wiem, czy zaczną, i z przyczyn wspomnianych wyżej (wyniki
                                    nie trafiałyby do public domain) nie wiem, czy byłoby to dobre rozwiązanie.

                                    > Sam widzisz, że prywatni ludzie mogą finansować coś, czego państwa nie
                                    zrobią.

                                    I chwała im za to. Na razie o ile wiem nie osiągnęło to wystarczającej skali.

                                    > ROTFL. Jeśli dla Ciebie wzmianki o cyklicznych zmianach klimatycznych na
                                    Ziemi,
                                    >
                                    > o aktywności słońca etc. to rewelacje, to mogę sobie wyobrazić, jak wygląda
                                    > twój dostęp do literatury naukowej.

                                    Nie mój drogi, znowu nie zrozumiałeś. Pytam, skąd bierzesz swoje rewelacje
                                    jakoby obecne trendy dały się całkowicie i bez wątpliwości wytłumaczyc
                                    przyczynami naturalnymi.


                                    > IPCC to banda zielonych, antykapitalistycznych lewaków, wśród których w ogóle
                                    > niewielu jest naukowców, a klimatologów jeszcze mniej.

                                    IPCC nie prowadzi badań, tylko opiera się na op
                                    • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 18:59
                                      Cd:

                                      IPCC nie prowadzi badań, tylko opiera się na opublikowanych badaniach
                                      prowadzonych przez naukowców i klimatologów. Dokumenty podlegają przeglądowi
                                      zarówno przez naukowców jak i przez rządy.

                                      > Co z tego wynika, że
                                      > wiadomo, ile spalamy paliw i ile CO2 emitujemy do atmosfery? Skąd się wzięły
                                      > paliwa kopalne? Z organizmów żywych. Oznacza to, że kiedyś cały ten węgiel
                                      był
                                      > w powietrzu i nie doprowadził do przegrzania planety, i nie przeszkodził w
                                      > bujnym rozwoju życia.

                                      Owszem, i poziom morza bywał setki metrów wyżej niż teraz, i biosfery to
                                      przetrwała, i możliwe, że miała się dobrze. Ale kryteria samopoczucia biosfery
                                      są inne niż kryteria samopoczucia cywilizacji, która zgromadziła pewne zasoby
                                      dóbr i nie chce ich utracić, i dla której straty w ludziach (i innych
                                      organizmach) mają wymiar moralny.


                                      > Ocieplanie się klimatu jest cyklem jak najbardziej naturalnym. Zachodziło
                                      wiele
                                      >
                                      > razy i rośliny to przetrzymały.

                                      Ale zachodziły głębokie zmiany składu gatunkowego, co w wypadku rolnictwo może
                                      prowadzić do katastrofy. Dla biosfery jako całości nie ma aż takiego
                                      znaczenia, czy ryż wyginie i zastąpią go kaktusy. Dla rolnictwa ma.


                                      > A skąd pomysł, że się stopią?

                                      Topią się. Science z 16. marca tego roku, str. 1534. Wykresy obszaru pokrytego
                                      lodem w Arktyce os przełomu lat 70 i 80ych do dziś. Trend kilku procent na
                                      dekadę.


                                      >Jaką temperaturę mają lodowce? Co działo się z
                                      > nimi podczas poprzednich interglacjałów? Topiły się? Masz jakieś dane na
                                      temat
                                      > powierzchni lądów wówczas zalanych?

                                      Topiły się i zamarazały, poziom morza wzrastał i opadał. Wtedy populacje
                                      zwierzęce mogły sobie pójść wyżej, roślin troche wyginęło. Teraz, jak juz
                                      pisałem, masz ogromną populacje ludzką przywiązana do swych siedlisk (często
                                      nadmorskich) infrastrukturą i zaleznych pokarmowo od pewnych (w zasadzie kilku)
                                      gatunków roślin.


                                      > Na szczęscie nie
                                      > spodziewam się dożyć tej chwili.


                                      I to jest główny problem Twojego sposobu myślenia. po nas choćby potop.

                                      PS. dzięki w ogóle za dyskusję na poziomie przewyższającym typowy dla forów GW.
                                      • bwv1004 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 19:12
                                        misiu-1:

                                        jeszcze jedno. pozwoliłem sobie zajrzeć do Twojej wizytówki i skonstatowałem że
                                        wpradzie poglądy na role państwa i ocieplenie klimatu nas dzielą, ale sporo nas
                                        łączy: np. zainteresowania muzyczne. Może wpadniesz czasem pogadac o muzyce na
                                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10242 ?
                                        • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 22:00
                                          bwv1004 napisał:

                                          > misiu-1:
                                          > jeszcze jedno. pozwoliłem sobie zajrzeć do Twojej wizytówki i skonstatowałem
                                          > że wpradzie poglądy na role państwa i ocieplenie klimatu nas dzielą, ale
                                          > sporo nas łączy: np. zainteresowania muzyczne. Może wpadniesz czasem pogadac
                                          > o muzyce na
                                          > forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10242?

                                          Może kiedyś wpadnę, jak będę miał więcej czasu. Głupio byłoby więcej gadać o
                                          muzyce, niż jej słuchać. :-)
                                    • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 21:44
                                      bwv1004 napisał:

                                      > Po pierwsze, z pewnego punktu widzenia lecznictwo całkiem nieźle wpisuje się w
                                      > koncepcje bezpieczeństwa.

                                      Z pewnego punktu widzenia w koncepcje bezpieczeństwa może wpisywać się nawet
                                      zieleń miejska i produkcja szpilek.

                                      > Po drugie, cel istnienia państwa nie jest czymś danym od bóstwa na wieki.
                                      > Świat się zmienia, i cele istnienia państwa można i trzeba redefiniować.

                                      Ja wolę, żeby rolę państwa ograniczać, a nie rozbudowywać. Państwo, które
                                      reguluje kształt ogórków i bananów to karykatura.

                                      > Gdy wszyscy chodzili spać z kurami a w piecu palili chrustem z pobliskiego
                                      > lasku, nie było mowy o bezpieczeństwie energetycznym państwa, prawda?

                                      Czy PGR-y dawały większe bezpieczeństwo żywnościowe państwa niż prywatne
                                      rolnictwo? Rolą państwa nie jest dostarczanie mi prądu. Wykonają to z
                                      powodzeniem prywatne elektrownie i prywatni dystrybutorzy. Rolą państwa może
                                      być co najwyżej występowanie w moim interesie wówczas, gdy staną mu na
                                      przeszkodzie działania innego państwa.

                                      > Poprzednio negowałeś moja tezę, że obecnie leczenie stoi na wyzszym poziomie
                                      > niż dawniej. Podałem jasne przykłady. Co ma zmieniać fakt, że wirus ebola by
                                      > cię załatwił? Wtedy też by cię załatwił.

                                      Coś Ci się pomyliło. Nie negowałem wyższego poziomu lecznictwa. Negowałem
                                      celowość udziału państwa w podwyższaniu tego poziomu. Wirus ebola miał być
                                      przykładem na to, że argumentacja typu "150 lat temu wyrostek by cię załatwił"
                                      jest bezwartościowa. Nie dowodzi w żaden sposób konieczności udziału państwa w
                                      organizacji lecznictwa.

                                      > Nie wiem, ale obecnie badania tam prowadzone są również finansowane przez
                                      > rząd.

                                      Nie wiesz? To Ci powiem - nie potrzeba było w ogóle udziału państwa. Powstał za
                                      prywatne pieniądze Pasteura. A to, że obecnie państwo finansuje jakieś badania
                                      tam prowadzone, niczego nie dowodzi. Państwo francuskie finansuje w znacznym
                                      stopniu rozmnażanie się Francuzów, co jednakowoż nie rodzi wniosku, ze państwo
                                      jest nam niezbędne do rozmnażania się.

                                      > Wracając do ospy i polio, podaj skuteczny i sensowny niepaństwowy mechanizm,
                                      > który mógłby sfinansować i narzucić powszechne szczepienia, prowadząc do
                                      > eradykacji tych chorób.

                                      Naturalna troska rodziców o dzieci jest potężnym mechanizmem finansującym i
                                      narzucającym dzieciom szczepienia. W dodatku całkiem niepaństwowym. Na pewno
                                      wykupienie szczepień bezpośrednio przez rodziców jest znacznie tańsze niż za
                                      pośrednictwem gromady wysoko opłacanych urzędników.

                                      > I cały czas uważasz, ze rzeczywiste koszty są 10-krotnie wyższe? A jeszcze
                                      > twierdzisz, że polska służba zdrowia marnuje dużo kasy (i marnuje, racja).
                                      > Czyli powiedzmy 30% polskiej składki idzie w marnotrawstwo. Więc koszta w
                                      > superjakobyoszczędnej efektywnej słuzbie zdrowia w USA są 15 razy wyższe?

                                      Jak dodasz pozaskładkowe finansowanie lecznictwa w Polsce, uwzględnisz
                                      dostępność, płace personelu, poziom dochodów społeczeństwa i fakt postępującego
                                      uwiądu polskiego lecznictwa, wyjdzie ci po pierwsze mniejszy wskażnik, po
                                      drugie - znacznie lepiej uzasadniony. Polska służba zdrowia powoli bankrutuje.
                                      Tak samo, jak cały system emerytalny.

                                      > I teraz jest pytanie: czy lekarze w USA zarabiają „prawdziwe” pieni
                                      > ądze? Czy też lekarze (oraz ubezpieczyciele, administratorzy itd) zarabiają
                                      > niebotyczne pieniądze, bo prywatność służby zdrowia pozwala im doić pacjentów
                                      > jak się chce?

                                      Prywatność służby zdrowia nie pozwala doić pacjentów, bo pójdą sobie do innego
                                      lekarza, przychodni czy szpitala. Prywatność lecznic weterynaryjnych nie
                                      doprowadziła jakoś do horrendalnych kosztów leczenia zwierząt. Przypominam
                                      sobie, że za skomplikowaną operację połamanej miednicy u kotki osiem lat temu
                                      zaśpiewano mi 300PLN. Powiedzmy, że dziś byłoby to 600PLN. Biorąc pod uwagę, że
                                      taka okoliczność może się zdarzyć raz na wiele lat albo i wcale, niewygórowana
                                      to suma.

                                      > Pamiętaj, że w kwestii lecznictwa nie masz normalnego mechanizmu rynkowego
                                      > opartego na racjonalnym wyborze klienta, bo gdy chodzi o zdrowie i życie
                                      > najbliższych nikt nie podejmuje racjonalnych wyborów. I dlatego zawsze łatwo
                                      > wmówić, że trzeba zapłacić więcej. Ten sam mechanizm działa w Polsce, gdzie
                                      > uczciwy brzydzący się łapownictwem człowiek złamie sie i zapłaci, gdy chodzi
                                      > o zdrowie najbliższych.

                                      A państwo nie wmawia nam ciągle, że musimy płacić coraz więcej za coraz mniej?
                                      I niestety, nie mamy możliwości wybrania sobie tańszego, konkurencyjnego
                                      ubezpieczyciela, ponieważ zabiera nam pieniądze pod przymusem. To jest lepszy
                                      system?

                                      > Żeby było jasne – jestem jak najdalej od twierdzenia, że polska służba zd
                                      > rowia jest świetlistem przykładem. Nie, generalnie ma mnóstwo wad. Uważam
                                      > jednak, że całkowita prywatyzacja lecznictwa/ubezpieczeń zdrowotnych nie
                                      > przyniosła by uzdrowienia, tylko wzrost kosztów i zmniejszenie dostępności
                                      > dla mniej zasobnych pacjentów.

                                      Ja uważam dokładnie odwrotnie. Prywatyzacja doprowadziłaby do podwyższenia
                                      standardów i zwiększenia dostępności dla przeciętnego pacjenta. Mniej zasobni
                                      pacjenci, gdyby państwo nie łupiło wszystkich tak, jak łupi, byliby bardziej
                                      zasobni.

                                      > Nie rozumiesz mojego rozumowania :-). Dodatkowe w porównaniu z bezpłatnym
                                      > otrzymaniem odkrycia z puli public domain, gdzie koszty odkryć są fiannsowane
                                      > przez państwo, czyli solidarnie rozłożone na wszystkich obywateli, który z
                                      > ostatecznych wyników w końcu będą korzystać.

                                      A niby dlaczego mają być "solidarnie" rozkładane? Płacić powinien ten, kto
                                      rzeczywiście korzysta. Czyli ten, kto kupuje produkty wytworzone z udziałem
                                      nowej technologii. W dzisiejszym układzie:
                                      1. płacą wszyscy, również ci, którzy wcale nie korzystają
                                      2. płacą nie tylko za użyteczne odkrycia, ale też za "junk science"
                                      3. płacą nie tylko na same badania, ale jeszcze na bandę urzędasów, którzy za
                                      łapówki przydzielają granty.
                                      4. płacą de facto w/w łapówki, bo muszą być one przecież wliczone w koszta
                                      badań.

                                      > Istnieją mechanizmy elimnowania pseudonaukowców. Że w Polsce działają słabo,
                                      > to inna sprawa. Zresztą mówienie pogardliwie o zapisanym paierze to czysta
                                      > demagogia. Uważasz, że produkcja wiedzy jest bezwartościowa, że jak nie
                                      > wyjdzie od razu nowy model obrabiarki to zmarnowan kasę?

                                      Dopóki udział "junk-science" będzie się szacowało na 50% i nie będzie kłopotu z
                                      małym wyborem kandydatów do ig-nobli, będę twierdził, że te mechanizmy nie
                                      działają.

                                      > Nie, ale Galvani i Volta pracowali w czasach innych kosztów. Edison w ogóle
                                      > chyba nie robił badań podstawowych, więc mógł sobie sprzedawać wynalazki
                                      > zbudowane dzięki temu, że korzystał posrednio czy bezpośrednio z dostępnych w
                                      > public domain odkryć powiedzmy Faradaya.

                                      Wszystkie wynalazki, prędzej czy później, stają się public domain. To dopiero
                                      we współczesnych czasach "ochronę praw intelektualnych" rozdęto do absurdalnych
                                      rozmiarów. Galvani i Volta pracowali w czasach innych kosztów, ale i innych
                                      dochodów. Dziś prywatne koncerny wydają olbrzymie pieniądze na badania, a
                                      wydawałyby jeszcze więcej, gdyby państwa nie okradały wszystkich dookoła z ich
                                      pieniędzy. Zrozum w końcu, że państwo nie tworzy żadnych dóbr.

                                      > Czy gdyby w XXw rządy nie włączyły się ostro w finansowanie badań naukowych,
                                      > mielibysmy taki skok w technologii czy medycynie? Wydaje mi sie, że nie.

                                      A mnie się wydaje, że tak. Jeśli nie większy.

                                      > Ja nie doszedłem do takiego wniosku. Ja tylko zauważyłem, że mimo, iż
                                      > finansowanie nauki wydaje się być całkowicie sprzeczne z 4-letnią
                                      > umysłowością polityka, jednak politycy naukę finansują.

                                      Finansują, ponieważ wyborcy doceniają znaczenie nauki i rozumieją konieczność
                                      jej finansowania. Oznacza to tyle, że gdyby państwo nie kradło
                                    • misiu-1 cd. 01.04.07, 21:47
                                      bwv1004 napisał:

                                      > Ja nie doszedłem do takiego wniosku. Ja tylko zauważyłem, że mimo, iż
                                      > finansowanie nauki wydaje się być całkowicie sprzeczne z 4-letnią
                                      > umysłowością polityka, jednak politycy naukę finansują.

                                      Finansują, ponieważ wyborcy doceniają znaczenie nauki i rozumieją konieczność
                                      jej finansowania. Oznacza to tyle, że gdyby państwo nie kradło im 80% ich
                                      dochodów, robiliby to sami. Nawet banda terrorystów z PETA, zajmująca się
                                      głównie szerzeniem pro-zwierzęcej propagandy, wspieraniem "akcji bezpośrednich"
                                      i eksterminacją zwierząt w prowadzonych przez siebie schroniskach, zbiera
                                      rocznie ponad 30 mln dolarów od prywatnych darczyńców. Program badawczy SETI
                                      angażuje całą masę prywatnych właścicieli koputerów i łącz internetowych.
                                      Ludzie potrafią robic wiele bez udziału państwa, jeśli tylko to państwo im w
                                      tym za bardzo nie przeszkadza.

                                      > To dlaczego ITER finansują rządy? Może dlatego, że technologia jest w tak
                                      > wczesnej fazie, że ITER ma za te ciężkie pieniądze (a koszta pewnie wzrosna w
                                      > trakcie) osiągnąc w szczycie marne 500 MW i zysk w sensie finansowym będzie
                                      > żaden?

                                      Może dlatego, że głównym motorem działania tych państw nie jest interes
                                      ekonomiczny, tylko ideologia "globalnego ocieplenia"? A może dlatego, że
                                      technologie nuklearne ze względów obronności są wyłączną domeną państw?

                                      > Owszem, ale wezmą się za to dopiero kiedy technologia będzie na etapie
                                      > dającym dużą szanse zwrotu kosztów. Badania podstawowe leżące u podstaw tych
                                      > technologii takich szans nie dają. Może to się zacznie zmieniać, może z
                                      > wzrostem siły finansowej wielkich przedsiębiorstw zaczną one częściej więcej
                                      > ryzykować. Ale nie wiem, czy zaczną, i z przyczyn wspomnianych wyżej (wyniki
                                      > nie trafiałyby do public domain) nie wiem, czy byłoby to dobre rozwiązanie.

                                      Moim zdaniem byłoby dobre, a na prowadzenie badań przez firmy nie trzeba
                                      czekać, bo prowadzą je już teraz. W RFN w wydatkach na badania i rozwój z
                                      prywatnej kieszeni pochodzi 61,3% środków, w USA - 62,7% środków
                                      energytrends.pnl.gov/germany/getoc.htm
                                      energytrends.pnl.gov/usa/ustoc.htm
                                      Co więcej - wydaje się, że udział ten rośnie. W 1991r. w RFN państwo miało ok.
                                      połowy udziału w kosztach R&D:
                                      kbn.icm.edu.pl/pub/kbn/sn/archiwum/9601/niem_tab.html#tab3
                                      > I chwała im za to. Na razie o ile wiem nie osiągnęło to wystarczającej skali.

                                      Czy w świetle przedstawionych wyżej danych podtrzymujesz swoje twierdzenie?

                                      > Nie mój drogi, znowu nie zrozumiałeś. Pytam, skąd bierzesz swoje rewelacje
                                      > jakoby obecne trendy dały się całkowicie i bez wątpliwości wytłumaczyc
                                      > przyczynami naturalnymi.

                                      To nie są żadne rewelacje, tylko twierdzenia tych naukowców, którzy nie poddają
                                      się terrorowi lewicowej, "alterglobalistycznej" polit-poprawności.
                              • misiu-1 Re: w 1996 Niemiec zajechał mi Mercem drogę 01.04.07, 10:07
                                bwv1004 napisał:

                                > Pominąc, nie pominąć, z niczego nie wynika, że działalność państwa w
                                > temacie „policja” jest cacy a w temacie „służba zdrowia”
                                > ; jest be.

                                Owszem, wynika. Z celu istnienia państwa. Praworządność i bezpieczeństwo jest
                                tym celem. A nie lecznictwo, wynalazczość, hodowla kurczaków czy produkcja
                                guzików.

                                > No przepraszam. Jakbyś 150 lat temu miał zapalenie wyrostka to bys mógł se
                                > najwyzej testament napisać. Przecietna długość zycia? Umieralność niemowląt?
                                > Polio? Ospa? Coś dzwoni?

                                A gdybym dzisiaj złapał wirusa ebola, to bym testamentu napisać nawet nie
                                zdążył. Coś z tego ma wynikać? Ile państwa potrzeba było do powstania
                                PRYWATNEGO Instytutu Pasteura?

                                > No zobaczmy. W Polsce składka na paskudne państwowe lecznictwo wynosi bodajże
                                > 9%. To będzie jakieś 250 zł miesięcznie, patrząc na przeciętną pensje,
                                > prawda? I za to mozna mieć ubezpieczenie zdrowotne całej rodziny

                                Za to można mieć ledwo ułudę ubezpieczenia zdrowotnego, zadłużone szpitale,
                                wieloletnie kolejki do byle operacji, łapownictwo. Składka zdrowotna to nie
                                jedyne koszty utrzymania tego burdelu.

                                > Np. trzeba się leczyc u ich lekarzy zaczynając od lekarza pierwszego kontaktu
                                > a kończąc na specjalistach. Nie ma swobodnego wyboru lekarza. Prywatne
                                > ubezpieczenia z pełną wolnością są droższe.

                                Porównujesz polskie dochody z amerykańskimi wydatkami? Ciekawa metoda.
                                Sprawdzałeś, ile w Polsce kosztuje prywatne ubezpieczenie zdrowotne?

                                > naprawdę sądzisz, że rzeczywiste koszta w USA są 10- krotnie wyższe niż w
                                > Polsce? Albo że jakość, zwłaszcza u tego taniego ubezpieczyciela, jest 10-
                                > krotnie lepsza? Leki, sprzet kosztują podobnie, więc mam wrażenie, że
                                > generalne zawyżenie cen dla zysku przez prywatną służbę zdrowia gra tu rolę.

                                Myślę, że lekarze i pielęgniarki w USA zarabiają prawdziwe pieniądze, a
                                amerykański podatnik nie ponosi dodatkowych kosztów "oddłużania",
                                kolejnych "reform" etc.

                                > I wtedy inne podmioty albo muszą ponosić dodatkowe koszty, albo tracic czas.

                                Jakie DODATKOWE? Uważasz, że jeśli jeden podmiot coś wynalazł, a drugi to od
                                niego kupił, to koszty jednego i drugiego trzeba tu zsumować? Ciekawe
                                rozumowanie.

                                > Finansowanie przez rządy dostarcza puli wiedzy dostępnej dla każdego i
                                > natychmiast, co skraca czas rozwoju i umożliwia szerszy dostęp do odkryć.

                                Finansowanie przez rządy oznacza marnotrawstwo i finansowanie całej masy
                                pseudonaukowców, produkujących zapisany papier.

                                > W badaniach podstawowych zdefiniowanie „junk science” jest nie za
                                > bardzo możliwe. Bardzo trudno jest z góry ocenić, które z badań, z których na
                                > pierwszy rzut oka wynika tylko poszerzenie wiedzy jako takiej, mogą otworzyc
                                > drogę do nowych, uzytecznych odkryć.
                                > Jak się Galvani i Volta bawili w bateryjki i żabie udka, czy ktos spodziewał
                                > się, że z tego będzie coś ponad zabawami ku uciesze wyzszych sfer? Albo jak
                                > Mendel groszki liczył?

                                Czy Galvani, Volta, Edison etc. potrzebowali do tego państwa?

                                > Ano widzę, że się chyba zgadzamy. Przedsiębiorca – z pewnością wielu z ni
                                > ch ma lepszą głowę na karku niż politycy – zwykle nie jest zainteresowany
                                > perspektywą czasową i szansą zwrotu nakładów, jaka charakteryzuje badania
                                > podstawowe. Dlaczego politycy, zwykle myślący nie dalej niż 4 lata naprzód,
                                > ciągle finansują rzeczy o perspektywie idacej w dziesiątki lub więcej lat,
                                > nieco mnie zaskakuje, ale cieszy. Może to snobizm, może poczucie władzy
                                > (rozsądku trudno się spodziewać), może owo przyklejanie się pieniędzy, ale
                                > skutki w sumie są poztywne. Przynajmniej lepsze, niiż gdyby nie dawali nic,
                                > albo finansowali tylko projekty zwracające się do końca kadencji.

                                Niezupełnie. Fundowanie przez władców uczelni należy traktować na równi z
                                mecenatem. Bogaty człowiek dla prestiżu, ale także doceniając znaczenie nauki,
                                finansuje ją. Nie mam pojęcia, jakie rozumowanie doprowadza Cię do wniosku, że
                                wybór człowieka na polityka wytwarza w nim raptem wolę finansowania nauki?
                                Jeśli gdzieś nauka jest finansowana to na pewno nie dzięki politykom, którzy
                                widzą w tym tylko okazję do nachapania się pieniędzy, dlatego wszystko im
                                jedno, jakie pseudobadania finansują.

                                > Inna sprawa, że pewne projekty wymagają nakładów, których trudno się
                                > spodziewac po przemysłowcach – powiedzmy ITER za 12 miliardów dolarów.

                                Trudno? A mnie się wydaje, że niezmiernie łatwo to sobie wyobrazić.

                                > Nie masz racji. Inżynierii genetycznej czy produkcji układów scalonych nie da
                                > się prowadzić takim kosztem, jak sekcji kozy czy rzucania kulek z krzywej
                                > wieży

                                Nie da się, ale też prywatne firmy poradzą sobie z tym lepiej niż państwowe.

                                > A gdzie jest ta kolejka przemysłowców chętnych do płacenia na badania
                                > podstawowe?
                                > Owszem, najwyższa półka trochę się rusza, głównie na badania biomedyczne
                                > ukierunkowane na choroby Trzeciego Świata. Powiedzmy Bill & Melinda Gates
                                > Foundation. Co jest chwalebne, bo na badania nad takimi chorobami nie cieszą
                                > się specjalnie wyrażanym finansowo poparciem bogatych rządów czy koncernów
                                > faramceutycznych

                                Sam widzisz, że prywatni ludzie mogą finansować coś, czego państwa nie zrobią.

                                > Nie, akurat przy śniadaniu często czytuję Science. Stosik leży tu koło mnie.
                                > Mam ci wysłać zdjęcie stosiku, czy może jednak mi uwierzysz? Nie mówiąc o tym,
                                > że z przyczym profesjonalnych mam dostęp internetowy do Sceince i pewnie
                                > kilkuset innych czasopism naukowych. Więc choć klimat nie leży w moich
                                > zastosowaniach zawodowych, od czasu do czasu czytuję o nim u specjalistow. A
                                > Ty skąd bierzesz swoje rewelacje na temat klimatu? Z broszurek koncernów
                                > naftowych?

                                ROTFL. Jeśli dla Ciebie wzmianki o cyklicznych zmianach klimatycznych na Ziemi,
                                o aktywności słońca etc. to rewelacje, to mogę sobie wyobrazić, jak wygląda
                                twój dostęp do literatury naukowej.
    • klemens1 Szczerze, dlaczego światła TAK? 30.03.07, 08:28
      Proszę o szczerą odpowiedź bez pieprzenia w stylu bo jestem lepiej widoczny.

      A odpowiadając na pytanie:
      Właśnie dlatego że wzrasta emisja CO2 i właśnie dlatego że inni będą mniej
      widoczni. Inny powody:

      1. Gorsza ocena odległości pojazdu z włączonymi światłami. Widać lepiej że
      jest, ale gorzej - jak daleko jest.
      2. W czasie kilkugodzinnej jazdy włączone światła pojazdów z naprzeciwka męczą
      wzrok - w dzień wolę żeby wszyscy jeździli bez świateł.
      3. Światła mijania świecą bardzo mocno i w asfalt, zamiast słabo i na wprost.
      4. Niepotrzebnie świecą się pozycyjne tylne i oświetlenie tablicy.
      5. Niepotrzebnie podświetlane są wskaźniki na tablicy rozdzielczej (to akurat
      mniej ważne), oraz przygaszane są inne wskaźniki (w formie wyświetlaczy - to
      akurat ważniejsze).
      6. Wypalają się odblaski reflektorów - dzięki temu w nocy światła świecą
      słabiej.

      7. Nie ma dowodów że światła w dzień powodują mniej wypadków.
      • edgar22 Chociażby dlatego: 30.03.07, 09:32
        klemens1 napisał:
        > Proszę o szczerą odpowiedź bez pieprzenia w stylu bo jestem lepiej widoczny.

        Ja wiem, że argument "jestem lepiej widoczny" jest po prostu nie do zbicia, więc
        szukasz innych. :) (Chociaż niektórzy twierdzą, że i to nieprawda)
        Proszę bardzo - uproszczenie przepisów, o co wielu walczy na forum i poza nim.
        Nikt nie będzie się musiał zastanawiać czy już powinien czy jeszcze nie zapalać
        światła. Jest jasny przepis i nie ma wątpliwości - odpalamy auto, to zapalamy
        światła.
        A z resztą wywodów już mi się nie chce dyskutować. Ile można...
        • misiu-1 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 10:46
          edgar22 napisał:

          > Ja wiem, że argument "jestem lepiej widoczny" jest po prostu nie do zbicia,

          Nie chodzi o to, czy argument "jestem lepiej widoczny" jest do zbicia, czy nie.
          Chodzi o to, czy jest sensowny. Samochód pomalowany na jaskrawy kolor, albo
          wyposażony w setki migających światełek, jak choinka, też jest lepiej widoczny,
          więc w przypadku nakazu przemalowania wszystkich samochodów na jeden ustalony
          kolor lub zainstalowania światełek, też można użyć takiego "niezbitego
          argumentu". To mniej więcej tak samo, jakby ustawodawca nakazał Ci chodzenie w
          czapce przez cały rok i podparł to równie niezbitym argumentem: "bo tak ci
          będzie cieplej w głowę".
        • klemens1 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 11:02
          Misiu-1 właściwie już odpowiedział za mnie, ale dodam od siebie, że nie chodzi
          tyle o "zbijanie argumentów", co o analogiczny zarzut "nie pieprzcie mi to o
          tym że ...." w poście autora wątku.

          Nikt nie neguje tego, że samochód z włączonymi światłami jest lepiej widoczny.
          To pierwsza rzecz, którą zwolennicy świateł powinni sobie wbić do łba. Drugą
          rzeczą jest to, że nie jest to jedyny czynnik który się zmieni - o pozostałych
          pisałem wyżej. I z tym jest najgorzej - na stwierdzeniu "jestem lepiej
          widoczny" kończy się proces myślowy dziennego zapalacza świateł - żadnych
          innych konsekwencji oświetlania asfaltu zapalacz nie zauważa.
          • edgar22 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 12:36
            klemens1 napisał:
            > Nikt nie neguje tego, że samochód z włączonymi światłami jest lepiej widoczny.
            > To pierwsza rzecz, którą zwolennicy świateł powinni sobie wbić do łba.

            No widzisz - próbujemy, ale chociażby twój szanowny przedpiszca właśnie to
            neguje. Poczytaj:

            ska_kanka napisała:
            > W koncu szare, mało widoczne auta, zlewające sie z kolorem
            > drogi i otoczenia beda lepiej widoczne, bedzie bezpieczniej na drodze.

            misiu-1 na to:
            > Lepszą [decyzją] byłoby wyeliminowanie z ruchu kierowców, którzy mają zbyt
            > słaby wzrok, aby dostrzec przedmiot wielkości samochodu z odległości paruset
            > metrów.

            "My" piszemy "samochód oświetlony jest lepiej widoczny,
            "Wy" odpowiadacie "jak jesteś ślepy, to nie jeździj".

            No i jak mamy to sobie wbić do łba?
            • misiu-1 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 13:25
              edgar22 napisał:

              > "My" piszemy "samochód oświetlony jest lepiej widoczny,
              > "Wy" odpowiadacie "jak jesteś ślepy, to nie jeździj".

              Wy piszecie - "z czapką na głowie będzie cieplej"
              My piszemy - "w lecie nie potrzeba, żeby było cieplej, a jak komu w lecie uszy
              przewiewa, to niech idzie do lekarza."

              > No i jak mamy to sobie wbić do łba?

              Najlepiej młotkiem. Jak kto nie widzi na drodze samochodu w jasny dzień, to
              jest zagrożeniem dla innych i nie powinien w ogóle wyjeżdżać na drogę, zamiast
              domagać się od wszystkich, żeby włączali światełka, to on ich wtedy zobaczy.
              Prawo jazdy nie jest prawem, tylko przywilejem i niewidomym nie przysługuje.
              • edgar22 O - właśnie o tym pisałem - ciągle ta mantra... 30.03.07, 13:45
                misiu-1 napisał:
                > Jak kto nie widzi na drodze samochodu w jasny dzień, to
                > jest zagrożeniem dla innych i nie powinien w ogóle wyjeżdżać na drogę.
              • tbernard Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 15:10
                > Najlepiej młotkiem. Jak kto nie widzi na drodze samochodu w jasny dzień, to
                > jest zagrożeniem dla innych i nie powinien w ogóle wyjeżdżać na drogę,

                Nie trzeba mieć chorego wzroku aby zaskoczył kogoś pojazd o kolorach
                maskujących zamiast kontrastujących z otoczeniem i do tego znacznie
                przekraczający przepisowe prędkości. Jakaś dziwna moda na takie maskujące
                barwy zapanowała. Przecież nie chodzi o to, że ktoś nie widzi, tylko o to,
                że nie zauważa wystarczająco wcześnie. Ty rozstrzygasz to błyskawicznie: musi
                mieć problemy ze wzrokiem i nie nadaje się do prowadzenia pojazdu. Za to ktoś
                w barwach maskujących i przekraczający przepisowe prędkości to jak najbardziej
                się do tego nadaje.
                Najlepiej byłoby gdyby auta jasne i kontrastujące z otoczeniem (głównie
                asfaltem) nie musiały świecić w dzień, a ci w ulubionych barwach maskujących
                musieli świecić. Ponadto ktoś przekraczający prędkość przepisową przy złapaniu
                powinien płacić mandat z mnożnikiem jeśli nie świecił i miał barwę maskującą.
                Tylko, że nie sposób ująć to w precyzyjne przepisy.
                • misiu-1 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 20:31
                  W ciągu kilkunastu lat jeżdżenia samochodem ani razu nie zdarzyło mi się być
                  zaskoczonym za dnia, w dobrych warunkach, przez jadący z przeciwka pojazd bez
                  zapalonych świateł. Argument z wyprzedzaniem, podczas którego dostrzega się
                  zbyt późno samochód z przeciwka, jest bałamutny, ponieważ kodeks nakazuje
                  upewnienie się, że ma się dostateczne miejsce do wyprzedzania. Nie kupuję
                  tłumaczenia typu "nie widzę, żeby coś jechało, więc wyprzedzam". Ma być
                  zupełnie inaczej - wyprzedzam wtedy, kiedy widzę i jestem pewny, że nic nie
                  jedzie. Jeśli widzę cienie i nie rozróżniam szczegółów w tych miejscach - nie
                  wyprzedzam. Stosowanie pierwszej zasady prowadzi np. do wyprzedzania przed
                  wierzchołkiem wzniesienia.
                  To nie przepisy są winne, tylko brak rozsądku, którego żadne przepisy nie
                  zastąpią.
                  • ksmx Zgadzam się ale jeszcze coś... 30.03.07, 20:47
                    To coś to kierowcy, którzy jednak włączają światła. Byłoby ok. gdyby wszystkie
                    samochody miały je wyłączone. Jak jest? Każdy wie, 2/3 samochodów i tak jeździ
                    na światłach wtedy taki jeden bez jest jak pirat. W obecnej sytuacji są dwa
                    rozwiązania, skrajne.
                  • bwv1004 Re: Chociażby dlatego: 30.03.07, 20:57
                    misiu-1 napisał:

                    > W ciągu kilkunastu lat jeżdżenia samochodem ani razu nie zdarzyło mi się być
                    > zaskoczonym za dnia, w dobrych warunkach, przez jadący z przeciwka pojazd bez
                    > zapalonych świateł

                    Mnie się zdarzyło później niż bymn chciał zauważyć szary samochód na tle
                    asfaltu w słoneczny dzień z cieniami.

                    Pomyśl tez o niedowidzących pieszych, któryz cię przegapią i wejdą pod koła.
            • klemens1 Re: Chociażby dlatego: 01.04.07, 12:52
              > No widzisz - próbujemy, ale chociażby twój szanowny przedpiszca właśnie to
              > neguje.

              Czytasz a nie rozumiesz treści. Nikt nie neguje że samochód z włączonymi
              światłami jest lepiej widoczny. Zauważany jest natomiast fakt, że bez włączonych
              świateł jest wystarczająco dobrze widoczny, oraz że włączenie świateł - oprócz
              poprawy widoczności samochodu - niesie ze sobą pewne skutki uboczne. I zwłaszcza
              te skutki są permanentnie ignorowane przez zwolenników świateł, którzy
              powtarzają jedynie "lepiej widoczny, lepiej widoczny ...".
              • edgar22 Zgoda 02.04.07, 07:18
                klemens1 napisał:
                > włączenie świateł - oprócz poprawy widoczności samochodu - niesie ze sobą pewne
                > skutki uboczne.

                Zgoda co do tego. Różnimy się tym, że ja widzę więcej plusów, a Ty więcej minusów.
                I raczej jeden drugiego nie przekona.
                • klemens1 Re: Zgoda 02.04.07, 14:00
                  > Różnimy się tym, że ja widzę więcej plusów, a Ty więcej minusów.
                  > I raczej jeden drugiego nie przekona.

                  Tu nie chodzi o żadne przekonywanie - te plusy i minusy SĄ takie a nie inne.
                  Taka jest rzeczywistość, a ty widzisz jedynie jej wycinek - że światła powodują
                  że pojazd jest lepiej widoczny.
      • Gość: ja Re: Szczerze, dlaczego światła TAK? IP: *.gapp.pl 30.03.07, 11:12
        klemens1 napisał:

        > Proszę o szczerą odpowiedź bez pieprzenia w stylu bo jestem lepiej widoczny.
        > Inny powody:
        >
        > 1. Gorsza ocena odległości pojazdu z włączonymi światłami. Widać lepiej że
        > jest, ale gorzej - jak daleko jest.
        Żeby ocenić odległość najpierw trzeba zauważyć, że jest w ogóle, potem ocenić
        odległość.
        > 2. W czasie kilkugodzinnej jazdy włączone światła pojazdów z naprzeciwka męczą
        > wzrok - w dzień wolę żeby wszyscy jeździli bez świateł.
        W czasie kilkugodzinnej jazdy męczy się wszystko. Wzrok się męczy od samego
        wpatrywania się w drogę, a jeszcze bardziej od wypatrywania cichociemnych. Męczy
        się noga od gazu i reszta mięśni od pozostawania w tej samej pozycji. Receptą
        jest pięć minut odpoczynku po godzinie czy półtorej jazdy.
        > 4. Niepotrzebnie świecą się pozycyjne tylne i oświetlenie tablicy.
        Zgoda. Niepotrzebnie. Niepotrzebnie także wyprzedzamy, gazujemy do czerwonego
        światła, nadużywamy hamulca i robimy mnóstwo zbędnych rzeczy. Efektem
        wprowadzonego przepisu może być wprowadzenie w nowych samochodach odpowiednich
        przełączników lub świateł do jazdy dziennej
        > 5. Niepotrzebnie podświetlane są wskaźniki na tablicy rozdzielczej (to akurat
        > mniej ważne), oraz przygaszane są inne wskaźniki (w formie wyświetlaczy - to
        > akurat ważniejsze).
        Zgoda niepotrzebnie. J.w.
        > 6. Wypalają się odblaski reflektorów - dzięki temu w nocy światła świecą
        > słabiej.
        A więc światła należą do części eksploatacyjnych i jak się popsują należy je
        wymienić.
        >
        > 7. Nie ma dowodów że światła w dzień powodują mniej wypadków.
        Nie ma i nie będzie.
        Ale jak dla mnie, poprawi to komfort jazdy. Piesi i rowerzyści nie poruszają się
        z prędkościmi przekraczającymi 100 km/h. Nawet nieoświetlony jest widoczny w
        odpowiedniej odległości. Samochód nie zawsze.
        Na zacienionej drodze (drzewa po dwóc stronach drogi, słoneczny dzień), poza
        terenem zabudowanym dwa samochody jadące zgodnie z przepisami zbliżają się do
        siebie z prędkoćsią względną 180 km/h (50 m/s). Jeżeli jeden z nich podejmie
        decyzje o wyprzedzaniu i wyjedzie na pas dla ruchu w przeciwną stronę bo nie
        widział nieoświetlonego kolegi to co??
        • klemens1 Re: Szczerze, dlaczego światła TAK? 30.03.07, 11:45
          > Jeżeli jeden z nich podejmie
          > decyzje o wyprzedzaniu i wyjedzie na pas dla ruchu w przeciwną stronę bo nie
          > widział nieoświetlonego kolegi to co??

          To znaczy że jest ślepy i nie powinien jeździć samochodem.
          • Gość: ja Re: Szczerze, dlaczego światła TAK? IP: *.gapp.pl 30.03.07, 12:10
            Powtarzam. 50m/s. O tyle zmniejsza się odległość pomiędzy nimi. Jeżeli wyprzeda
            z różnicą prędkości 20 km/h (5 m/s) to manewr zajmie mu z 8-10 sekund przy
            założeniu że nie robi tego na styk. 8 sekund oznacza odległość 400 metrów. No
            chyba że się walnąłem w obliczeniach. Z takiej odległości można cimnego
            samochodu na zacienionej drodze nie zauważyć. Jeżeli ma zapalnone światła widać
            go jak na dłoni.
            • Gość: tadeusz czarny nieoświetlony samochód na tle asfaltu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 21:49
              to ja widzę z pięciuset metrów a jak ty nie widzisz z mniejszej odległości to
              nie wyłaź z domu bez białej laski i nie chodzi mi o ładną dziewczynę bynajmniej.
              • bwv1004 Re: czarny nieoświetlony samochód na tle asfaltu 30.03.07, 22:18
                Gość portalu: tadeusz napisał(a):

                > to ja widzę z pięciuset metrów

                Każdy, zawsze, w cieniu, kątem oka, itd? albo kłamiesz, albo jesteś supermenem.
                Proponuję troche poczytac o fizjologii i psychologii ekperymentalnej układu
                wzrokowego - przekonasz, się ile jesteś w stanie zobaczyc...
                • Gość: tadeusz ty nie każ mi czytać , ty szybko idź do okulisty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.07, 17:58
                  jak ty z pięciuset metrów auta nie widzisz to z toba źle
              • Gość: ja Re: czarny nieoświetlony samochód na tle asfaltu IP: *.tvtom.pl 30.03.07, 23:43
                Gość portalu: tadeusz napisał(a):

                > to ja widzę z pięciuset metrów a jak ty nie widzisz z mniejszej odległości to
                > nie wyłaź z domu bez białej laski i nie chodzi mi o ładną dziewczynę bynajmniej

                To jak tak wszystko i w każdych warunkach widzisz, to proponuje rozpocząć
                krucjatę przeciwko świeceniu w nocy na oświetlonych ulicach w miastach. Będziesz
                miał tyle samo racji.
                • Gość: tadeusz noc to noc a dzień to dzień IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.07, 17:59
                  w nocy się świeci a w dzień nie .
                  • Gość: ja Re: noc to noc a dzień to dzień IP: 193.238.200.* 01.04.07, 10:12
                    Gość portalu: tadeusz napisał(a):

                    > w nocy się świeci a w dzień nie .

                    Sorki ale z Twoich wypocin wynika, że świeci się wtedy kiedy nie widać. W dzień
                    widać więc się nie świeci. A jeżeli w nocy widać bo ulice oświetlone to po co
                    świecić. Przecież od tego ludzie giną setkami.
                    Po co mordować dodatkowych ludzi (oświetlenie ulic i tak już zabija
                    wystarczającą ilość). Apeluj: jak jedziesz po oświetlonej ulicy zgaś światła!!!!
                    • klemens1 Re: noc to noc a dzień to dzień 01.04.07, 12:54
                      > W dzień
                      > widać więc się nie świeci. A jeżeli w nocy widać bo ulice oświetlone to po co
                      > świecić. Przecież od tego ludzie giną setkami.

                      Może dlatego że natężenie światła ulicznego nie jest wystarczające? A dziennego
                      już jest?
    • misiania Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? 30.03.07, 15:20
      o matko, jak ja do tej pory mogłam w południe Marszałkowską jeździć ze
      zgaszonymi światłami, wśród innych piratów, co też zgaszone mieli...
    • kozak-na-koniu Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? 30.03.07, 21:25
      Nie masz.
    • Gość: Bolo Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? IP: *.telpol.net.pl 30.03.07, 22:02
      Ja jeżdżę bez świateł i jestem przeciwnikiem włączania ich w dzień. Mimo, iż
      już dzisiaj jakiś pajac mrugał i trąbił, żebym je włączył. Włączone światła nic
      nie zmienią, niech się lepiej drogowcy wezmą za naprawę nawierzchni naszych
      dróg. A ustawa została podpisana, żeby się podlizać społeczeństwu i żeby któryś
      przydupas urzędas mógł wziął grubą kase. Tu chodzi o forse a nie o
      bezpieczeństwo. Jedna wielka lipa. Tak samo dlaczego mam płacić na ofiary
      wypadków, składka OC jest i tak wysoka. Niech każdy pieszy lub rowerzysta też
      płaci. Niektórzy sami się pchają pod koła. Nic tylko zdzierać z kierowców bo
      tak najłatwiej.
      • Gość: tadeusz Wzrośnie liczba czołówek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.07, 18:00
        Wzrośnie liczba tragicznych czołówek

        W tej chwili chcąc wyprzedzić patrzymy na pas przed sobą i dostrzegając jakąś
        bryłę której nie widzimy wyraźnie czekamy na wyjaśnienie się sytuacji / też
        wyprzedza czy jedzie naprzeciwko/.
        Kiedy światła zaczną obowiązywać to nie widząc świateł reflektorów wielu
        kierowców przystąpi do wyprzedzania, tymczasem codziennie około dziewięć
        tysięcy samochodów czyli 1/1000 z ogólnej liczby użytkowników pojedzie bez
        świateł z powodu awarii w czasie jazdy.
        Ich kierowcy nawet nie będą wiedzieli że jadą nieoświetleni.
        Co najmniej dla kilku z tej liczby jazda skończy się na masce kogoś z przeciwka
        Będzie tak jak na Słowacji i w Chorwacji - wzrośnie liczba tragicznych czołówek
        • ksmx Mówi się trudno, niech giną... 31.03.07, 18:09
          Tak jest z tymi co się spieszą. Wyprzedzanie jest zbędne.
        • ksmx Re: Wzrośnie liczba czołówek 31.03.07, 18:11
          Wyprzedzanie w polskim wydaniu wiąże się z przekroczeniem dozwolonej prędkości
          tj. 90 km/h i taka jest przyczyna czołówek. Dlatego też należy zakazać wyprzedzania.
          • Gość: tadeusz ksmx a nie jesteś przypadkiem "klawiszem" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.07, 18:32
            Ostatnio oni wariują na potęgę.
            • ksmx Wariują i giną... 31.03.07, 19:15
              Różne tajemne głosy ludzi dochodzą. Uważaj bo cię dopadnę!
              • Gość: tadeusz o Boże ! chłopak mnie napastuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.07, 20:16
                jakiego koloru lubisz majtki??
                • ksmx Świetliste... 31.03.07, 21:07
                  Koloru ksenonowego.
                  • Gość: tadeusz sprawię sobie takie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.07, 07:46
                    i się wydepiluję
    • Gość: pak Re: :) Szczerze, dlaczego światła nie? IP: *.pixs.philips.com 01.04.07, 10:29
      W naszej polskiej rzeczywistosci swiatla przydaja sie jedynie na drogach
      krajowych i kilku kilometrach autostrad.
      Ktos kto kiedys mieszkal tam gdzie sa autostrady doskonale wie czemu sluza
      wlaczone przec caly dzien swiatla.
    • jaro_ss Nie zaskoczył mnie asfalt.... 02.04.07, 10:04
      Ktoś tam coś pisał o zaskakiwanie przez auto w kolorze asfaltu: więc pisże, że
      nie zaskakiwało mnie, natomiast zaskakuje mnie zlewanie się ze sobą zapalonych
      świateł, zlbo zdaje mi sie, że auto wyprzedza, podczas gdy jadą jeden za
      drugim, albo mam problem oceny doległości, bo nie wiem które światła
      przyporządkować do którego auta. Ja światła są wyłączone, to nie mam tego
      problemu widzę auta, kolory karoserii, marki z maksymalnych mozliwych
      odległości. Nawet te ciemne auta też widzę. Poza tym bolą mnie oczy od ciągłego
      mrugania po oczach przy słonecznym świetle (światła aut, refleksy). Jak jakaś
      chmurka nadejdzie, czy w nocy - nie mam tego. Dalczego tak jest nie wiem.

      W sumie odległości między światłami nie są standaryzowane, zależą od gabarytu
      auta i nie można na tym tylko faktorze opierać oceny odległości i przędkości
      obiektu. Zwylke jest to dość skomplikowany proces, z którego nie zawsze sobie
      zdajemy sprawę.

      Poza tym, ustawa jest podpisana, jak zwykle, będę uczestniczył w zbiorowym
      szaleństwie, nie pierwszy raz w życiu, jakoś się przyzwyczaiłem, szkoła życia
      pod rządami komuny, życie i rozsądek sobie, przepisy i społeczne mniemania
      sobie.

      Jakoś sobie poradzę....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka