Dodaj do ulubionych

To nie ja pisalem! :-D

04.03.08, 18:05
---> KTO MA PRZERABANE NA DRODZE <---
Obserwuj wątek
    • jane14 Oczywiście, że nie ty ... 04.03.08, 22:17
      ...szczególnie ten fragment "Jesteś 5 metrów od pasów - czekają. Jesteś metr - włażą jak lemingi."
      Ty bez wątpienia jako zwolennik i propagator Konwencji Wiedeńskiej zatrzymasz się i przepuścisz pieszych oczekujących na przejście, a już tak od siebie wyskoczysz i przeniesiesz staruszce zakupy na drugą stronę.

      PS Dalej jej nie pomagaj, bo ci buchną auto !
      • edek40 Re: Oczywiście, że nie ty ... 05.03.08, 07:51
        > ...szczególnie ten fragment "Jesteś 5 metrów od pasów - czekają. Jesteś metr -
        > włażą jak lemingi."

        Cos Cie w nim razi? Mnie rowniez.
      • kozak-na-koniu Czy moglibyście mię oświecić... 05.03.08, 10:50
        ...I pokazać w którym miejscu Konwencji wiedeńskiej jest napisane że kierowca ma się zatrzymać i przepuścić pieszych oczekujących na przejście?
        • edek40 Re: Czy moglibyście mię oświecić... 05.03.08, 10:58
          To jest tajna konwencja, wg. ktorej niektorzy forumowicze w czasie jazdy stoja, aby przypadkiem nie doszlo do kolizji. Przynajmniej tak pisza. Ze jada zawsze tak, aby zawsze moc zahamowac. Tak stoi w kodeksie.
          • jureek Re: Czy moglibyście mię oświecić... 06.03.08, 10:29
            edek40 napisał:

            > To jest tajna konwencja, wg. ktorej niektorzy forumowicze w czasie jazdy stoja,
            > aby przypadkiem nie doszlo do kolizji. Przynajmniej tak pisza. Ze jada zawsze
            > tak, aby zawsze moc zahamowac. Tak stoi w kodeksie.

            Ty sobie kpisz, ale naprawdę nie trzeba jakichś nadzwyczajnych, nieziemskich
            umiejętności, żeby przepuścić pieszego, który chce wejść na przejście. Akurat
            mieszkam w kraju, gdzie takie zachowanie kierowcy jest obowiązkowe i widzę, że
            to działa.
            Jura
            • edek40 Re: Czy moglibyście mię oświecić... 06.03.08, 10:49
              Ano sobie kpie. Jezeli pieszy daje mi szanse, to go puszczam. Jezeli zas stoi sobie tylem do jezdni i plotkuje z kims, a potem nagle odwraca sie w celu wejscia to naciskam na klakson. Szczegolnie, gdy ja juz jestem na przejsciu lub kilka metrow od niego. Nie widze realnej mozliwosci szanowania pieszych, jesli ci nie zaczna zachowywac sie w sposob jasny i w miare choc przewidywalny. A najgorsze jest to, ze fotoradary nie dadza rady wychowac prawidlowych nawykow tak w pieszych jak i w kierowcach. A ze sa w Polsce nie wychowane to raczej oczywiste. Tylko, ze nikt i nic z tym nie robi. Poza stawianiem fotoradarow naturalnie.

              Z reszta co z tego, ze ja sie zatrzymam, jak zaraz jakis baran albo wbije mi sie w tyl, albo zacznie wyprzedzac.

              Dodam nieskromnie, ze na normalnych ulicach w miescie rzadko przekraczam 50 km/h. Co wiecej wiem jak powaznie niszczy sie samochod w kolizji z pieszym i staram sie tego wystrzegac, wiec mam cos w rodzaj fiola na punkcie pieszych.
        • jane14 A moze jeszcze... 05.03.08, 12:22
          ...podetrzeć nosek.
          Dokument nie jest tajny a o obowiazkach zachowania kierujących wobec
          pieszych poczytasz w art.21
          Oczywiście, jak znam niektórych "falandystów" bez watpienia
          problemem dla nich bedzie sformułowanie "wchodzący na przejście".
          Ale to już ich problem, czy chcą coś zrozumieć i dostosować sie do
          tego w swoim i wszystkich interesie, czy też chca wszystko
          zakwestionowac aby w ten sposób podbudowac swój nieomulny "geniusz"
          jak autor tej notatki.
          • edek40 Re: A moze jeszcze... 05.03.08, 13:15
            Zauwazylem, ze niektorzy na tym forum chcieliby, aby pieszy nabywal swoich praw na przejsciu, zaraz po przekroczeniu progu swojego domu. Habudzik znalazl tajny paragraf o tym ze te kropkowate, antyposlizgowe plyty, to miejsce w ktorym pieszy staje sie pieszym na jezdni. Nawet jesli tylko rozmawia na krawedzi jezdni z sasiadka.
            • jane14 Sztuka kierowania... 05.03.08, 22:46
              Jeśli dochodzisz do wniosku ze rozmawia to jedziesz, i jeśli okaże się że nie rozmawiała ale zamierzała przejść to już twój błąd i trzeba za niego odpowiadać.
              Nie sztuka znaleźć wytłumaczenie dla swych błędów. Sztuka ich nie robić!
          • kozak-na-koniu Re: A moze jeszcze... 05.03.08, 13:34
            Proponował bym _dokładne_ zapoznanie się najpierw z artykułem 20, potem równie dokładne zapoznanie się z wynikającym z niego artykułem 21 a następnie porównanie wszystkiego z przepisami obowiązującymi w Polsce. Ja jakoś nie widzę szczególnych różnic i odstępstw:
            osk.org.pl/Article315.phtml
            • jane14 Re: A moze jeszcze... 05.03.08, 22:38
              Po pierwsze art 21 nie wynika z 20. Tak jak i 20 nie wynika z 19 itd. Fakt czy
              przechodzień stosuje się czy nie do art 20 nie wpływa na twoje zachowanie do
              którego zobowiązuje cię art. 21. No chyba że nie jesteś kierowcą tylko
              "MŚCICIELEM" a to inna rozmowa.

              A różnica jest prosta, tam jest "wchodzący" i "znajdujący się" a u nas tylko
              "znajdujący się" niby niewiele ale to "lub czasopisma" to przy tym pikuś.
              • kozak-na-koniu Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 08:37
                Czyli rozumiem, że dla Ciebie "wchodzący" i "stojący obok" to to samo a "przepuścić", "ułatwić", "umożliwić" zawsze i w każdych okolicznościach w domyśle oznacza "zatrzymać się". Tak myślałem. Przestroga: jeśli kiedyś wybierzesz się w trasę - powiedzmy 500km i masz zamiar zatrzymywać się przed wszystkimi przejściami, w pobliżu których akurat ktoś sobie stoi, załóż średnią prędkość na trasie poniżej 30km/godz, żadnych postojów na siusiu... Albo wyjedź 2 dni wcześniej.
                • jureek Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 09:20
                  Przesadzasz. Ja tak jeżdżę, czyli przepuszczam pieszych na przejściach, ale
                  średnią mam wyższą niż 30 kmh, no i kibla w aucie też nie mam.
                  Jura
                  • kozak-na-koniu Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 10:05
                    Wcale nie przesadzam. Co innego ktoś, kto codziennie dojeżdża 15 minut do pracy i z powrotem a od czasu do czasu po zakuby, na rybki i do cioci w odwiedziny, co innego gdy tłucze się po parę tysięcy km miesięcznie (ja akurat ostatnio nie za dużo: ok. 3 - 3,5 tys.) czasem lokalnie, czasem w długich trasach. Tu szczególnie mści się totalne przemieszanie ruchu lokalnego - dojazdowego, pieszego i długodystansowego...
                    • jureek Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 10:16
                      Oczywiście, że przesadzasz. Przykłady moich niedawnych tras:
                      Wrocław - Poznań 180 km, trochę ponad 3 godziny z przepuszczaniem pieszych, czy
                      to jest średnia 30 kmh?
                      Opole - Kudowa Zdrój, 150 km, niecałe 3 godziny z przepuszczaniem pieszych, czy
                      to jest średnia 30 kmh?
                      Jura
                  • emes-nju Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 10:50
                    jureek napisał:

                    > Przesadzasz. Ja tak jeżdżę, czyli przepuszczam pieszych na
                    > przejściach, ale średnią mam wyższą niż 30 kmh

                    Wyobraz sobie, ze srednia w Polsce wynosi miedzy 50, a 60 km/h jezeli stosuje sie do wszytkich ograniczen (sprawdzalem - przy nieco swobodniejszym podejsciu do znakow udaje sie zblizyc do 70-tki). Koniecznosc zatrzymywania sie przed kazdym przejsciem i oczekiwanie na zmilowanie nie wierzacego w cuda pieszego, zdecydowanie moze srednia opuscic do 30 km/h.

                    Pytania pomocnicze, bo temat czkawki na pierwszych kilometrach Twojej jazdy do pracy nie zostal rozwiazany - czy na niemieckich drogach tranzytowych (rowniez miedzynarodowych) w ogole sa przejscia dla pieszych? Czy te drogi na calych, kilkuset kilometrowych odcinkach przypominaja "pierwsze kilometry" Twojego dojazdu do pracy?
                    • jureek Re: A moze jeszcze... 06.03.08, 11:19
                      Odpowiadając Kozakowi pisałem o jeździe w Polsce, gdzie też przepuszczam
                      pieszych, a osiągam średnie sporo powyżej 30 kmh.
                      Co do Niemiec. Oczywiście, że na drogach tranzytowych, czy międzynarodowych są
                      przejścia dla pieszych. Niemieccy piesi nie nauczyli się jeszcze fruwać, a nie
                      wszystkie trasy międzynarodowe są autostradami. Wyobraź sobie, że takie
                      przejścia są nawet poza terenem zabudowanym, gdy np. drogę przecina szlak
                      turystyczny. Wtedy są jednak wcześniej znaki ostrzegawcza i ograniczenie
                      prędkości. No i większość takich przejść to przejścia sterowane światłami, a
                      takie jeszcze bardziej spowalniają ruch niż te niesterowane. Tu jednak przyjęto,
                      że bezpieczeństwo ważniejsze jest niż to, czy dojadę do domu parę minut później.
                      Jura
                • jane14 Wymiana porad... 06.03.08, 10:00
                  Spodziewam sie że potrafisz już rozróżnić wchodzących od stojacych
                  obok. Ale na wszelki wypadek ...
                  "Oczekujacy na wejście" jest "wchodzacym" podobnie jak pojazd
                  przepuszczajacy inne auta na drodze głownej jest już "wjeżdzajacym".
                  I przez analogie stojący obok nie jest wchodzacym podobnie jak auta
                  zaparkowane obok nie są "wjeżdzajacymi".
                  Może to trudne zwłaszcza dla ciebie w kontekscie np. tej twojej
                  przygody z pieszym który już był na pasach a mimo to nadal uznałeś
                  go za "stojącego obok" . No chyba że sie pomyliłem i to było w Angli
                  przy ruchu lewostronnym ?
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=66932772&a=67231996
                  • kozak-na-koniu Re: Wymiana porad... 06.03.08, 10:12
                    Takich przygód miewam multum. Ta akurat była charakterystyczna o tyle, że jechałem w kolumnie a druga kolumna jechała w drugą stronę. Gościa po prostu nie widziałem odpowiednio wcześnie, bo go zasłonili a on wszedł za odważnie uważając, że jest jak "na prawie", to nic nie ma prawa się wydarzyć.
                    Jak odróżnić "oczekującego na wejście" od "stojącego obok"? Bo zaparkowanego o udzielającego pierwszeństwa odróżnić potrafię - pod warunkiem że go widzę a on zachowuje się przewidywalnie.
                    • jureek Re: Wymiana porad... 06.03.08, 10:21
                      kozak-na-koniu napisał:

                      > Takich przygód miewam multum. Ta akurat była charakterystyczna o tyle, że jecha
                      > łem w kolumnie a druga kolumna jechała w drugą stronę. Gościa po prostu nie wid
                      > ziałem odpowiednio wcześnie, bo go zasłonili a on wszedł za odważnie uważając,
                      > że jest jak "na prawie", to nic nie ma prawa się wydarzyć.

                      Ale jeśli zjawił się z lewej strony, to znaczy, że już był na przejściu, a nie
                      wlazł na nie prosto pod Twoje koła. Jeśli masz problemy z zauważeniem pieszych,
                      którzy już są na przejściu, to lepiej nie jedź do Niemiec, bo tam musisz jeszcze
                      uważać na takich, którzy jeszcze nie są na przejściu, ale zamierzają na nie
                      wejść. Jak takiego nie przepuścisz, to może Cię to drogo kosztować.
                      Jura

                      P.S. Tak, wiem - Niemcy mają autostrady.
                      • kozak-na-koniu Re: Wymiana porad... 06.03.08, 10:59
                        Już to kiedyś było wałkowane na tym forum: obowiązek "umożliwienia", czy też "ułatwienia" przejścia pieszemu nie jest równoważny z obowiązkiem zatrzymania się - także w Niemczech. Zatrzymywanie się - w razie potrzeby, w sprzyjających okolicznościach, warunkach itd. w określonych sytuacjach może być obowiązkiem, jednak w 99,99% sytuacji jest tylko wyrazem dobrej woli i jeśli nie komplikuje życia innym może być nawet wskazane (ale nie musi).
                        • jureek Re: Wymiana porad... 06.03.08, 11:12
                          No to wypróbuj to praktyczne i nie zatrzymaj się w Niemczech, żeby umożliwić
                          pieszemu przejście, i zrób to na oczach policjanta.
                          To nie jest Twoja dobra wola, masz obowiązek umożliwić pieszemu przejście, i
                          jeśli w tym celu musisz się zatrzymać, to masz się zatrzymać.
                          Jura
    • jureek Re: To nie ja pisalem! :-D 04.03.08, 23:39
      Wiem, że nie Ty, ale smutne to, że Wyborcza, kiedyś poważna gazeta, w dogadzaniu
      masowemu czytelnikowi ściga sie z Der Dziennikiem.
      Tam chyba w dziale motoryzacyjnym samych stażystów zatrudniają, najpierw wpadka
      z tekstem o polsko-niemieckiej "wojnie apteczkowej", teraz ten amatorski
      tekścik... co tu dużo gadać, już Kopernik zauważył, że gorszy pieniądz wypiera
      lepszy.
      Jura
      • edek40 Re: To nie ja pisalem! :-D 05.03.08, 07:50
        Skoro do pracy jezdzisz wraz z tysiacami TIRow po swojej lokalnej drodze, ktore potem kompletnie blokuja centrum miasta, to zapewne codziennie widujesz rowniez pijanych idacych, jesli im sie uda, skrajem szosy, albo rowerzystow bez oswietlenia. No i naturalnie trzezwych rowerzystow jadacych droga szybkiego ruchu, gdy obok jest sciezka dla rowerow tez widujesz. Otwierasz mi oczy na koszmar komunikacyjno-spoleczny w Niemczech. Tego jakos nie widac, gdy jezdzi sie autostradami. Jak pomysle sobie ile tam musi jezdzic TIRow drogami lokalnymi, skora taka ich ilosc tloczy sie na autostradach. I jakie trudnosci maja na lokalnych drogach, gdzie oznakowanie czesto kieruje wylacznie do najblizszej wioski - co skrzyzowanie to postoj i naradzanie sie z GPSem.
        • jane14 Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 12:51
          Niewiele można powiedzieć o kraju przez który przejezdza się
          autostrada czu nawet głownymi drogami tranzytowymi.
          My mamy swój folklor w postaci pijanych pieszych, rowerzystów choć
          mnie sie wydaje że to juz zanika na rzecz pijanych kierowców.
          Finowie mają swoje renifery, szwedzi łosie itd.
          Niedawno kolega opowiadał mi ze wracajac z Chorwacji chciał
          odwiedzić znajomego w Belgradzie. To było dwa lata temu a wiec już
          dawno po zakończeniu działań wojennych. Pojechał droga "na skrót"
          która pamietał z czasów Jugosławi jako "krajową" i jakież było jego
          zdziwienie gdy droga okazała sie pusta, miejscami trudna do
          przejechania (nawierzchnia uszkodzona pociskami) a w dodatku co
          jakiś czas na poboczu tablice "Uwaga Miny". Gdyby trzymał sie
          głownej drogi też pewnie uważałby do dziś że Bałkany to bezpieczne
          miejsce. No może poza Kosowem.
          • edek40 Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 13:13
            Jezdzilem po Szwecji. Jedyny "uklon" w strone reniferow, to nieznany gdzie indziej znak. Jednak nikt nie stawia tam ograniczen, z powodu mozliwosci zderzenia ze zwierzakiem. U mnie na oswietlonej drodze biegnacej przez wies i zaopatrzonej w chodnik nie ma znaku uwaga pijak, ale jest ograniczenie do 40 km/h. Acha, w tym miejscu droga jest praktycznie prosta, z jednym tylko zakretem o kacie okolo 10 stopni. Stoi przed nim znak informujacy o niebezpiecznym zakrecie. Kuriozum i stawianie znakow "po uwazaniu". Gdzies tam opisywalem, jak wyglada ograniczanie predkosci w miejscu intensywnej rozbudowy szosy. Szwedzi ograniczaja predkosc ponizej 50 km/h wylacznie w strefie zabudowanej. Tu jednak wystarcza im ograniczenie do 30 km/h.
          • emes-nju Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 13:26
            jane14 napisał:

            > Niedawno kolega opowiadał mi ze wracajac z Chorwacji chciał
            > odwiedzić znajomego w Belgradzie. To było dwa lata temu a wiec już
            > dawno po zakończeniu działań wojennych.

            Po pierwsze nie napisales skad wracal. Jezeli znad morza, to WYLACZNIE jego wina jest, ze nie pojechal IMPONUJACA autostrada. Bo wiesz... Chorwaci maja juz autostrady... I dochodzimy do:

            Po drugie. Wojna w Polsce, nawet jezeli za wojne uznac Wojne Jaruzelska, skonczyla sie zdecydowanie dawniej niz w Chorwacji.

            Po trzecie - warunki naturalne. W Polsce autostrady nie musza isc przez gory o alpejskim charakterze.

            Po czwarte. Chorwaci swieje autostrady wybudowali BEZ unijnych funduszy. My swoich nawet nie umiemy zagospodarowac!

            Ale oczywiscie w Polsce mamy optymalny stan infrastruktury drogowej! Zdecydowanie lepszy niz warunki na to pozwalaja! :-P
            • jane14 Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 14:24
              Ja nie kwestionuje zasług Chorwatów w budowie dróg ani nie
              rozpatruje nic w kategoriach kto winny. Tylko zabrałem głos aby
              uzmysłowić że przykłady innych krajów na podstawie przejazdzki
              autostrada moga być mylące.
              Z tego też powodu nie utrzymuję że w Polsce jest super tylko dlatego
              że z Krakowa do Wrocławia jade ~3 godzin a parę lat temu 6 było mało.
              Nie twierdzę tez że Finlandia to zacofany kraj tylko dlatego, że
              kiedyś na głownej drodze (Oulu-Kusamo) przez 30 minut stałem aż
              przejdą renifery (tam renifery to takie ichniejsze krowy tyle że
              wypasane i chodowane na świeżym powietrzu i niestety czasem w dość
              duzych stadach).
              • edek40 Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 15:14
                A ja z Warszawy do Wroclawia jade dluzej niz powiedzmy 5 lat temu. Nie z powodu radarow, tylko z powodu ciagle zwiekszajacego sie ruchu. Tobie na swiatopoglad wplynela bliskosc chociaz jednej autostrady. Z Warszawy w zadnym kierunku nie mozna tak pojechac, a do tego wszedzie jest daleko.
              • emes-nju Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 15:15
                Taaaak...

                Tak Finlandia lezaca na POTENCJALNYM skrzyzowaniu szlakow polnoc-poludnie i wschod-zachod to ma przerabane jak krowy laza im po drogach... Na drodze pomiedzy tak strategicznymi miejscowosciami, ze nawet o nich nie slyszalem... Ile ludnosci liczy sobie Finlandia?

                Dlaczego pisze o potencjalnym skrzyzowaniu? Otoz dlatego, ze spora czesc tranzytu omija nas przez Czechy i Slowacje oraz Niemcy. Dzieki temu omija nas tez czesc kapitalu zagranicznego (we wlasny jakos nie oplywamy), o niewykorzystanych portach nie wspominajac.

                Ale po co ja to pisze?! Drogi mamy przeciez optymalne :-P Idealnie odpowiadaja potrzebom, bezpieczenstwu i ekologii.
                • jane14 Trochę turystyki ... 05.03.08, 22:22
                  emes-nju napisał:

                  > Tak Finlandia ...

                  To jedyny kraj w UE który ma podobno realne szanse dogonić USA przynajmniej tak
                  twierdzą unijne statystyki.

                  > Na drodze pomiędzy tak strategicznymi miejscowościami, ze nawet o nich nie
                  slyszalem...

                  To posłuchaj .
                  Oulu to podobno drugie co do wielkości miasto w Finlandii po Helsinkach
                  oczywiście (tak mówią miejscowi). Jak na Polskie warunki nieduże ~150 tyś. Leży
                  na końcu zatoki Botnickiej jest tam między innymi fabryka Noki w której zapewne
                  zaprojektowano twój telefon, bo zrobiono to już być może na Węgrzech. Pod
                  miastem huta Rautaruki w której być może zrobiono ci blachy na dach i jeszcze
                  wiele innych. A najstarszy budynek pochodzi z 1905 roku i jest to knajpa (stad
                  wiem).
                  Kusamo to duży ośrodek turystyczny ~ 200km do Oulu(być może też przemysłowy ale
                  nie dam głowy). To tam np. rozpoczyna się sezon w skokach do Pucharu świata. Ale
                  nie tylko narty bo latem to wspaniały region dla wędkarzy, wodniaków. Mazury czy
                  Zakopane w porównaniu z tamtym regionem to kloaka.
                  A i ciekawostka. W Oulu jest mnóstwo wysp i wysepek w samym mieście połączone są
                  mostami a na największą kursuje prom. Ale latem.
                  Zimą zatoka zamarza i po prostu wytycza się palikami drogę po lodzie. Jeżdżą
                  tamtędy podobno nawet autobusy.Popatrz jaki super pomysł możesz sobie walnąć
                  nawet sześć pasów w jedną stronę równej jak stół drogi za parę euro. I to jedyne
                  połączenie autostradowe w tym mieście.
                  Nie korzystałem bo byłem tam latem ale może jeszcze będzie okazja. A latem ruch
                  mały, ale samochodów, bo królują rowery. I nie ma się co dziwić bo ścieżki
                  rowerowe są szersze niż jezdnie.

                  >Ile ludności liczy sobie Finlandia?

                  Niedużo podobno 5 mln. ale za to wszyscy mówią po angielsku (jak są trzeźwi). Po
                  paru piwach mówią też po polsku(szybko się uczą). Generalnie to taka ALASKA
                  Europy. Polecam choć drogo i daleko.

                  • kozak-na-koniu Re: Trochę turystyki ... 06.03.08, 08:41
                    No tak. Skoro wszyscy mówią po angielsku, to kulturnyj narod. Kudy nam do nich...:-D
                    • jane14 Re: Trochę turystyki ... 06.03.08, 09:31
                      Wiekszość szczególnie starszych Finów mówi też po rosyjsku wiec nie
                      zrażaj się, jedź smiało zawsze sie dogadasz.
                      • kozak-na-koniu Re: Trochę turystyki ... 06.03.08, 10:14
                        Parle wu franse tyż?:-P
                        • Gość: rekrut1 Re: Trochę turystyki ... IP: *.chello.pl 06.03.08, 10:35
                          Oooo jesss, Laksigen.
                  • emes-nju Re: Trochę turystyki ... 06.03.08, 11:19
                    jane14 napisał:

                    > Oulu to podobno drugie co do wielkości miasto w Finlandii po]
                    > Helsinkach oczywiście (tak mówią miejscowi). Jak na Polskie warunki
                    > nieduże ~150 tyś.

                    Szczerze powiedziawszy jak kpilem o skrzyzowaniach drog tranzytowych nie chcialem pisac o ludnosci Finlandii - wiesz... dla mnie oczywista oczywistoscia jest to, ze kraj, ktory ma ludnosci mniej wiecej tyle co dwie Warszawy (srednie zaludnienie w kraju - ok. 15 os/km2) ma nieco mniej "napiec" w budowie przelotowych drog niz kraj liczacy sobie 40 mln mieszkancow (ok. 120 os/km2), ktory ma tego pecha (inni by sie cieszyli i zarabiali...) lezec na krzyzowce europejskich szlakow tranzytowych.
              • jureek Re: Co kraj to obyczaj ... 05.03.08, 19:39
                jane14 napisał:

                > Nie twierdzę tez że Finlandia to zacofany kraj tylko dlatego, że
                > kiedyś na głownej drodze (Oulu-Kusamo) przez 30 minut stałem aż
                > przejdą renifery (tam renifery to takie ichniejsze krowy tyle że
                > wypasane i chodowane na świeżym powietrzu i niestety czasem w dość
                > duzych stadach).

                Ha, a ja we Frankfurcie nad Menem wracając z pracy, czekałem raz 20 minut, żeby
                przepuścić całą karawanę wrotkarzy, którzy też chcieliby chociaż raz w tygodniu
                posmakować, jak jeździ się po ulicach.
                Masz rację, co kraj, to obyczaj.
                Jura
                • Gość: rekrut1 Re: Co kraj to obyczaj ... IP: *.chello.pl 05.03.08, 20:46
                  Na początek mam prośbę, bez głupich uwag, dobrze? Do rzeczy:
                  Napisał bym więcej co "przewodnik" to obyczaj. Wracałem z Salonik do
                  wawy, miał być Belgrad - Nowy Sad - Budapeszt itd. Po drodze
                  mieliśmy zahaczyć o Balaton. Oczywiście moja "lepsza połowa" uznała
                  że Nowy Sad i Nowe coś tam to to samo więc nad Balaton jechaliśmy
                  najpierw drogą E70 potem miał być Osijek ale jak zobaczyłem
                  drogowskaz ile mi zostało do Zagrzebia wzięła sprawy w swoje ręce i
                  z maleńkim noclegiem przez Kutine wylądowałem w Siofok nad
                  Balatonem. Po pierwsze nie było tak sraszno( a jechałem bocznymi
                  drogami bo nie było wyjścia)a wręcz przyjemnie. Ludzie bardzo mili
                  (no może bez tych co się pukali w czoło jak się dowiedzieli skąd i
                  dokąd jadę) kilku oferowało nawet prywatny nocleg, drogi też niczego
                  sobie(połatane)a w nocy po polach(te miny)nie należy się włóczyć
                  więc nie bardzo rozumie o co chodzi.
                  Co do Finlandii to zamiast użerać się z reniferami trzeba załadować
                  grata na platformę a samemu w wagonie sypialnym pokonać te głupie
                  700km przez Kuopie na Przylądek Północny. Życząc miłego wieczoru
                  Pozdr.
                  Pazdzioch
                  • Gość: rekrut1 Re: Co kraj to obyczaj ... IP: *.chello.pl 05.03.08, 23:31
                    Powrotną drogę (w dalszym ciągu mowa o Finlandii)odbyłem na kołach,
                    Nie pamiętam nazwy ale to był spory ośrodek wczasowy(kilkadziesiąt
                    domków każdy z miejscem parkingowym)nad jeziorem. O dziwo cały
                    obiekt był skanalizowany z oczyszczalnią ścieków.
                    Pozdr.
                    Pazdzioch

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka