Zezowate nie-szczęście

25.11.03, 00:07
Każdy, kto kiedyś nosił spodnie a w nich kluczyki, umiał samodzielnie
oczyścić świece i ustawić prawidłowy odstęp elektrod, wymienić filtry a nawet
oczyścić gaźnik i ustawić wyprzedzenie zapłonu.
O wymianie żarówek to wstyd nawet wspominać.
Wszystko robiło się samemu, bo mechanik był zbyt drogi.
Ale robiło się tak, że działało.

Teraz mechanicy nadal dla niektórych są za drodzy, ale przyznać się, że nie
potrafi się wymienić żarówki byłoby jak przyznać się do impotencji, a do tego
żaden polski samiec w życiu się nie przyzna.
Więc kupuje w supermarkecie najtańszą żarówkę, bierze ją w spocone paluchy i
knuje.
Jak ją wsadzić? W środku H4 jakaś blaszka zasłania żarnik, więc
jinteligentnie jarzy jeździec, że to daszek, który zapobiega oślepianiu na
krótkich – daszek powinien być z góry, by nie świeciła do góry.
Jak pomyślał, tak uczynił – próba wciśnięcia żarówki „daszkiem” do góry nie
była łatwa, bo coś nie pasowało – dopiero po lekkim skręceniu żarówki, dała
się z trudem wcisnąć do gniazda.
No! Dalim radę!

A w nocy okazuje się, że jeśli żarówki szlag nie trafił po natarciu spoconymi
paluchami to świeci, ale jakoś dziwnie – na ziemi trochę ciemnawo ale mijane
drzewa są nieźle oświetlone – musi jakieś nowoczesne szerokokątne popadł.

I jedzie takie zezowate nieszczęście po ciemnych ulicach, świecąc
przeciwnikom po oczach i drzewom po konarach. Nie pomyśli, że światło z
żarówki z założenia nie świeci bezpośrednio na drogę, tylko odbija się od
odbłyśnika w reflektorze, który dla świateł mijania jest umieszczony na
górze, po to by kierować strumień światła w dół, więc pieprzony „daszek”
powinien zasłaniać żarnik od dołu, nie od góry.
A żarówka nie dała się wcisnąć pieprzonym „daszkiem” do góry, tylko wymagała
obrotu o mały kąt, bo ma trzy dzyndzle, które muszą trafić w szczeliny w
gnieździe, przygotowane do przyjęcia żarówki pieprzonym „daszkiem” do dołu
właśnie.

Ale nie można, jak baba bezradnie zapytać kogoś, jak to się robi.
Wstyd przecie.

A z zezem zapieprzać po drogach, to kurna, mniejszy wstyd?

Baby przynajmniej mają prawidłowo wkręcone żarówki...
    • Gość: 130rapid Re: Zezowate nie-szczęście IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.03, 22:21
      Zmieniłem w swoim życiu "parę" żarówek. W prawie każdym samochodzie oprawki
      mają taki kształt, że nie da się wsadzić w nie żarówy nieprawidłowo.

      Ale gdy tylko wyjeżdżam sobie na polską drogę po ciemku, to widzę, że jednak
      można. Polak potrafi!

      To jest właśnie przykład prawdziwej inteligencji - założyć żarówę źle, chociaż
      teroetycznie to niemożliwe!
      • Gość: Rafał Re: Zezowate nie-szczęście IP: 195.117.164.* 08.12.03, 15:00
        Bardziej bym się skłaniał ku pokrętle regulacji wysokosci swiateł niż błędnym
        włożeniu żarówki. To jest poprostu łatwiejsze do zrobienia.
        Za ciemno, no to bach pokrętło na O (ustawienie do wozenia teściowej w
        bagażniku) i dużo dalej widać. (jak tesciowej się pozbedziemy to widać jeszcze
        lepiej, a najlepiej załzawione ślipia mijających nas.
      • Gość: Rafał Re: Zezowate nie-szczęście IP: 195.117.164.* 08.12.03, 15:01
        Skoda Rapid 130 jest cool


        180.000 km. 125L (tmavo-szara)
    • Gość: pazdzioch Re: Zezowate nie-szczęście IP: *.chello.pl 08.12.03, 20:36
      Witam:)Wyminę zarówki zawsze powinno się robic na stacji!Bo tylko tam można
      potem ustawić swiatła.Teoretycznie moznz samemu ale/są poradniki jak to
      robić/maląc na względzie bezpieczeństwo innych i przedewszystkim swoje lepiej
      na stcji!Cena?Bez przesady,ile razy w roku się to robi?
      A co do umiejętności wymiany,to ja się przyznaje że mam z tym spore kłopoty.
      To ma być anegdota.
      Szwagier grzebie w Maluchu i prosi mnie,daj mi swoją trzynastkę bo moja się
      omyka a ja mu na to że niemam!Jakto niemasz kluczy?
      Ja:a do czego mi moga się przydać?No choćby do ustawienia zapłonu!
      Podniosłem maskę mojej sjerry i pytam a gdzie to jest?
      Szwagier popatrzył i stwierdził że jakby miał takie coś zamiast silnika to tez
      by klucze na flaszkę zamienił.
      To by było tyle co do wymiany żarówek!
      • bwv1004 Re: Zezowate nie-szczęście 08.12.03, 22:26
        Na stacji? Na autoryzowanej stacji ZAWSZE ustawiają mi światła jak
        nieszczęście. Raz świecą 10 m od samochodu, raz nierównolegle do osi samochodu
        i jakoś krzywo. Nie mam do nich siły i niestety ustawiam sam na oko.
        Przepraszam wszystkich, których potem oślepiam (jeśli oślepiam) ale po prostu
        nie mam wyjścia.
        • mejson.e5 Na stacji ... benzynowej 09.12.03, 00:11
          Wymieniam żarówki osobiście - ostatni na stacji benzynowej.
          Nie widzę w tym zagrożenia, bo po założeniu nowej w ten sam sposób, co starej,
          nie zmienił się kąt padania światał - sprawdziłem na ścianie.
          A pokrętło do ustawiania wysokości należy ustawiać mądrze - na szczeście, można
          tym opuścić strumień światła, a nie windować go na wierzchołki drzew.
          Jeśli napakujemy za duzo za tylną oś, to światła powędrują za wysoko, jak na
          możliwości regulacji z kabiny.
          Wtedy pozostaje regulacja spod maski.
          Byle nie zapomnieć "odkręcić" wszystkiego po wyjęciu teściowej z bagażnika...

          A z autoryzowanej stacji Centrum Daewoo przy FSO wypuscili mnie bez świateł
          pozycyjnych i z otwartą maską...

          Mejson
      • Gość: 130rapid Re: Zezowate nie-szczęście IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.03, 12:30
        > Szwagier grzebie w Maluchu...

        To anegdota z kategorii, którą opowiadał kiedyś mój znajomy. Dawno dawno temu
        miał Zaporożca. Skończył robić zakupy, nosił kapustę do bagażnika (jak to w
        Zaporożcu silnik z tyłu). Małżonka miała kisić (stan wojenny jeszcze, trzeba
        jakoś rodzinie witaminę C zapewnić, skoro cytryn nie było).
        Idzie z następną partią główek, patrzy, a tu dwa dziadki pochylają się na
        otwartym bagażnikiem, cmokają ze zdumienia:
        - Patrz pan, taki duży samochód, a ma taki mały silniczek!

        (P.S. dla tych którzy się nie znają na starociach. Zaporożec miał ogrzewanie
        benzynowe, niezależne od silnika. Nagrzewnica leżała w bagażniku. To był kawał
        solidnego, ruskiego żeliwa i do tego z własną świecą zapłonową!)
Pełna wersja