rekrut1
25.05.09, 22:36
Była tu mowa(mam na myśli nasze forum)o wszelkiej maści
spowalniaczach(budowanych w urągający zdrowemu rozsądkowi sposób),
niby bezpiecznych wysepkach"azylach", fotoradarach, radarach
mobilnych, dziwnych szykanach(bo nie wiadomo jak to nazwać)wzdłuż
osi jezdni i jeszcze paru innych fikołkach mających nam kierowcom
zapewnić bezpieczeństwo. A czy tak faktycznie jest? Czy wpadając na
nie oznakowaną wysepkę w nocy czujemy się naprawdę bezpiecznie? Czy
jadąc czteropasmową(nie wiem jak i to nazwać)drogą najeżoną radarami
na której obowiązuje 70-ka czujemy się bezpiecznie? Czy jazda
radiowozem z wideoradarem za kierowcą tak długo aż uda się przyłapać
go, najlepiej na wielu wykroczeniu daje nam poczucie bezpieczeństwa?
Czy naprawdę wierzycie że wszystkie te szykany są dla naszego
bezpieczeństwa?
Zdaję sobie sprawę że zaraz zostanę zaatakowany przez różnej maści
wszystko wiedzących demagogów których wiara w nieomylność chciwość i
głupotę rządzących jest nie zachwiana. Ale trudno! Do rozpoczęcia
tego wątku skłonił mnie dzisiejszy wypadek który widziałem ale o nim
napiszę może troszkę później aby moje wypociny były bardziej
zjadliwe. W pewnym sensie na podjęcie tego tematu wpłynął artykuł w
tygodniku Wprost który polecam niektórym(pozostali zapewne wyzwą
autorów tego artykułu od najgorszych).
Pozdr.
Pazdzioch