cardemon
03.02.04, 05:37
Zajarzyn ledwie zakończył swą opowieść o kupcu, dekarzu i cyruliku, a
Wartkodum dopowiedział niedopowiedzianą resztę tej historii
(forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=514&w=7795321), kiedy okazało się,
że uczestników biesiady wokół ichniego stołu znacznie przybyło. Biesiadnicy z
sąsiednich ław czym śpieszniej przesiedli się bliżej, by wysłuchać kolejnej
opowieści szlachcica.
- Prosimy waćpanie Zajarzynie, opowiedzcie no jeszcze jakąś historyję z dworu
miłościwie nam panującego króla Gwizdoniusza! – zakrzyknął imćpan Piwociąg.
- Dobrze, waćpanowie - odparł Zajarzyn - historyja będzie z dworu naszego
szlachetnego Gwizdoniusza, ale będzie właściwie o królu Barberiuszu, który
ostatniego lata wybrał się w odwiedziny do naszego pana z drogocennym
naszyjnikiem wysadzanym diamentami i szmaragdami. Jaki był cel tej wizyty i
po co Barberiusz wiózł ze sobą był ten naszyjnik, może kiedy indziej waćpanom
objaśnię, pozwólcie jednak, że teraz opowiem, co przydarzyło się z tym
naszyjnikiem. Otóż dwóch złodziei zakradło się nocą do skrzyń Barberiusza,
jak ten gościł na dworze naszego Gwizdoniusza i skradło ten naszyjnik.
Naszyjnik był bardzo drogocenny, stanowił jedną całość bez rozpinki i był
wysadzany diamentami i szmaragdami. Wiadomo też było, że znajdowała się w nim
parzysta ilość diamentów i parzysta ilość szmaragdów, ale dokładnie ile
każdego kamienia, tego nie wiem.
- Otóż wyobraźcie sobie waćpanowie – ciągnął dalej opowieść Zajarzyn po
wzięciu sporego łyku z kufla – że te dwa zbóje po skradzeniu naszyjnika
podzieliło łup po połowie między siebie, czyli znaczy przecięli naszyjnik w
dwóch miejscach i każdy z nich wziął dokładnie połowę diamentów i połowę
szmaragdów. Na szczęście złapano łotrów, a święciła się już niezła afera
dyplomantyczna na całego, a i na szczęście odnaleziono przy nich obie połówki
naszyjnika. Złotnik naszego miłościwie nam panującego króla Gwizdoniusza miał
sporo roboty, by całość poskładać, ale zdołał tak to zrobić, że ani trochę
nie było widać, iż naszyjnik był przecięty, choć Barberiusz mimo to coś
kręcił nosem.
- Ech, no panie Zajarzynie, toć to musiał być jakyś specyjalny naszyjnik, w
którym diamenty i szmaragdy poukładane były symetrycznie jeden za drugim, by
dwa cięcia wystarczyły do równego podziału – rzekł Piwociąg.
- Tak, to całkiem możliwe – odparł bez przekonania Zajarzyn.
- Oj nie!- wtrącił się Wartkodum. – Te kamienie mogły być zupełnie dowolnie
ułożone.
- No jakże to tak? – zapytał Piwociąg. - Musiały być przecie ułożone jeden za
drugim i w tej samej ilości lub według innego określonego wzoru, nieprawdaż
waćpanowie?!
- Zupełnie nie! - zripostował Wartkodum. - Mogły być w dowolnych ilościach i
w dowolnym ułożeniu w tym naszyjniku, byle parzyście, jak zaznaczył imćpan
Zajarzyn.
Wśród biesiadników karczmy rozgorzała prawdziwa dysputa, co do ilości i
ułożenia kamieni w naszyjniku i nikt nie potrafił rozstrzygnąć sporu, aż w
końcu w drzwiach karczmy pojawił się Kultonóg, który po opowiedzeniu sobie
powyższej historii od początku do końca, przedstawił niezbity dowód na to,
jak na pewno było z tym naszyjnikiem.
Kto miał więc rację, Piwociąg czy Wartkodum? A może nikt z nich nie miał
racji? Jakiego wywodu użył Kultonóg, by przekonać uczestników biesiady?
Życzę owocnych zmagań nad tą zagadką,
CdM