Gość: princessa
IP: *.kg.net.pl / 80.51.87.*
17.07.04, 03:36
Jestem z facetem już rok. Mój mężczyzna jest wręcz chodzącym ideałem –
zakochany po uszy (oczywiście we mnieJ), opiekuńczy, troskliwy,
odpowiedzialny, zabawny, szalony. Poza tym jest moim najlepszym przyjacielem,
któremu mogę powiedzieć dosłownie wszystko – nie zawsze mnie rozumie, ale
wiem, że bardzo się stara. Jeżeli chodzi o stronę intymną naszego związku, to
nie można jej nic zarzucić – nigdy żaden facet nie działał na mnie tak jak
on. Wiem też, że wiążę on swoje plany na przyszłość ze mną (nie wiem czy ja z
nim też?!). Jest nam razem bardzo dobrze. I w tym wszystkim jest pewne ¨ale¨:
Polega ono na tym, że mam wrażenie, że brak mi...namiętności lub czegoś
podobnego, co nie potrafię nazwać, w stosunku do niego (nie mylić z
pożądaniem – tego mam nadmiar!!). Nie wiem. Być może wynika to z tego, że
przed nim przeżyłam bardzo intensywny związek, który odbił się na mojej
psychice (tzn. byłam zakochana na zabój w facecie, którego nie mogłam mieć w
żaden racjonalny sposób – dlatego też każde ¨ukradzione¨ chwile z nim były
dla mnie nie lada wyzwaniem). A być może nie...
Czy jest sens trwania w czymś, co do końca nie wiemy czym jest???
Nie wiem. Jeżeli ktoś przeżył coś podobnego lub ma coś ciekawego do
powiedzenia na ten temat, to byłabym wdzięczna za udzielenie mi jakichkolwiek
wskazówek!