tadziopazur
06.05.16, 04:29
WItajcie forumowicze!
Mam kryzys małżeński - żona czuje się nieszczęśliwa (są powody). Na tyle, że chciała odejść.
Nie traktowałem jej najlepiej (no cóż..) i podejrzewa mnie o kontakty z prostytutkami (nic nie było, ale podejrzenie zasadne).
Jakiś czas temu (ponad miesiąc) odezwała się do mężczyzny przypadkowo poznanego w pracy kilka lat temu. W SMSach świntuszą (podobno on zaczął). O ile mi wiadomo, nie spotkali się od czasu kiedy razem pracowali.
Żona zapytała, czy chcę jechać z nią na zaplanowane (od dawna) wesele swojej kuzynki. Zdążyłem odpowiedzieć niewyraźną miną i poprawiła pytaniem czy miałbym coś przeciwko gdyby pojechała tam z nim. W rozmowie wyszło że rozważa całowanie i uprawianie z nim seksu.
Po namyśle powiedziałem że wyjazd oznacza rozwód/separację.
Następnego dnia pytanie ponowiła (czy podtrzymuję swoje stanowisko). Tym razem kategorycznie deklarowała że seksu nie będzie "bo tego nie może zrobić gdy jest w małżeństwie". Zapytała czy to oznacza rozwód z orzeczeniem o winie.
Na moją uwagę że impreza weselna i wspólny pokój to przygotowanie z premedytacją do zdrady powiedziała że mam rację i to nienajlepszy pomysł.
Na moje pytanie po co chce się z nim spotykać, odpowiedziała (po namyśle i rozmowie dygresyjnej), że "aby go bliżej poznac, pobawić się i potańczyć".
Na pytanie jak długo będzie ciągnąć tę relację nie dostałem odpowiedzi.
I obiecane pytanie: jak sądzicie, czy jeśli się spotkają to zakończy się zdradą, czy nie?