Gość: olgaa
IP: *.tychy.msk.pl
01.01.05, 09:41
Kochani proszę Was z całego serca o wsparcie i pomoc.
Jestem z moim chłopakiem 3 lata (ja mam 20, on 22). Kocham go ponad życie,
jednak on bardzo mnie rani. Jest czasem bardzo agresywny ale jest też
kochanym człowiekiem. Gdyby nie te jego drugie oblicze czyli agresja to było
by mniędzy nami super! Wczoraj np. byliśmy na imprezie sylwestrowej na
dyskotece. Jak wiadomo tam jest dużo ludzi. No i zaczęło się od tego ze jakiś
chłopak zapytał się mnie o coś, nawet nie zrozumiałam o co, a wogóle nie
chciałam zeby mój chłopak mówił ze ja z kimś gadam (oczywiście chodzi o
obcych chłopaków). Ale najwyraźniej chodziło mu zeby stanąc koło barierki tam
gdzie my bo było miejsce, ale on staną miedzy mnie a mojego chłopaka. Więc
moj chłopak się wkurzył ze ja sie od niego oddalam i gadam z innymi
kolesiami. A przeciez mógł podejsc blizej mnie a nie czekac az ja podejde.
Bylismy jeszcze z siostra moja wiec stałam obok niej. Ale ten koleś zaraz
poszedł mineły moze 2-3 minuty jak stał, no ale moj chłopak juz miał
pretensje. Później stwierdził ze bawie sie i skacze jak małpa ale uwierzcie
ja bawiłam sie normalnie, delikatnie i to jeszcze nie na parkiecie na srodku
tylko tak zboku. A on później mnie zostawił i gdzieś poszedł. Oczywiście
stanał w innym miejscu i mnie obserwował. Później przyszedł wkórwiony i
powiedział ze ja się patrze na innych kolesi i się uśmiecham i tylko
obserwuje gdzie on jest zeby tego czasem nie zauważył. Ja się rozglądałam za
nim bo smutno mi było jak zostawił mnie samą i przysiegam nawłasne życie ze
do nikogo sie nie uśmiechałam, nawet by mi to przez myśl nie przeszło.
Przeciez gdzie miałam patrzec w sufit :-(((( a uśmiech miałam normalny na
twarzy no chyba jest sylwester mam płakać. No ale najgorsze było tak jak się
własnie o to wkurzył i zaczął w loży zrzucać ze stołu butelki i kopnął w ten
stów i wydzierał się po mnie z taka agresją ze omało to by mnie chyba
uderzył. Az taki kolaga mojej siostry się wytraszył a moja siostra dopiero,
no ja juz az sie trzesłam i popłakałam się. Szrpnąl mną i powiedział ze
jedziemy do domu a jak nie to on jedzie sam. Uwierzcie ze on byłby zdolny nas
zostawić.
Jak nas odwiózł to wszedł do mnie do domu ( ja nie chciałam) i domagał się
zebym to ja z nim zerwała bo on chce miec czyste sumienie. Mówił ze on nie
wierzy jak ja mogłam mu to zrobić, smiać się do innych kolesi, rozglądać się
za nimi. Mówił ze i tak nie bylibysmy razem wiec po co to dalej ciągnac ale
zebym to ja zerwała. Ja tego nie powiedziałam ale on w samochodzie jeszcze
powiedział mi ze mam sobie szukac juz nowego chłopaka.
No i to nie jest jedyna taka afera, juz nie raz mną szrpnął, upokorzył.
Prosze was co ja mam zrobić, boję się zycia bez niego ,ale nie mam siły juz
tak dalej zyć. Ja nie chce z nim być, ale boje się zycia bez niego.