lovedance
27.06.06, 20:19
Może to głupie,że zwracam się do Was z takim problemem, ale to mnie naprawdę
męczy.Rafał to facet mojej szefowej.Ona jest od niego starsza o 10 lat.Ja
młodsza o 6.Bardzo szanuję Anię.Mozna by powiedziec, że wszyscy troje
jestesmy przyjaciółmi.Rafał mieszka z nią,ale jak twierdzi nie kochał jej
nigdy i nie kocha,a jest z nią bo ona kocha jego,a on boi sie odejść bo ona
jest bardzo wrażliwa.Wiele razy mówił jej,że nic z tego nie będzie, ale ona
jest uparta i wciąż namawia go,żeby spróbowali.Dużo z nim rozmawiałam więc
dużo by tu pisać, ale chce zaznaczyc, że ja w żadne sposób go nie
prowokowałam.Gadalismy o swoich problemach jak przyjaciele.Ja opowiadałam mu
o moich niespełnionych milościach, a facetach których poznałam, zero uwag i
aluzji dzięki którym mógłby się domyslic, że coś do niego czuję.Zawsze
powtarzałam sobie, że nie mogę mu nic powiedzieć, bo nie zrobiłabym tego
Ani.To bardzo dobra kobieta.Ale wczoraj Rafał powiedział mi,że mnie
kocha.Użył tych słów.Ja odpowiedziałam mu na to,że między nami nic nigdy nie
bedzie bo nie chcę żeby Ania cierpiała, nie chce budować szczęścia na jej
cierpieniu.Czy dobrze robię?