rzenus
22.02.07, 14:41
Bylam kiedys w ppewnym 3 letnim zwiazku.Na poczatku bylo super cudownie,
zakochalam sie po uszy.Wydawalo mi sie, ze juz tak bedzie do konca mego
zycia.Wspanialy, przystojny J. i ja.Moze za duze sobie zrobilam nadzieje i
bezsensownie sie przwuazalam.Po 2 latach mieszkania razem i bycia ze soba
codziennie znudzilam mu sie.Zaczely sie wyzwiska, olewanie.Bardzo plaklam
momentami.Od nikogo nigdy nie uslyszalam tyle przykrych rzeczy co od
niego.Mowil mi, ze jestem nikim nie zasluguje na nic nie mam
godnosci.Odchodzilam tak od niego ,ale jakos zawsze do siebie
wracalismy.Przymykalam oczy na to wszystko, wybaczalam mu.Puzneij bylo coraz
gorzej.Byly momenty, w ktrych naprawde psychicznei nie moglam wytrzymac.Mowil
mi , zebym sie odwalila, ze mnie nei kocha i takie tam.Ja przeciez nie
trzymalam sie go na sile?!Mogl przeciez zawsze wylaczyc komorke albo
zwyczajnie nie dzwonic do mnie lub nie odbierac telefonow.Zawsze jakos
puzniej zachowywal sie normalnie, mowil ze kocha i takie tam.Mi bardzo na nim
zalezalo, moze nie do konca na nim ale na stabilizacji i tym wszystkim co
wspolnie osiagnelismy, posiadalismy.Chcialam kiedys miec jego dziecko i
dokladnie wyobrazalam sobie jak bedzie wygladac.Pamietam jak jechalismy do
poszarpal mna i zostawil sama i odjechal.Nigdy nei zapomne jak bieglam szybko
do lazienki sie wyplakac, zeby nikt nie widzial.Najbardizej jednak utkwila mi
scena przed moim blokiem.Wracalismy ze sklepu i znalzal w moim telefonie
smsa od znajomego, ktory porponowal mi spotkanie.Oczywiscie ja z nim nie
bylam z 2 tygodnie, bo ze mna zerwal, a moja kolezanka postanowila mniw
odmulic i umowic z bratem swego meza, bo taki pozadny:)Na nic byly moje
wytlumaczenia, nawet nie chcial rozmawiac z moja kolezanka, jak
zadzownila.Wyzywal obrazal.Wtedy to mnie strasznei sponiewieral.Wyzucil sila
z auta, zaczol uciekac jak ja sie tlumaczylam.
Wyzywal mnei przy kolegach, potrafil powiedziec, ze to nie sa moi znajomi i
zeby spie..la.Szarpal mnei za wlosy przy swoim kuzynie, obrazal przy
bracie, nasmiewal sie ze mnei do kolegow.Dlaczego?Mogl przeciez nie dzownic ,
olac mnie poprstu ,a tak to ja mam straszny krzyz na plecach.Nie daje sobie
rady ze soba mimo ze kogos mam. A co do tego kogos, to poznalam go bedac z
J. i to tez jest przykra historia.Moj J. nie lubil mnie niegdzie zabierac,
raczej sam balangowal, bo pewnie wolal cos popodrywac, a przy mnie sie nie
dalo.Pewnego dnia nic mu nie mowiec ( ja oczywiscie nei moglam sama chodzic)
poszlam na dyskoteke i tam poznam mego obecnego.Nie moglam juz zniesc bycia
J. , nie dawalam rady dluzej, chcialam sie wyrwac.Spotkalam sie pare razy z
nowopoznanym K.i stwierdzialam, ze milo by go bylo lepiej poznac, wiec
poedzialam J. ,ze mam kogos chce z nim byc i takie tam.On na poczatku byl w
szoku.To bylo w sylwestra.W sumie puzniej odwolalam to co powedzialam, ale
tym samym osmieszylam sie, bo on nie dosc ,ze powedzial to wszystkim ludziom
z ktorymi sie bawilam, to jeszcze mnie przy nich powyzywal powysmiewal sie i
wyzucil z samochodu.Napsial mi na sam koniec smsa, zebym o nim zapomniala,
nie kocha mnie i takie tam.Nikt z jego znajomych nawet juz na mnie nie
patrzy.Udaja, ze mnie nei znaja.Jego matka nigdy nie odebrala ode mnie
telefonu.Co ja takiego zrobilam?Przeciez mnie nie chcial i sie przyczepilam
ponoc?Raz do mnie zadzwonil o 6 rano z informacja ze pije i sie bawi i ,ze
jak mnie spotka z tym terazniejszym to nam krtan z gardel powyrywa.Ostatnio
spotkalam swoja kumpele i on mi powedziala, ze J. mnie zdradzal , bo maja
wspolnych znajomych.Dlaczego on mi to zorbil?Moze nie chial, zeby gadala na
jego temat z jego przyjaciolmi?Wytlumaczcie mi to?Jak mozna byc tak okrutnym?
Codziennie mysleo samobojstwie.Nie radze sobie.Wpoil we mnie niska
samoocene.Nei wiem czemu tak mnie ptraktowal.Cche zapomniec o tym koszmarze,
nei potrafie.Zaluje, ze nie plunelam go w twarz , nie zasmaialam sie i nei
koplam go w dupe.Zawsze wiecznei plaklam i pytalam sie czemu mi to robi.Czy
mozna spac spokojnie robac komus cos takiego?Czy on kiedys zrozumie co mi
zrobil?Od 2 miesiecy sie z nim nie spotkalam i nie chce go juz nigdy
spotkac.Moj chlopak go ostatnio widzial jak sie mizgolil gdzies na dyskotece
z jakas panienka, ponc to jego byla, ktora zawze kochal.Haa 3 lata bycia ze
mna i okazuje sie ze to dlatego, aby zapomniec o tamtej.Jak ma sobie dac rade
z tym wszystkim?? Aha zawsze mi wmaiwal ,ze to wszystko moja wina i mial
pretensje jak sie komus zwizalm z tego jak mnie traktuje.Tyran co nie?