Dodaj do ulubionych

po rozstaniu

IP: *.max.pl / 192.168.1.* 22.06.03, 13:59
powiedzcie, jak sie pozbierać po rozstaniu z facetem? związek miał trzy lata
i rokował... ale dawno. ostatnio było koszmarnie, co wcale nie znaczy, że
teraz jest lekko. Z poprzedniego takiego związku wychodzilam przez sześć lat,
więc wiem, jak bedzie i chce tego uniknąc. tylko nie radźcie mi, zebym poszła
do przyjaciół, bo ich "pocieszenia" dobijaja mnie jeszcze dalej. chce
konkretnej, optymistycznej rady, banalnej, typu: naprawde sie ułozy, a nie
bzdetow: "ciesz się, że wyszło teraz teraz" lub "co ja ci moge powiedzieć -
musisz być silna".
Obserwuj wątek
    • gwen_verdon Re: po rozstaniu 22.06.03, 14:18
      Nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet najgorsze i najbardziej nieoczekiwane
      rzeczy. Tak miało być. Po to,żebyś mogła spotkać Tego Właściwego :)
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
      Również Zdołowana :(
    • undercover_brother Re: po rozstaniu 22.06.03, 15:34
      W okresie moich intensywnych i jakze desperackich poszukiwan drugiej polowki, moja droga przyjaciolka zawsze mowila mi jedno zdanie. Powtarzala mi za kazdym razem jak sie nie udawalo: 'lekarstwem na kobiete jest inna kobieta'. Chwala jej za to, bo racje miala. Owszem - wiem, ze nic od razu sie nie da itd. Ale to jest jedyny sposob chyba. W moim przypadku skuteczny - od 3 latek z moja Wampirzyca oddajemy sie milosnemu szalenstwu.
      • ryanoconnell Re: po rozstaniu 22.06.03, 16:52
        Uważam, że takie podejście jest cokolwiek żałosne. :( Lekarstwem na kobietę
        jest...? Doszedłem kiedyś do wniosku, że do związków trzeba dorosnąć. To nie
        jest trzymanie się za rączkę, buzi i klaps w pupę, a ciężki kawałek chleba,
        mnóstwo kłopotów, walki z samym sobą. Związek trzeba umieć podtrzymać tak, żeby
        się nie wypalił a nastolatek (nastolatka) tego nie potrafi. Kiedy już umiesz
        być w związku to i ewentualne rozstanie przeżyjesz (następuje predykcja - nic
        nie dzieje się z niczego, a Ty masz czas się przygotować i przystosować). I tu
        nie chodzi o żadne dupne lekarstwa. Jakbym leczył rozstania nowymi związkami,
        to kit wie gdzie bym teraz był...
        • undercover_brother Re: po rozstaniu 22.06.03, 17:03
          Czy ja powiedzialem, ze trzeba natychmist rzucic sie w ramiona pierwszej lepszej osoby? Nie. Tylko nie mozna zaprzestawac szukania szczescia. Mowisz, ze to ciezki kawalek chleba. Moze i masz racje (nawet na pewno), bo faktycznie czasem trzeba umiec sobie z pewnymi rzeczami poradzic (najogolniej mowiac). Ale myslac o tym w ten sposob (ciezki kawalek chleba) zatraca sie chyba gdzies poczucie szczescia w zwiazku. Wole raczej patrzec na to od drugiej strony, a sprawy szeroko pojetej odpowiedzialnosci, pewnych wyrzeczen, czy czegos w tym stylu uwazac za cos naturalnego, a nie zglebiac je bez konca. To kwestia pewnych zasad, ktorych sie trzeba trzymac. Po rozstaniu w zyciu robi sie wielka dziura, ktora predzej, czy pozniej czyms trzeba zalatac, ze sie tak wyraze.
          • ryanoconnell Re: po rozstaniu 22.06.03, 17:10
            undercover_brother napisał:

            > Ale myslac o tym w ten sposob (ciezki kawalek chleba) zatraca sie chyba
            > gdzies poczucie szczescia w zwiazku.

            Ale to, że czasem musisz się wysilić, żeby utrzymać przy sobie wymarzoną drugą
            połowę nie zmniejsza poczucia szczęścia ze związku, ba! uważam, że zwiększa to
            satysfakcję płynącą (jakże spłycam, jakże spłycam... :( ) z bycia z kimś. Nie
            ma nic wspanialszego jak to, co wywalczyłeś i wychodowałeś na własnej
            krwawicy. ;) Dlatego nie jestem przeciwny teorii dwu rodzajów związków - od
            pierwszego wejżenia i za wytrwałość. :]

            > Po rozstaniu w zyciu robi sie wielka dziura, ktora predzej, czy pozniej
            > czyms trzeba zalatac, ze sie tak wyraze.

            Zgadza się, ale szukanie na siłę nie jest dobrym wyjściem. Przyjdzie 'to' z
            czasem i nie trzeba niczego przyspieszać. Natura ma swój własny cykl...
            • undercover_brother Re: po rozstaniu 22.06.03, 17:20
              ryanoconnell napisał:

              > Ale to, że czasem musisz się wysilić, żeby utrzymać przy sobie wymarzoną drugą
              > połowę nie zmniejsza poczucia szczęścia ze związku

              To jest naturalne wedlug mnie - zawsze starasz sie robic tak, zeby bylo coraz lepiej. A jezeli trzeba sie jakos 'wysilac' to mi sie to kojarzy z tym, ze cos sie psuje. No ale to juz pewnie kwestia dobrania slow. Rozumiem o co Ci chodzi. Moim zdaniem jest to naturalne, ze bronisz swojego szczescia - to po prostu nie jest 'wysialnie'.

              > Dlatego nie jestem przeciwny teorii dwu rodzajów związków - od
              > pierwszego wejżenia i za wytrwałość. :]

              Nie zastanawialem sie nad tymi rodzajami, ale znam pewien rodzaj poczatkow: jak pytasz siebie samego co Ty wlasciwie wyprawiasz, a jednoczesnie nie potrafisz nad tym zapanowac i wszystko sie jakos tak samo dzieje :D. Nie koniecznie od pierwszego spojrzenia :D.

              >> Po rozstaniu w zyciu robi sie wielka dziura, ktora predzej, czy pozniej
              >> czyms trzeba zalatac, ze sie tak wyraze.
              > Zgadza się, ale szukanie na siłę nie jest dobrym wyjściem. Przyjdzie 'to' z
              > czasem i nie trzeba niczego przyspieszać. Natura ma swój własny cykl...

              Tak - nic na sile, wiec w pierwszym moim poscie tego watku podobne slowa napisalem. Co nie zmienia faktu, ze szczesciu czasem trzeba troche pomoc.
    • ladyinred2 Re: po rozstaniu 22.06.03, 16:59
      Banalne pocieszenie? hmmm.... tego kwiata jest pół świata. Zawsze sobie
      tłumaczę, że widocznie tak miało być. Nie on pierwszy i nie ostatni. Tylko nie
      zamykaj się w domu bo nowa miłość sama nie zapuka do Twoich drzwi... Aaaa, i
      jeszcze jedno: jeśli łezka kręci się w Twoim oku to pomyśl czy wart jest Twych
      łez. Eeeee... chyba nie!
    • Gość: jaaaa Re: po rozstaniu IP: 81.15.220.* 22.06.03, 18:42
      ja tez niedawno rozstalam sie z facetem po 3 latach. nie bede ci radzila co
      powinnas zrobic by nie przechodzic jeszcze raz takiej gechenny.bo tak naprawde
      zalezy wszystko od tego z jakiego powodu sie rozstaliscie i jakie obecnie sa
      miedzy wami relacji.i najwazniejsze czy chcesz sie rozczulac czy isc dalej!!!
      ja rozstalam sie bo uwazalam ze ten zwiazek nie ma przyszlosci, uczucia trzeba
      pielegnowac, poswiecać im czas, uwagę, zainteresowanie, byc spontanicznym.
      jezeli "ktos" nie ma dla mnie czasu,nie interesuje sie mna - rozmowy z nim sa
      na poziomie - co u ciebie?dobrze?to fajnie!!! traktuje mnie na rowni ze
      wszyskimi swoimi znajomymi - nie wykazuje zainteresowania mna to znaczy ze ja
      jestem dla "kogos" tylko znajoma wiec po co udawac - ze cos jest skoro nie ma
      nic!!!ja tak zrobilam i pomogło!!!
      po rozstaniu kazda kobita powinna wziasc głeboki oddech - powiedziec głosno -
      nie był mnie wart!!!, wybrac sie na zakupy, do kina, na lody, piwko, tańce...a
      kazdy nastepny dzien powinien byc wypelniony po brzegi rzeczami ktore
      uwielbiasz robic a zrezygnowalas znich dla niego,przez niego,dzieki niemu!!!
      po co rozpaczac - ja tez mojego bylego kochalam - ale zycie jest piekne, i
      krotkie, trzeba z niego korzystac w pełni.jest tyle ciekawych zajec np.
      nurkowanie, wspinaczka,wypady ze znajomymi za miasto, podróz stopem........
      kobieto jestes wolna, mozesz robic to co chcesz, napewno masz przyjaciól na
      ktorych mozesz liczyc i z ktorymi mozesz wyskoczyc gdzies i dobrze sie
      zabawic - nie gadaj z nimi na jego temat - po co? by cie pocieszali i mowili:
      ze ci wspolczuja a wydawal sie taki fajny, ze wszystko sie ulozy - to sa tylko
      slowa w sercu zawsze jest cos innego!!!jak sama nie bedziesz chciala sie
      pogodzic z tym faktem, zaakceptowac go, i zaczac zycia od nowa to nikt ci w
      tym nie pomoze!!!!!!!!
      nie lam sie jestes kobieta dasz sobie rade!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: kasia Re: po rozstaniu IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 22.06.03, 22:59
      Po rozstaniu jest zawsze niewesolo. Nawet jesli wiesz, ze decyzja o rozstaniu
      byla sluszna to trudno sie odnalezc w tym ze ktos bliski przestal nim byc i w
      tym ze nie ma juz "Naszych" rytualow. Teraz trzeba stworzyc Twoje rytualy i dac
      sobie sporo czasu na to by odnalezc sie w tej nowej "sobie". Ja rzucilam sie w
      wir pracy, ciagle rozwijanie sie, nawet ucieklam "przed soba" za granice, na
      dlugo... Ktoregos dnia dociera do Nas, ze nie jestesmy juz uzaleznione od
      rytualow, nie czujemy potrzeby chwycenia za sluchawke i zadzwonienia i ze Nasze
      zycie nabralo sensu i kolorow. Po kazdym zwiazku trzeba odbyc cos w rodzaju
      zaloby (nawet po nieudanym...), masz prawo byc smutna, masz prawo plakac, masz
      prawo zadawac sobie pytanie "dlaczego", ale jednoczesnie masz prawo malymi
      kroczkami posuwac sie do przodu...
      • Gość: niewesoła Re: po rozstaniu IP: *.max.pl / 192.168.1.* 23.06.03, 09:06
        Tak, podobno kobieta jest jak herbata ekspresowa - dopóki nie włoży jej sie do
        wrzątku, nie da rady ocenić, jaka jest mocna. dzięki za wszystkie słowa
        pocieszenia, wszystkim razem i każdemu z osobna. Jedna uwaga - nie jestem
        nastolatką, mam 30 lat, a facet miał był moim mężem i stać się ojcem dla mojego
        kilkuletniego dziecka. nie tylko sobie musze tłumaczyć ze jest źle, ale będzie
        fajnie. niepredko znowu sie zdecydujemy na jakiś inny kwiat z tego "pół świata"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka