Dodaj do ulubionych

problem z rodzicami :(

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 21:24
ja juz poprostu nie moge z nimi wytrzymac, byc moze jest to czas w kotrym
powinno sie wyprowadzic z domu, ale narazie nie mam mozliwosci.
na kzdym kroku slysze ze jestem do niczego( skobczylam dobra szkole , zdalam
mature, zzaczynam studiowac), wytykaja mi moje wady, nie dostrzegajac
zalet.czasmi jest ok, ale przewazaj te dni kiedy mam ochote obrucic sie na
piecie i juz nigdy nei wrocic. tego sie nie da opisac...byc moze ktos jzu
zetkal sie z rakim "czyms" prosze powiedzcie jak reagowac, co robic ,
probowlam ignorowac i nie wyszlo, dobrze kjest tylko wtedy gdy wyjade
gdszies z moim facetem albo cos takeigo, kiedy ich nie widze i nie
slysze.hmmm ja ich chyba nienawidze!!! a to jei jest dobre, prsze pomozcie,
co robic????:(
Obserwuj wątek
    • independent-girl Re: problem z rodzicami :( 18.07.03, 23:25
      Gość portalu: misia napisał(a):


      > na kzdym kroku slysze ze jestem do niczego( skobczylam dobra szkole , zdalam
      > mature, zzaczynam studiowac), wytykaja mi moje wady, nie dostrzegajac
      > zalet.

      Może nie dajesz im możliwości zauważenia Twoich zalet? Skończenie szkoły,
      zdanie matury i początek studiów nie jest - wybacz- niczym nadzwyczajnym. Nie
      napisałaś dokładniej czego się czepiają Twoi rodzice. Mniemam z treści postu,
      że Twojego partnera tolerują i tutaj nie masz większych problemów. Nie napiszę
      Ci porozmawiaj z rodzicami, bo (o ile dobrze się domyślam) jestem Twoją
      rówieśnicą i wiem, że to nie da się tak: :Mamo, Tato, musimy pogadać (w moim
      domu się tak nie da :D ) Ale może postaraj się zwrócić uwagę co Im najbardziej
      nie odpowiada w Tobie, zastanów się czy mają co do tego rację i wtedy podjąć
      jakieś kroki: zmienić się albo...zbuntować? W końcu Oni kiedyś też byli
      młodzi, choć Ich metody wychowawcze w dużym stopniu (choć niekoniecznie)
      zależą od tego jak Oni byli wychowywani.

      >czasmi jest ok, ale przewazaj te dni kiedy mam ochote obrucic sie na
      > piecie i juz nigdy nei wrocic. tego sie nie da opisac...byc moze ktos jzu
      > zetkal sie z rakim "czyms" prosze powiedzcie jak reagowac, co robic ,
      > probowlam ignorowac i nie wyszlo, dobrze kjest tylko wtedy gdy wyjade
      > gdszies z moim facetem albo cos takeigo, kiedy ich nie widze i nie
      > slysze.hmmm ja ich chyba nienawidze!!! a to jei jest dobre, prsze pomozcie,
      > co robic????:(


      Ignoracja nie jest dobrym sposobem na "walkę z rodzicami", wiem z
      autopsji :))))) Jedyne to co pokazanie Im, że można Ci ufać! To jest super, z
      czasem sytuacja się do tego stopnia klaruje, że zaczynasz myśleć, że już Cię
      nie kochają i nawet nie pytają z kim wychodzisz i o której wrócisz :P To tak
      trochę przesadnie, ale u mnie już prawie tak jest. Z tą różnicą, że nadal
      czuję się kochana :)

      Misiu, naprawdę trudno tu cokolwiek doradzić. Trzeba by się Forumowiczom
      znaleźć w konkretnej -Twojej - sytuacji, no i nie zapominajmy, że generation
      gap towarzyszy życiu człowieka od dawien dawna....

      pozdrawiam i życzę dobrych stosunków z rodzicami, bo to BARDZO ważne i cenne w
      życiu

      Kasia
    • Gość: Richelieu* Re: problem z rodzicami :( IP: *.localdomain / 192.168.0.* 18.07.03, 23:37


      Witaj w klubie. Niestety nie potrafię Ci nic doradzić tak jak sama tkwię w
      relacjach córka-rodzice takich sobie codziennie i jezusmariaświatsięwali od
      święta.
      Bycie do niczego nie zostało mi zaoszczędzone nawet wtedy gdy zaczęłam drugie
      studia + stypendium, dorywczą pracę bo stypendium i tak małe, ba, nawet
      doktoranckie. Nic, ta sama śpiewka. Ignorować, ja ignoruję, bo gdybym przestała
      ignorować wtedy skończyłoby się dokładanie 1/3 do opłat za mieszkanie ( i do
      1/2 bo na spółkę z bratem stałego łącza ;)a zaczęłoby się życie na całkowity
      koszt wasny łącznie z tym, że nie mając swojego kapitału poza głową, nie mam
      zabezpieczenia kredytowego i każdy mój wyłam z domu rodzinnej niemiłości
      skończyłby się hmm, teraz mam przynajmniej dofinansowanie do hotelu
      asystenckiego duże, ale kto mi uwierzy, że mając rodziców stosunkowo blisko nie
      mogę dojeżdżac, zawsze mogą mi powiedzieć, miejsca dofinansowywane są dla
      naprawdę potrzebujących ;)
      więc głowa do góry, mam nadzieję że się nie wściekniesz, bo gdy ktoś mi tak
      mówi gdy mam dołazpowodu to się wściekam

      aha, i nie mam faceta, który by się mną bidulką zajął, sama na siebie tylko
    • Gość: rose Re: problem z rodzicami :( IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.03, 15:34
      z ojcem co prawda nie mam az taiego problemu,ale moja matka starczy tu za dwoje
      zapewniam,mozna mi nie wierzyc ,ale ona kiedys(naprawde!!) przez pol dnia
      pouczala mnie o tym ,ze ...zle kroje ser!A tak poza tym potrafi mi walnac
      czasem taka gadke o tym jak beznadziejny jest chlopak z ktorym sie spotykam,ze
      po prostu placze caly dzien...na szczescie od pazdziernika zamieszakm w innym
      miescie na studiach,bo poza ucieczka do innego miasta nie widze innej rady,a
      psycholog nic tu nie pomoze,bo...jest nim moja matka:(
      • Gość: misia Re: problem z rodzicami :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.03, 18:59
        zle kroileas ser?:) a mi mama od roku przykazdej okazji mowi jak okrponie
        wygladam w mojicj krotkich wlosach" po co je scielas teraz wygladasz
        okropnie"! tym sie za bardzo nei przyjmuje bo moj facet uwaza ze so cudowne i
        wieszkoosz moich znajomych twiedzrzi tak samo, ja podobam sie sobie barzdoej
        tez w takich wlosach...no ale co z tego skoro moja kochana musia wie
        lepiej????? ughhhh :)
        sama nei wiem co zrobie....mam nadzieje z emoj facet wynajmnei nidlugo
        mieszkanie i mnei stad zaboerze!!!!!!!
      • Gość: jt Re: problem z rodzicami :( IP: *.acn.pl / 10.71.9.* 19.07.03, 21:27
        mi rodzice przecietnie dwa razy w tygodniu zaciskaja petle na szyji.zazdroszcze
        tym ,ktorzy maja oparcie w matce i ojcu.ja nigdy nie mialam.od zawsze musialam
        wysluchiwac ich wzajemnych klotni.moj ojciec jest tzw.dzialaczen spolecznym .w
        malej miejscowosci ,gdzie kiedys mieszkalam wszyscy nas znali.zawsze musialam
        byc idealna i mila dla wszystkich .jedna czworka na swiadectwie sprawiala ,ze
        bylam dla nich glabem i leniem.cale dziecinstwo spedzilam chodzac spac o
        piewszej w nocy i wstawajc o szostej rano.zawsze musialam napisac wypracowanie
        na szostke i zrobic swietny rysunek z plastyki.,,podworko'' odpadalo bo ,,ty
        masz nauke'' jak mawiala moja kochana rodzicelka.do tego wiecznie chorowala i
        ciagle mawiala prze telefon do rodzinny ,,zaopiekujcie sie dzieckiem ,gdy cos
        mi sie stanie''. w ojcu nie mialam zadnego wsparcia.ciagle mnie wyzywal,a kiedy
        bylam mala potrafil niezle uderzyc.kedys zgubilam sie na plazy na wczasach nad
        morzem.Chodzilam trzy godzinny placzac i szukajc rodzicow.na powitanie moj
        kochany tatus debil stlukl mnie przy calej plazy.
        nie mieszkam juz z nimi prawie trzy lata,ale ciagle mni gnebia.ostanio powaznie
        choruje i nie idzie mi na studiach.oczywiscie jako ,,wsparcie'' dostaje
        pretensje i zlosliwe komentarze
        nie chce miec dzieci .nie chce komus zniszczyc zycia jak to zrobili moi starzy.
        wiem,ze wraz z uplywe, czasu ,ich uwagi beda mnie coraz mniej obchodzil,ale
        dziecinstwo jakie mi zgotowali pozstanie juz ze mna do konca zycia.
        • independent-girl Re: problem z rodzicami :( 19.07.03, 21:52
          Czytam Wasze posty i...nie wiem co Wam powiedzieć. Jest to dla mnie tak
          odległa sytuacja, że aż niemożliwa. Jednak wiem, że tak jest w wielu domach.
          Dziewczyny! Nie załamujcie się, bądźcie silne! Spotkacie kogoś (Misia już
          spotkała) w kim znajdziecie oparcie, kto swoją miłość będzie inaczej okazywał
          niż Wasi rodzice! Bo oni Was kochają [sic!], ale mimo wieku nie dojrzeli do
          bycia rodzicem, sami byli wychowywani w konserwatywnych domach (być może) i
          teraz sobie chca to odbić. Wiem, że to nie jest fair, po co decydowali się na
          dzieci. Ale pomyślcie nad przyszłością, będziecie mogły dać swoim dzieciom to
          czego Wam brakowało, będziecie lepiej wiedzieć czego dziecku naprawdę
          potrzeba, bo same nigdy tego nie zaznałyście. Wierzę w Was i 3mam kciuki!
          Wiedzcie, że wcale nie miałam różowego życia i że właśnie dlatego tak piszę.
          Do 9 roku życia mieszkałam z matką alkoholiczką, przeżyłam niejedną kłótnie
          rodziców, rękoczyny, niedożywienie -> spora niedowaga do 5 klasy podstawówki,
          noce u sąsiadów, babć etc, następnie rozwód i życie z tatą, któremu na
          głowę "spadło" wychowanie dorastającego syna (15 lat) i 9-letniej córki.
          Teraz - mam 19 lat - mogę powiedzieć, że wywiązał się z tego obowiązku
          ZNAKOMICIE...a mówią, że kobiety są lepszymi matkami. Mój Tato jest od 10 lat
          dla mnie i mojego brata Mamą i Tatą. Co prawda nie ma u nas w domu jakichś
          wielkich wyznań miłosnych, ba! nawet tata nigdy ze mną nie rozmawiał o seksie,
          ale teraz, gdy od dwóch lat mieszkam tylko z nim (brat się ożenił i mieszka
          oddzielnie) dogadujemy się wspaniale! Ja wracam ze szkoły, gotuję nam obiad,
          sprzątam, on zarabia na mnie i na siebie, wiele mi mówi o swoich znajomych,
          kobietach, o przeszłości, o rzeczach, o których do tej pory wiedział tylko
          On.
          Sytuacja ta jednak ulegnie zmianie, bo od października ja wyjeżdżam na studia
          do Krakowa i po pracy mój Tato będzie wracał do pustego, 3-pokojowego
          mieszkania i pewnie nawet obiadu sobie nie ugotuje tłumacząc się sam przed
          sobą (i przede mną), że "dla jednego sie nie opłaca gotować". I dlatego mi
          smutno :( Wy chcecie uciekać z domu, a ja chciałabym w nim pozostać: dla Taty,
          dla siebie.

          Pozdrawiam serdecznie i życzę choć w połowie tak dobrych stosunków z rodzicami
          jak ja mam z moim Tatą, którego kocham najbardziej na świecie.

          Kasia

          ______________________________________________________________

          "Oczekiwać ,że życie będzie cię dobrze traktować tylko dlatego ,że jesteś
          dobrym człowiekiem to tak jak oczekiwać, że rozwścieczony byk nie rzuci się na
          ciebie, bo jesteś wegeterianinem. "

          Shari R.Barr
        • Gość: jt Re: problem z rodzicami :( IP: *.acn.pl / 10.71.9.* 19.07.03, 22:11
          Dzieki Independent Girl.Twoj list dodal mi troche otuchy.To wspaniale ,ze
          swietnie dogadujesz sie z tata.Jesli w przyszlosci zdecydujesz sie na
          dziecko,na pewno bedzies dobra mama.Jesli chce sie ofiarowac dziecku
          spokoj,bezpieczenstwo i cieplo trzeba ich zaznac w swoim pierwszym rodzinnym
          domu.
          Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego.Fajnie,ze takie osoby jak Ty mozna
          spotkac w sieci.
          jt

          p.s.sentencja bardzo smutno,ale zawierajaca wiele prawdy.
    • Gość: kami Re: problem z rodzicami :( IP: *.pop.e-wro.net.pl 21.07.03, 16:36
      jestem pedagogiem i wydaje mi sie ze to twoi rodzice maja problem. zastanow sie
      i pomysl jak oni byli traktowani w dziecinstwie, jacy byli dla nich ich
      rodzice, moim zdaniem powinnas isc na terapie pedagogiczna, bo mozesz stracic
      doszczetnie sily i zmarnowac sobie zycie, jestes niepewna siebie, a terapia
      pozwoli ci dostrzec bledy twoich rodzicow w taki sposob, abys ty nie powtarzala
      ich bledow, w miastach sa placowki opieki pedagogicznej, gdzie mozna skorzystac
      z bezplatnej porady, polecam i trzymam za ciebie kciuki!
    • Gość: kami Re: problem z rodzicami :( IP: *.pop.e-wro.net.pl 21.07.03, 16:43
      pomysl czy twoi rodzice nie sa przepracowani? czy nie sa przypadkiem
      niespelnieni? prawdopodobnie to ze wytykaja ci bledy i mowia ze jestes do
      niczego (a przeciez jestes dobra uczennica i radzisz sobie w zyciu) to moze
      wynikac z tego ze sami nie osiagneli tego czego chcieli, ze stawiaja sobie za
      wysokie wymagania badz maja niskie poczucie wlasnej wartosci i kompensuja sobie
      te braki poprzez obwinianie ciebie. bardzo goroco polecam ksiazke Susan Forward
      pt "Toksyczni rodzice" -znajdziesz ja w bibliotekach pedagogicznych, dosyc
      trudno o nia ale jest niezawodna i na pewno ci pomoze i kazdemu kto ma problemy
      z rodzicami (alkoholikami, nadmiernie wymagajacymi, nadopiekunczymi itp) Radze
      przeczytac cala ksiazke a nie tylko wybrane rozdzialy, lektura napisana latwym
      jezykiem. poodzenia! :)
    • Gość: kaśka Re: problem z rodzicami :( IP: *.oskbraniewo.pl 23.07.03, 17:07
      ten sam problem, koszmar koszmar koszmar!!!!! odkąd przyjezdzam na wakacje do
      domu zaczyna sie ciągła stresówa... nawet boje sie umyć przed snem bo
      niewiadomo czy akurat "tatuńcio" nie bedzie chciał wtedy do łazienki? to tyran -
      pan i wladca - skoro nas utrzymuje( na bardzo wysokim poziomie) mysli ze może
      wszytko - mam kochanego chłopaka i jestem bardzo szczesliwa gdy jestesmy razem -
      licze dni az wyniose sie z tego domu . Mama mi nic nie pomoże - a jet normalna
      i bardzo dobra - bo tez nie ma nic do powiedzenia:( koszmar , boje sie ze gdy
      sie wyniose poprsotu nie skoncze studiów a jeszcze mi zostały 3 lata... bo nie
      starczy mi na utrzymanie! wiec czeam cierpliwie az skoncze nauke a wtedy powiem
      mu BYE BYE i niech na mnie nie liczy na straość. pozdr.....
      • Gość: jt Re: problem z rodzicami :( IP: *.acn.pl / 10.71.9.* 28.07.03, 04:36
        Kasia ja mieszkam w innym miescie i wierz mi ,ze rodzice tez lubia
        mnie ,,gnebic''.Mysle,ze jedynym rozwiazanie jest zmiana stosunku do ich
        osoby.Wiem,ze jest Ci ciezko,sama przechodzilam przez to przez 20 lat.Bedac
        jednak w Warszawie rowniez przeplakalam wiele nocy i powoli zdaje sobie
        sprawe z tego,ze jedynym wyjsciem jest praca nad soba.Jest to bardzo zmudne.Ja
        jestem jak narazie na etapie,,nienawidze was i nie pozwole zniszczyc sobie
        zycie''.To mechanizm obrony,boje sie ,ze mnie calkowicie zlamia jak bede
        slaba.Nie raz zyczylam im smierci,ale rowniez sobie.Postanowilam jednak,ze
        bede o siebie walczyla nawet bedac zmuszona bardzo ich ranic.Znalam kiedys
        chlopaka w przypadku ,ktorego rodzicielska,,milosc'' doprowadzila do jego
        samobojstwa.To skrajny przypadek,ale nieodosobniony i wbrew pozorom bardzo
        powszechny.Niektorzy popelniaja somobojstwo zatracajac sie poprostu w uzywkach
        lub bedac psychicznie martwymi juz za zycia.Nie dopuscie do takiej sytuacji.
        Pomysl z ksiazka bardzo mi sie podoba.
        Pozdrawiam
    • Gość: LIST Re: problem z rodzicami :( IP: 80.51.242.* 28.07.03, 18:49
      Mój mąż i jego rodzenstwo wychowali się w domu dziecka, mój mąż nawet nigdy nie
      widział swojego ojca, matkę rzadko i to pijaną. Niejednokrotnie powtarzał mi,
      że cierpiał z tej przyczyny, ani matka ani ojciec nie e intteresowali sie nim
      w dzieciństwie, nie zwrócił mu uwaagi na to, czy ubiera się odpowiednio, czy
      nie; nie ucieszył, że zdał mature i dostał na studia... Nikt z jego rodziny nie
      był na naszym slubie.
      Wystarczy ? Ciesz się, że masz kogoś, komu na Tobie zalezy. Dopóki mieszkasz w
      domu, zanim Twój facet zacznie Cie utrzymywać, utrzymują Cię rodzice. Dzieki
      ich pracy zdałaś maturę i możesz sie dalej uczyć.Twoim obowiązkiem jest
      okazywanie im szacunku i wdzięczności za to wszystko.Nie masz praw celowo ich
      ranić.
      Co nie znaczy, że musisz im być we wszystkim posłuszna. Jesteś pełnoletnia,
      wolno Ci podejmować rozmaite decyzje na swoje konto. I na swoje konto będziesz
      zapisywać koszty tych decyzji.
      Pozdro.
    • nike32 Re: problem z rodzicami :( 28.07.03, 19:04
      tez tak kiedys sadzilam, wydawaol mi sie ze rodzice mnie nie kochaja i w ogole
      ze tak naprawde po co oni sa tylko sie ciagle czepiaja, z domu wyprowadzilam
      sie bardzo szybko wlasciwie z przymusu uczeszczania do liceum w innym miescie
      gdzie szybko poznalam co to dorosle zycie
      poczulam poraz pierwszy co to rodzina gdy zachorowalam i wyladowalam w
      szpitalu wojewodzkim 60 km od domu, gdyby nie rodzina po miesiacu lezenia w
      szpitalu odbiloby mi na maxa, kolejnym etapem w moim zyciu byl wyjazd za
      granice i tak naprawde nadal czuje jak wracam ze mam gdzie ze mam ten dom
      gdzie moge spokojnie usiasc i choc zycie pcha mnie naprzod ciagle chce cos
      zmieniac i ciagle chce cos nowego poznawac zobaczyc itd to jednak wracam z
      checia do domu gdzie wreszcie doceniono ze mnie nie ma ze im mnie brakuje no
      coz ale czas najwyzszy bedzie kiedys samemu zalozyc rodzine mam nadzieje ze
      nie bede popelniala bledow moich rodzicow i moje dzieciaki od poczatku beda
      wiedzialy ze na mnie czyli ich matke zawsze moga liczyc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka