kimmjiki
03.08.04, 23:58
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2211012.html
Bardzo ciekawy artykul, ktory praktycznie konczy temat "doplacania do Unii", jakie mialo nas spotkac wedlug "sceptykow". Kolejna z czarnych prognoz okazala sie funta klakow warta, czemu zreszta trudno sie dziwic. Ale jeszcze ciekawsze od artykulu sa reakcje sceptykow:
BRvUngern-Sternber: Co to jest beneficjent netto, to jakis nowotwor jezykowy! Zreszta obsluga tych pieniedzy bedzie nas kosztowac nie wiadomo ile, a jeszcze trzeba dodac nietrafione inwestycje.
Bustaw: E tam, 15 PLN na glowe... I co to w ogole znaczy "beneficjent netto"?
Wolna_galicja: Poczekajmy do konca roku, albo lepiej do konca 2006 i wtedy zobaczymy.
Czyz to nie piekne? Koronny argument "sceptykow" upadl z hukiem i co oni na to? Coz, skoro tamtej czarnej prognozy nie da sie juz obronic, trzeba dokonac jej korekty - i oto pojecie "beneficjenta netto", nad ktorym dotad nikt sie ani chwili nie zastanawial, nagle stalo sie strasznie niejasne, zysk okazal sie za maly, termin "chwili prawdy" zostal odsuniety (choc podobno juz pierwszy rok mial nam przyniesc "koniec zludzen", he he he), a w bilansie pojawily sie nowe sumy (oczywiscie asymetrycznie - kolega B-S mowi o nietrafionych inwestycjach, ale o trafionych juz nie - inna sprawa, ze to i tak nie ma nic wspolnego z omawianym bilansem).
Szczerze gratuluje inwencji - myslalem, ze cos tak prostego i jednoznacznego jak bycie in plus lub in minus, juz nie da sie zmanipulowac, ale widze, ze Was jednak nie docenilem...