"glosni" sasiedzi

10.07.05, 14:48
Witam
Mam pewien problem z sasiadami za sciany.Niedawno wprowadzilismy sie do
nowego mieszkania.Obecna technologia niestety pozbawia nas pelnej izolacji od
wspolmieszkancow.Spora slyszalnosc...Ci za sciana sa tego swietnum
przykladem,poprzez swoje nieskrepowane pojekiwania.Nie jestem pruderyjna
dewotka,ale chciala bym poki co chronic nasze 7 letnie dziecko od takich
doznan.Nie moge jej ciagle mowic ,ze pewnie ogladaja jakis dziwny
film.Zwlaszcza ,ze akty milosne(jak sadze po odglosach :)) odbywaja sie w
roznych porach dnia.
Na sile powstrzymuje meza przed jego bezposrednia perswazja.Wolalabym
zalatwic to jakos w delikatny sposob.Ma ktos moze jakis pomysl..?Moze pogadac
z ta kobieta??Wolalabym wykluczyc pomysl mojego meza z kawalkiem blachy i
mlotka..
Pozdrawiam
    • babczyk Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 15:59
      Zwróć tej osobie delikatną uwagę, że jak ma odlot w momencie godowym, to niech
      sobie na twarz położy przynajmniej poduszkę.

      A swoją drogą, wolałbym słyszeć to aniżeli bluzganie np: mięsem.

      Pozdrawiam.
      • dobud Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 16:26
        poduszkę? TO SIĘ UDUSI I BĘDZIE MORDERSTWO :):)
        • babczyk Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 17:07
          Ja bym do tego nie podszedł tak brutalnie bo i usta można zatkać czymś milszym.

          Cukierkiem?
          • vera75 Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 17:56
            ...jej moze i mozna ,a jemu??Poczatkowo to nas nawet bawilo.Dziecko spalo,a tu
            foniczny podklad przy panoramie np.Kiedy mialo to miejsce o doroslych ludzi
            porze ok,ale kiedy w godzinach poludniowych,stawalo sie to irytujace,momentami
            niesmaczne..Mam nadzieje,ze tacy wyzwolency tez wchodza na fora..Moze pora na
            refleksje?!
            • babczyk Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 18:08
              odpowiem tak że...

              Najłatwiej będzie wezwać policję. Za zakłócanie spokoju domowego policja ma
              prawo nałożyć karę grzywny albo skierować wniosek o ukaranie do sądu
              rejonowego. Uciążliwy sąsiad w końcu powinien zaprzestać swoich praktyk.

              Przywołać trzeba art. 51 kodeksu wykroczeń:

              „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek
              publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,
              podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

              Kara aresztu trwać może od pięciu dni do trzydziestu dni, ograniczenie wolności
              trwa miesiąc, natomiast grzywna wynosi od 20 zł do 5000 zł.
              Oczywiste jest, że najpierw wskazane jest rozwiązać spór ugodowo. Widać jednak,
              że w tym przypadku nie na wiele się to zdaje. Jeśli mieszkanie jest
              spółdzielcze, trzeba dowiedzieć się, czy obecny lokator jest najemcą
              mieszkania, czy też jest to jego prawo. Sprawa jest prosta, jeśli jest on
              najemcą: w takim wypadku radzę skontaktować się z właścicielem mieszkania i
              przedstawić problem. Jeśli i to nic nie da, należy udać się do administracji
              spółdzielni mieszkaniowej i złożyć skargę na uciążliwego mieszkańca. Istnieje
              taka możliwość, że spółdzielnia cofnie właścicielowi zgodę na wynajem
              mieszkania. Jeśli natomiast jest on posiadaczem prawa spółdzielczego, można
              złożyć skargę na niego do spółdzielni, która w swym statucie na pewno
              uregulowała takie sytuacje, z możliwością aż do wykluczenia ze spółdzielni.
              Jeśli budynek Państwa nie jest spółdzielczy, w grę wchodzić będą też przepisy
              prawa cywilnego. Jednakże w takim przypadku, aby móc zrealizować swe prawa i
              zmusić uciążliwego sąsiada do zaprzestania naruszania Państwa własności,
              konieczne będzie postępowanie sądowe, o zaprzestanie naruszania własności.
              Wiąże się to z uciążliwością postępowania sądowego oraz późniejszej egzekucji.

              Jeśli jednak zdecydują się Państwo na drogę sądową, proszę zwrócić najpierw
              uwagę na art. 343 z jedynką Kodeksu cywilnego. Mówi on, że do ochrony władania
              lokalem stosuje się odpowiednio przepisy o ochronie posiadania. Ochronie
              posiadania poświęcony jest art. 344 Kodeksu cywilnego.

              Natomiast bardziej szczegółowo przepisy określają niedozwolone immisje.

              Są to takie działania, które zakłócają ponad przeciętną miarę, wynikającą z
              przeznaczenia nieruchomości (lokalu) oraz ze stosunków miejscowych. Mówi o tym
              art. 144 Kodeksy cywilnego. W postępowaniu przed sądem należy powołać się na
              art. 222 paragraf 2 Kodeksu cywilnego, który mówi właśnie o naruszaniu prawa
              własności. Aby rozpocząć postępowanie, konieczne będzie wypełnienie
              odpowiedniego formularza procesowego (pozwu), który należy pobrać z sądu, można
              go również uzyskać w internecie, np. ze stron ministerstwa sprawiedliwości
              (www.ms.gov.pl), wydrukować je, wpisać powoda, pozwanego, określić żądanie,
              charakter naruszeń, przytoczyć dowody, najlepiej zeznania kilku osób jako
              świadków, opłacić wpis sądowy (w wysokości 80 zł).

              Kodeks cywilny.

              Art. 144. Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa
              powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości
              sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego
              przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

              Pozdrawiam.
              • babczyk Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 18:09
                A może ten Orzeł asam11 cos dopowie.
                • vera75 Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 19:15
                  Srodki prawne podejmiemy w ostatecznosci.Byc moze nie bede powstrzymywala meza
                  przed bezposrednim kontaktem z sasiadem..dziekuje za podanie §,mam nadzieje,ze
                  nie bede musiala sie nimi podpierac.
              • jakub.kb Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 19:44
                życzę powodzenia! (chyba sarkastycznie)

                nie wydaje mi się, by spór sądowy zakończył się pomyślnie dla strony
                wytaczającej powództwo... chodzi o kwestie dowodowe - wątpię aby ponad wszelką
                wątpliwość udało się cokolwiek udowodnić - a ten obowiązek spoczywa na powodzie.

                jeśli chodzi o immisje - nie wydaje mi się, by przedstawiona sytuacja zakłócała
                korzystanie z nieruchomości sąsiedniej PONAD PRZECIĘTNĄ MIARĘ.
                ustalanie przeciętnej miary a tym samym zakresu dopuszczalnych oddziaływań na
                sąsiednie nieruchomości, musi być dokonywane z uwzględnieniem przeznaczenia
                tych nieruchomości.Chodzi przy tym o ocenę dokonywaną według miary OBIEKTYWNEJ.
                Decydującego znaczenia należy odmówić subiektywnej wrażliwości albo potrzebom
                właścicieli poszczególnych nieruchomości. Kolejnym kryterium są stosunki
                miejscowe (szerokie pojęcie, w którym zawiera się przede wszystkim występujący
                obecnie i przyjęty przez większość sposób używania nieruchomości na danym
                terenie bądź jako powszechne na danym terenie postępowanie i zapatrywanie
                ludzi).
                Tutaj przez immisję określany byłby hałas - i WĄTPIĘ by sąd uznał iż jego
                poziom zakłóca korzystanie z nieruchomości sąsiednich PONAD PRZECIĘTNĄ MIARĘ.

                Z uwagi na powyższe wątpię, by możliwe było skuteczne zastosowanie przepisów
                kodeksu wykroczeń...

                oczywiście - może być pewnym problemem dla niektórych takie zachowanie -
                jednak - taki jest urok mieszkania w bloku, i trzeba się liczyć z tym, że takie
                sytuacje mogą mieć miejsce. Jeśli ktoś chce mieć ciszę i spokój niczym nie
                zmącony i przez nikogo nie zakłócany - niech się zastanowi nad kupnem domu.
                • vera75 Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 20:06
                  ..prawdopodobnie kazdy zastanawial sie nad kupnem domu,gorzej z realizacja tych
                  rozwazan.
                  W poscie nie chodzilo mi o zakladanie spraw sadowych ,bo sasiedzi sa glosni w
                  sytuacji intymnej.Chodzilo mi raczej jak powinnam zaaragowac.Zdaje sobie
                  sprawe,ze zycie we wspolnotach niesie za soba pewne konsekwencje.Naszczescie
                  wiekszosc mieszkancow stara sie dostosowac do ogolnie przyjetych norm...
                  • jakub.kb Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 20:10
                    powiem tak:

                    ja bym wprost się zapytał - może byłoby to zbyt bezpośrednie i chamskie, jednak
                    wydaje mi się że najlepsze rozwiązanie - czy poprzedniej nocy lub popołudnia
                    było Pani/Panu dobrze?
                    może to jakieś rozwiązanie?

                    najlepiej jest porozmawiać, wytłumaczyć, przedstawić swoje argumenty - być może
                    one trafią do sąsiada... może zwrócenie uwagi trochę zawstydzi sąsiadkę? będą
                    się wtedy bardziej pilnować, by przynajmniej w dzień być w miarę cicho?
                    • vera75 Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 20:18
                      W calej tej sytuacji smieszy mnie moje podejscie.Bo to ja czuje sie skrepowana
                      poruszeniem tego tematu wprost.Moze faktycznie powinnam podejsc do nie i
                      zapytac czy nic sie jej nie stalo bo strasznie sie darla?!.
                      • jakub.kb Re: "glosni" sasiedzi 10.07.05, 20:29
                        no - i jeszcze dodać, że chciała już Pani wołać sąsiadów, wzywać Policję, Straż
                        Miejską i dozorcę, by wyważali drzwi - bo może tam ktoś kogoś rżnie (bez
                        podtekstów ;-)) w znaczeniu zarzyna :-))
                        • ula_a Re: "glosni" sasiedzi 14.07.05, 08:34
                          Vera - współczuję ale i zazdroszczę! - moi sąsiedzi też "chałasują" w ten
                          sposób ale niestety nie tylko w ten!.
                          Piętro wyżej mam mieszkanie które własciciel wynajmuje a lokatorzy zmieniają
                          się średnio co 2-3 lata, aktualnie mieszkają tam 2 młode panie które lubią
                          towarzystwo, do mieszkania wracają najwczesniej o 21-23-ej i dopiero wtedy
                          zaczyna się!. Ostatnia "impreza" była w piątek (poprzednia w poniedziałek), po
                          północy już nie mogliśmy wytrzymać - zadzwoniłam po policję, niestety przysłali
                          straż miejską - ucichło dosłownie na 5 minut a po odjeździe straży dopiero
                          zaczęło się na dobre, jedna z pań wrzeszczała, wyzywała i ze złością skakała
                          żeby dać mi do zrozumienia co myśli o moich metodach uciszania (panowie ze
                          straży zapewne poinformowali ją kto zgłosił), do 2-ej nie spaliśmy, juz nie
                          dzwoniłam drugi raz bo pomyslałam że to bez sensu. Przy najbliższym spotkaniu
                          na klatce podziękowałam najgłośniejszej pani za nieprzespaną noc - moją i moich
                          dzieci, powiedziałam że córka właśnie w piątek wyszła ze szpitala a syn
                          (tegoroczny maturzysta w trakcie testów na studia) musiał iść półprzytomny na
                          egzamin, wiecie co usłyszałam -"Pani jest nienormalna, wszystko pani
                          przeszkadza, powinna się pani leczyć"!.
                          To nie było pierwsze zgłoszenie do policji, całkiem niedawno w srodku nocy
                          ta "pani" wystawiła swojego współlokatora(?) za drzwi (wyszedł na klatkę
                          zapalić), nie chciała go wpóścić więc dobijał się kopiąc w drzwi, policja
                          zabrała go po długich negocjacjach z "panią" a ja żałowałam że to nie JĄ!.
                          Zgłoszenia do Administracji nic nie dają, Adm. PROSI (?) właściciela żeby ten
                          zwrócił uwagę lokatorkom! i na tym koniec a one nadal robią swoje!.
                          Przeczytałam powyżej rady mądrych ludzi, cytowane artykuły z kodeksu -
                          napiszcie jakich argumentów użyć w Adm. żeby ich zmusić do skutecznego
                          działania?, co powinnam zrobić żeby móc spać we własnym mieszkaniu?.
                          Moja Adm. nie potrafiła też zmusić wlasciciela tego mieszkania do
                          zabezpieczenia balkonu przed gołębiami, aktualne lokatorki (wielu poprzedników -
                          też!) nie korzystają z balkonu - naprawdę nawet raz na niego nie wyszły
                          (mieszkają tu 2-gi rok!)! - jest tam gruba warstwa odchodów ptasich, wylęgło
                          się już wiele pokoleń gołębi - nikomu nie trzeba tłumaczyć co oznacza takie
                          sąsiedztwo!. Administracja była bezradna, żałuję że dopiero w tym roku
                          zgłosiłam problem do Sanepidu - za namową forumowiczów! - POMOGŁO! - własciciel
                          oszkli balkon!.
                          Jeden problem udało się rozwiązać, co zrobić żeby PANIE przestrzegały ciszy
                          nocnej którą "gwarantuje" Regulamin Porządku Domowego wywieszony na klatce?.
                          Z góry dziękuję za wszystkie rady!
                          • aurita Re: "glosni" sasiedzi 14.07.05, 16:25
                            ula_a mialam podobny problem (czemu mowie mialam nie wiem bo mieszkanie nadal
                            jest wynajmowane, ale jak narazie rodzinie z malym dzieckiem): wlasciciel
                            wynajmowal mieszkanie dresom (lyse wytatuowane i obwieszone bizuteria...). Pomogly:
                            - skargi pisemne do administracji
                            - dzwonienie na policje , nawet kilka razy w nocy (nie otwierali zazwyczaj
                            drzwi, co raczej na ich korzys nie swiadczylo)
                            - dzwonienie do wlasciciela mieszkania (no raz uslyszalam ze jak ja moge: jest 4
                            w nocy i on spi.... mi nie bylo to dane)
                            -skarga do dzielnicowego za 1) nie przestrzeganie ciszy nocnej i 2) za
                            niedopilnowanie obowiazku meldunkowego

                            Mi to pomoglo po pol roku
                            ewentualnie mozesz:
                            -doniesc do urzedu skarbowego
                            -zlozyc pozew (za posrednictwem dzielnicowego) do Sadu grodzkiego : zapisuj
                            WSZYSTKIE interwencje policji

                            Musze przyznac ze duza role odegral sprawny administrator

                            powodzenia!!!
                            • ula_a Re: "glosni" sasiedzi 14.07.05, 16:52
                              Aurito, część sposobów o których piszesz już wykorzystałam, nie rozmawiałam z
                              dzielnicowym, dzwoniłam dzisiaj do niego po rozmowie z moim Adm., dzielnicowy
                              narzekał że jest bardzo zajęty papierkową robotą ale obiecał ze znajdzie czas
                              żeby nam pomóc. Od Adm. nie mogę niestety oczekiwać pomocy, jego telefony
                              denerwują (tak powiedział!) właściciela, który czuje się szykanowany (?) tak
                              jak i jego lokatorka!. Do urzędu skarbowego to chyba nie mam co donosić skoro
                              właściciel zgłosił Adm. że wynajmuje mieszkanie, chyba więc dopełnił obowiązku.
                              Do Adm. pisaliśmy już wielokrotnie w tej sprawie, nie chcę się "odwdzięczać"
                              budzeniem ich nad ranem, już i tak po ostatniej imprezie zostałam posądzona o
                              to że zadzwoniłam o 5-ej rano!, PANi dała temu wyraz głosno pomstując i tupiąc
                              żeby i mnie obudzić!.
                              Poczekam jeszcze co poradzi dzielnicowy, a sądem to straszy własciciel Adm. za
                              SZYKANY bo przecież wynajął mieszkanie "kulturalnej" osobie, najgorsze że tylko
                              ja mam odwagę zwracac im uwagę, choć wszyscy słyszą co się tam dzieje,
                              zastanawiam się czy następnym razem wywołac sąsiadów na klatkę żeby byli
                              świadkami interwencji?, pisma podpisują, ale osobiście? - Boże broń!, mieszkamy
                              razem zgodnie 20 lat, wiele spraw w Adm. załatwiłam z korzyscią dla wszystkich -
                              to chyba moge ich o to prosić?.
                              Pozdrawiam i zazdroszczę, mnie też się marzy żeby kiedyś zamieszkała tam
                              rodzina z małym dzieckiem które napewno pójdzie spać przed północą.
                              • vera75 Re: "glosni" sasiedzi 14.07.05, 19:19
                                Co na to inni sasiedzi..?
                                moze jakby byly zdecydowane dzialania pozostalych lokatorow..?W moim przypadku
                                jest to sprawa dosc delikatna.inni wspolmieszkancy prawdopodobnie licza tak jak
                                i ja,ze w ktoryms momencie "glosni" sie zreflektuja.Wiem,ze inni maja takie
                                same odczucia jak ja.
                                • aurita Re: "glosni" sasiedzi 15.07.05, 23:34
                                  No tak problemem sa tez inni sasiedzi ktorzy nagle sa glusi i slepi:( niestety
                                  to znam z autopsii.

                                  Niestety zostaje Ci wiec dzielnicowy . Jezeli ma zaduzo roboty i nie moze pelnic
                                  swoich obowiazkow to zasugeruj mu ze porozmawiasz z jego szefem... zobaczysz jak
                                  sie ozywi... moja dzielnicowa tez probowala "zwalic" robote na administracje ale
                                  w koncu sama wyszla z incjatywa niedopelnienia obowiazku meldunkowego ( nie
                                  wierze ze wlasciciel zameldowal lokatorow). Szczerze wspolczuje , my sie
                                  meczylismy 10 miesiecy prawie, w miedzy czasie lokatorzy sie niby zmienili : on
                                  ich chyba z poprawczaka bral? Skakania , zastraszanie mnie, zrzucanie czegos
                                  ciezkiego ok 4 nad ranem : wszystko znam. Niew spomne o imprezach co 2 dzien i
                                  bluzganiu (nie wierze ze sasiedzi obok nie slyszeli..)
                                  Zglos dzielnicowemu ze jestes sklonna do zlozenia skargi do sadu grodzkiego. To
                                  chyba jedyna droga....

                                  vero : widzialm kartke krazaca po necie : "usilnie prosi sie , zwlaszcza Pania,
                                  o cichsze wspolzycie"... hmm?;)
Pełna wersja