Dodaj do ulubionych

Czemu koty wolno, a jeży nie wolno?

18.09.09, 17:02
Zainspirowany wątkiem o jeżach chciałbym zadac pytanie? Czemu jeży nie wolno ratowac, oddawac do schronisk i rodzin adopcyjnych ani sterylizowac (ze szczególnym uwzględnieniem sterylek aborcyjnych), a z dzikożyjącymi kotami robic to wręcz należy, a niektórym marzy się przymus?
Jeżdżąc po polskich drogach mogę oszacowac, że stosunek zabitych na poboczach jeży do kotów wynosi jakieś 3:1. Stąd wniosek, że jeże bardziej niż koty nie radzą sobie z życiem na wolności. Dlaczego zatem jeży nikt nie wyłapuje i nie trzyma w domach z osiatkowanymi balkonami?
Jeśli natomist chodzi o przydatnośc obu gatunków, to jeże są użyteczne conajwyżej dla właścicieli działek czy ogródków, a znaczenie dzikich kotów jest nie do przecenienia dla wszystkich mieszkańców miast i wsi, a mieszkańcy tzw blokowisk bez kotów dawno podzieliliby los króla Popiela. Dlaczego zatem nawołuje się do sztucznego ograniczania populacji tych pożytecznych zwierząt, a jeże zostawia się w spokoju, mimo że ich populacja wydaje się byc całkiem spora (patrz pkt. 1)?
Obserwuj wątek
    • tenshii Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 17:17
      Hmmm.... bo bardzo wielu ludzi mieszkających w blokowiskach nie rozumie czego mogą dokonać koty i większość z nich zabija w okrutny sposób?
      Na moim tylko osiedlu znam conajmniej 5 osób, które bez żadnych skropułów są w stanie zabić zwierzę. Były już przypadki strzelania do psów i obdzierania kotów żywcem ze skóry...
      Jestem pewna, że gdyby kotów ciągle przybywało - rosła by również agresja tego typu ludzi i więcej byłoby takich morderstw.
      • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 17:49
        Spodziewałem się poruszenia tego tematu, ale colowo go pominąłem, bo jest to los wspólny dla jeży i kotów. Jeże na równi z kotami mogą paśc ofiarą bestialstwa. Mnie interesuje, skąd ta dysproporcja w ich traktowaniu - z jednej strony przez prawo, z drugiej - przez miłośników zwierząt.
        • tenshii Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:00
          Może dlatego, że jeże rzadziej spotkać można na osiedlach, szczególnie w biały dzień, nie chodzą po klatkach schodowych, po piwnicach, nie wyją ludziom pod oknami w czasie rujki, nie mnożą się jak króliki i nie potykasz się o nie jak idziesz przez piwniczny korytarz, nie ocierają się o Twoje nogi gdy wsiadasz do swojego auta, nie wylegują się na masce Twojego samochodu i nie drapią lakieru.
          Tego wszystkiego i wielu innych rzeczy nie lubią właśnie ludzie nienawidzący kotów. Im więcej kotów tym większa frustracja takich osób, a co za tym idzie - rośnie agresja.
          Jeże faktycznie narażone są na śmierć, ale w takich miejscach jak osiedle mieszkalne są prawie niezauważalne (i śmiem twierdzić że raczej nie żyją hurtowo w betonowych blokowiskach) i nie robią tych wszystkich "okropności", o których napisałam wyżej, dlatego, żeby ktoś na osiedlu celowo jeże podtruwał czy podstępem je łapał żeby obedrzeć je ze skóry to musimy mówić naprawdę o wielkim pechu jeży...
          Właśnie dlatego należy panować nad kocią populacją w miastach, blokowiskach.
          Wolę kota kastrowanego pod narkozą, niż pozbawianego np ogona czy łapek ku uciesze osiedlowego sadystycznego "społecznika"...
          • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:13
            Nie przekonałaś mnie. Idąc twoim tokiem rozumowania, trzeba zapytac, dlaczego wolisz jeża rozjechanego na miazgę tak, że rzopadł się na 3 kawałki zamiast jeża wesoło baraszkującego w terrarium? A ja dodam - dlaczego ograniczac populację kotów tępiące ewidentne szkodniki jak myszy i szcury, a pozwalac na niekontrolowany rozród jeży pożerających potrzebne dżdżownice?
            • tenshii Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:20
              Widzisz, bo to już tak jest że Ciebie akurat żaden argument nie przekona, bo Ty wiesz swoje i już.
              Ja akurat w tym temacie wypowiadam się odnośnie miastowych kotów.
              Co do jeży przy drogach natomiast.
              W tym roku, jadąc nad morze, widziałam już bardzo wiele tuneli prowadzących pod jezdniami, których celem jest ograniczenie liczby zwierząt ginących pod kołami aut.
              Co prawda ta inicjatywa dość wolno postepuje ale jednak.
              Boli Cię to że jeże giną pod kołami aut? Robisz coś w tym kierunku?
              Bo wszystkie te osoby, którym leży na sercu los miastowych kotów kastrują je z powodów o których pisałam wcześniej.
              Po prostu.
              • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:31
                tenshii napisała:

                > Boli Cię to że jeże giną pod kołami aut? Robisz coś w tym kierunku?

                Tak - nie rozjedżam icj (podobnie jak kotów).

                > Bo wszystkie te osoby, którym leży na sercu los miastowych kotów kastruj
                > ą je z powodów o których pisałam wcześniej.
                > Po prostu.

                Mnie chodzi głównie o agrsję i zapalczywośc, z jaką to robią oraz o straszliwą dysproporcję między "troską" (bardzo dziwnie wyrażaną - odbieranie wolności i okaleczanie) o koty w porównaniu do innych zwierząt.
                • tenshii Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:38
                  Ale dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że duża ilość kotów na osiedlach równa się zwiększeniu agresji sadystów?
                  Jakoś nie słyszałam, żeby na wsiach organizowano masowo takie kastracje. Nie tylko dlatego, że jest tam inna mentalność. Po prostu tam koty nikomu nie przeszkadzają. Tam to norma, tam ludzie się cieszą z ich obecności (oczywiście bywają wyjątki).
                  Gdyby w miastach wszyscy lubieli koty, wiele z nich miałoby domy, nikomu też nie przeszkadzałyby kociaki.
                  Niestety ludzie są różni, i wielka ilość kotów będzie skutkowała ich drastycznym wybijaniem, brak kotów równa się pladze myszy.
                  Dlatego trzeba zachować jakiś złoty środek.
          • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:33
            tenshii napisała:


            > nie wyją ludziom pod ok
            > nami w czasie rujki,

            Hehe
            forum.gazeta.pl/forum/w,128,100389950,100441058,Re_Jez_da_sie_gdzies_kupic_.html
            i co ty na to?
            • tenshii Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 18.09.09, 18:39
              To wyjątek, i dobrze o tym wiesz ;)
              Wiele osób, które to przeczytają będzie zdziwionymi, natomiast koci płacz słyszał pewnie każdy z nas i to nie raz w swoim życiu...
        • kogucik.2972 Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 12:25
          jeż jest przede wszystkim pod ochroną gatunkową, stąd ta różnica.
    • j_adore sun... 19.09.09, 14:15
      Jesteś pewien, że spotykane przez Ciebie jeże nie są wykastrowane?
      Wszak niektórzy deklarują, że kastrują "wszystko, co im wpadnie w ręce".
      :)
      • sun_of_the_beach Re: sun... 19.09.09, 21:17
        No nie wiem... Chyba wykastrowanejo jeża samochód by nie rozjechał? Wszak kastracja jest dobra na wszystko.
        • mist3 Re: sun... 19.09.09, 21:29
          kto wie - wszak jeże zazwyczaj przemieszczają się w poszukiwaniu
          partnerki...
          Dla pewności dodam że żartuję oczywiście.
          • sun_of_the_beach Re: sun... 19.09.09, 22:35
            Otóż to! Trafiłaś w sedno meritum i masz słuszną rację. Na wieczornym spacerze widziałem jeża, króry nieśpiesznie podążał sobie środkiem chodnika nieopodal centralnej arterii miasta. Zapewne szedł pod czyjeś okno wydawac owe wstrętne odgłosy, o których pisze kontik. I co, nie powiniene był go schwytac i wykastrowac? Cóż, kiedy prawo nie pozwala.
    • mamula_to_ja Szpital dla jeży :-) 25.09.09, 09:27

      www.dziennik.pl/wydarzenia/article442138/Szpital_dla_jezy_wkrotce_ruszy_na_Podlasiu.html
    • mamula_to_ja Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 10:23
      Sun je nie wiem.

      Nie umiem inteligentnie z tobą podywagować bo pewnie mnie przegadasz.
      Może dlatego że jeże są pod ochroną i należy dążyć do zwiększenia gatunku bo
      wyginą a kotów jest dużo i ludziom przeszkadzają. I stąd dążenie do ograniczenia
      ich rozrodu w blokowiskach (bo o tych żyjących "dziko" kotach mówimy chyba.
      Tymi wiejskimi nikt się nie interesuje)

      Nie wypowiem się też nad wyższością kota nad jeżem czy jeża nad kotem. Ani nad
      prawem człowieka do ingerowania w naturę.
      To takie dyskutowanie dla samego dyskutowania co to i tak do niczego nie
      prowadzi :-)

      Teraz przeszedł mi do głowy podobny problem do dyskusji.
      Czemu jemy [generalnie my ludzie nie personalnie Ty i ja, bo ja nie wiem co Ty
      jesz ;-) ] świnie, krowy, w tym zwierzęce dzieci (cielaczki i prosiaczki) a
      zjadanie koni czy psów uważamy za rzecz niestosowną? Czemu jest głośno o źle
      przewożonych na ubój koniach a o wyżej wspomnianych świniach czy krowach nie za
      głośno?

      A w sprawie jeży powinieneś zgłosić się tu do pana Zembrowskiego :-)
      Może zostaniesz ich, że tak powiem członkiem? :-)

      www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/section?category=WIDEO&id=Pw6WojWdRgY
      • albert.flasz1 Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 11:51
        Ustawa o ochronie przyrody (tekst jednolity 2009):
        "Art. 49.
        Minister właściwy do spraw środowiska w porozumieniu z ministrem
        właściwym do
        spraw rolnictwa określi, w drodze rozporządzenia:
        1) gatunki dziko występujących:
        a) zwierząt objętych ochroną ścisłą, z wyszczególnieniem gatunków
        wymagających
        ochrony czynnej,
        b) zwierząt objętych ochroną częściową,
        c) zwierząt objętych ochroną częściową, które mogą być pozyskiwane
        oraz sposoby ich pozyskiwania,
        d) ptaków, które mogą być sprzedawane, transportowane i
        przetrzymywane
        w celach handlowych, jeżeli zostały legalnie upolowane,
        e) zwierząt wymagających ustalenia stref ochrony ostoi, miejsc
        rozrodu
        lub regularnego przebywania,
        2) zakazy właściwe dla poszczególnych gatunków lub grup gatunków
        zwierząt,
        wybrane spośród zakazów, o których mowa w art. 52 ust. 1, i
        odstępstwa od
        zakazów, wybrane spośród odstępstw, o których mowa w art. 52 ust. 2,
        3) sposoby ochrony gatunków, w tym wielkość stref ochrony


        Art. 52.
        1. W stosunku do gatunków dziko występujących zwierząt objętych
        ochroną gatunkową
        mogą być wprowadzone, następujące zakazy:
        1) umyślnego zabijania, okaleczania i chwytania;
        1a) transportu, pozyskiwania, przetrzymywania, chowu i hodowli, a
        także posiadania
        żywych zwierząt;
        2) zbierania, przetrzymywania i posiadania okazów gatunków;
        3) umyślnego niszczenia ich jaj, postaci młodocianych i form
        rozwojowych;
        4) niszczenia ich siedlisk i ostoi;
        ©Kancelaria Sejmu s. 38/38
        2009-07-08
        5) niszczenia ich gniazd, mrowisk, nor, legowisk, żeremi, tam,
        tarlisk, zimowisk
        i innych schronień;
        6) wybierania, posiadania i przechowywania ich jaj;
        7) wyrabiania, posiadania i przechowywania wydmuszek;
        8) preparowania okazów gatunków;
        9) zbywania, nabywania, oferowania do sprzedaży, wymiany i darowizny
        okazów
        gatunków;
        10) wwożenia z zagranicy i wywożenia poza granicę państwa okazów
        gatunków;
        11) umyślnego płoszenia i niepokojenia;
        12) fotografowania, filmowania i obserwacji, mogących powodować ich
        płoszenie
        lub niepokojenie;
        13) przemieszczania z miejsc regularnego przebywania na inne miejsca;
        14) przemieszczania urodzonych i hodowanych w niewoli do stanowisk
        naturalnych.

        Art. 127.
        Kto umyślnie:
        1/.../
        2) narusza zakazy obowiązujące w stosunku do:
        /.../
        e) roślin, zwierząt lub grzybów objętych ochroną gatunkową,
        3) nie zgłasza do rejestru, o którym mowa w art. 64 ust. 1,
        posiadanych lub hodowlanych zwierząt,
        4) posiada okazy gatunków bez zezwolenia, o którym mowa w art. 56
        ust. 2,
        5) /.../
        - podlega karze aresztu albo grzywny."

        Co do reszty... Wy możecie sobie jeść jedno, inni natomiast
        mogą jadać co innego, i tak : są miejsca, gdzie zjadanie psów jest
        rzeczą tak samo normalną, jak zjadanie krów. Są miejsca, gdzie
        zabicie krowy jest świętokradztwem. Są miejsca, gdzie ciężkim
        grzechem jest zjedzenie świni albo krokodyla. Są miejsca, gdzie
        konina jest wielkim przysmakiem. "Co kraj - to obyczaj."
        O transporcie koni jest głośno, bo go "na celownik" wzięli
        nawiedzeni "obrońcy zwierząt" - hipokryci i wrzeszczą, całkowicie
        pomijając wiele innych, mniej dla nich wygodnych spraw.
      • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 17:53
        A tam zaraz "przegadasz". Interesuje mnie ta dysproporcja. Jeży jest w miastach coraz więcej i - jak juz tu napisano - tez potrafią się "zachowac". I dlatego - skad to oburzenie, że ktoś chciał miec jeża w domu - tylko chęc przestrzegania prawa? A jak ktoś kotka weźmie do domu, to zalaz forowiczki leca z gratulacjami i same ochy i achy...
        Co do jedzenia zwierzat, to osobiście nie widze różnicy. Koninę jadłem, mięso z nutrii też. Psa - niechętnie, ale za to - gdybym mał warunki - chetnie trzymałbym świnie w celach towarzyskich...

        www.pupile.com/pup/pup_image.asp?imgID=29449
        • mamula_to_ja Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 18:27
          Na osiedlu gdzie mieszkałam z Rodzicami jakis pan trzymał w bloku (takim
          wieeeelkim mrówkowcu na Warszawskiej "Rudzie")...koze. Taką normalną zwykłą
          kozę. Wychodził z nią na smyczy :-D W sumie nie wiem co mysleć. Ale koza nie
          wyglądała na taką co by się jej działa krzywda. No ale koza to nie dzikie
          zwierzę :-) A na pewno nie jeż :-D

          Moja mama jak była małą dziewczynką (a potem całkiem dużą panną) miała jeża. Jej
          babcia znalazła ledwo żywego. Odratowali i sobie żył w domu jako zwierzę domowe.
          Tuptuś (bardzo orginalne jezowe imię!) chyba był zadowolony ale tez trudno
          ocenić bo nikt go o to nie pytał. Ale ponoć był zżyty bardzo z opiekunami.

          • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 18:43
            mamula_to_ja napisała:


            > Moja mama jak była małą dziewczynką (a potem całkiem dużą panną) miała jeża. Je
            > j
            > babcia znalazła ledwo żywego. Odratowali i sobie żył w domu jako zwierzę domowe
            > .
            > Tuptuś (bardzo orginalne jezowe imię!) chyba był zadowolony ale tez trudno
            > ocenić bo nikt go o to nie pytał. Ale ponoć był zżyty bardzo z opiekunami.
            >

            No widzisz i twoja mama zasłużyła - w myśl tego, co cytuje Albert - na "kare grzywny lub aresztu"...
            • mamula_to_ja Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 25.09.09, 21:39
              Hi hi hi. Nie tyle Ona co jej babcia a moja Prababcia.
              No nic. Trudno.
              Ale myślę że Prababcia się nie przejmie ;-)

              • albert.flasz1 Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 23:56
                Prababcia jest usprawiedliwiona, bo wtedy ustawy nie przewidywały
                takiej opcji. A u mnie na wsi też są prawie oswojone jeże, ale te
                oswoiły się same. Psu nie przeszkadzają, ciekawe czy dogadają się z
                kotem, który niedawno przylazł i nie chce odejść - może tak, w końcu
                kot z psem też już się mniej więcej oswoił.:)
    • easyblue Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 18:32
      A skąd ześ takie wiadomości wzięła?:)
      Raz - jeże polują NOCĄ. Z tego wiec powodu nie zauważych ich
      biegajacych po drogach w ciągu dnia. Jeżeli polują na... myszy.
      Wiedziałaś?

      Stąd wniosek, że jeże bardziej niż koty nie rad
      > zą sobie z życiem na wolności. Dlaczego zatem jeży nikt nie
      wyłapuje i nie trzy
      > ma w domach z osiatkowanymi balkonami?
      Jezuuuu... Chodziłaś na lekcje biologii???

      Dlaczego zatem nawołuje się do
      > sztucznego ograniczania populacji tych pożytecznych zwierząt, a
      jeże zostawia
      > się w spokoju, mimo że ich populacja wydaje się byc całkiem spora
      Wytłumaczę pokrótce, bo widzę że kompletnie nie wiesz, o czym
      piszesz.
      Koty są uzależnione od siedzib ludzkich. Całkowicie dzikich nie
      znam. Bo albo ktos je dokarmia, albo mieszkają w piwnicach czy na
      strychach itd. Są udomowionymi zwierzętami, zresztą okresla się je
      mianem "kota domowego". Nie słyszałam, by jeża ktokolwiek próbował
      udomowić, chociażby z powodu ogromnej ilości pcheł. Chyba także nie
      wiesz, ze zwierzęta te ZIMUJĄ. Słyszałaś o udomowionym nietoperzu?
      One także zapadają w zimowy sen. Nie słyszałam także o jeżach
      sikających i znaczących terytoria w siedzibach ludzkich.

      Poczytaj trochę o zwierzętach, nie tylko kotach. Przyda Ci się taka
      wiedza, byś nie wypisywała więcej takich dyrdymałów.
      • mamula_to_ja Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 19:25
        Taki mały "ot" Sun jest płci męskiej ;-)
        Przynajmniej tak wynika z jego postów.
        • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 21:01
          Dzięki za obrone mojej męskiej dumy XD
      • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 26.09.09, 21:00
        easyblue napisała:



        > Całkowicie dzikich nie
        > znam.

        No to chyba wszystko na temat, jeśli chodzi o fachową odpowiedź.
        • easyblue Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 01.10.09, 14:42
          Jedyne dzikie koty żyjące w Polsce to ryś i żbik. One nie potrzebują
          ani siedzib ludzkich, by przeżyć ani dokarmiania w czasie zimy.
          Jeżeli chcesz mówić o "dzikich kotach, którym ktoś zapewnia
          schronienie na zimę i jedzenie, to chyba to nie są jednak dzikie
          zwierzęta? Kot jest zwierzęciem udomowionym i zawsze będzie mniej
          lub bardziej potrzebował pomocy ludzi. Czego np. o jeżu powiedzieć
          się nie da:)
          • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 01.10.09, 19:21
            A skąd czerpiesz informacje, że koty domagają się zapewnienia schronienia na zimę i jedzenia? Zapewniam cię, że jeże z ochotą skorzystałyby z takiej pomocy, gdyby tylko ktoś chciał im zapewnic. Ale popierwsze nikt nie chce, a po drugie - niewolno, bo do ciupy...
            • poolato Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 02.10.09, 14:43
              > A skąd czerpiesz informacje, że koty domagają się zapewnienia schronienia na
              zimę i jedzenia?

              Bezdomne koty często przełamują strach przed ludźmi i podchodzą, łaszą się,
              potrafią wejść za człowiekiem do klatki schodowej. To o czym to świadczy? Że
              chcą mieć dom. Poczytaj sobie, dla jakich kotów w pierwszej kolejności szuka się
              pomocy, domów: to chore, ranne, często zdesperowane zwierzaki, też maluchy bez
              matek które muszą jeszcze być karmione mlekiem. Myślisz że perspektywa spędzenia
              pluchy jesiennej i mroźnej zimy na dworze to takie szczęście dla wszystkich kotów?.

              Podobnie ma się sytuacja u wszystkich znanych mi działkowców, nie wyłączając
              moich Rodziców. Koty przychodzą w nadziei, że ktoś je dokarmi, jeśli trafią na
              człowieka, który okazał im serce, to "wieść się szybko niesie" do nich dołączają
              kolejne zwierzaki. A przecież te z wyboru mogłyby być samowystarczalne. Ale
              jakoś wiele z nich nie potrafi... I gdyby nie sterylizacja to zwiększenie ich
              populacji byłoby zupełnie poza kontrolą.

              Nie chce powtarzać argumentów za sterylizacją które tu już padły, ale jakoś
              umyka ci fakt, że za sterylizacją kotów i kontrolą ich rozrodu optują fachowcy,
              weterynarze, coraz więcej klinik wet. bierze udział w masowych akcjach
              sterylizacyjnych, lub pomagają indywidualnym osobom.

              Nie ma co porównywać prawdopodobieństwa skrzywdzenia kota (czy psa) a jeża przez
              bandytę w mieście. Jeży nie spotyka się ich tak nagminnie, ja np. nigdy żywego
              nie widziałam. Nie uważam też, że ich populację, rozród, trzeba poddawać
              jakiemuś dodatkowemu nadzorowi?
              Co do twoich szacunków dot. ilości rozjechanych jeży a kotów - nie rozumiem co
              to ma do rzeczy jeśli chodzi o pomoc kotom? A ja akurat widziałam już całą masę
              rozjechanych kotów, psów, żab nawet, a jeży nie. Są robione przejścia dla
              dzikich zwierząt, zabezpieczenia w formie siatek na poboczu, dobrze żeby było
              ich więcej, ale szczerze powiem nie wiem co w formie prewencji można by jeszcze
              zrobić.

              >Zapewniam cię, że jeże z ochotą skorzystałyby z takiej pomocy, g
              > dyby tylko ktoś chciał im zapewnic.

              Tu też się mylisz, działają indywidualne osoby, organizacje, ukierunkowane na
              pomoc jeżom. Jakiś czas temu pojawiały się o nich informacje i na forach gazety.
              A wyżej masz zalinkowaną inf. o szpitalu dla jeży, którą pewnie 'przeoczyłeś'.
              • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 02.10.09, 17:02
                Wygląda na to, że jesteś osobą bardzo mało ciekawą świata. Nie widzisz dokoła siebie zbyt wiele, bo nie rozglądasz się, a nie rozglądasz się, bo już wszystko wiesz. Szkoda mi ciebie skoro nie widzisz jeży żyjących w miastach, drapieżnych ptaków, lisów, dzików i wielu innych. Widzisz za to wspaniałe kliniki, ktore optują - zupełnie rzecz jasna bezinteresownie - za przymusowa sterylizacją, w czym - oczywiście bezinteresownie - sekundują im właściciele hodowli.
                Natomiast powtarzane tu ciągle głodne kawałki o tym jak to kotki "potrzebują" ludzi sa zwykłą projekcją i niezdrową personalizacją zwierzat. Nie nie potrzebują, tak jak ptaki zimą nie potrzebują dokarmiania. Przychodza do człowiek, bo tu łatwiej o pokarm - nie trzeba polow, wystarczy przewrócic śmietnik. Zapraszam na polskie wybrzeże - czy te stada dzików, które "przychodzą w nadziei, że ktoś je dokarmi, jeśli trafią na człowieka, który okazał im serce, to "wieść się szybko niesie" do nich dołączają kolejne zwierzaki" to twoim zdaniem tak naprawdę biedne świnki wyrzucone przez niedobrych farmerów z samochodu, bo przeszkadzały w wyjeździe na wakacje?
                • poolato Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 05.10.09, 16:32
                  Ty widzisz problem sterylizacji jednowymiarowo i w krzywym zwierciadle: szkoda
                  dla zwierzaka, profity dla lekarzy.
                  Bardziej fair by było wypowiadać takie autorytatywne sądy jak się zna problem z
                  autopsji: ty jesteś tylko przemądrzałym teoretykiem, nie siedzisz w tym
                  zagadnieniu nawet jedną nogą, ale zdajesz się wszystko wiedzieć najlepiej.
                  Uważam, że życie kota jest tanie, bo kotów wolnożyjących jest za dużo. Jest ich
                  nadpodaż. Jestem świadoma, że te koty często nie urodziły się tam, pod
                  śmietnikiem, ale tam będą miały kolejne mioty. Jak inaczej ograniczyć ich
                  populację jak nie dopuszczając do nadmiernego rozmnażania? Więc pod opiniami
                  lek. wet. którzy takie akcje popierają, ja się podpisuję obiema rękami. Tak,
                  akcje sterylizacyjne to jest zapewne dla lecznicy jakaś forma reklamy, ale mogą
                  być też dodatkowe koszty. W moim przypadku było i tak, że przywiezione, wtedy
                  jeszcze bezdomne koty, miały robione za darmo w ramach kosztów sterylizacji (już
                  i tak obniżonych) dodatkowy zabieg, i była to inicjatywa kliniki. A z kolei
                  mojemu Ojcu weterynarz z innej kliniki pomagał nawet łapać kota na działce,
                  poświęcając swój czas, i zwierzaka już po wszystkim odwiózł ze szpitala z
                  powrotem. Daleka jestem więc od tego, żeby patrzeć na udział lekarzy w tych
                  akcjach przez pryzmat ich domniemanych merkantylnych pobudek.

                  Co do wg ciebie zbędnej kotom pomocy: jak się zgarnie takiego trzęsącego się z
                  zimna, zasmarkanego biedaka, to jest to wg ciebie “zwykła projekcja i niezdrowa
                  personalizacja zwierzat”??? One też mogą zachorować, wyobraź sobie, a nie
                  wszystkie są równie sprytne, czy odporne w tym samym stopniu. Skoro jak się
                  chwalisz, jesteś takim wnikliwym obserwatorem natury, to pewnie i takie biedaki
                  widziałeś, ale łatwiej jest przejść mimo, a dokuczać tym, który tak nie potrafią.

                  Ciekawe jest, że to szukanie domów dla bezdomnych kotów (z których część ten dom
                  wcześniej miała), zwierząt bądź co bądź udomowionych, tak cię kole w oczy jako
                  coś wielce nienaturalnego, a tak rażące przykłady ingerencji człowieka z naturę
                  jak trzymanie w domu gekonów, ptaszników, węży, jakoś cię nie bulwersują, i nie
                  są celem ataków.

                  A co do dokarmiania dzikich zwierząt, je się okresowo jak najbardziej dokarmia.
                  Nie wiesz widocznie, ale w lasach są paśniki, i różne mieszanki paszowe, inne
                  dla saren, jeleni, inne dla dzików. Że już nie wspomnę o lizawkach. Wiec
                  widocznie jest potrzeba, i widocznie równowagi w przyrodzie to nie zachwieje.

                  Że dziki podchodzą, i inne zwierzęta, coraz częściej w miastach? Za to my
                  jesteśmy w dużym stopniu odpowiedzialni. Jest im łatwiej w otoczeniu ludzi
                  znaleźć pożywienie, tak, ale czasem i nie mają innego wyjścia. Zmniejszamy im
                  ich naturalne obszary łowieckie, wypłaszamy je z ich naturalnych siedzib. Na
                  naszym osiedlu widziałam niedawno kunę (tu spieszę cię uspokoić, że z moją
                  umiejętnością dostrzegania natury w różnych jej przejawach jeszcze nie jest tak
                  najgorzej, i taka do końca ślepa nie jestem skoro małą kunę zauważyłam ;-)).
                  Osiedle jest w otoczeniu niedużych terenów leśnych, łąk, które to obszary z roku
                  na rok coraz bardziej się niestety kurczą.

                  A miejskie koty też mają coraz gorzej. Miasta: zabetonowane, piwnice zamykane,
                  trutki na myszy masowo wykładane. Centra miasta: stare budownictwo, i stare
                  wysokie drzewa, trudno upolować ptaka, a niskich krzaków sadzi się mało. Otwarte
                  kontenery na śmieci coraz częściej zastępowane przez wysokie pojemniki ze
                  śliskiego plastiku z małym otworem. Miejski bezdomny a niedokarmiany kot który
                  nie ma choćby budki jako schronienia, to chudy, często chory kot. Tak kolego,
                  zdejmij klapki z oczu.

                  Nie jest wymysłem pojedynczych osób inne postrzeganie sytuacji i traktowanie
                  bezdomnych kotów a dzikich zwierząt. Już nawet w prawie (cyt. wyżej) jest
                  wyraźny rozdział – specjalne obostrzenia dotyczą DZIKICH zwierząt. Między innymi
                  po to, żeby nagle jakiś mądrala nie zaczął, ehem, postulować sterylizacji jeży :]
                  • sun_of_the_beach Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 05.10.09, 18:02
                    poolato napisała:

                    > Ty widzisz problem sterylizacji jednowymiarowo i w krzywym zwierciadle: szkoda
                    > dla zwierzaka, profity dla lekarzy.
                    > Bardziej fair by było wypowiadać takie autorytatywne sądy jak się zna problem z
                    > autopsji: ty jesteś tylko przemądrzałym teoretykiem, nie siedzisz w tym
                    > zagadnieniu nawet jedną nogą, ale zdajesz się wszystko wiedzieć najlepiej.

                    Nie wypowiadam sądów tylko zadaję pytania i podaję ew. alternatywne rozwiązania. Nadinterpretujesz.

                    > Uważam, że życie kota jest tanie, bo kotów wolnożyjących jest za dużo. Jest ich
                    > nadpodaż.

                    Ciekawy pogląd u"miłośniczki" zwierzat. Dla mnie każde życie jest cenne.

                    > A z kolei
                    > mojemu Ojcu weterynarz z innej kliniki pomagał nawet łapać kota na działce,
                    > poświęcając swój czas,

                    Co za bezzsens...

                    > Co do wg ciebie zbędnej kotom pomocy: jak się zgarnie takiego trzęsącego się z
                    > zimna, zasmarkanego biedaka, to jest to wg ciebie “zwykła projekcja i nie
                    > zdrowa
                    > personalizacja zwierzat”???

                    Słyszałaś o czymś takim jak dobór naturalny? Podlegają mu wszystkie dzikie zwierzęta, tylko ty tego nie widzisz, więc masz to gdzieś.

                    Skoro jak się
                    > chwalisz, jesteś takim wnikliwym obserwatorem natury, to pewnie i takie biedaki
                    > widziałeś, ale łatwiej jest przejść mimo, a dokuczać tym, który tak nie potrafi
                    > ą.

                    Aprioryczny sąd bez pokrycia.
                    > Ciekawe jest, że to szukanie domów dla bezdomnych kotów (z których część ten do
                    > m
                    > wcześniej miała), zwierząt bądź co bądź udomowionych, tak cię kole w oczy jako
                    > coś wielce nienaturalnego, a tak rażące przykłady ingerencji człowieka z naturę
                    > jak trzymanie w domu gekonów, ptaszników, węży, jakoś cię nie bulwersują, i nie
                    > są celem ataków.

                    Gó... wiesz, jakie mam zdanie na ten temat, więc się nie popisuj swoją wątpliwą przenikiwością.

                    > A co do dokarmiania dzikich zwierząt, je się okresowo jak najbardziej dokarmia.
                    > Nie wiesz widocznie, ale w lasach są paśniki, i różne mieszanki paszowe, inne
                    > dla saren, jeleni, inne dla dzików. Że już nie wspomnę o lizawkach. Wiec
                    > widocznie jest potrzeba, i widocznie równowagi w przyrodzie to nie zachwieje.

                    Dokarmiane sa gatunki - wg twojej nomenklatury - deficytowe i robią to fachowcy, a nie egzaltowane paniusie. Sama powiedziałas, że kotów jest nadpodaż...

                    > Że dziki podchodzą, i inne zwierzęta, coraz częściej w miastach? Za to my
                    > jesteśmy w dużym stopniu odpowiedzialni. Jest im łatwiej w otoczeniu ludzi
                    > znaleźć pożywienie,

                    Cieszę się, że w końcu to dostzregasz.

                    > naszym osiedlu widziałam niedawno kunę (tu spieszę cię uspokoić, że z moją
                    > umiejętnością dostrzegania natury w różnych jej przejawach jeszcze nie jest tak
                    > najgorzej, i taka do końca ślepa nie jestem skoro małą kunę zauważyłam ;-)).

                    Kuna nie jest taka mała, nie pochlebiaj sobie.

                    > Nie jest wymysłem pojedynczych osób inne postrzeganie sytuacji i traktowanie
                    > bezdomnych kotów a dzikich zwierząt. Już nawet w prawie (cyt. wyżej) jest
                    > wyraźny rozdział – specjalne obostrzenia dotyczą DZIKICH zwierząt. Między
                    > innymi
                    > po to, żeby nagle jakiś mądrala nie zaczął, ehem, postulować sterylizacji jeży
                    > :]

                    Jeśli taki pomysł kiedyś wyjdzie, to z waszego środowiska.

                    Strasznie dużo się spisałaś. Nie chciało mi się czytac, ale powiedziałabys, że nie chcę poznac zdania drugiej strony. Zmusiłem się i żałuję - to była strata czasu. Personalne wycieczki, resentymenty, ignorancja i bezmyślne powtarzanie tych samych frazesów. Zieeew...
                    • poolato Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 06.10.09, 17:20
                      > Nie wypowiadam sądów tylko zadaję pytania i podaję ew. alternatywne rozwiązania
                      > . Nadinterpretujesz.

                      Na argumenty wszystkich którzy tylko coś ci odpisali masz tylko: "Nie, bo" Jak
                      już wszystko wiesz to co to za pytania? Chyba retoryczne. A o jakich
                      alternatywach do sterylizacji kotów piszesz, bo nie widzę? Działania zastępcze
                      na jeżach? :D

                      > > Uważam, że życie kota jest tanie, bo kotów wolnożyjących jest za dużo. Jest
                      ich > nadpodaż.

                      > Ciekawy pogląd u"miłośniczki" zwierzat. Dla mnie każde życie jest cenne.

                      Czyżby? Ty się opowiadasz że naturalną selekcją, ja uważam, że jeśli możemy, to
                      powinniśmy podnieść standard już istniejącego życia (np. lecząc choroby),
                      jednocześnie ograniczając możliwości przyszłego rozrodu. Co ci tu nie gra?

                      > > A z kolei
                      > > mojemu Ojcu weterynarz z innej kliniki pomagał nawet łapać kota na działc e,
                      > > poświęcając swój czas,

                      > Co za bezzsens...

                      Nie uzasadnisz? A Dzięki temu ilość kotów na działce jest mniej więcej stała i
                      ekosystem nie ucierpiał.


                      > > Ciekawe jest, że to szukanie domów dla bezdomnych kotów (z których część>
                      ten dom> > wcześniej miała), zwierząt bądź co bądź udomowionych, tak cię kole w
                      oczy jako> > coś wielce nienaturalnego, a tak rażące przykłady ingerencji
                      człowieka z> naturę
                      > > jak trzymanie w domu gekonów, ptaszników, węży, jakoś cię nie bulwersują,> i
                      nie> > są celem ataków.

                      > Gó... wiesz, jakie mam zdanie na ten temat, więc się nie popisuj swoją
                      wątpliwą> przenikiwością.

                      Jak argumentów nie staje to przechodzisz do wulgaryzmów? Nie spinaj się tak
                      chłopie, więcej dystansu do siebie i sprawy życzę :)

                      > > A co do dokarmiania dzikich zwierząt, je się okresowo jak najbardziej dok armia.
                      > > Nie wiesz widocznie, ale w lasach są paśniki, i różne mieszanki paszowe,>
                      inne> > dla saren, jeleni, inne dla dzików. Że już nie wspomnę o lizawkach.
                      Wiec> > widocznie jest potrzeba, i widocznie równowagi w przyrodzie to nie
                      zachwieje.

                      > Dokarmiane sa gatunki - wg twojej nomenklatury - deficytowe i robią to fachowcy
                      > , a nie egzaltowane paniusie.

                      I właśnie o sam fakt dokarmiania mi chodziło, a nie kto to konkretnie robi. I
                      nie chodzi o gatunki deficytowe, tylko raczej o okresy srogiej zimy (leśnicy
                      przeliczają dni ostrej zimy na potencjalne 'dni głodu'). Nie jest tak, że dzikie
                      zwierzęta są zostawiane zupełnie swojemu losowi (więc nie wiem, czemu tej pomocy
                      odmawiać udomowionym).

                      > Kuna nie jest taka mała, nie pochlebiaj sobie.

                      Widzę, że jak kiepsko z argumentami merytorycznymi, to nawet 'kunowe' centymetry
                      urastają stają się bardzo istotnym argumentem w rozmowie :D. A może to była
                      młoda kuna?

                      > > Nie jest wymysłem pojedynczych osób inne postrzeganie sytuacji i traktowa> nie
                      > > bezdomnych kotów a dzikich zwierząt. Już nawet w prawie (cyt. wyżej) jest> >
                      wyraźny rozdział – specjalne obostrzenia dotyczą DZIKICH zwierząt.> Między
                      > > innymi
                      > > po to, żeby nagle jakiś mądrala nie zaczął, ehem, postulować sterylizacji
                      > jeży
                      > > :]

                      > Jeśli taki pomysł kiedyś wyjdzie, to z waszego środowiska.

                      Przecież to twój wymysł był :D Widzę że wreszcie się kapnąłeś że pomysł raczej
                      poroniony.

                      > Strasznie dużo się spisałaś.

                      Przez szacunek do rozmówcy (nawet jeśli ma inne zdanie) staram się, by moja
                      odpowiedź nie była na odwal. Twoje "g.wno wiesz" jest zapewne szybszą
                      odpowiedzią, ale to nie mój styl.

                      > Zieeew...

                      Ja tak witam każdy kolejny wątek założony przez tych lubiących nagonkę na
                      pomagających kotom. Nic nowego, a to co ty piszesz to już w ogóle jest
                      niespójne. Zaczynasz od postulatów regulacji populacji jeży, potem jesteś
                      adwokatem naturalnej selekcji, dajesz jakieś dziwne porównania (dziki wyrzucane
                      przez farmerów ?). Takie to bełkotliwe z lekka.
    • kadrel Re: Czemu koty wolno, a jeży nie wolno? 08.10.09, 13:29
      Komary też nie radzą sobie na wolności. I ja i moje koty natłuczemy
      tego tyle, że w głowie się nie mieści.

      Teraz Twój ruch.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka