sun_of_the_beach
18.09.09, 17:02
Zainspirowany wątkiem o jeżach chciałbym zadac pytanie? Czemu jeży nie wolno ratowac, oddawac do schronisk i rodzin adopcyjnych ani sterylizowac (ze szczególnym uwzględnieniem sterylek aborcyjnych), a z dzikożyjącymi kotami robic to wręcz należy, a niektórym marzy się przymus?
Jeżdżąc po polskich drogach mogę oszacowac, że stosunek zabitych na poboczach jeży do kotów wynosi jakieś 3:1. Stąd wniosek, że jeże bardziej niż koty nie radzą sobie z życiem na wolności. Dlaczego zatem jeży nikt nie wyłapuje i nie trzyma w domach z osiatkowanymi balkonami?
Jeśli natomist chodzi o przydatnośc obu gatunków, to jeże są użyteczne conajwyżej dla właścicieli działek czy ogródków, a znaczenie dzikich kotów jest nie do przecenienia dla wszystkich mieszkańców miast i wsi, a mieszkańcy tzw blokowisk bez kotów dawno podzieliliby los króla Popiela. Dlaczego zatem nawołuje się do sztucznego ograniczania populacji tych pożytecznych zwierząt, a jeże zostawia się w spokoju, mimo że ich populacja wydaje się byc całkiem spora (patrz pkt. 1)?