Gość: emka
IP: *.spray.net.pl
19.09.07, 08:51
Moja 2,5 letnia córeczka ostatnio bardzo "walczy" ze mną w trakcie ubierania i rozbierania, gdy szykujemy się na dwór lub z niego wracamy. Tzn. ucieka, wygina się, macha rękami i nogami, a przy tym mówi, że nie chce. Bardzo lubi spacery, więc to chyba nie z tego wynika, myślę że to po prostu próba sił.
Nie wiem jednak, jak sobie radzić w tej sytuacji. Zazwyczaj tłumaczę jej, zachęcam, itp., co może trwać nawet godzinę. Są jednak momenty, kiedy nie mogę tak długo czekać - gdy np. wychodzimy do lekarza czy mała lata po mieszkaniu w samych majteczkach, albo po powrocie, w kurtce i kaloszach. Wtedy (przed wyjściem) mówię jej, że jak nie chce iść, to nie musi, ale ja chcę, ubieram się i wychodzę, a ona zostanie w domu sama. Czasem rzeczywiście wychodzę na chwilę za drzwi. Po naszym powrocie ze spaceru natomiast tłumaczę jej, że nie będzie się bawić zabawkami ani nie wejdzie do pokoju, dopóki się nie rozbierze. Muszę ją przy tym trzymać za rączkę, bo inaczej ucieka. Obie metody działają, po chwili mała sama prosi, żeby ją ubrać/rozebrać, ale nie wiem, czy dobrze robię, czy nie są zbyt drastyczne. Mam trochę wyrzuty sumienia, że ją do czegoś zmuszam. Sama nie wiem, czy to jeszcze konsekwencja, czy już szantaż... Aha, małą od czasu do czasu zajmuje się niania, wtedy nie ma takiego problemu (pracuję w domu, jestem więc na miejscu i wiem na pewno). Bardzo proszę o poradę.