Dodaj do ulubionych

Eutanazja :-(

09.12.04, 09:37
Wybaczcie kochani, że przed świętami poruszę taki smutny temat, ale oglądam
na Reality TV serial dokumentalny o klinice Blue Cross w Londynie i ostatnio
przedstawiali tam historię starego, ciężko chorego shih-tzu. Kilkunastoletni
piesek cierpiał na ataki padaczki, przeżył wylew i był częściowo
sparaliżowany. Weterynarze sugerowali właścicielce, że powinna zdecydować się
na skrócenie jego cierpień, ta jednak nie wyrażała zgody na uśpienie.
Oglądając to miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiałam tę
kobietę i bardzo jej współczułam, z drugiej - przerażało mnie cierpienie
sędziwego pieska, którego dni i tak były policzone. Szczerze mówiąc, na jej
miejscu chyba jednak zdecydowałbym o uśpieniu... A jakie jest Wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • pierozek_monika Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 09:44
      Pewnie też ciężko byłoby mi podjąć decyzję. Pewnie wzięłabym pod uwagę fakt,
      czy pies cierpi. Szkoda że pies nam tego nie powie, czy woli cierpieć i być z
      nami, czy woli przepaść w otchłani nicości.
      W przypadku spanielki Sagi rodzice zadecydowali sami, i ją uśpili, a mogła
      jeszcze trochę żyć na przeciwbólowych lekach, teraz już nie pamiętam, trudno mi
      ocenić, czy ona rzeczywiście cierpiała, czy nie można jej było pomóc. Wiem że
      po tylu latach jeszcze często mi się śni.
      Gdybym widziała, że pies bardzo cierpi i nie ma dla niego ratunku, pewnie
      skróciłabym mu cierpienia.
    • orvokki Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 09:59
      Kiedyś moja koleżanka, wtedy studentka weterynarii, opowiadała mi o psie,
      leczonym u nich na klinikach. Codziennie był dializowany, codziennie miał
      jeszcze jakieś tam inne skomplikowane i nierzadko bolesne zabiegi, właściwie nie
      miał takiego normalnego psiego życia - spacerów, zabaw - i słuchając tej
      opowieści, zapytałam, czy nie uważa, że lepiej byłoby już go uśpić (rezultat
      leczenia był niepewny). A ona na to, że jednak widać, że ten pies jeszcze się
      cieszy - do właściciela, do ludzi, że widać w nim wolę życia...
      Ciężko dać odpowiedź na to pytanie, a pewnie prawie każdy z nas przed nim stanie
      kiedyś...
      • comma Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 10:50
        Mój znajomy wydawał bajońskie sumy na paliatywne leczenie chorego na raka 12-
        letniego jamnika, gdzie było wiadomo, iż psa nie da się wyleczyć. Psina
        przeszła kilka operacji, ale dopóki biegał o własnych siłach, jadł i oglądał
        się za suczkami - właściciel nie decydował się na uśpienie. Uśpił go dopiero
        wtedy, gdy oznaki cierpienia były wyraźne, a dalsze podawanie środków
        przeciwbólowych miałoby zbyt drastyczne skutki uboczne.
          • m.malone Re: Eutanazja :-( 10.12.04, 09:40
            Można o tym nie myśleć.
            Jednak niestety powinno się być przygotowanym. Przygotowanym do pogodzenia się.
            Podobnie jak na odejście bliskiego krewnego. Może patrzę na to troszkę inaczej -
            spokojniej - ze względu na mój wiek i doświadczenia.

            Jednak przygotowanie do pogodzenia, a samo pogodzenie się to różne rzeczy...
            Pamiętajmy tylko o jednym: odchodzący przestaje cierpieć. Cierpimy my.

            I jeszcze jedno - doszedłem do tego po śmierci Ojca:
            nie odchodzi zbyt wcześnie tylko ten, po kim nikt nie płacze.
            WSZYSCY INNI ODCHODZĄ ZBYT WCZEŚNIE.
            • sliwka1977 Re: Eutanazja :-( 10.12.04, 13:54
              Wiesz, ja sobie zdaje z tego sprawę, że moje koty zyc wiecznie nie będą, ale
              nie widzę powodu, dla którego miałabym nad tym rozmyslać i się dołować. Chcę
              się cieszyc kazda chwilą spędzoną z nimi, a kiedy nadejdzie czas... no cóż,
              życie.
              • m.malone Re: Eutanazja :-( 10.12.04, 15:24
                Och, wcale nie namawiam do myślenia o tych sprawach. W ten sposób można sobie
                zatruć najpiękniejsze chwile w życiu.

                Czasem po prostu przychodzi taka refleksja i chyba nie powinno się od niej
                "pełna parą" uciekać. Tylko tyle... choć nie wiem czy - jeśli się jest
                "przygotowanym" - mniej boli.

                Przepraszam, ale ten wątek smutno nastraja:)
                Pozdrawiam
                MM
      • m.malone Pytanie do Orvokki - troszkę OT (Obok Tematu) 10.12.04, 10:51
        > Kiedyś moja koleżanka, wtedy studentka weterynarii, opowiadała mi o psie,
        > leczonym u nich na klinikach. Codziennie był dializowany,

        Czy piesek był dializowany przy użyciu dializatora, czy też było to tylko
        częściowe usuwanie toksycznych produktów przemiany materii metodą przepłukiwania
        jamy otrzewnowej?


        Pytam, bo piszę o mojej Żabce (niżej), u której śpiączka mocznicowa pogłębiała
        się mimo wykonywania takich płukań, tyle, że procedura ta jedynie zwalniała
        postęp śpiączki, a w godzinach kiedy była przytomna, widać było, że cierpi
        (przez całe 16 lat gdy była u mnie nigdy nie piszczała ani nie jęczała z bólu, a
        kiedy przyszedł stan terminalny, pojękiwała i widać było, że nie może sobie
        znaleźć pozycji, w której nie czułaby bólu). Zanim podjąłem decyzję o eutanazji,
        rozmawiałem z kilkoma lekarzami, w tym z ludźmi z wydz. wet. SGGW, na temat
        możliwości poprawy stanu nerek. Niestety jej wiek (ok.20 lat) plus dodatkowo
        głębokie zaburzenia układu krzepnięcia, jakie wystąpiły po operacji rokowały
        fatalnie. Stąd moja decyzja.
    • polaquinha Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 11:50
      Pamiętam bardzo dobrze kiedy moja ukochana świnka bardzo ciężko zachorowała.
      Było bardzo źle-oszczędzę Wam szczegółów-mimo,że wszyściutko pamiętam:-((
      Wet sugerował eutanazję ale ja miałam do końca nadzieję,że Go uratuję.Wtedy ta
      decyzja wydawała mi się jedyną słuszną ale teraz mam poważne wątpliwości czy
      dobrze zrobiłam...
      Uważam, że tak naprawdę dopóki nie jest się w takiej sytuacji każde rozważania
      na temat eutanazji są jedynie teoretyczne-a emocje w momencie krytycznym i tak
      biorą górę.

      Pozdrawiam
    • jul-kot Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 12:01
      Witajcie!
      Moim zdaniem to samo zwierzę decyduje, czy chce jeszcze żyć. Naszym obowiązkiem
      jest właściwie odczytać sygnały, które nam daje. Jednym z nich jest u kotów
      odmawianie jedzenia, kiedy choroba posunie się daleko. Czasem można ten stan
      przełamać, czasem nie.
      Kiedyś znalazłem błąkającego się, bezdomnego persa. Był wynędzniały i chory,
      nikt go nie szukał. Wyleczyliśmy go i odkarmili, zamierzaliśmy wyadoptować, był
      przechowywany u znajomej, bo wszystkich zwierząt u siebie trzymać nie mogę.
      Niestety nie wyszło mu to na zdrowie, dostał ciężkiej biegunki, a ta znajoma
      nie leczyła go, powiedziała nam o tym dopiero wtedy kiedy schudł, wymiotował i
      całkowicie przestał jeść. Ratowaliśmy go kroplówkami, karmili na siłę, wozili
      do lekarzy. Dodatkowo okazało się, że ma białaczkę, którą być może miał
      wcześniej, a może i "nabył". Z samą białaczką mógł żyć, ale był wyniszczony tą
      biegunką i jego stan się pogarszał. Lekarze radzili uśpienie, nie widzieli
      szans na poprawę, na leki przeciwbiegunkowe słabo reagował a wyniki badania
      krwi miał złe. Zwlekaliśmy z tym, bo często udawało się nam ratować koty w
      bardzo złym stanie, dawałem mu dalej kroplówki i leki, karmiłem strzykawką
      zmiksowanym mięsem.
      Dałem za wygraną, kiedy jego stan pogorszył się jeszcze bardziej, zaczął się
      chować i zdecydowanie odmówił łykania wmuszanego jedzenia. Piękny pers został
      uśpiony.
      Teraz mam w domu młodego kotka, który był wypuszczany na ulicę. Prawdopodobnie
      potrącił go samochód, był ratowany ze wstrząsu w lecznicy, ale okazało się, że
      ma skomplikowane złamania obu tylnych nóg, a operacja kosztuje. Właściciele
      zdecydowali się na uśpienie.
      Zona usłyszała rozmowę na ten temat rozmawiając z lekarką przez telefon. Kot
      jest u nas, już po operacji obydwu nóg, biega, chociaż z trudem, bawi się z
      innymi kotami. Jeszcze czeka go wyjęcie gwoździ z kości nóg i druga operacja,
      spiłowanie główki kości udowej, bo jeden staw ma zwichnięty. Ten kot będzie
      żył. Czasem żartuję, że będzie to najdroższy kot tej rasy, ale cieszę się, że
      żyje.
      Mam w domu więcej kotów uratowanych przez przypadek, z ciężkich chorób i głodu.
      A inne mają mniej szczęścia, bezdomne, prześladowane, trute i zabijane w
      okrutny sposób. A gdyby tak pozwolić im żyć, one chcą ...
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • miss_dronio Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 12:45
        OOO, commo jaki trudny temat:(
        Niestety mam doświadczenia w takim temacie, podobnie jak Monika- kiedy byłam
        jeszcze dzieckiem moi rodzice zdecydowali o uspieniu psa, który w wyniku chyba
        złego leczenia został sparalizowany. To było wiele lat temu a wciąż odczuwam
        ciężar na piersi gdy o tym myslę. Już jako dorosła osoba również miałam
        prpozycję weterynarza o uśpieniu kota. Kiedy znalazłam mojego Kocia miał bardzo
        zaawansowany koci katar -nie miał juz oka, miał tak zaklejoną główkę, ze prawie
        nic nie widział, był całkiem łysy z powodu grzybicy, wychudzony, wycieńczony,
        zarobaczony i z bardzo wysoką gorączką, był zdecydowanie za malutki, zeby być
        rozłączonym z mamą...
        Kiedy siedziałam z nim na łóżku i czekaliśmy na wyjazd do weterynarza Kocio był
        przerażony, trząsł się cały i przywierał do mnie całym ciałkiem. Powiedziałam
        mu wtedy:"nic się nie martw mały teraz już bedzie tylko lepiej". Kiedy
        weterynarz powiedział, ze nie widzi sensu leczenia tak małego i tak chorego
        kota, podczas gdy nawet w tej chwili ma do wydania całkiem zdrowe małe kotki
        myślałam tylko o tym co obiecałam Kociowi w domu "teraz już bedzie tylko
        lepiej". Nie zgodziłam się na uśpienie. Kocio wyzdrowiał zupełnie choc
        oczywiście nie ma oka i ma łyse miejsca w futerku -pozostałośc po grzybicy.
        Dodam tylko, ze na tą grzybicę zachorowaliśmy potem wszyscy w domu;) Jest
        jednakże najbardzie ukochanym z całej piątki naszych kotów. Jest
        najgrzeczniejszy i najmądrzejszy -nauczył się sam otwierać drzwi:)) No i jest
        przepiekny:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=13771080&v=2&s=0
        Zgadzam się z Juliuszem, ze nalezy uważnie obserwować zwierzaka i przed
        podjęciem takiej decyzji rozpoznać w nim wolę życia:)
        • comma Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 13:17
          Mam też znajomych, którzy nie zdecydowali się na uśpienie śmiertelnie chorej
          suki Collie. W ostatnich tygodniach życia była już sparaliżowana, załatwiała
          się pod siebie, dyżurowali przy niej non stop, dzień i noc, na zmiany do chwili
          śmierci. Tłumaczyli się, że jest ona dla nich członkiem rodziny i nie są w
          stanie jej uśpić. Nie jestem w stanie tego oceniać, choć wydaje mi się, że czym
          innym jest eutanazja sędziwego, śmiertelnie chorego i zwierzęcia, a czym innym
          zrezygnowanie ze skomplikowanego, kosztownego i niepewnego w skutkach leczenia
          zwierzęcia młodego czy w sile wieku. Ja na szczęście nie musiałam podejmować
          decyzji o uśpieniu zwierzęcia - oba moje wcześniejsze psy odeszły nagle. Jeden
          na serce, a drugi z powodu błędnie zdiagnozowanej choroby, która błyskawicznie
          go zabiła.
          • m.malone Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 14:41
            Ja niestety musiałem podejmować taką decyzję. I to dwukrotnie. Potem zostaje to
            w człowieku... chyba do końca.
            Moja pierwsza sunia, z która się tak rozstałem - ukochana Żabka, znajda, ok.20
            lat - po operacji z powodu ropomacicza (przeżyła zabieg, ale po 3 dobach
            przestały pracować jej nerki - nieodwracalnie) w pierwszą noc po śmierci
            przyszła do mnie, kiedy juz zasnąłem nad ranem, stanęła przy wersalce,
            popatrzyła na mnie swoimi melancholijnymi oczami i zapytała ludzkim głosem: "No
            i dlaczego mi to zrobiłeś?". Zacząłem jej tłumaczyć i obudziłem się ze łzami w
            oczach. Oczywiście nie mogłem juz zmrużyć oka do rana.
            Nigdy jej nie zapomnę...
    • albert.flasz Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 17:01
      Ale temat... 3 psy w mojej rodzinie zostały uśpione w ciągu ostatnich 20 lat (z
      z powodu beznadziejnego stanu zdrowia), uważam jednak, że taką decyzję
      podejmuje się w ostateczności. Wolę o tym nie myśleć!
    • agata.balu Re: Eutanazja :-( 09.12.04, 22:37
      Moim zdaniem to jest problem zrozumienia zwierzęcia. Może patrzę na to przez
      własne odczucia, ale gdyby moja choroba była nieprzerwanym pasmem cierpień to
      chciałabym umrzeć. Swego czasu dość długo odwiedzałam chore staruszki w domu
      opieki. Jakżeż one błagały o śmierć. Modliły sie prawie wyłącznie o nią.
      Dlaczego by więc zwierzęciu odmawiać bezbolesnego odejścia?
      Problem w tym by wiedzieć kiedy nasz egoizm utrzymuje je przy życiu w
      cierpieniach. Ale póki nadziei póty walki. Jeżeli naprawde kocha sie zwierze to
      czuje sie kiedy ono zbyt cierpi. I wtedy należy mu sie spokojne odejście.
      Mój kochany psiak miał złosliwy nowotwór "nadziąślak". Ratowalismy go ponad
      trzy lata. 5 operacji, a po każdej wiele miesięcy całkiem normalnego życia ...
      i kolejna operacja. Po ostatniej stan sie pogorszył. Wiadomo było, że juz nie
      ma ratunku. Ale dokąd jeszcze miał apetyt, chętnie wychodził na spacery - choć
      rany pooperacyjne sie nie goiły i karmić go trzeba było wkładając jedzenie do
      pyszczka, dotąd robilismy wszystko aby jak najmnie cierpiał. Spałam z nim razem
      na podłodze, aby gdy zacznie bolec podać srodek przeciwbólowy. Kiedy już
      spacery przestały byc dla niego radością zapadło postanowienie.
      Umówiliśmy weterynarza do domu w południe. Późnym rankiem wyprowadziłam -
      własciwie wyniosłam - na spacer. Nawet przez chwilę sie ożywił, nawet zaczął
      węszyć. Dostał do pyszczka ulubiona potrawę: wędzona makrelę. Chwila
      zastanowienia: może jeszcze za wcześnie? Ale nie. Poprawa na godzine, a potem
      nastepne pasmo cierpienia - więc niech sie stanie.
      Przyszedł weterynarz. Psiak dostał najpierw srodek uspokajajacy. Kiedy juz
      zobojętniał na otoczenie, wówczas dostał środek kończący jego życie. Cały czas
      bylismy przy nim, dotykali i głaskali. Odszedł tak spokojnie jak sama bym sobie
      tego życzyła.
      A więć ja jestem za eutanazją (eutanazja znaczy dobra śmierć). Ale nie w
      lecznicy! Nie w stresie i przerażeniu "znowu będzie boleć"!
      W spokoju, w domu bez histerii. Należy im sie to!
      Umówilismy sie z
    • baskarek Znowu mi się płacze.... 09.12.04, 23:37
      i nie widzę literek. Zawsze, jak wspominam dwie moje suczki które musiałam
      uśpić- pierwsza 21 lat temu, druga 3 lata temu samo mi się beczyyyyy.
      Ta pierwsza Saba - seterka, miała nowotwór wątroby w bardzo zaawansowanym
      stanie.
      Druga była bernardynką kupioną na Krupówkach z zaawansowaną nosówką. Uśpiłam ją
      dopiero jak straciła wzrok w wieku 12 tygodni, nie wspomnę o atakach epilepsji
      co 15 minut.
      Jej, nie mogę nic logicznego teraz sklecić, bo mi się łezki kapią.
      Jedno muszę przyznać. Obie one przed tym wydarzeniem pożegnały się ze mną bez
      pretensji Nie chciały już żyć na tym świecie, marzył im się tamten lepszy..
      Saba po raz pierwszy sama weszła na stół u weta- to było 21 lat temu i realia
      trochę inne.
      Ciapa, ta bernardynka, podobno już niewidoma obeszła na swoich wychudzonych
      łapkach cały dom, do wszystkich zamachała ogonkiem i najadła się mięsa z
      kurczaka jakby na zapas. Muszę nadmienić, że wcześniej pięc dni nie chodziła
      tylko była przenoszona w różne miejsca i nie jadła nawet jagnięciny.
      A co ciekawe podniosła się o 5 rano, kidy ja powiedziałam do męża "dość, musimy
      skończyć to cierpienie". Mój mąż na to "coś ty, stał się cud, ona ozdrowiała!!"
      Pół godziny póżniej dowiedziałam się od weta, że nie widzi już wcale od paru
      godzin. Jak była w stanie tak się z nami pożegnać?????
      Ale zmierzałam do czego innego. Moi przyjaciele mieli boksera, u którego
      nowtwór uwidocznił się na nosie i powoli go zjadał przez dwa lata. Zjadał
      powoli całą śnupę i potem mózg. Widziałam tego psa kilka razy w czasie choroby,
      ginął powoli, ale chciał jeszcze żyć! Wuglądał jak potwór z tą różową naroślą
      na niewiadomo czym. Czasem miał lekkie problemy z oddychaniem, ale radził
      sobie. Po jakimś czasie zaczął sypiać z głową w powietrzu. Nigdy nie zapiszczał.
      Na spacerach próbował bawić się, miał apetyt. Nie mieli serca go uśpić. Z
      czasem zaczął wydzielać zapach rozkładającego się mięsa, ale dalej CHCIAŁ być
      wesołym bokserkiem. No i przyszedł moment, kiedy latem na działce wykopał dół,
      położył się obok, odmówił jedzenia i picia. I czekał cierpiąc. Sam podjął
      decyzję, a oni go posłuchali.
      Ja na niego mówiłam PANCER-VAGEN. to był pies kupiony na targu od Rosjan z
      ruskim rodowodem. Jak umierał miał 14 lat-BOKSER!!!! I do tego wyglądał jak
      bokser z kreskówek. Tearaz bawi się pewnie na pięknej łące z moim
      nieodżałowanym Lakim, który odszedł sam w ciągu dwóch minut.(((((Też się ze
      mną pozegnał))))
    • umfana Re: Eutanazja :-( 16.12.04, 20:35
      Przerabiałam ten problem na własnej skórze i niestety nie potrafię o nim
      pisać.Żaluję że nie ma już mojego Ojca, który potrafił słuchać weta.Ja sama zaś
      jestem głupią debilką...albo nie?
      • dina2 Re: Eutanazja :-( 18.12.04, 21:50
        Ja niestety musiałam podjąć taka decyzję pięć lat temu.
        Moja prawie 17 letnia suczka zachorowała na ropomacicze. Leczyłam ją od kilku
        lat u weta, do którego miałam całkowite zaufanie. Niestety nie rozpoznał tej
        choroby. Konsultowałam się jeszcze z kilkoma innymi. Sunia czuła się coraz
        gorzej, na spacerach zataczała się jakby była pijana. Brzuch coraz bardziej się
        powiększał. W końcu trafiłam do wetki, która postawiła właściwą diagnozę. Druga
        wetka, do której trafiliśmy wcześniej stwierdziła, że jest operacja będzie
        równoznaczna z uśpieniem. Miała kilka zabiegów u bioenergoterapeuty.Byłam
        między młotem a kowadłem, a sunia przestała sama jeść, pić i sikać. W końcu
        doszło do intoksykacji, sunia najpierw dostała coś w rodzaju padaczki, a
        później zaczęła przeraźliwie wyć. W tym wyciu było tyle bólu, a ja wyłam razem
        z nią. Juz wiedziałam, że jedyna droga to uśpienie.
        Niestety, nikt z wetów nie mógł przyjechać do domu.
        W lecznicy popiskiwała i patrzyła takim smutnym wzrokiem, jakby chciała
        powiedzieć-"Nie rób mi tego".
        Byłam z nią do samego końca, głaskałam i tuliłam ją. Przy pierwszym zastrzyku
        wyrywała sie i bardzo piszczała, jakby rzeczywiście jeszcze chciała żyć.Po
        chwili się uspokoiła i dostała drugi zastrzyk, po którym widziałam jak
        stopniowo słabnie oddech.
        Zaraz jak odeszła, rozpętała się potężna ulewa, a po kilkunastu minutach
        zaświeciło słońce. Wydaje mi się, że to był znak od niej,najpierw nie chciała
        przejść na tamtą stronę , ale później doznała szcześcia.
        Żałowałam, że się nie zdecydowałam jednak na zabieg, przynajmniej
        zaoszczędziłby tych kilka dni cierpień.

    • weatherwax Re: Eutanazja :-( 30.12.04, 22:30
      Uśpiłam moją 11-letnią, chorą na raka z przerzutami kotkę Pumę, 16 maja 2004
      roku o godz. 14.10-14.30. Była 5,5 miesiaca po operacji nowotworów sutka.

      Przerzuty zaatakowały płuca i kotka nie umiała już normalnie oddychać. Nie
      spała. nie mogła zwinąć się w kłębek, bo traciła oddech więc leżała tylko w
      jednej pozycji - "na baczność", z łapkami pod spodem. Były i sterydy - gdy już
      nie chciała jeść, thetranekron, antybiotyki, różne leki.
      To była tragicznie trudna decyzja i - jak pisał malone - nie do zapomnienia.
      Wiem, że cierpiała, krew była niedotleniona i zbyt gęsta z powodu trudności w
      oddychaniu, ale przychodziła wciąż do mnie w nocy spać, kładła mi się "na
      baczność" na nogach i posapywała.

      Ostatniej nocy nie przyszła. Dlaczego? Czy wiedziała, że podjęliśmy tę okropną
      decyzję? Czy chciała umrzeć? Czy chciała żyć? Nie wiem. Wet mówił, że trzeba
      było wcześniej.... Zawsze już będą ze mną te pytania.
      Cztery dni po zabiegu eutanazji zadzwoniłam do tego weta, żeby uzyskac jakąś
      odpowiedź na moje pytania, żeby z kimś o tym porozmawiać. Ale cóż on mi mógł
      powiedzieć? Uspokajać. Wspierać.
      Człowiek zawsze jest sam z taką decyzją i zawsze jest to strasznie bolesne,
      nawet jeśli wiadomo, że było konieczne.
      Mimo wszystko jestem za eutanazją. Ale nawet teraz płaczę za Pumcią.

      Tak, mam dwa kotki w domu, nie da się żyć bez kota. Mam nadzieję, że będą żyły
      długo i umrą we śnie ze starości.
      Pozdrawiam trochę smutno.
    • aans Re: Eutanazja :-( 03.01.05, 10:05
      Bardzo smutny temat, ale z drugiej strony widac jak mozna pokochac zwierzaka i
      jak zwierzak moze kochac swoich opiekunow!
      tomes.jestok.com/zdjecia/Kleks/
      To jest, a raczej byl Kleksik :)
      Przynioslam go do domu jak mial 2 miesiace, byl malutki, chudy i przestraszony.
      Byl cudownym, wyjatkowo madrym i kochanym psiakiem. Nigdy nie spotkalam takiego
      zwierzaka, ktory wszystko rozumial jak sie do niego mowilo, i potrafil oczami
      odpowiadac. To moze brzmi zmyczajnie, ale mial tak madre oczy, ze mozna z nich
      bylo wyczytac wszystko!
      We wrzesniu 2003 r (juz nie mieszkalam z rodzicami wiec nie bylam swiadkiem
      wszystkiego, tylko codziennym gosciem) gdy mial 12 lat i 2 mmiesiace zrobila mu
      sie na lapce bulwa. Po wielu badaniach okazalo sie ze to rak. Klekuś
      momentalnie zaczal chudnac, mial coraz wieksze klopoty z chodzeniem, w koncu
      przestal nawet chodzic. na spacery byl wynoszony na rekach, mimo ze byl to duzy
      pies (widac na zdjeciach - tatus owczarek niemiecki, mamam kundel :) W koncu
      Kleks byl tylko lezacym szkielecikiem, nic nie jadl, nie ruszal sie, tylko te
      oczy... Wiedzial ze umiera i patrzyl czy nikt go nie zostawi jak byl taki chory
      (nie wiem jak on mogl tak pomyslec!!!) Rodzice mysleli o uspieniu, ale nie byli
      w stanie podjac takiej decyzji. tym bardziej ze on tego nie chcial! Chcial
      umrzec sam. Pewnego wieczora doczolgal sie do taty ktory siedzial na kanapie i
      przytulil sie do jego nog. tata byl jego ukochanym panem. Rano przyszedl do
      rodzicow jak jedli sniadanie i polozyl sie obok. Jak wyszli, doczolgal sie z
      garderoby do drzwi tarasu i tam umarl patrzac przez szybe na swoje ukochane
      podworko. I tak dwie godziny potem go znalazlam.
      Nie moge juz wiecej pisac, bo rycze jak male dziecko.
      Kochalam go i zawsze bede!!!
      • weatherwax Re: Eutanazja :-( 11.01.05, 23:15
        www.dognet.pl/ogrod/regulamin.html
        aans, to oczywiście nie wraca życias naszym przyjaciołom, ale może chciałabyś
        zasadzić Kleksikowi kwiatek w Ogrodzie Psiej Szczęśliwośći? To jest dla tych
        psów, które odeszły za tęczowy most.

        Poza tym, dobrze jest wiedzieć, że jest nas więcej. Jak czytałam epitafia w
        Ogrodzie, ryczałam jak bóbr. Ale to jest piękne.

        Adres powyżej. Pozdrawiam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka