aaaniula
13.11.12, 12:07
Bardzo proszę Was o radę.
Od 3 miesiecy mamy w domu małego człowieka. Przygotowywałam się do tego aby dziecko do domu wprowadzić bezboleśnie dla naszego rozpieszczonego, ośmioletniego kocura. Długo przed narodzinami w sypialni stanęło łóżeczko. Nauczyliśmy kota, że nie ma do niego wchodzić. Wyjmowaliśmy go za każdym razem, ze stanowczym "nie wolno". Kot nauczył się bez problemu i do łóżeczka nie wchodzi. Oprócz tego w jego życiu nie nastąpiły inne zmiany. Nadal sypia z nami w łóżku, ma dostęp do absolutnie wszystkich miejsc do jakch mógł wcześniej wchodzić. Tak jak kiedyś każdego dnia funduję mu poranne pieszczoty, piętnaśnie minut szczotkowania grzbietu i wieczorem zabawę laserem. Kiedy tylko moge podchodzę i głaszczę futrzaka. Nie zmienił się czas, jaki jest mu poświęcany, bo kot nigdy nie był specjalnie przytulasty. Ja zajmuję się małym, mąż kotem. Dodam, że zwierzak nie jest izolowany od dziecka. Może podchodzić, ale tego nie robi. Początkowo bardzo bał się kiedy mały płakał, ale teraz już się przyzwyczaił. Kilka razy podszedł do niego i otarł się o jego nogę. Dodatkowo na początku, po powrocie ze szpitala kocur dostawał smakołyki gdy zbliżał się do małego, aby miał dobre skojarzenia.
Niestety widzę w zachowaniu zwierzaka zmiany. Kot często nas gryzie kiedy chcemy podejść i go pogłaskać. Myślę, że w zasadzie nas "przegania" w ten sposób, nie chce głaskania. Poświęcamy mu tyle czasu co kiedyś, a nawet więcej, a on paradoksalnie chce go jeszcze więcej. Każde moje powstanie kończy się tym, że kot do mnie podbiega i albo prowadzi do szafki ze smakołykiami, albo chce głaskania. Kiedy podchodzę do małego jego ogarnia dzika chęć przytulania (czego nigdy nie prezentował), a ja naprawdę nie jestem w stanie karmić małego i głaskać kota. Raz zdarzyło się, że zwierzak położył się na podłodze koło małego (dziecko było na macie edukacyjnej) i chwicił łapkami za jego głowę. Odsunęłam go szybko. Nie krzyczałam, tylko odunęłam. Nie wiem co by zrobił, gdybym nie zareagowała... Niby zmiany w zachowaniu nie są duże, ale boję się, aby się nie pogłębiły. Mam wrażenie, że kot nie jest szczęśliwy, mimo tego, że od początku byłam uczulona na to, aby poświęcać mu dużo uwagi i nie wprowadzać zmian w jego życiu. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, żeby było mu lepiej. I nie ukrywam, że troszkę boję się czy kiedyś nie zrobi czegoś małemu... W zasadzie jestem przerażona, bo kot jest dla mnie jak członek rodziny i chyba zrobiłam wszystko, aby dobrze się czuł w nowej sytuacji, ale widzę, ze moje metody zawiodły. Co jeszcze mogę zrobić? Gdzie popełniłam błędy?