sasinka1990j
10.09.14, 20:19
Historia jest długa, jednak obecna sytuacja wyprowadza mnie z równowagi. Znalazłam psa, przebywa w schronie. Piszę meila, wypełniam ankiety, okazuje się że mój kot to zły kompan dla wybranego psa. Zależy mi jednak na tym właśnie psie co wiąże się z tą właśnie długą historią której opisywać tu publicznie nie chce. Biore więc siostre za rękaw i mówie że ten pies jest mój :) Ona dzwoni, wszystko ładnie, nie ma kota, mieszka w bloku, mamy działke. Za kilka dni Pani dzwoni umawia się na wizyte przedadocyjną o dziwo w mieszkaniu mojej siostry na którą pies ma docelowo być adoptowany. I teraz pytanie, czy ja muszę tą kobiete wpuszczać do domu na oględziny? Co ona ma zamiar tam zobaczyć? Podczas ustalanie szczegółów wirtualnie pytano o wszystko, jaką karmą będę karmić psa, ile czasu będzie sam, czy zamierzam kupować mu zabawki i akcesoria, ile mam dzieci, czy mieszkanie jest moje. Skarbówka!!! To chore, psy umierają na ulicach. Na co ta kobieta może sobie pozwolić "sprawdzając" nas jako potencjalnego opiekuna? Mam jej pokazać dowód? Wylegitymować się, podać adrez zameldowania?