Dodaj do ulubionych

gryzący koń

30.08.05, 11:44
Hej! Mam problem z koniem mianowicie on gryzie. Nie robi tego złośliwie kładąc
uszy po sobie i rzucając się na człowieka. Jet to bardzij w formie zabawy tzn.
dla niego to zabawa dla mnie robi sie to caraz bardziej meczące. Jest to 2,5
letni ogier. Czy ktoś z was miał doswiadczenia z tego typu problemem?
Obserwuj wątek
    • aba001 Re: gryzący koń 06.09.05, 09:57
      Mamy w stajni młodą kobyłkę która też tak robiła. zasadniczo nie powinno sie na
      to pozwalać. najlepiej skarcić konia- glosem lub klepiac go w pysk
    • joanna.kucharska Re: gryzący koń 31.01.06, 22:53
      ludzie od matod naturalnych na gryzące konie odpowiadaja... gryzieniem koni.
      oczywiście w przenośni. widzilam jak koles stawal na przeciw konia rozkladal
      rece na boli i dlonmi nasladowal zeby konskie i gryzienie (nie wiem jak to
      opsiac) a anstepnie jedna reka szczypal konia, zeby ten wiedizal, ze osobe
      gryziona to boli i ,ze konia jak to bedzie robil tez bedzie bolalo.
    • bakalo Re: gryzący koń 17.02.06, 13:44
      mój 6 letni wałach też to robi, ostatnio mniej ponieważ wiążę go w każdej
      sytuacji w której mógłby próbować mnie uszczypnąć. To sprawiło, że teraz
      wyraźnie rzadziwj próbuje. To jest zaczepka- walka o władzę. Nasila się kiedy
      robię coś nieprzyjemnego (czyszczenie brzucha) więc robię to max delikatnie.
      Ocxzywiście kiedy mnie jednak ugryzie, dostaje po pysku lub podnoszę gwałtownie
      rękę- co też jest skuteczne. Generalnie najskuteczniejsze jest krótkie
      trzymanie i krótkie wiązanie ale uważam że trzeba reagować tez na kazdą próbę
      ukąszenia- klepnięcie po pysku, ostry ton, podniesienie ręki. Zauważyłam że jak
      chwilę postoi na krótki uwiązie, przestaje gryźć i nawet jak ma już możliwość
      ugryzienia- "zapomina" że może to zrobic.
    • basiarynska Re: gryzący koń 14.05.06, 19:51
      Nastepnym razem jak kon bedzie gryzl to mu podstaw mieso krwiste to wiecej nie
      powinien gryzc:_) My tak zrobilismy i mamy spokój...(wiepzrowina z
      targu:)...poza tym mozna uderzyc ale trzeba to zrobic bardzo umiejetnie wiec nie
      polecam Ci jak nie masz doswiadczenia:) Pozdarwiam
      • olencja86 Re: gryzący koń 15.05.06, 13:12
        jak to jest ogier i to w dodatki młody, to nie możesz mu na takie coś pozwalać!
        On sobie w ten sposób powolutku wyrabia hierarchię i w końcu zruzumie, że on
        jest dominujący a nie Ty. wiem że to głupio brzmi, ale potem mogą być z tym
        problemy bo ogiery zawsze walczą o hierarchie. Jak to robi klacz czy walach to
        zbytnio nie nazlezy sie przejmować ale ogier może zaczac od niewinnego
        szczypania a skonczyć na ataku. Więc zdecydowanie kary - uderzyć go (nie mówie o
        jakims laniu, bo ja zwolenniczkabicia zwierzat nie jestem) i skarcić głosem.
        Ogólnie rzecz biorąc ogier czy w boksie czy na ujeżdzalni nie może sobie zbytnio
        pozwalać, bo potem po prostu może się zobić niebezpieczny
    • cordata1 Re: gryzący koń 03.10.06, 23:35
      wlaczy o stanowisko Twoj konik...
      nie powinno sie na to pozwalac.. tyle ze czasami ostry ton i klepniecie po
      pystku nie wystarczaja lub sa zbyt mało "wyraziste"- wyprobowalam na wlasnym
      przypadku..
      wiem ze na mnie naskocyzcie, ale w moim przypadku nie skutkowało wiec
      rozwiazlam to w typowo konski sposob.. dostal poprostu kopa.. i powiem szczerze
      ze bylo to lepsze od wielu prob podniesionego glosu i klapsow po pysku.
      dostal jeden jedyny raz to co rozumie w konskiej mowie i byl to ostanie
      ugryzieni mnie.. i dalej zyjemy sobie bardzo zgodnie:))
      zreszta ostanio rozmawailm z pewnym czlowiekiem ktory cale zycie zajmuje sie
      konmi z serecem i on tez mowil ze czasem raz konkretniej i wlasnie w formie
      kopniaka ( nie za mocnego, nie po słabiznie) daje lepszy efekt niz pozwalanie
      sobie wchodzic na glowe, tworzy sie jasna sytuacja.
      ale pewnie mnie potepicie.
      • dobrotka06 Re: gryzący koń 04.10.06, 11:07
        Ja nie. Wychowałam w życiu trzy ogiery od maleńkości. Każdy inny. A jeden taki,
        który zawsze się stawiał, startował do ludzi z zębami i kopytami. Mojego ojca
        przewrócił jak na niego dęba stanął. Jedyną na niego metodą było zejść do jego
        poziomu rozumowania. Zrobiłam kiedyś cyrk na pastwisku bo on mnie zaczepiał, a
        ja się wkurzyłam, opadłam na cztery, odwróciłam się do niego tyłem i wywaliłam
        z dwururki. Zupełnie jak on. Zaskoczyłam wszystkich dookołą (siebie też) ale
        najbardziej jego. Na tyle, że potem długo się zastanawiał zanim spróbował coś
        wymyślić. Opuszczał moją stajnię jako spokojny, rozważny konik.

        Czasem skutkują najbardziej zadziwiające metody. Trzeba ich tylko szukać.
        Ale jedna rada do tych wszsytkich co już były - przy bardziej upartych
        egzemplarzach, dążących do władzy w stadzie samoobrona nie wystarczy. Trzeba od
        początku, przy każdej czynności wymagać od konia szacunku dla własnej osoby.
        Jednocześnie okazując jemu szacunek. Tylko tak można bez wojny dojść do
        porozumienia.
        • cordata1 Re: gryzący koń 05.10.06, 12:00
          hihihi:)) widok musial byc niesamowity:)))) i mialas z nim spokoj, a tak
          krzyczalabys na niego i dawala klapsy raz slabsze , raz mocniejsze jeszcze
          berdzo dlugi czas. hihh ale szkoda ze nie widzilam...
          chociazjedna z moich klaczy bardziej boi sie krzykniecia niz uderzenia.. ale
          ona jest specyficznym typem;))
          a co do znajdowania sposobu to masz 100% racje. mam taka mloda klaczke (
          zreszta po jednej z moich klaczy)po przejsciach i ogolnie zwykle jest na nie (
          skutki trudnego dziecinstwa). kiedy ja odkupowialismy za nic nie chciala wejsc
          do przyczepy, nawet na srodkach uspokajajacych.
          taki starszy pan, hodowca i trener, zapakowal do przyczepy sciolke z boksu,
          duzo jej kup , stalenismy pod stajnia ( ale nie pod drzwaimi ) a ona powachala,
          pomachalismy woreczkami z tylu i wsiadla jak do domu..
          teraz mamy z nia problem z zajezdzaniem bo mimio ze nie gryzie ( choc temat o
          gryzacych koniach) to uparta jak osiol... i jesli uwaza ze dzis nie bedzie
          siodla to potrafi z nim skakac godzine..
          w jej przypadku trzeba wszystko zelazna konsekwencja i spokojnymi metodami..
          • dobrotka06 Re: gryzący koń 11.10.06, 09:58
            No, ja też żałuję, że ktoś tego nie sfilmował. Musiało śmiesznie wyglądać :)

            Jestem w trakcie zajeżdżania hucułki. To chyba najdłuższy taki proces o jakim
            wiem. Ale nie mogę nic przyspieszyć bo to taka cholera jest, że jak się zaprze
            to nic nie pomoże. Ją trzeba przekonać, że ona to lubi i chce to robić.
            Pierwsze nasze zajęcia wyglądały tak, że ja spędzałam 90% czasu robiąc uniki
            przed jej fruwającymi wszędzie tylnymi kopytami. Teraz jesteśmy już na etapie,
            że mogę na nią wsiąść dowolnie, przejść pod spodem, wyczyniać na niej fikołki.
            Na razie nie mogę tylko pchnąć jej do przodu. Jedyny ruch jaki z siebie
            wydobyła to cofanie, ale to już jest dobry znak bo w ogóle zechciała
            przestawiać pode mną nogi! Także myślę, żę to już króciótko jak będzie w miarę
            ładnie pod siodełkiem biegała - choć właściwie wolę na niej jeździć bez
            siodełka bo ona ma kształt nie pasujący do żadnego sprzętku :)))
            • cordata1 Re: gryzący koń 14.10.06, 23:01
              hehe z takimi uparciuchami wszytko idzie kilka razy wolniej, ale jesli nie ma
              miec zlych wspomnien to lepiej jej dac kilka razy przemyslec niz na sile
              wymuszac.
              klacz ktora mam byla zajezdzana w wkieku ponad 7 lat, miala swoje zdanie i
              byla bardzo zdecydowana w tym co robi( typ przywodcy stada, wielka wielopolska
              klacz, teraz juz o gołebim sercu), tzn zadnej histerii, tylko nie ustepowala (
              nawet gdy brama od garazu na nia poleciala przy kuciu to grzecznie stala i nie
              uciakala, ale nogi nie podnosla a brame sama wyjela z zawiasow)
              czasem zjezdzalam do stajni bo myslam ze ja zabije a wiedzialm ze jeden bat na
              tylek i sie zatanie w sobie. na drugi dzien od pierwszego sygnalu robila to na
              co wczoraj nie chciala sie za nic zgodzic.
              a podobno nie wolno ustapic bo kon juz tego nigdy nie zrobi/... hehehale ona
              jaks dziwna jest..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka