galmire1
19.01.06, 15:46
Zdecydowałam się przygarnąć kotka, któy od ponad 1,5 tyg siedział na drzewie
nie daleko mojego domu. Był atakowany przez pobliskie psy i koty, więc
pomyślałam, że jak mu nie pomogę to na pewno zginie. Co najważniejsze kocham
zwierzęta, ale miałam duże wątpliwość ponieważ mam dwoje maleńkich dzieci, a
to wkońcu nieznany zwierzak. Wet po pierwsze leczył bo kot był chory
odrobaczył 3x. Pytałam czy to wystarczy ale zapewniał mnie na 100%, że tak
(uprzedzałam, że mam dwójkę małych dzieci) Szukałam kogoś kto zechciałby go
przygarnąć ale na próżno. I tak mijały miesiące, kot w międzyczasie został
zaszczepiony na co się dało i tak sobie żyliśmy do póki jeden z moich synków
(12 m-cy) nie dostał choroby kociego pazura.. (antybiotyk i takie tam),
później kotka została wysterylizowana i zwymiotowała glisty!!!!!!!
Wet miał głęboko gdzieś żeby ze mną porozmawiać, powiedzieć coś wiecej o
glistach kocich. Kazał dać Pytrantelum, a jak każdy fachowiec potwierdzi nie
jest to lek któy pomaga przy glistach odzwierzęcych. I tak cała rodzina
uważa, że jestem nieodpowiedzialną matką bo przyniosłam zagrożenie dla
dzieci. Naprawdę nie wiedziałam , że choroby pasożytnicze od zwierząt są tak
niebezpieczne.
Błagam poradźcie co zrobić, jak mieć pewność że dzieciom nic nie zrobi?
Co zrobić z kotkiem (pokochałam ją, jest naprawdę przemiła) bo cała rodzina
uważa, że nie powinna być z nami? I wreszczcie znowu nie działają leki na
robale??
Będę wdzięczna za odzew