Dodaj do ulubionych

tenshii...

13.10.09, 19:19
witaj, widziałam na "garnku" opis,że Twoja księżniczka choruje... co się stało, wiesz już coś konkretnego??? mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, trzymam kciuki za Twoją psinkę...
Obserwuj wątek
      • techmaster2004 Re: tenshii... 30.10.09, 20:30
        Tenshii... nie zostawiaj nas... potrzebujemy twoich rad, twojej życzliwości i
        trafnych uwag......refleksji...
        Staram się ogarnąć rzeczywistość ale jest mi bardzo trudno....
        Jednak muszę napisać kilka słów....
        Wspólnie z rodziną na spacerze labów poznaliśmy pięknego, czarnego labradora o
        imieniu Ringo.
        Do tej pory pies [*] pozostaje w naszej w naszej pamięci otoczony podziwem i
        szacunkiem.
        Ringo zawsze uznawał za swoje stado ludzi... nigdy psy. Na wspólnych
        spacerach.... gdy pozostałe psy szalały uganiając się za patykiem lub piłką...
        Ringo pozostawał w towarzystwie ludzi.
        Odszedł.... dopadł Go chłoniak...... pozostała pustka i ogromny żal.
        To nasz towarzysz... bierny przyjaciel naszych psów.
        Właściciele czarnego Ringa kupili goldena....wiem...wiem brzmi prozaicznie ale
        znaleźli w sobie siłę.... nadzieję...
        Tenshii.... Ty też masz taką siłę... Ty też możesz pokochać czworonoga... daj
        sobie szansę na dalsze konwersacje, na dalszą troskę i szacunek.... nie odbieraj
        nam tych cennych uwag, emocji i spostrzeżeń....
        Daj nam szansę na wspólną radość...przemyśl tą propozycję, nawet nie wiesz jak
        bardzo Cię potrzebujemy !!!!!
        Przytulam i kołyszę
        Anka i Paczek
    • techmaster2004 Re: tenshii... 22.10.09, 21:19
      Pisz...pisz.... nie zostawiaj nas w niepewności.... bardzo się martwimy. Podziel
      się troską.... kochamy twoją sunię.... nam też się coś należy...tzn należy info
      o stanie zdrowia twojej ukochanej.
      Nie bądź taka okrutna.... pomożemy jeśli będzie taka potrzeba, wesprzemy jeśli
      tylko chcesz.
      Martwimy się bardzo sad
      Anna i Paco
    • tenshii .... 26.10.09, 18:29
      Daisy jest już za Tęczowym Mostem...
      Nie jestem w stanie nic więcej napisać.
      Przepraszam Was wszystkich.
      Dziękuję za troskę, pamięć i dobre życzenia.
        • aisza786 Re: .... 27.10.09, 08:56
          Daisy,miała wszystko czego pies potrzebuje do szczęścia.Dałaś jej mnóstwo
          miłości i wiemy,że w czasie jej choroby zrobiłaś wszystko co tylko można było
          zrobić by jej pomóc.Niestety...Człowiek nigdy nie zrozumie dlaczego odchodzą Ci
          których tak bardzo kochamysadBardzo mi przykro...Bądź silna[*]
          • tenshii Re: .... 27.10.09, 10:25
            Dziękuję wszystkim....

            Daisy była chora. Od kilku miesięcy warczała na psy co było dziwne. Zdarzało się jej również warczeć na ścianę, albo w pustkę - siedząc na balkonie. Ignorowalismy to śmiejąc sie, że mamy w domu duchy...
            Wszystko zmieniło sie jednak, kiedy kilka tygodni temu Daisy zaatakowała mnie dwa razy pod rząd. Obyło się bez krwi, ale wyglądało i brzmiało strasznie. Mój pies był w amoku i nagle przytomniał, przepraszał...
            Potem zdarzało się jej warczeć bez przyczyny, tak po prostu. Dawała rozbieżne sygnały. Potrafiła witać się z kimś merdając ogonem, szalejąc, i jednocześnie warcząc...
            Przeprowadzaliśmy badania, ale psu pogarszało się. Ostatnio zaatakowała dwie obce osoby, spoza domowników. Jedną w domu, drugą poza nim.
            Wczoraj w drodze do weterynarza zaatakowała psa. Dobrze, że miała kaganiec.
            Postanowiliśmy ją uśpić. Nie chciałam narażać ani siebie, ani obcych ludzi i zwierząt. Nie chciałam narażać również jej samej. Ona równiez cierpiała pozostawiana w kuchni, kiedy byłam sama w domu. Piszczała i drapała w drzwi - dlaczego nie chcesz mnie wpuścić do pokoju?!
            To wszystko było straszne, dramatyczne....
            Wbrew pozorom zrobiłam to z miłości. Nie mogłam tak żyć.
            Tak bardzo ją kocham.

            Mam nadzieję, ze uda mi się ją jeszcze zobaczyć...
            • onionka Re: .... 27.10.09, 11:21
              Siedze i rycze i nie wiem co powiedziec. Poczulam sie prawie tak jak
              by to chodzilo o moja wlasna suke. Tak strasznie mi przykro. Chociaz
              wiem co przezywasz, bo sama nie tak dawno zegnalam swoja 13 letnia
              suke odchodzaca na raka, wiem takze ze nikt i nic nie jest w stanie
              zmniejszyc Twego zalu. Wszyscy z tego forum kochali Ksiezniczke i
              pewnie nie ja jedna mam teraz lzy w oczach.
            • mirwix Re: .... 27.10.09, 19:01
              Naprawde współczuje...W lutym pozegnaliśmy 8 letnią bokserkę, wiem
              co to za ból...Tylko czas może go ukoić lub nowy piesek.My bez
              pieska wytrzymalismy niecałe trzy miesiące.Od 1 maja mamy labka Maxa
              (na cześć naszej Maxi).Ma takie same oczy jak ona, dla nas jej
              duszyczka jest w Maxie ( moze to głupie, ale tak myslimy...).To
              naprawde pomogło, kochamy Maxa tak jak Maxi dla nas oni to jedno.
              Dedykuje Twojej suczce modlitwe, którą przeczytałem gdzies w
              internecie.Ona tez pomaga...smile

              Panie Boże, nie jestem aniołem,
              dziś niewielu jest takich na świecie,
              może ci, co na ziemskim padole
              pokochali zwierzęta i dzieci.

              Panie Boże, powiedziałeś „Proście”,
              rzekłeś „Proście, a będzie wam dane”…
              Wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście
              szedł do Ciebie mój pies ukochany?

              Panie Boże, poznasz ją z łatwością,
              miała sierść jedwabistą, cztery łapki,mały ogon,
              proszę, o Panie, zawołaj ją głośno,
              bo miała w zwyczaju nie słuchać nikogo.

              Panie Boże, nie proszę dla siebie,
              znajdź jej jakąś osobę przyjazną,
              by głodna i smutna nie była i żeby
              przy kimś bezpiecznie mogła zasnąć.

              Panie Boże, a gdy tak się stanie,
              że i mnie zabrać stąd będzie trzeba,
              pozwól, by wyszła mi na spotkanie,
              kiedy będę wędrować do nieba...

              A teraz mam pytanie, co mogło byc przyczyną takiego zachowania
              Twojej suczki, jakas choroba, zaburzenia psychiczne?Co powiedział
              weterynarz, nie wiem ile miała lat,moze to starosc?
              • ewa.c3 Re: .... 27.10.09, 20:08
                cóż.. wiem, nie jest łatwo. Też przechodziłam przez pożegnanie z psem. Jednego
                też musiałam uśpić chociaż zawsze się odżegnywałam od tego. Trzymaj się. Nie
                rozpamiętuj. Decyzja była słuszna. Jak będziesz mogła napisz czy rozpoznano
                chorobę. Moja też nieraz zaczyna warczeć na wyimaginowane postacie.
                  • kasik10982 Re: .... 28.10.09, 01:30
                    Witaj, ja parę miesięcy chwaliłam się swoim Barim ( jako biszkoptowe-szczescie)
                    i podziwialam Twoja Daisy. I uwierz rozumiem co to znaczy stracić tak wiernego
                    przyjaciela...Łza się w oku kręci i nie wiem co napisać. Jest mi bardzo przykro
                    i jestem z Tobą
            • mampka Re: .... 28.10.09, 21:30
              Siedzę i ryczę. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ciężaru decyzji, jaką
              podjęłaś. Przytulam, choć tylko wirtualnie.
            • techmaster2004 Re: .... 30.10.09, 20:00
              Nieeeeeeeeeeeeee, nieeeeeeeeee i nie.... to niemożliwe, to paradoksalne.... za młoda... za rasowa... za bardzo kochana... za bardzo zadbana... za bardzo lubiana.... dlaczego ?????
              Ryczę.... a rodzina jest zdezorientowana. Wierzę, że decyzja, którą podjęłaś była słuszna ale nie mogę się z tym pogodzić i WCALE NIE MUSZĘ !!!!! ... nieeeee... sad !!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Nie przyjmuje tego faktu...do świadomości...do podświadomości.... ech !!!!
              Jednak bardzo Ci współczuję...... przytulam gorąco....kołyszę....
              Anka i Paco
              • tenshii Re: .... 30.10.09, 21:09
                Dziękuję wszystkim za miłe słowa i wsparcie.

                Daisy na zawsze pozostanie w naszym sercu.
                Nie jest to jednak czas, w którym ze spokojem mogę o tym pisać, mówić.
                Pewne rzeczy musza się jeszcze wyjaśnić.

                Każdy kto mnie choć trochę znał powinien wiedzieć, że kochałam Daisy.
                Kochałam ją miłością ogromną. Czasami jednak los życie nie biegnie tak, jakbyśmy sobie tego zyczyli.
                Daisy odeszła za Tęczowy Most bezboleśnie, spokojnie i mam nadzieję, że jest tam szczęśliwa.

                W chwili obecnej czekamy na szczeniaka. Nie potrafimy żyć bez psa.
                Za miesiąc w naszym domu pojawi się suczka. Rasowa.
                Zaczniemy jeszcze raz.

                Daisy zawsze będzie z nami i zawsze będziemy o niej pamiętać. Tak samo jak pamiętamy o Napim, pomimo tego, że Daisy pojawiła się w naszym domu kilkanaście dni po jego smierci.

                Żegnaj Daisy...
                • diana321123 Re: .... 02.11.09, 12:40
                  Czekamy na więcej informacji i fotki szczeniaczka smile
                  Skoro nie potraficie żyć bez psa szczeniak będzie najlepszym lekarstwem. Na
                  pewno ukoi Wasz ból po stracie Daisy..
                  Z niecierpliwością czekam na nowego członka Waszej rodzinysmile
                  • tenshii Re: .... 02.11.09, 21:29
                    Szczeniak na pewno nam pomoże.
                    Nie chcę chodzić i ciągle rozmyślać. To straszne.
                    Wczoraj znalazłam pod biurkiem zabawkę Daisy... nie mogłam złapać tchu. To tak bardzo boli.

                    To nasza sunia:
                    i34.tinypic.com/8xk0mw.jpg
                    W niedzielę jedziemy ją odwiedzić.

                    Dzięki i pozdrawiam
    • clicers87 Re: tenshii... 28.10.09, 07:48
      sad(( tylu osobom Pani pomaga. Szkoda suni,ale z pewnością podjęła Pani
      najlepszą dla Daisy decyzję. Mówią,że czas leczy rany. I wiara,że ONA jest tam
      szczęśliwa.
      • mmonika33 Re: tenshii... 28.10.09, 09:48
        clicers87 napisał:

        > sad(( tylu osobom Pani pomaga. Szkoda suni,ale z pewnością podjęła
        Pani
        > najlepszą dla Daisy decyzję. Mówią,że czas leczy rany. I wiara,że
        ONA jest tam
        > szczęśliwa.
        Ja o tym samym pomyślałam że Tenshii nam wszystkim pomaga ,a my nie
        potrafiliśmy wszyscy do kupy pomóc .............nam należy się tylko
        uczyć co można zrobić żeby nie męczyć dłużej ukochanego nam
        pupila,podjęłaś Tenshii bardzo dojrzałą decyzję,i to nieprawda że ją
        zawiodłaś zrobiłaś dla niej wszystko,Trzymaj się ,my jedynie
        wirtualnie jesteśmy z tobą
      • techmaster2004 Re: tenshii... 02.11.09, 21:13
        Latem 2006 gdy postawiono diagnozę Kastorowi ...chłoniak... najwyżej 1 miesiąc życia... świat zawirował nam przed oczami. Tysiące pytań pozostawionych bez odpowiedzi... lekarz wyszedł z wynikiem badania na korytarz... nie ma szansy... nie ma już ratunku.... wpadłam w rozpacz.
        Nie daliśmy za wygraną ... pojechaliśmy na konsultacje do onkologa. Zbadał nasze kochane nieszczęście i życzliwie powiedział... Kastor jest jak bomba chorobowa....wszędzie umiejscowiły się guzy.... to ostatnie stadium... najlepsze rozwiązanie to uśpienie psa.... no nieeeeeeeeeeeeeeeeee w domu czekają dzieci...przyjechaliśmy tylko na konsultację...
        Lekarz poprosił by porozmawiać z dziećmi i jeszcze w tym tygodniu pożegnać pupila....
        Jak można podjąć taką decyzję? Wtedy myślałam, że nie można... no nie i już !!!
        Przez kolejny miesiąc pies szalał na spacerach, jadł i pił, szczęśliwie dzieci w końcowym etapie jego życia pojechały na kolonię.
        I nadszedł ten krytyczny dzień.... obudziło mnie drapanie pazurami po panelach podłogowych.... już nie mógł wstać...
        Nie poszłam do pracy ...co kilka godzin wynosiłam psa na dwór... czekałam na powrót męża z pracy.
        Zadzwoniłam do kliniki pytając o szczegóły uśpienia....?
        Finalnie pożegnanie odbyło się tak jak chcieliśmy... poza kolejką rozbrykanych psów, ze słowami miłości i przytulasami....z dyskretnym wyjściem tylnymi drzwiami kliniki i wielkim szacunkiem lekarzy. Pożegnaliśmy Kastora ale bez merdającego ogona i lizusów po licach nie dało się żyć....
        Dlatego jest z nami Paco.... nasza duma, miłość, radość i wielkie psie serce smile
        Sumując...wtedy nie umiałam podjąć decyzji o uśpieniu Kastora w odpowiednim momencie jego choroby...ale dziś z bagażem doświadczeń nie wahała bym się nawet jednego dnia. To trudna decyzja ale bardzo słuszna i wynikająca z ogromnej miłości...dlatego składam Ci wyrazy szacunku, WIELKIEGO SZACUNKU.
        Pozdrawiam i przytulam
        Anna i Paco
    • meciula Re: tenshii... 06.11.09, 10:29
      niemoc mnie ogarnęła....
      nie wiem co pisać.... co powiedzieć....
      że mi przykro? że CI współczuję? to chyba oczywiste...

      zrobiłaś to co należało zrobić, zrobiłaś to nie dla siebie tylko dla
      niej, dla Daisy, pomogłaś jej godnie odejść... jesteś jej
      przyjecielem, byłaś jej całym swiatem, taką pozostałaś do końca.

      zastanów się nad nowym kochanym szczeniczkiem, któremu jestes w
      stanie dac swoją miłość, który tę miłość odwzajemni.... który da ci
      nadzieję...
      • gramarka Re: tenshii... 06.11.09, 11:14
        Droga Tenshii... faktu, że Daisy odeszła nic już nie zmieni.
        Wszyscy "forumiarze" z pewnością Ci współczują i ze zrozumieniem
        przyjmują Twoją rzadką obecność na Forumsad Jesteśmy Ci bardzo
        wdzięczni za Twoje cenne rady. Oglądałam kiedyś program na temat
        przygotowania się do odejścia czworonożnego przyjaciela i psycholog
        proponował nabycie nowego szczenięcia jeszcze przed odejściem
        pupila. Co prawda tam chodziło o pożegnanie wiekowego już psa. Tak
        więc popieram "meciule". Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka