aniani3
10.05.06, 22:43
Postanowiłam pouczyc mojego posokowca biegania przy rowerze, ponieważ duzo
jeźdze a pies siedzi wtedy w domu. Suczka ma 1,5 roku i skacze z radości jak
kangur. Spusciłam siodełko tak zeby nogami dotykać ziemi i jazda.
Pies zgłupiał, najpierw jak szalony ciagnął mnie do przodu, a ja hamowałam i
co chwila patrzył na mnie, zawracał, ja hamowałam, podbiegał, ciagnał -
krótko mówiąc nie było łatwo.
Po 10 minutach zmęczenia "materiału" psisko się uspokoiło, choc dalej nie
bardzo wiedziało co ma robić. Oczywiscie robiłam przerwy, chwaliłam i
głaskałam, ale ona jak głupia skakała co jakiś czas i robiła niespodziewane
zwroty.
Aż w końcu wlazła mi pod przednie koło - i nastąpiła przemiana.
Po przewie ruszyłyśmy dalej i pies trzymał się od roweru jakieś 80cm i co
chwila patrzył na przednie koło. Ufff, jak na pierwszy raz poszło super.
Ale to nie wszystko, jak w pobliżu pojawił sie jakiś piesek to było
szaleństwo, oczywiscie na poczatku jak miała jeszcze siłę, ja jechałam w
jedna stronę ona w drugą, ja "noga" i szarpniecie a ona jak gapa.
To co sie działo jak dla mnie to kaskaderskie były wyczyny.
A teraz pytanie:
jak długo trwa "wyrastanie" psa z takich nagłych odruchów - zwrotów za
pieskiem na horyzoncie?
Jak długo mozna spokojnie jechać z psem tzn ile minut jeździcie? żeby
oczywiscie psa niezajeździć ;-)?
co z wodą do picia: brać zawsze? po tych 10 minutach wydawało mi się, że
jezykiem zacznie szorować po ścieżce......Po przyjsciu do domu trochę tylko
się napiła i padła.
I jeszcze dodam: po 1 lekcji mój pies śpi jak zabity, a mąż zastanawia się,
czy ją w ogóle ruszać i wyprowadzić na ostatni spacer.
Co przypomnę sobie dzisiejszy dzień, to śmiać mi sie chce.