kawa_inka1
28.04.07, 15:36
Chciałam się podzielic moim koszmarem sprzed 2 tygodni. Kicia ma ;) jest
domowa, żadnego zwierzęcia poza nią nie mam. I któregoś pięknego dnia po
powrocie z pracy witamy się ze sobą, głaszczę ją, przytulam a coś zwiewa jej
po sierści... Wpakowałam kota do auta i do weta. PCHŁY. Drapała się wcześniej
ale nie skojarzyłam z pchłami, bo jak? Wet powiedział że w moim wypadku
(mieszkam w kamienicy bez domofonu) psy i koty sąsiadów przywlekły to
paskudztwo na korytarz i przelazło to-to na mojego kota przez szparę czy jak
otwierałam drzwi. Sprzątanie generalne mam za sobą, odpchlenie kici też.
Drapie się dalej ale NIC tam już nie ma. Zostałam ostrzeżona że pchły mogą
wrócić (sąsiedzi nade mną nauczyli bezpańskiego kota-lumpiarza przychodzenia
na noc. A lumpiarz bo brudny, drapie się ciągle, śpi na korytarzu albo
zanieczyszcza wycieraczkę sąsiadów na pietrze - na szczęście nie moją).
Frontline w sprayu pomógł.
Mam teraz schizy jakieś bo codziennie biorę kota na kolana i sprawdzam jej
sierść. Ale ogólnie: znam już wroga ;)