Dodaj do ulubionych

Zabiłam psa i...siebie samą.

22.05.08, 16:30
Załamałanie przyszło po kolejnym komentarzu,że "pozwalam mu tak
cierpieć".As miał 16 lat,ale był-jak zrozumiałam po uśpiniu go,że w
gruncie rzeczy jedyną istotą zawsze na mnie czekającą,zawsze
przyjmującą to,co miałam ,bez szemrania.Uwierzyłam,że moja obecnośc
nie ma dla niego sensu.Zamordowałam go!!!.Nie chcę znać nikogo,kto
zabił we mnie moją wiarę,moje prawo do życia w obecności innej
istoty.Dlaczegop nikt nie zdaje sobie sprawy z roli,jaką może pełnić
dla człowieka pies.Ja napraw2dę dzięki niemu uwierzyłam,że jestem
potrzebna,niezbędna.
Wiem,że on wybaczył mi moje załamanie.Ja sobie nie umiem wybaczyć i
ostatkiem dobrej woli ostrzegam innych:zanim uwierzycie,że Wy
jesteście wazniejsi,że pies to nic ważnego-przemyślcie swoją
sytuacje jeszcze raz.
Obserwuj wątek
    • muraszka1 Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 17:14
      stało się,nic już nie cofniesz,zwierzatko było cierpiace,
      teraz już nie cierpi,to ważne,
      16 lat to poważny wiek u pieska,
      wiem jak boli,przytulam Ciebie serdecznie
      • baremi Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 18:03
        Basiu, widać jak bardzo teraz cierpisz. Trzy lata temu też zmuszona byłam podjąć taką decyzję. Mój 12-letni owczarek miał padaczkę. Ale były dni bez ataków i choć wiem, że to było nieuleczalne w jego wieku (plus inne dolegliwości), żałowałam, że nie pozwoliłam mu przeżyć przynajmniej jeszcze lata. Zmusiła mnie do tego moja sytuacja życiowa - do sprzedania domu i znalezienia miejsca psom. W jego przypadku to było niemożliwe.
        Trudno mi nawet teraz o tym pisać.
        To są najtrudniejsze decyzje w życiu - decyzja o skróceniu życia zwierzątka. I choć najczęściej jest to koneczne to i tak cierpimy. Przeżyj swój ból bo tak trzeba i myśl o swoim ukochanym przyjacielu jak najcieplej.
        Serdecznie Cię pozdrawiam. Barbara
    • mysiam1 Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 18:04
      Nie zabiłaś go. Dałaś mu największy dowód miłości.

      "Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto
      pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i
      wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i
      biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im
      ciepło i przytulnie.
      Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy
      młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe
      i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które
      przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym
      wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby,
      która pozostała po tamtej stronie.

      Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z
      nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są
      skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc
      ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i
      prędzej.

      To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel
      wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by
      nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na
      twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w
      ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie,
      ale nigdy nie opuścił twego serca.

      A potem przekraczacie Tęczowy Most - już razem..."

      Autor nieznany



      bszalacha napisała:

      > Załamałanie przyszło po kolejnym komentarzu,że "pozwalam mu tak
      > cierpieć".As miał 16 lat,ale był-jak zrozumiałam po uśpiniu go,że
      w
      > gruncie rzeczy jedyną istotą zawsze na mnie czekającą,zawsze
      > przyjmującą to,co miałam ,bez szemrania.Uwierzyłam,że moja
      obecnośc
      > nie ma dla niego sensu.Zamordowałam go!!!.Nie chcę znać nikogo,kto
      > zabił we mnie moją wiarę,moje prawo do życia w obecności innej
      > istoty.Dlaczegop nikt nie zdaje sobie sprawy z roli,jaką może
      pełnić
      > dla człowieka pies.Ja napraw2dę dzięki niemu uwierzyłam,że jestem
      > potrzebna,niezbędna.
      > Wiem,że on wybaczył mi moje załamanie.Ja sobie nie umiem wybaczyć
      i
      > ostatkiem dobrej woli ostrzegam innych:zanim uwierzycie,że Wy
      > jesteście wazniejsi,że pies to nic ważnego-przemyślcie swoją
      > sytuacje jeszcze raz.
      • krynia58 Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 20:07
        Mysiam, skąd Ty wzięłaś ten tekst...
        ... poryczałam się znowu...
        Ja też jakiś czas temu wyprawiłam swoje zwierze za Tęczowy Most.
        Była ciężko chora, ale gdybym miała więcej cierpliwości...
        Ciągle pozostanie to pytanie:
        - Czy to był już ten moment?
        Wybacz mi Matyldo... Kiciu moja pierworodna :((((
    • blue.berry Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 18:59
      zawsze jest tak linia graniczna... przed nia ratujemy psa za wszelka
      cene bo widzimy ze chce zyc, ze chce byc z nami a my chcemy byc z
      nim, i dlatego warto walczyc za wszelka cene. za ta linia ratujemy
      juz psa tylko dla wlasnego egoizmu, aby oddalic nasze cierpienie i
      moment rozstania z nim. tę linię bardzo ciezko jest znalezc,
      zauwazyc... kazda taka decyzja jest niewiarygodnie bolesna. wyrywa z
      nas kawalek serca. ale czasem naprawde jest konieczna.
      decyzja o uspieniu ciezko chorego psa po dlugiej walce o jego
      zdrowie, to czasem wlasnie zauwazenie faktu ze to pies jest
      wazniejszy niz my.

      pozdrawiam
      • tenshii Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 19:36
        Wiesz, moim zdaniem zrobiłaś dla niego wszystko co było można.
        A uśpienie w tym wypadku było najlepszą decyzją. Jego stan by się nie polepszył, on się męczył.
        Na tym forum ejst wiele osób dla których pies to całe ich szczęście.
        Jestem jedną z nich.
        Możesz znów czuć się potrzebna, daj dom innemu psu.
      • igge Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 20:23
        Współczuję Ci ogromnie. Pomyśl, że piesek nie cierpi, zaden wet nie
        podejmuję takiej decyzji pochopnie. Mój 15letni Kubuś przed
        Wielkanocą umarł na moich rękach, w naszym samochodzie, przed
        lecznicą, po podwójnym zastrzyku usypiającym. Nie miał już czucia w
        łapach, nie mógł chodzić, wstać sam, szczekał nonstop a mimo to
        zastanawiam się do dziś czy nie był to nasz egoizm. Piesio był
        wielki jakieś 70 kilo i nie dawaliśmy rady go nosić i wysadzać. Ale
        przednia połowa ciała wydawała się ok, łebek przekręcał oglądając
        świat przy lecznicy, mądre, stare ślepka zupełnie przytomne i nie
        widać w nich było bólu...najgorzej, że nie umarł naturalnie tylko
        sami musieliśmy podjąć taką decyzję o jakby nie było zabiciu psa.
        Wet niby zadecydował ale jednak my musieliśmy się zgodzić i nie
        odwlekać tego monentu. Kazał go zostawić samego w bagażniku ale
        zostaliśmy z nim do ostatniej chwili i teraz leży w ogródku pod
        mirabelką w kwietniku. Straszna ta eutanazja.
    • rezurekcja nie zabilas swojego psa 22.05.08, 21:38
      bszalacha napisała:

      > Załamałanie przyszło po kolejnym komentarzu,że "pozwalam mu tak
      > cierpieć".

      Re: Pani Awo,może jakiś gips pomoże...
      Autor: bszalacha 17.05.08, 23:59
      Drogie panie,po prostu nie umiem już pisać ani mówić na ten
      temat.Mam czasem wrażenie,że pośród ludzkich spraw jestem
      nieadekwatna,teatralna,niedojrzała itp.To straszne patrzec w
      oczy,które błagają pomocy.Dostał jeszcze dzisiaj zastrzyk sterydowy
      bo nie jestem gotowa.Podniósł się,potem zjedliśmy kurczaka z rożna
      do spółki/bez skóry,bez tłuszczu.Pił i pił,teraz znów leży.Wiem,co
      będzie,boję się...
      Nie dbałam o niego tak,jak powinnam.
      *******

      Blue napisala pieknie o granicy.
      Ja opisze swoje doswiadczenie.
      Ja nigdy nie musialam poddac eutanazji psa, jedynie swoje 3 szczury.
      Moglam ich nie usypiac, moglam poczekac az same umra.
      Dzikuś mial nowotwor pluc. Na jego przykladzie zobaczylam, co
      znaczy "robic bokami". Mial czynne tylko pol pluca...
      Lekarz tez powiedzial, ze decyzja nalezy do mnie. Ze owszem mozna
      probowac jakiejs terapii, ale w przypadku szczura ciezko chorego i
      starego rokowania sa 10-procentowe. Decyzje podjelysmy szybko (bylam
      z kolezanka, poprzednia wlascicielka), widzac, jak oddycha nie
      mogla byc inna niz eutanazja. Dzis tylko zaluje,ze obydwie
      ucieklysmy z gabinetu, odebralysmy juz zwloki.
      Śnieguś byl szczurem nie dosc ze starym to jeszcze chorowitym. Widac
      bylo, ze stan jest fatalny, oczy i pyszczek w porfirynie, przelewal
      sie, kiedy bralam go do reki... Na domiar zlego jego "rodzinny"
      byl "wyjechany", nie moglam sie skonsultowac inaczej niz
      telefonicznie. Zastrzyk robil nie rodzinny lecz jakis obcy, na
      dodatek bez znieczulenia... Mialam wrazenie, ze brzydzi sie
      Sniegusia, malego, bezsilnego, bezbronnego szczurka. DObrze, ze go
      potem nie cisnal do pudeleczka lecz delikatnie polozyl.
      Kichus byl moim ulubiencem. Ciekawski i towarzyski. Byl na sterydach
      (alergia), zalamanie przyszlo w ciagu tygodnia, nie mial sily sie
      ruszac ani jesc. Usilowalam go leczyc, ale rodzinny znow byl na
      wyjezdzie, a tzw. przypadkowy ewidentnie sie na szczurach nie znal.
      Kichus niepotrzebnie zaliczyl kilka zastrzykow. Nie moglo byc
      poprawy, skoro nie jadl. Przy jego smierci bylam z wyboru nie z
      przymusu. Rodzinny przeprowadzil eutanazje ze znieczuleniem. Kolega
      pomogl mi pochowac Kichusia na trawniku.
      Zorruś chorowal na serce, umarl na moich rekach. Nie zdazylam na
      zastrzyk do lekarza.
      W kazdym przypadku mialam sobie za zle, ze moze za pozno sie
      zdecydowalam. A moze jednak za wczesnie, moze za szybko sie
      poddalam, moze trzeba bylo jeszcze sprobowac innej terapii.

      > Zamordowałam go!!!

      Nie. Nie zamordowalas.
      ALe moglas czekac, patrzac w oczy wyczekujace pomocy.

      Prawa biologii sa nieublagane.
      Wierz mi, ze po jakims czasie mialalbys sobie za zle, ze sie nie
      zdecydowalas.
      Zreszta, cokolwiek zrobilismy w kwestii eutanazji - podjecie lub
      jej zaniechanie - bedziemy mieli sobie za zle. Ze za wczesnie,
      trzeba bylo jeszcze sprobowac. Ze za pozno. Ze sie nie
      zdecydowalismy.

      Sciskam Cie.
      Pamietam te koszmarna pustke po Zorrusiu.
      67 dag, pol metra razem z ogonem.
      Rozmazalam sie.
    • brzozasyberyjska Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 22:33
      Ja napraw2dę dzięki niemu uwierzyłam,że jestem
      > potrzebna,niezbędna.

      bo tak było i jest. byłaś z nim kiedy żył, opiekowałaś się nim a na
      koniec pomogłaś mu w tej ostatniej drodze. domyślam się jak bardzo
      jest Ci trudno i ciężko ale ja wierzę że teraz Twojego kochanego Asa
      tuli Bóg.
      być może jeszcze nie jesteś gotowa żeby o tym myśleć ale myślę, że
      najlepiej i najpiękniej uczcisz pamięc Asa jeżeli podarujesz dom
      innemu psu lub kotu. nadal jesteś bardzo potrzebna, wiele zwierząt
      umiera w schroniskach z tęsknoty za człowiekiem. ściskam Cię mocno.
    • avasawaszkiewicz Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 22.05.08, 22:49
      Są to tak trudne sytuacje, że tutaj nieomalże każda decyzja jest prawidłowa bo
      nie nam oceniać ich słuszność. Z punktu widzenia zwierzaka myślę, że ta była
      jednak najlepsza. Starość, bezsilność, choroba to tak przykre doświadczenia dla
      nas samych, że nie zależnie od tego jaką by się podjęło decyzję zapewne czy tak
      czy siak miałabyś do siebie jakieś żale i pretensje. A, że to za wcześnie a to
      za późno, a to niepotrzebnie, tego za mało tamtego za mało, dużo itp.
      Ważne jest jednak fakt, że psiak nie męczy się już. Nie patrzy na rozterki
      właściciela, jego smutek, swoją bezsilność nie odczuwa bólu.
      3maj się wiec dzielnie i wspominaj swego psiaka jak najlepiej bo był wspaniałym
      psem a Ty wspaniałym właścicielem.
      Pozdrawiam ze łzami w oczach - Ava
      • bszalacha Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 23.05.08, 11:06
        Jest artykuł w nowym "Zwierciadle"o tym,dlaczego jest w Polsce tak
        duzo psów.Szukam wyjaśnienia dla swojego czynu wiec przeczytałam i
        zrozumiałam,że naprawdę wyrzadziłam sobie krzywdę.Nie miałam odwagi
        zaopiekować się do końca /swoją!/bezradnością,słaboscią,dostałam z
        otoczenia wyłacznie odrzucające sygnały i uciekłam ze swoimi
        potrzebami.Dziękuję Wam Wszystkim,że mogę je powierzyć własnie Wam.
        Może przeniosę się do Warszawy,gdy moje serce będzie
        spokojniejsze,może się spotkamy.Na razie czuwam z oddali nad swoim
        Asem i jestem psychicznie razem z nim zakopana w ogródku babci/tez
        nieżyjącej/.Ma tam ciepłe kocyki,kilka własnych przedmiotów.Boze,jak
        ja czuję się z tym strasznie....
        • rezurekcja płacz, to normalne, my tez plakalismy 23.05.08, 22:47
          bszalacha napisała:

          > zrozumiałam,że naprawdę wyrzadziłam sobie krzywdę.Nie miałam
          odwagi
          > zaopiekować się do końca /swoją!/bezradnością,słaboscią,dostałam z
          > otoczenia wyłacznie odrzucające sygnały i uciekłam ze swoimi
          > potrzebami.

          Rozumiem Twoj bol, ale nie rozumiem tego tekstu. Odnosi sie do
          Twojej sytuacji zyciowej, ktorej nie znamy - i chyba nie musimy,
          moze nawet nie powinnismy znac.

          Opiekowalas sie Asem z najwyzsza troska, probowalas go ratowac, ale
          z biologia nikt nie wygral.
          Oszczedzilas Asowi zostania cierpiacym cialem, lezacym bezwladnie,
          zdanym wylacznie na Twoja pomoc.

          Mnie po smierci wszytkich moich szczurow, a takze psow i kotow,
          ktore zmarly smiercia naturalna, pocieszala mysl, ze juz nie
          cierpia, juz nie zmagaja sie z bolem ciala i jego niesprawnoscia.
          Jest kilka stron-wirtualnych cmentarzy, na ktorych mozna postawic
          wirtualny pomnik, np.
          www.affa.pl/most/
          tu forum prywatne, na ktorym kolezenstwo oplakuje swoich domownikow
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35375
          moze tez tam napiszesz.

          > Boze,jak ja czuję się z tym strasznie....

          Czy wolalabys zeby patrzyl z bolem na Ciebie? Na pewno nie.
          Teraz jestes w okresie zaloby, musisz sie wyplakac, to normalne.
          A potem... moze przymierzysz sie do nowego domownika? Moze jakiegos
          pieska ze schroniska?

          Sciskam Cie, Basiu. Wspolodczuwamy z Toba.
        • malika5 Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 24.05.08, 14:07
          Pochowałam już sporo zwierząt, bo zawsze zbierałyśmy z siostrą
          wszystkie porzucone chore psiaki, kociaki i ptaki. A takie
          zwierzątka nie zawsze da się uratować. Ale chciałam napisać ci coś
          innego. Nie zrozum mnie źle, chcę zwrócić ci uwagę na pewną sprawę.
          Kiedy ból minie możesz to sobie przemyśleć.
          Byłaś bardzo przywiązana do swojego psa, był on dla ciebie wręcz
          czymś w rodzaju terapeuty. Piszesz, że "dzięki niemu uwierzyłam,że
          jestem potrzebna,niezbędna". Żyłaś przeglądając się w oczach psa jak
          w lusterku i kiedy te oczy się zamknęły, wydaje ci się że ty też
          zniknęłaś. Piszesz, że zabiłaś samą siebie i że jesteś zakopana z
          nim w ogródku.
          Chciałam Ci napisać, że jesteś na świecie potrzebna i niezbędna,
          nieważne czy jest ktoś kto czeka na ciebie czy nie. Piękno, miłość,
          dobro nie znika, gdy nie ma lusterka w którym może się przejrzeć.
          Pomagając psu w cierpieniu, przezwyciężyłaś swój egoizm,
          przezwyciężyłaś swoją słabość i bezradność. Pomyśl lepiej o sobie,
          pokochaj siebie, ból powoli minie i znajdzie się w twoim sercu
          miejsce też dla jakiejś innej istoty.
          • bszalacha Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 24.05.08, 15:28
            To niestety nieja,to Wy z siostrą przezwyciężyłyście swój egoizm
            opikując się porzuconymi zwierzętami.Ja z egoizmu nie pozwoliłam mu
            żyć tyle,ile chciał.Skróciłam mujego własne życie na własne
            egoistyczne życzenie,w dodatku umierał w cierpieniach,wcale nie
            został bezboleśnie uśpiony!Nie czuję się warta żadnej
            pomocy,zrobiłam desperacki krok wierząc,że mu pomagam.Uwierzyłam
            podłym ludziom,że tak powinnam,rozumiesz?Ale ich teraz niema,to ja
            zostałam ze świadomością mordercy.
            • monikawet Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 24.05.08, 15:41
              Bardzo współczuję.Jednakże z perspektywy osoby ,która sama straciła
              już kilkoro zwierząt i których odejście opłakiwałam powiem:tak nie
              można.Któregoś dnia ,prędzej czy później zwierzęta odchodzą,a my
              musimy dać im czasem do tego prawo.Nasza rozpacz i załamanie niczego
              nie zmieni.Zostają zdjęcia,wspomnienia..Coś się zmienia,ale życie
              się nie kończy...Ciepło pozdrawiam
            • krynia58 Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 24.05.08, 16:53
              Ja tylko nie rozumiem, dlaczego nie został bezboleśnie uśpiony
              i umierał w cierpieniach. Eutanazja to eutanazja.
              Nie powinno być cierpienia. Boże, co to znowu...
    • blue.berry ?? 24.05.08, 17:53
      a tak przy okazji (jak juz wszyscy poklepali Cie po ramieniu) -
      widze tutaj spora dualność w przemysleniach:

      Co mam zrobić z takim psem!!!!!!!!
      Autor: bszalacha 26.03.08, 17:15
      ....co mi wali kupy po mieszkaniu,co bez przerwy szczeka i nie daje
      człowiekowi żyć.Ma 16 lat ale gdy myślę o uśpieniu czuję,że mnie
      rodzina wyklnie/ta rodzina to dorosli chłopcy,którzy nie chcą się
      nim zająć i myslą,że ja jestem koszem na śmieci.
      /o,własnie zaczął szczekać bo jestem w innym pokoju/.Pracuje w
      domu,przyjmuję ludzi,naprawdę czuję się jak w matni
      Pomóżcie!!!!!!!!!!!!!!!mi.

      Nie radzę sobie!
      Autor: bszalacha 03.04.08, 22:50
      jestem u kresu wytrzymałościz powodu psa,który fajda mi po
      mieszkaniu i w dodatku paraliżuje natyralną chęć pozbycia się
      go.Bardzo się bronię przed konfrontacją ze swoim "cieniem".Pomóżcie
      mi,jeżeli możecie bo agresja,jaką w sobie noszę może wybuchnąc na
      najmniej winnego.Czy znacie ten stan?

      Re: Bo jestem zmęczona;-(
      Autor: bszalacha 26.03.08, 17:33
      (...) Muszę uspić psa bo nie mam siły,zeby się z nim męczyć.Nie
      może walić mi kup po chodnikach!Dlaczego nikt nie chce mi
      pomóc.................buuuuuuuuuuuu


      jakoś tak niesmacznie mi sie zrobiło...
    • baremi Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 24.05.08, 20:38
      Rozumiem ją. Własnie dlatego ten żal do siebie, cała masa sprzecznych uczuć i wyrzuty sumienia.
      Basiu, stało się. On i tak by odszedł. Po co było dłużej męczyć siebie i jego? Człowiek jest tylko człowiekiem i często coś go przerasta. Właśnie ta eutanazja w odniesieniu do zwierząt może być przywilejem, którego pozbawiony jest człowiek.
      Daj sobie trochę czasu na poukładanie emocji i poszukaj jakiegoś biedaka potrzebującego domu. Znajdziesz w sobie siły, a pomożecie sobie wzajemnie. B.
      • bszalacha Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 25.05.08, 01:15
        Droga Baremi,dziękuję Ci z całego serca za ogromną
        wielkodusznośc.Nie miałam nikogo,by wyrzucić z siebie zarówno
        wczesniejszą złosc na Asa,za te kupy,wymuszania uwagi itp.Dlatego
        pisałam o tym tutaj,oczekując wsparcia,otuchy,rady.Szkoda,że blue
        berry nie miała mi nic do powiedzenia zanim było za póżno.Nie jest
        obrońcą zwierząt,jest w moim odczuciu wrogiem włascicieli majacych
        problem/i dlatego ten problem nie bywa rozwiązywany ale
        pogłębiany/.Zycie włascicieli psów niestety,nie zawsze może być
        skoncentrowane na zwierzaku.Sa jeszcze inne problemy i wszyscy się z
        nimi zmagamy,psy też.Dlatego powstaje więż i dlatego to,co zrobiono
        z nami obojgiem jest zbrodnią.
        Spróbuję zasnąć.Na szcęscie nie byłam od wczoraj sama.Pozdrawiam
        gorąco.


        skoncentrowane tylko na zwierzęciu.Traktuje się go wtedy z
        irytacją,jak innych domowników.A mimo to żyjemy jakoś
        wspólnie,ratujemy się w trudnych chwilach.Gdy bywało,że As miał
        okresowe ucieczki z domu,szukałam go całymi nocami,czasem też przez
        radio,prasę/uciekł na 3 tygodnie!!!/.Tak straszny koniec po tak
        długim,wyczerpującym zmaganiu woła o pomstę do nieba.Pomimo całej
        nieufności do lekarzy,chciałam zaufać,że przynajmniej pozbawią go
        cierpienia.BOŻE....
        • tenshii Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 25.05.08, 09:26
          Z Twoich wypowiedzi wynika, że nie został uśpiony, być może umarł sam.
          Lekarz to tylko człowiek, nie Bóg - nie zawsze może wyleczyć lub ulżyć lekami.
          Z tego co widzę Twój pies był w terminalnym stadium chorób. Nie pozwalając na jego uśpienie sama sprawiłaś, że umarł w cierpieniach.
          Więc bardzo Cię proszę, nie nazywaj nas egositami i tymi, którzy, którzy są wrogami zwierząt, bo to właśnie miłość do zwierząt, naszych przyjaciół pozwala nam na podejmowanie takich trudnych decyzji. To z miłości usypiamy swoich zwierzęcych członków rodzin, kiedy nie ma już nadzieji, właśnie po to żeby oszczędzić im cierpienia, chociaż się przy tym samemu bardzo cierpi.
          Egoizmem jest utrzymywać na siłę przy życiu zwierzę, które nie ma już szans na zdrowie. To właśnie jest egozim. Uspokajanie własnego sumienia kosztem cierpienia psa.....
          • tenshii Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 25.05.08, 09:29
            I szczerze to już nie mogę czytać tych Twoich gorzkich żalów, bo odnoszę wrażenie, że bardziej przeżywasz nasze posty niż śmierć swojego przyjaciela. To naprawdę niesmaczne. Nie marnuj swojego czasu na wypisywanie nam jacy jesteśmi źli i niedobrze, tylko usiądź i powspominaj swojego psa: jaki był rozrabiaka jako szczeniak, ile dał Ci pięknych chwil, ile radości i szczęścia. Jestem pewna, że bardzo Cię kochał i był wdzięczny za długie życie u Twojego boku.
            To teraz powinno Cię najbardziej interesować.
            • bszalacha Re: Nie czytaj listów nie do siebie! 25.05.08, 14:37
              i nie atakuj mnie za własne poczucie winy.Wiem,co przezyłam,nie chcę
              do tego wracać,pozostał szok i przerażenie.Nie obwiniam,nie
              zaskarżam,nie szukajcie z uporem maniaka moich wpisów,które nie są
              dla Was.Nie dośc już krwi?
              Nigdy nikomu nie próbowałam niczego udowadniać.Tym bardziej obłudnej
              czułości,dobroci.Pisałam o swoich zmaganiach.DO MĄDRYCH LUDZI.I ICH
              WSPÓLCZUCIE MNIE RATUJE,takie,jak Wy są zwykłymi trollami.
              Oczywiście,że korzystam z pomocy psychologa.
              • tenshii WTF ?? 25.05.08, 19:43
                Na początek - forum to nie kącik listowny !! Jak chcesz do kogoś napisać list to napisz go na prywatną pocztę !


                Wiem,co przezyłam,nie chcę
                > do tego wracać

                Więc skończ swoje dziwne użalanie sie nad sobą.

                Nie obwiniam,nie
                > zaskarżam,

                Cytuję:
                "Nie chcę znać nikogo,kto
                zabił we mnie moją wiarę,moje prawo do życia w obecności innej
                istoty
                Dlaczegop nikt nie zdaje sobie sprawy z roli,jaką może pełnić
                dla człowieka pies
                Uwierzyłam
                podłym ludziom,że tak powinnam,rozumiesz?"

                Pozostawię to bez komentarza


                nie szukajcie z uporem maniaka moich wpisów,które nie są
                > dla Was.

                Skoro nie do nas - nie pisz na tym forum


                > Oczywiście,że korzystam z pomocy psychologa.

                I dobrze, bo naprawdę jesteś dziwna - mówiąc bardzo delikatnie.

                ZDECYDOWAN EOT
          • bszalacha Re: po raz ostatni 25.05.08, 20:55
            Mój pies umarł w cierpieniach.Może próbowano zaoszczędzić środka
            usypiającego,nie wiem i nie chcę już więcej pisać
            ani "wykorzystywać"ludzi.Dziękuję za pomoc.
        • blue.berry !!! 25.05.08, 12:10
          nie lubie hipokrytów.nie ludbie tez histerykow ktorzy za wszelka
          cene usiluja zwrocic na siebie uwage. nie lubie ludzi ktorzy w
          jednym miejscu pisza jedno a w drugim drugie.
          pani ponoc jest psychologiem - az ciezko uwierzyc czytajac te
          wszystkie posty - od wysokiej histerii i gigantycznego uzalenia sie
          na soba samą (bo nie bynajmniej nad psem) po paskudna zlosc i
          niechec w stosunku do tego psa jak jeszcze zyl.

          > Szkoda,że blue berry nie miała mi nic do powiedzenia zanim było za
          póżno.

          nie jestem weterynarzem ani psychologiem. a pani psu (dopoki zyl)
          przydalby sie dobry wetwrynarz. a pani chyba przydalby sie dobry
          psycholog. bo to co widac w tych wszytstkich postach, to pani wielki
          problem ze sobą.

          tutaj jest wiele ludzi ktorzy zmagaja sie z problemami, ze zdrowiem
          swoich zwierzat, z ich psychika. sa za nimi dlugie okresy leczenia,
          skomplikowane operacje, trudne decyzje. ludzi dla ktorych zwierzeta
          sa wielka miloscia i calym swiatem. a pani ich wykorzystala.
          wykorzystala do tego aby uzalali sie nad pania i szukali dla pani
          rozgrzeszenia. prosze ponownie poczytac swoje posty z inych forum i
          zastanowic sie czy wogole powinna tutaj pani wracac.
          • tenshii Zdecydowanie zgadzam się z BB !! 25.05.08, 19:44
            jw.
          • baremi Oj! Blue.berry 25.05.08, 19:47
            Nie sądzisz, że Twój post to tak jak kopanie leżącego?

            > ponownie poczytac swoje posty z inych forum i
            > zastanowic sie czy wogole powinna tutaj pani wracac.

            Mam nadzieje, że piszesz w swoim imieniu?
            W układzie człowiek - zwierzak, człowieka też trzeba umieć zrozumieć.
            • blue.berry Oj! Baremi 26.05.08, 10:31
              ja zawsze pisze w swoim imieniu.
              i nie wydaje mi sie zebym kopala lezacego.
              i w układzie człowiek - zwierze zauwazam obydwie strony - stad
              wlasnie moje posty.
              • marzenia11 Re: 26.05.08, 10:51
                Myślę, że już warto sobie "odpuścić" wzajemne prztyczki i uwagi. Człowiek w sytuacji straty kogoś/czegoś bliskiego zachowuje się nieprzewidywalnie dla nikogo i dla siebie, nielogicznie, ambiwalentnie, sprzecznie itd. Wszystko to jest efektem emocji, silnych i skrajnych, ktore moga powodować zaburzenie myślenia (nawet!). Trzeba przeczekać i dawać wsparcie, jesli ktoś może to zrobić i czuje się na silach znosić te nielogiczności i nawet zarzuty bezpodstawne wzgledem siebie.
                Sama już 11 miesięcy oplakuję kotkę i ciągle boli tak mocno, jakby to się wydarzyło wczoraj..
                • fatima5 do teshi i blue berry 26.05.08, 19:40
                  Przesadzilyscie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  Dziewczyna ma depresje a wy jej zarzucacie histerie.
                  Jak macie tak pisac to wogole nie piszcie.
                  Coz moge poradzic sama mialam depresje z powodu smierci psa..
                  wzielam nastenego , nie jest to samo i nigdy nie bedzie ale nowe
                  obowiazki spowoduja ze przestaniesz sie zadreczac bo sie
                  wykonczysz!!!!!!!!!!!!!!!!
                  -Sprobuj moze jakiegos iedaka zaadoptowac moze bedzie choc troche
                  podobny ..
                  Takie zycie kazdy kiedys odejdzie;-(
                  Pozdrawiam Cie i trzymam kciuki
            • fatima5 Re: Oj! Blue.berry... no wlasnie 26.05.08, 19:42
              konto na molosach wylączone.
              I Pomyslec ze masz DB
              • blue.berry Oj! fatima fatima :) 26.05.08, 22:07
                po ostatnim roku wylaczenie konta na molosach to prawie jak medal :)
                ale wiesz - nie martw sie - moje konto na dogomanii, forum bordozym,
                astowym, beaglowym, bokserowym i paru innych ma sie swietnie.

                ciekawi mnie jak posiadanie bordoga ma wplynac na ocene tej sytuacji.
                ja wiem co to jest usypianie psow, ich choroby, cierpienie i ciezkie
                decyzje. i mam wielki szacunek i duzo ciszy dla ludzi cierpiacych z
                powodu odejscia ich najlepszego przyjaciela. ale jak napisalam
                wczesniej - nie lubie histeri na pokaz i hipokryzji. i prosze mi
                tego prawa nie odbierac. chcecie sie uzalac nad ta osoba - uzalajcie
                sie. ja jedynie pokazalam druga strone tej historii.
                • bszalacha Re: Oj! fatima fatima :) 26.05.08, 23:02
                  Może idż,kobieto,popracuj przy wykopywaniu rowów.Spozytkujesz swoje
                  niespożyte siły dyskusyjne.Gdybyś chciała się poddać eutanazji-
                  napisz.Zastosujemy metodę oszczędnościową.
                  • bszalacha Re: to oczywiście do tamtych "autorytetów" 26.05.08, 23:23
                • fatima5 Re: Oj! fatima fatima :) 26.05.08, 23:24
                  Posiadasz zwierzeta wiec powinnas zrozumiec cierpienie innej osoby.
                  Mnie byloby bardzo przykro gdybym tonela w lzach a ktos by mi
                  powiedzial HISTERYCZKA.
                  Uwierz mi ja przeszlam totalne zalamanie nerwowe, ludzie sie ze mnie
                  smiali jak to mozna rozpaczac tak po psie niestety musialam byc na
                  psychotropach i nassenych lekach bo sobie poradzic nie moglam i
                  doskonale wiem co teraz ta osoba przezywa , nigdy bym nie mogla
                  zlego slowa powiedziec w takiej chwili
                  • bszalacha Re: Oj! fatima fatima :) 26.05.08, 23:52
                    Bardzo chciałabym obie te specjalistki widzieć tuż przed
                    tym "bezbolesnym","humanitarnym"zastrzykiem.W towarzystwie takich
                    samych "przyjaciół eutanazji"jak one.
                    • wadera3 Re: Oj! fatima fatima :) 27.05.08, 00:18
                      bszalacha napisała:


                      > Bardzo chciałabym obie te specjalistki widzieć tuż przed
                      > tym "bezbolesnym","humanitarnym"zastrzykiem...



                      OOO, widzę, że koleżanka odzyskuje formę, a gdzie krwawiące serce i depresja?

                      Na marginesie - opowiadanie, przepraszam, głupstw, o śmierci zwierzęcia w
                      męczarniach z powodu niechęci do uśpienia nieuleczalnie chorego, to jakiś bełkot.
                      Jeśli naprawdę do tego dopuściłaś, to faktycznie jesteś niewiarygodna, i całkiem
                      niewarta współczucia.
                      • igge Re: Oj! fatima fatima :) 27.05.08, 00:59
                        te męczarnie też mi się wydają dziwne, zależy to chyba od ilości
                        środka usypiającego przed podaniem zastrzyku właściwej eutanazji?
                        Nasz piesio po usypiającym zastrzyku pierwszym, rzeczywiście nie
                        usnął w tym czasie jak wet oczekiwał, ale nie spiesząc się,
                        powolutku postanowiliśmy z wetem dać mu dodatkowy zastrzyk
                        usypiający i w końcu Kubuś bez żadnych męczarni i żadnych stresów,
                        wtulony w nas - zasnął. Potem dopiero dostał ten zabijający
                        zastrzyk. Na pewno nie czuł bólu - zauważyłabym...
                        • bszalacha Re: Oj! fatima fatima :) 27.05.08, 13:45
                          Otóż to! Należy DOPILNOWAĆ!!!!!!

                          /może przy setnym zwierzaku będę nawet umiała się usmiechać w takiej
                          chwili.Póki co był to jedyny pies w moim zyciu.../.
                          • pixie65 Re: Oj! fatima fatima :) 29.05.08, 12:21
                            bszalacha napisała:

                            > Otóż to! Należy DOPILNOWAĆ!!!!!!
                            >
                            Czyżbyś tego nie uczyniła...?
                            Do kogo zatem masz pretensje...?
                            • bszalacha Re: Oj! fatima fatima :) 29.05.08, 21:38
                              Na moje nieszczęscie nie mam praktyki w usmiercaniu.I niech tak
                              zostanie bo inaczej zacznę to traktować jak dobrodziejstwo.
                              Pozostanie we mnie ta historia jako memento/o ile rozumiesz w ogóle
                              język,którym sie posługuję bo etyka czy filizofia nie były chyba w
                              programie wszystkich szkół..../.

                              "wyznawaj tylko takie wartości,co do których chciałbyś,żeby były
                              uznane za powszechne"-parafraza filozofii Kanta.
                              • wadera3 memento 29.05.08, 23:22
                                W nas,jak sądzę, że pozostanie takie memento,
                                że najlepiej by było, żebyś Ty nigdy już nie zajmowała się żadnym
                                zwierzęciem(najlepiej dla zwierząt)
                                • bszalacha Re: memento 29.05.08, 23:41
                                  Dla "WAS" tak,wątpię jednak,czy takiego samego zdania byłyby
                                  zwierzęta.
                                • marzenia11 Re: memento 29.05.08, 23:58
                                  A niby dlaczego? Śledzę ten wątek i nie rozumiem.
    • goldikochany Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 19.02.18, 09:59
      Szkoda ze tak późno za późno przeczytałam twój post
      • rikol Re: Zabiłam psa i...siebie samą. 21.02.18, 11:11
        Priorytetem powinno być samopoczucie psa. Jeśli pies cierpi i nic się nie da zrobić, powinien być uśpiony, bez względu na to, czy właściciel jest z tego zadowolony czy nie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka