salimis
18.11.08, 09:28
Rok temu pisałam o mojej chorej na białaczkę koteczce którą niestety musiałam
uśpić.Diagnoza została wystawiona między innymi na podstawie badania
krwi.Wszystko zaczęło się od grzybicy (goły brzuszek,łapki).Jakoś udało się
wyleczyć ale po chyba dwóch miesiacach sytuacja się powtórzyła.Do tego
wszystkiego kotce powiększył się brzuszek,był jakby wzdęty.Doszedł brak
apetytu,apatia,podejrzenie o zapalenie krtani.Temperatura w normie.Wet
stwierdził że trzeba zrobić USG brzucha,które nic do sprawy nie
wniosło.Zajrzał kotce pod dolne powieki i stwierdził ze ma silną anemię być
może spowodowaną białaczką.Temperatura kotki z czasem zaczęła się obniżać.Tak
jak już wcześniej pisałam,nie udało się uratować koteczki.Tydzień po jej
śmierci profilaktycznie druga kotka została poddana testowi na białaczkę który
wyszedł pozytywnie.Ja wyniku testu nie widziałam i nawet przez myśl mi nie
przeszło żeby go zobaczyć.Ufałam wetowi a poza tym byłam jeszcze w szoku po
utracie kotki.Wet stwierdził ze kotka ma białaczkę bezobjawową.Nigdy w życiu
na nic nie chorowała,co może oznaczać że ma większą odporność i stąd brak
objawów.Wczoraj,po roku powtórzyłam kotce test.Wyszedł negatywny.Dodam ze
kotka krótko po pierwszym teście dostawała scanomune,tak na wszelki wypadek i
nic poza tym.Pani weterynarz u której byłam obejrzała jej dziąsła,dolne
powieki i stwierdziła że są różowiutkie i nic nie wskazuje (włącznie z testem)
aby kotka była chora na białaczkę.I tu jest moje pytanie do pań.Czy jest
możliwe że pierwsza kotka w ogóle nie miała białaczki tylko zachorowała na coś
innego,oraz że po mimo dwóch różnych wyników druga kotka jest całkowicie zdrowa.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.