Dodaj do ulubionych

Ladydaisy, i'm waiting for your story ...

01.08.06, 18:47
Obserwuj wątek
    • ladydaisy Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:02
      historia nie moja, ale jak chcesz to proszę: dziewczyna z która rozmawiałam
      rodziła jakieś 2 tygodnie temu. Przyjęli ją do eskulapa juz po terminie, z
      myślą o wywołaniu. Nie było mowy wczesniej o cesarce, ale dzidzia nie miała
      zamiaru wychodzic, zero rozwarcia to jej dali oxytocynę na skurcze. Po jakimś
      czasie dostała skurczy takich silnych że miała je raz za razem. Wtedy dopiero
      okazało sie że wody odeszły ale szyjka jak nie rozwierała sie tak dalej nie
      zamierza (był tylko jakis centymetr rozwarcia i tyle). Męczyła sie z tymi
      skurczami 4 godziny i nic, wtedy podjeto dopiero decyzję o cc. No i tu
      najlepsze, jak wkłuc się ze znieczuleniem jeśli ona przy każdym skurczu sie
      cała kuliła, bo tak były silne, a przecież przy wkłuwaniu trzeba być choć
      chwilę w bezruchu....jakos się udało, ale znieczulenie działało tak sobie,
      mówiła że dosłownie czuła jak skórę jej rozciagają, jak wyciagają dziecko, bez
      bólu, ale dyskomfort niesamowity....2 tygodnie po a ona dalej obolała, brzuszek
      dalej spory, czyli tak jakby macica nie chciała się obkurczyć, pozatym rana po
      cięciu dalej sie jeszcze do końca nie wygoiła....ja to moze mało dramatycznmie
      opisałam, ale w ustach tej dziewczyny brzmiało to tak, że tym bardziej nabrałam
      obaw, jak to bedzie...ja na razie jestem zakwalifikowana do porodu SN ale
      zobaczymy jak pójdzie, bo mała na 3 tygodnie przed terminem juz waży 3600 a jak
      stuknie jej 4 kilo to na 100% bedzie cesarka.....
      • luciii nie będę zakładac nju wątku, dopisze się tu: boszz 01.08.06, 20:10
        ja jestem przerażona ostatnimi wieściami z eskulapa

        wiem, wiem, że takie rzeczy, to się wszędzie zdarzają, nie tylko u nich, ale
        nie wiem czemu, wydawało mi się, że u nich nie ma prawa dochodzić do takich
        sytuacji ;/

        może za bardzo podkoloryzowywałam sobie klinikę, żeby móc zapomnieć o
        przykrościach, jakie spotkały mnie w pozostałych szpitalach :(

        ogólnie, to nie zmieniam zdania, urodzę w klinice, ale teraz przynajmniej wiem,
        że nie będę się nastawiać na poró cacy, jak z dynastii :P
        skoro przezyłam już jeden w nienajciekawszych warunkach i z debilną ekipą [na
        wyspiańskiego], to przeżyję i tu

        chyba nie jest aż tak źle!
        i tego się będę trzymała!
        za chiny nie puszczę!

        o!
        • mysty Re: nie będę zakładac nju wątku, dopisze się tu: 01.08.06, 20:27
          lucii, 'wiem, wiem, że takie rzeczy, to się wszędzie zdarzają, nie tylko u
          nich, ale nie wiem czemu, wydawało mi się, że u nich nie ma prawa dochodzić do
          takich sytuacji ;/'
          ale do jakich sytuacji ?!
          Matko, skąd ta panika ?!
          • luciii no staram się nie panikować :P ale głośno myślę 01.08.06, 21:29
            cóż, ja i tak zdam się na poród tam, taki czy inny

            cyrków robić nie będę, jak będzie tak przyjmę i kropa ;)

            ale tyle się superlatyw człek nasłuchał, że mimo woli wydawało się, iż TAM nie
            ma prawa być ŻADNYCH przykrzejszych historii, choć przecież wiele zależy nie
            tylko od zespołu i techniki, ale również od organizmu rodzącej i danej sytuacji
            akcji porodowej

            niby takie sprawy są wiadome, ale kurczę, takie sytuacje zapalają jakąś
            tajemniczą latarenkę w mózgu i wiercą dziurę :P

            i tak tam się nastawiłam i pozostanę chyba dobrej myśli [innego wyjścia nie
            widzę] ;D

            ps. nie chodzi o jakies karczemne przewinienia, bo chyba coś w tym rodzaju
            mogłas odebrać :P
            nie, nie
            ale wiesz, jak się czeka na poród, ma się swoje wyobrażenie, po naprawde
            potwornych przejściach [tu mój przypadek, dość tragiczny w skutkach, potem
            drugi, troszkę tez nieciekawy, z innych szpitali], to się kurczę włącza
            myślenie "wsteczne" i mało logiczne
            i nic na to nie poradzę, że mnie takie opowieści wybijają z rytmu, bo
            zwyczajnie się boję, bo tak bardzo chcę, żeby było ok

            bo się nastawiłam
            bo bo bo...
      • mysty Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:22
        grazie :)

        powiem tak: istnieje dość spora różnica między cesarką planowaną a
        nieplanowaną. Tą pierwszą robi się na spokojnie. Druga często wynika z
        problemów wynikłych podczas porodu naturalnego i często dochodzi do nerwówki.
        90% komplikacji związanych z cc wynika z przeprowadzenia cesarki na szybko.
        Znieczulenie blokuje ból ale nie odczuwanie - chyba każda kobieta, która miała
        zzo lub podpajęczynówkowe może to potwierdzić. Moja siostra mówiła, że to jakby
        ci ciągnęli za skórę - nie boli, ale czujesz. Gojenie się rany jest sprawą
        indywidualną. Moja siostra na ten przykład już w 4 dniu opiekowała się sama
        dzieciorkiem i nie skarżyła się na żadne bóle.
        Ladydaisy - będzie dobrze !!! Nie martw się na zapas :)

        pozdrufkaaaaaaaa
        • ladydaisy Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:35
          staram się nie panikować, ale paralizuje mnie lęk przed nieznanym a to
          pierwszy poród, tyle złego się nasłuchałam, a znając moje zezowate szczęście
          to .... wiem tylko jedno, chłopa to ja nigdzie nie puszczę, ma byc przy mnie i
          już i bronić ....jak coś by mi zrobili to on ich tam rozniesie na 4
          strony.....a juz jak małej by się coś stało to szkoda gadać.....Eskulap by tego
          nie przetrwał!!!
          nawiazując do naszej miłej lakarki... "wszytko w rekach Boga" ...będzie dobrze,
          muszę, muszę, muszę w to wierzyć bo zwariuję!
          papatki
          • magda_bb1 Ja to chyba jedyna tu chwalę sobie cc bez żadnego 01.08.06, 20:50
            słowa na nie - oczywiście cc bylo planowane - nic nie czułam, trwało równe 40
            min, potem trochę bolało przy pierwszym wstaniu z łózka i przez pierwszy
            tydzień dopóki Kawulok nie wyciągła "nici", rana zagoiła się super, nic nie
            boli, nie ciągnie, brzuszek powoli spada :-)
            przyznam że nie zamieniłabym się na sn
            pzdr
            • ladydaisy magda, DZIEKI BARDZO!!!! na taki wątek czekałam!!! 01.08.06, 20:54
              wreszcie ktoś cos pozytywnego :-) od razu mi lepiej..... :DDDD
              • magda_bb1 Myślę że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu 01.08.06, 21:04
                - Kawulok oczywiście mnie uswiadamiała że cc to zawsze forma operacji ale że
                tak samo po porodzie sn można się czuć baaardzo źle jak i po cc - ale NIGDY nie
                jest to z góry wiadome :-) ja wybrałam cc i cały czas myślałam o tym że będzie
                po prostu dobrze - i tak było :-) - byłam umówiona na poniedziałek, cc było ok
                10 a ja we wtorek już chciałam iść do domu bo co tam robić w tym Eskulapie... :-
                )
          • weteranka13 Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:17
            które chcą rodzić w Esculapie.

            W innym wątku pisałam, że jak zawsze pod koniec ciąży też ogarniają mnie
            wątpliwości. U mnie to stan normalny i staram się uspokoić tym, co następuje
            (no niestety poza pozytywnymi doświadczeniami z przeszłości. Wiem, że mnie jest
            łatwiej mówić, bo mam te swoje pozytywne doświadczenia z przeszłości):

            - Witowski i Kawulokowa namawiają do zzo nie bez przyczyny. W końcu nie po to,
            by dla zabawy wkłuwać cewniki w kręgosłup i podawać leki. Zapewne w wielu
            przypadkach zwiększają sobie trochę komfort pracy, współpracy z pacjentką.
            Myślę, że jednak również robią to po to, aby kobiety mniej cierpiały podczas
            porodu i miały lepsze doświadczenia i wspomnienia, no i pewnie aby w ten sposób
            pozyskiwać nowe pacjentki i renomę.

            - wielokrotnie przewijał się wątek cc na tym forum. Że robi się je bardzo
            często, że nikt nie rodzi am sn, same wiecie. Myślę, że mimo przytoczonej w tym
            wątku opowieści a wcale się nie dziwię, że dziewczyna była mocno rozczarowana
            po tym, co przeczytałam w poście Ladydaisy i miała dość wszystkiego, a
            szczególnie E.), cztery godziny czekania to krótko w porównaniu z tym, ile
            możnaby czekać. Myślę, że tutaj cesarek dlatego jest tak dużo, że właśnie
            raczej się nie czeka, tylko robi się od razu, gdy coś jest nie tak. Bo oni
            chyba nie mogą sobie pozwolić na większe problemy. Możecie sobie wyobrazić,
            jaka woda polałaby się na medyczny młyn B-B, jeżeli leje się i bez tego. Dla
            nich mogłoby to oznaczać absolutny koniec.

            - Do Esculapa nie przychodzi się do porodu bez jednej kontrolnej wizyty (chyba
            to się nie zmieniło) i rozmowy z Witowskim. Myślę, że w jakimś sensie jest to
            element marketingowy, ale daje szansę potencjalnym pacjentkom i pacjentom
            uzyskać rozeznanie, jak tam jest i poznać przynajmniej jedną osobę -
            Witowskiego, który pojawia się przy większości zabiegów.

            - Nie przyjmują tam ciąż problematycznych, co też moim zdaniem świadczy o
            ekstraostrożności i świadomości własnych ograniczeń. Po to, aby w razie
            problemów nie narażać pacjentek na bardzo duży stres, a noworodków na przejazd
            do szpitala. i oczywiście, a może przede wszystkim, z uwagi na własne dobro ...

            - Nie da się zagwarantować, nawet przy samodzielnie dobranej ekipie, że
            wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami. Można zupełnie przypadkowo trafić
            cudownie, można wszystko przygotować od A do Zet, a i tak plan się nie
            sprawdzi.

            Reasumując, gdziekolwiek będziecie rodzić, bądźcie dobrej myśli. Przede
            wszystkim dla Waszych dzieci, potem dla siebie i tych najbliższych, którzy będą
            z Wami.

            Dodatkowo, w nawiązaniu do dzisiejszych dyskusji o "kliniczce w Wapienicy"...
            Jakie to przykre, że konkurencja, zamiast mobilizacji i działania, wywołuje
            gorycz i "słowne najazdy", a w szczególności wobec osób, którym może to nieźle
            napsuć krwi i zwiększyć "mękę wyboru". Szkoda, bo akurat dr M-H i położna,
            jeżeli chodzi o tę, o której myślę, zrobiły na mnie dwa lata temu dobre
            wrażenie. Szpital Wojewódzki ma warunki bytowe w wielu aspektach porównywalne z
            E. i potencjał, który mógłby sprawić, że kolejka rodzących stykałaby się z
            kolejką turystów chętnych do wjazdu na Szyndzielnię. Tutaj akturat wiele leży w
            rękach ludzi... ; - ]!

            Pozdrawiam! Powodzenia dla tych, co przede mną!


            -
            • luciii Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:49
              weteranka13 napisała:

              > które chcą rodzić w Esculapie.
              >
              > W innym wątku pisałam, że jak zawsze pod koniec ciąży też ogarniają mnie
              > wątpliwości. U mnie to stan normalny i staram się uspokoić tym, co następuje
              > (no niestety poza pozytywnymi doświadczeniami z przeszłości. Wiem, że mnie
              jest
              >
              > łatwiej mówić, bo mam te swoje pozytywne doświadczenia z przeszłości):

              ......i bardzo dobrze, że masz dobre wspomnienia :))


              >
              > - Witowski i Kawulokowa namawiają do zzo nie bez przyczyny. W końcu nie po
              to,
              > by dla zabawy wkłuwać cewniki w kręgosłup i podawać leki. Zapewne w wielu
              > przypadkach zwiększają sobie trochę komfort pracy, współpracy z pacjentką.
              > Myślę, że jednak również robią to po to, aby kobiety mniej cierpiały podczas
              > porodu i miały lepsze doświadczenia i wspomnienia, no i pewnie aby w ten
              sposób
              >
              > pozyskiwać nowe pacjentki i renomę.


              ......na pewno jest to podyktowane tym co wyżej / zgadzam się


              >
              > - wielokrotnie przewijał się wątek cc na tym forum. Że robi się je bardzo
              > często, że nikt nie rodzi am sn, same wiecie. Myślę, że mimo przytoczonej w
              tym
              >
              > wątku opowieści a wcale się nie dziwię, że dziewczyna była mocno rozczarowana
              > po tym, co przeczytałam w poście Ladydaisy i miała dość wszystkiego, a
              > szczególnie E.), cztery godziny czekania to krótko w porównaniu z tym, ile
              > możnaby czekać. Myślę, że tutaj cesarek dlatego jest tak dużo, że właśnie
              > raczej się nie czeka, tylko robi się od razu, gdy coś jest nie tak. Bo oni
              > chyba nie mogą sobie pozwolić na większe problemy. Możecie sobie wyobrazić,
              > jaka woda polałaby się na medyczny młyn B-B, jeżeli leje się i bez tego. Dla
              > nich mogłoby to oznaczać absolutny koniec.


              tysz prowda :P [ale mi np Gajewski zdecydowanie powiedział, że bez wskazań to
              oni na zyczenie pacjentki cc nie robią :P hehe] a ja słyszałam już wczesniej
              całkiem coś innego :P


              >
              > - Do Esculapa nie przychodzi się do porodu bez jednej kontrolnej wizyty
              (chyba
              > to się nie zmieniło) i rozmowy z Witowskim.

              ......ja się np obawiam, że nie zdążę pogadać z Witowskim i będzie klopsik
              kolejną wizytę u gina mam 9 sierpnia, a z W. jeszcze nic nie ustalone... a co
              by było, gdyby mnie przydusiło już?
              wiadomo, że raczej nie robili by problemów, jednak ja, jako osoba, która jest
              do przesady poukładana w działaniach czuję pewnien dyskomfort z tego powodu


              > Myślę, że w jakimś sensie jest to
              > element marketingowy, ale daje szansę potencjalnym pacjentkom i pacjentom
              > uzyskać rozeznanie, jak tam jest i poznać przynajmniej jedną osobę -
              > Witowskiego, który pojawia się przy większości zabiegów.

              ....odchodząc od tematu tak troszkę - ma facet werwę! naprawdę jestem pod
              wrażeniem


              >
              > - Nie przyjmują tam ciąż problematycznych, co też moim zdaniem świadczy o
              > ekstraostrożności i świadomości własnych ograniczeń. Po to, aby w razie
              > problemów nie narażać pacjentek na bardzo duży stres, a noworodków na
              przejazd
              > do szpitala. i oczywiście, a może przede wszystkim, z uwagi na własne
              dobro ...


              ....o tym zostałam bardzo grzecznie poinformowana już na samym początku, co
              uważam za bardzo dobre i zdrowe podejście do sprawy


              >
              > - Nie da się zagwarantować, nawet przy samodzielnie dobranej ekipie, że
              > wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami. Można zupełnie przypadkowo trafić
              > cudownie, można wszystko przygotować od A do Zet, a i tak plan się nie
              > sprawdzi.


              ...taaa... znam to :/



              >
              > Reasumując, gdziekolwiek będziecie rodzić, bądźcie dobrej myśli. Przede
              > wszystkim dla Waszych dzieci, potem dla siebie i tych najbliższych, którzy
              będą
              >
              > z Wami.


              :) staram się, naprawdę, przyrzekam! ogólnie to ja dobrej myśli jestem, choć
              bywają chwile, że mi się komplikator włącza i zaczynam świrować [co na
              szczęście mi w miarę szybko przechodzi]
              po prostu lubię się postraszyć na zapas [żeby potem być zadowolona, że to było
              tylko tak, ze strachu :P]

              tak. jestem niepoprawną panikarą - ale udaje mi się to przezwyciężać :P


              >
              > Dodatkowo, w nawiązaniu do dzisiejszych dyskusji o "kliniczce w Wapienicy"...
              > Jakie to przykre, że konkurencja, zamiast mobilizacji i działania, wywołuje
              > gorycz i "słowne najazdy", a w szczególności wobec osób, którym może to
              nieźle
              > napsuć krwi i zwiększyć "mękę wyboru". Szkoda, bo akurat dr M-H i położna,
              > jeżeli chodzi o tę, o której myślę, zrobiły na mnie dwa lata temu dobre
              > wrażenie. Szpital Wojewódzki ma warunki bytowe w wielu aspektach porównywalne
              z
              >
              > E. i potencjał, który mógłby sprawić, że kolejka rodzących stykałaby się z
              > kolejką turystów chętnych do wjazdu na Szyndzielnię. Tutaj akturat wiele leży
              w
              >
              > rękach ludzi... ; - ]!

              ....mnie wojewódzki bardzo zalazł za skórę, w szczególności ludzie tam
              pracujący, a raczej "odbywający karę pracy" w tym miejscu ;D


              >
              > Pozdrawiam! Powodzenia dla tych, co przede mną!
              >
              >
              > -

              .... ja serdecznie dziękuję :)

              i obiecuję poprawę w krótkotrwałych moich histeriach na forum ;DDDDDD

              buźka :)*



              dzieki za tego posta! :)
              • weteranka13 Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 23:07
                Hej!
                Och!
                Sama też już odczuwam jakiś rodzaj lęku i usiłuję sobie to sobie jakoś
                zracjonalizować, stąd taki "powiew" dydaktyczno-mentorski. A przy tym marudzę
                na forum, chociaż uważam, że mam najmniej podstaw ku temu...

                Ostatnio słyszałam negatywne uwagi o Esculapie (nie dotyczyły aspektów
                medycznych, tylko kolejek, niedotrzymywania godziny wizyty i obcesowości
                Witowskiego)i poczułam się nieswojo, że tak zachwalam i bronię tego miejsca,
                a przecież bywa różnie. Może nie powinnam, gdyż sama też mam zastrzeżenia.Ale
                wolę czegoś się trzymać! (i mimo wszystko mam nadzieję że nie jest to iluzja!)

                Na kiedy masz termin? Do Witowskiego można iść "z marszu", o ile oczywiście
                jest w gabinecie. Nie trzeba się specjalnie umawiać.

                Trzymaj się!!!

                • luciii heh 01.08.06, 23:42
                  co do kolejek - ja się wcale nie dziwię, szczególnie po ostatnich cyrkach ze
                  strajkami w szpitalach

                  niedotrzymywanie godzin wizyt - no cóż, tam się rodzi i nie tylko, więc nie
                  zawsze każdy jest "na zawołanie" [sama tego ostatnio doświadczyłam i przeżyłam,
                  choć słyszałam głosy potwornych narzekań paru osób za mną]
                  uważam, że w takim przypadku, gdzie lekarz jest "na miejscu" ważniejszą osobą
                  staje się potrzebujący pacjent, w tym wypadku rodząca i ja mogę zaczekać lub
                  przyjść w innym terminie i od tego się nie umiera :P
                  nie widzę problemu ;)

                  czy Witowski jest obscesowy? -nie poznałam go, oceniać nie zamierzam nawet po
                  poznaniu, dlaczego? - bo najważniejszym jest jego fachowość, nikt nie każe mi
                  się z nim umawiać na randkę, bym miała sobie zawracać głowę odbiorem jego
                  zachowania [choć przyznam, że widziałam go już nie raz, widziałam jak rozmawia
                  z ludźmi, jakie ma do nich podejście i jakoś nic złego nie wychwyciłam...]

                  zawsze znajdą się jakieś zastrzeżenia, nigdy nie da się na 100% wszystkiego
                  przewidzieć - szczególnie gdy zależy nam na zdrowiu naszych milusińskich :))
                  i drżymy jak osiki, choć powinnyśmy teraz właśnie zadbać o spokój :P

                  termin mam dziwny [lekarze wymyslili sobie, że statystycznie uśredniając dni
                  płodne powinnam rodzić pod koniec sierpnia], natomiast od samego początku z usg
                  i z mojej wiedzy wynika zgoła cosik innego - połowa sierpnia :P
                  no chyba, że sexiłam się w kilka innych dni i miałam zaćmienie umysłu :P hehe
                  nie wykłócam się o datę z lekarzami, bo oni mają swoje podejście i tabulki,
                  będzie co ma być, ale czuję po kościach, że połowa sierpnia będzie gorąca ;P

                  ps. szkoda, że chodzimy do różnych ginów, bo z tego, co widzę , jestem jedyną
                  osobą deptającą do Gajewskiego :)
                  i nie mogę żadnej z Was poznac osobiście, a byłoby miło się zobaczyć i na żywca
                  pogawędzić, niekoniecznie o klinice ;D
                  a tak, to ja zawsze szwędam się po Eskulapie w innym terminie, niż wszystkie
                  pozostałe kobitki

                  :)

                  a Ty jak czujesz? zbiera Cię już? jakieś sygnały, przesłanki, bóle?
                  czy cisza i spokój?
                  • weteranka13 Re: heh 01.08.06, 23:54
                    Ludzie niestety mają różne podejście i narzekają, a ja czasem się nawet
                    niespecjalnie dziwię. Też myślę, że wystarczyłby drobiazg - na przykład pani z
                    recepcji podeszłaby do kolejkowiczów do jakiś czas i wyjaśniła sytuację. A
                    notowania Esculapa skoczyłyby do góry!

                    No ale zawsze łatwo jest krytykować...

                    Jeżeli chodzi o mnie, czuję się nienajgorzej, biorąc pod uwagę obecny ciężar,
                    fakt, że też nie jestem w stanie komfortowo zmieniać pozycji i drżę, że To już,
                    a tyle rzeczy jest jeszcze do zrobienia, jak to zawsze. Siedzę więc po nocach.

                    Ile lat ma Twoja córeczka?

                    Gdzie mieści się "koniec świata", na którym mieszkasz? Ja zawsze mówię, że
                    tutaj, gdzie ja mieszkam diabeł nie mówi "Dobranoc", bo w ogóle tutaj nie
                    dociera!

                    Pozdrawiam

                    • luciii z tą podchodzącą... 02.08.06, 00:20
                      to fakt, one rzadko się ruszają, choć zdarzyło mi się raz już, że podeszła [ta
                      ciemnowłosa] i powiedziała co i jak :)

                      no ale bywam tam sporadycznie, może biegają co chwilkę i tłumaczą, ale skoro
                      porodów jest cała masa, to musieliby tam zatrudnić "biegaczki", żeby w
                      rejestracji panie mogły spokojnie wykonywać nadane im czynności :P
                      ale pewnie rzuciłoby ich zaangażowanie w sprawę inne światło na obsługę podczas
                      oczekiwania na wizytę [no niestety nie każdy potrafi pojąć, że jak lekarz mówi,
                      że biegnie na górę, bo jest potrzebny, to jest to priorytet]
                      a ja jestem ciekawa, jakby np ci państwo, którzy tak wtedy najeżdżali na gina
                      byli po tej drugiej stronie... a gin np olałby ich, bo przecież ma pacjentów
                      umówionych już od dawna na godziny? hmm... szkoda, że nie przyszło mi wtedy do
                      głowy zapytać tą marudzącą parkę o to :P

                      co do krytyki - spotkałam się róz=wnież z zachowaniem poniżej pasa na miejscu
                      od pani, która [do dziś nie wiem] po jaką cholerkę tam się przyszwędała...
                      paniusia dresówa, nienajmłodsza, ale róż dawał po oczach, z koleżanką [obie bez
                      brzuchów, siedząc specjalnie blisko gabinetu gina, ale chyba nie do niego były
                      umówione na wizytę], głośno dywagowały na różne tematy, nagle schodząc na
                      wątek ... uwaga! ... głupoty kobiet decydujących się na poród w klinice!
                      jakie to nie ciągnie za sobą zagrożenia
                      że w wojewódzkim to dr neonatolog jest świetna, a tu dzieci będą cierpieć
                      że ta różowa dresiara, to u tamtej pani dr miała praktyki i ją zna i wie, że
                      jest świetna i dalej kląć na Eskulapa...

                      siedziałam sama obok i chcącc nie chcąc słyszałam bajdurzenie kobieciny i
                      kiwałam głową z politowaniem [w myślach mając ją za totalną ignorantkę]
                      w nosie miałam to co mówi, ale nie mogłam się nadziwić, jak można być takim
                      pofyrtanym, by nie móc zamknąć dziuba choć na czas, póki nie będą same, albo
                      wyjdą poza obszar kliniki

                      wyobraź sobie, że paniusia zauważyła moje zniesmaczenie i bezczelnie zwróciła
                      się do mnie "ale pani nie słucha? prawda?"

                      nie będę opowidać dalej, tyle starczy
                      wiem jedno, kobieta ta była jak dla mnie całkowicie niewychowana i tyle
                      dno ludzkie, jesli chodzi o pomyślunek i takie osobniki zwyczajnie się "olewa"

                      dobra wracając do nas:

                      moja w listopadzie skończy 10 lat :D
                      a ja mieszkam na trasie BB-Szczyrk :))

                      i nawiedzają mnie sarenki i bażanty miast dziobłów :P hihi


                      Ciebie za to podziwiam, bo juz z dwójką dzieci musisz się nalatać nieźle,
                      szczególnie teraz pod koniec i w te duchoty
                      masz starsze czy młodsze brzdące? pomagają Ci już, czy raczej od brojenia są
                      jeszcze ? :D

                      to jest większa dziura niż ta moja? ;P



                      ps. ja moją na co dzień nazywam "słodkim zadupiem", bo w porównaniu z miejscem
                      mojego dzieciństwa, to miniaturka miejscowości :P
                      urodziłam się i wychowałam w sercu Górnosląskiego Okręgu Przemysłowego w K-
                      cach :P
                      ale góry pokochałam od maleńkości i tylko tu byłam w stanie zapuścić korzenie

                      jestem szczęśliwą wieśniarą i dobrze mi z tym :)))))))))))
                      • weteranka13 Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 00:47
                        Fajnie, że są jeszcze osoby z Twoim podejściem! Bo rzeczywiście byłoby uroczo,
                        gdyby rodzącej ktoś powiedział, żeby sobie chwilkę poczekała, bo są przecież
                        zapisani pacjenci na dole...
                        Na nieszczęście bezskuteczne, ponadgodzinne czekanie przytrafiło się mojej
                        znajomej, której z nabytym entuzjazmem poleciłam to miejsce.

                        Jedna z pań neonatolog przyjeżdża do E. z Wojewódzkiego. Korzystałam
                        wielokrotnie z jej pomocy dla moich chłopców. Uważam, że jest świetna i liczę
                        na to, że może przyjdzie na odbiór techniczny nowego dzidziusia, bo ma częściej
                        bywać w sierpniu w E. Z tej bardziej "stałej" pani doktor też byłam bardzo
                        zadowolona poprzednim razem.

                        Ludzie natomiast potrafią "przypiąć" się do wszystkiego i bez ogródek głosić to
                        wszem i wobec.

                        Będziesz miała miłą różnicę wieku...

                        Moi chłopcy mają dwa i cztery lata. Starają się jak mogą, pomagają mi na miarę,
                        a nawet ponad miarę swoich możliwości, aż sama się czasem dziwię. Mieszkam w
                        Wapienicy, ale przy ulicy, o której nie słyszała większość taksówkarzy. Klimat
                        sarnio-bażantowy z muchomorami na posesji.

                        Też jestem z GOP-u.

                        Pozdrawiam!



                        • luciii hihi, to żeśmy se obie znalazły swoje miejsce na 02.08.06, 01:04
                          ziemi i to całkiem inne niż nasze hanysowo :))

                          ja nawet po kilku latach mieszkania tu uszyłam sobie strój góralski :) a co!
                          jak imprezy, to się stórj zarzuca i leci jujkać :D hhi

                          córcia 6 sierpnia będzie miała występ ze swoim zespołem Klimczok ze Szczyrku na
                          estradzie w Skalitem :)) [będą też z okazji TKB tańczyć wraz z ekipą z Grecji
                          jeden z ich tańców :D]
                          także ona, to już wykapana góralka :)
                          a może się zgadamy na szóstego? [o ile sił nam starczy? co Ty na to? choć ja
                          już się bez bicia przyanć muszę, że ja słabizna straszna teraz jestem i to tak
                          na włosku u mnie wisi] - ale zapytać chyba nie zawadzi
                          ..............
                          <jejku! jakie mam kłujące bóle w podbrzuszu!>
                          chyba zaraz pójdę po nospę, bo umrę
                          ..............
                          masz chłopaków :) fajnie :) a wiesz, kto tym razem jest w poczekalni? :)))

                          ja żaluję, że tak późno drugie, tu było masę różnych perypetii życiowych i
                          ciężko zrzucić winę na konkretną przyczynę taaaakiej zwłoki [ale cieszę się, że
                          w ogóle się udało, bo to już na cud zakrawa w moim przypadku :DDD]
                          córcia wniebowzięta, bo już od kilku lat pisała listy do aniołka o
                          rodzeństwo :))

                          hihi, Wapienica - to nie masz daleko, jak coś :P
                          klinika w sumie "pod nosem" :D
                          nie to co ja :PPPP

                          a co do GOP-u ja mieszkałam 17 lat niedaleko Spodka na Koszutce :DDDD
                          do Spodka, a raczej za chodziłam na kosza :DD ech, stare czasy :P


                          :)))
                          • weteranka13 Re: hihi, to żeśmy se obie znalazły swoje miejsce 02.08.06, 01:19
                            Miałabym ogromną ochotę się spotkać, tym bardziej przy takiej okazji. Bardzo
                            lubię oglądać występy dzieci. Niestety, siedzę już sobie w kleszczach
                            traumatycznej nadziei, że ten poród przebiegnie jeszcze bardziej ekspresowo niż
                            poprzedni(a cały czas czuję, jakby miały mi odejść wody za sekundę, bo znam już
                            to uczucie. Ach, ta wyobraźnia!!!). Poprzedni trwał w sumie około 2 godzin (ale
                            z oxytocyną). Do kliniki jadę samochodem 10 minut i staram się już nie oddalać.
                            Strasznie panikuję w tym zakresie, wiem!

                            Ja mieszkałam w Gliwicach, całe życie, z małymi przerwami na dłuższy wyjazd za
                            granicę i warszawski epizod (Brrrrr!!!!!).W B-B jestem od czterech lat, dopiero
                            od niedawna zaczynam bardziej efektywnie przecinać pępowinę, która mnie więże z
                            G i polubiłam wreszcie miejsce, do którego z euforią przyjeżdżałam i z którego
                            radośnie wyjeżdżałam "do domu".

                            Dobranoc! Chyba spróbuję pójść zasnąć, czego i Tobie życzę!
                            • luciii :D słodkich i spokojnych snów :)) a w takim razie 02.08.06, 01:21
                              na TKB to za rok już koniecznie jakieś nasze forumowe spotkanko trza się
                              umówić :))

                              ja się też zbierać będę, bo jak nie, to nie zasnę tej nocy już w ogóle :P

                              dobranoc :)
                        • mathka Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 01:16
                          Hej hej! A ja też w Wapienicy mieszkam (do jutra :>), w okolicach zapory. Nie wiem czy ulica Kaszyska Ci coś mówi - może widziałyśmy się kiedyś ?? :)
                          • weteranka13 Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 01:23
                            Oj mówi... Szkoda, że mieszkasz tam tylko do jutra. Ja mieszkam na Smoczej.
                            Często chodziłam na spacery do Zapory, najpierw z jednym wózkem i dwoma psami,
                            charakterystycznym czarnym podpalanym jamnikiem i czarnym podpalanym gończym
                            polskim. Potem z chłopczykiem, wózkiem i dwoma psami. Potem tylko z chłopcami.
                            A teraz ostatnio rzadko, w ramach sportów ekstremalnych do karczmy pod Zaporą,
                            lub na piwo do tzw. "Ryby". Widziałyśmy się kiedyś?
                            • mathka To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:24
                              od siebie ;) Szkoda, że nie poznałyśmy się wcześniej, mogłybyśmy pochodzić na spacery razem :)
                              Myśmy chodziły same (tzn córa w wózku i mama jako zwierz popychający ;)) lub z tatą - to tzw niedzielne spacery (po których tata stwierdzał, że nigdzie już z nami nie pójdzie :> )
                              Niewykluczone, że widziałyśmy się kiedyś, przy czym byłby chyba problem z rozpoznaniem, biorąc pod uwagę tabuny ludzi, którzy spacerują tą trasą ostatnimi czasy (zwłaszcza wielkie mnóstestwo babeczek w ciąży ;))

                              Zawsze możemy umówić się kiedyś na grupowy spacer w tej okolicy, jak już wszystkie będziemy rozdwojone ;)

                              Pozdrawiam
                              Monika
                              • weteranka13 Re: To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:29
                                Tak, szkoda w takim razie, że się wyprowadzasz.

                                Niech ci się dobrze mieszka, gdziekolwiek teraz zamieszkasz!

                                Pozdrawiam


                                • mathka Re: To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:52
                                  Dzięki :) Mam nadzieję, że będzie to w końcu miejsce, gdzie posiedzimy co najmniej kilka ładnych lat i odpoczniemy conieco ;)

                                  Jak na razie, to ja sobie poczekam na Wasze relacje z porodów w Esculapie :)
                                  Zwłaszcza, że chyba też się na nią zdecyduję.
                                  Obawiam się wprawdzie krótkiego pobytu, ale z drugiej strony jakbym miała siedzieć dłużej w szpitalu, to pewnie cała nieszczęśliwa i poryczana bym była ;)
                                  A z tego co miałam okazję przeczytać i usłyszeć, to do któregokolwiek pójdę szpitala, to wskazania do cc będę mogła sobie wsadzić i zakorkować (zresztą tak jak ostatnio). A na pewno nie pozwolę sobie na ryzyko z powodu czyichś poglądów ;)
            • mysty Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:57
              weteranka13 - święte słowa ! Nikt tam nie będzie czekał z ewentualną cesarką bo:

              - czekam, aż dasz babo łapówę
              - a co mnie obchodzi twój ból
              - nie ma anestezjologa bo był straszny wypadek i wszystkich zabrali do wypadku
              - cesarka jest fanaberią wyzwolonych kobiet
              - itp., itd.

              Dlatego właśnie zachciało mi się rodzić w Eskulapie. Bo tam gdzie jest
              właściciel, który dba o dobre imię swojej firmy (czyly po prostu o swoją kasę)
              tam nie ma olewactwa i najzwyczajniejszego s***twa (strasznie dzisiaj
              przeklinam :P)

              Koniec z paniką ! Wszystko będzie dobrze !

              Trzymać się z uśmiechem :)
              • weteranka13 Do Mysty 01.08.06, 23:18
                A przeklinaj w godnej sprawie ile się da!!!!

                Kiedyś doszłam do wniosku, że gdyby doszło do przekształceń własnościowych
                naszego rządu, to pewnie byłoby u nas nieporównywalnie lepiej. Niestety,
                najwięcej pozytywnych doświadczeń wyniosłam z miejsc całkowicie prywatnych,
                gdzie jest osoba, która wie, o co walczy, która musi się troszczyć o własne
                dobro i ma świadomość, że nic się nie bierze samo z siebie.

                Żal mi oczywiście tych wszystkich osób, których oczekiwania się nie sprawdziły,
                tych, które wyczekują w kolejce przed gabinetem, bo Kawulokowa jest przy
                porodzie i które są "niekompatybilne" z Witowskim. Łudzę sie jednak, że to
                wszystko mieści się w granicach "statstycznego błędu", jak i nasze obawy.

                Pozdrawiam!
    • ciri_77 Ja też chwalę sobie cc 01.08.06, 22:13
      choć zrobioną w wojewódzkim. zabieg planowany, poród 5.54, wieczorem brałam
      prysznic, rana zagojona b. ładnie, nacięcie praktycznie niewidoczne. Brzuszek
      jeszcze jest ale niwielki, waga po 5 tygodniach wróciła do stanu przedciążowego.
      jedyny mankament to chwilowa niemożność ćwiczeń.
      Przed zabiegiem gdy brał mnie cykor, mąż kazał mi powtarzać "będzie dobrze bo
      musi tak być" i naprawdę po zwykłej operacji bardziej mnie bolało niż po cc.
    • ladydaisy ja tu spałam a wątek tak się rozrósł, że ho ho!!! 02.08.06, 09:26
      lucii bardzo spodobało mi się twoje stwierdzenie: "....mnie wojewódzki bardzo
      zalazł za skórę, w szczególności ludzie tam
      pracujący, a raczej "odbywający karę pracy" w tym miejscu ;D"
      bardziej trafnie sie nie da....
      widzę że tym co usłyszałam w wojewódzkim na temat kliniczki rozpetałam wczoraj
      na forum burzę, ale myślę że warto. Najważniejsze że wiemy jak sprawy się mają,
      bo jeszcze przed mozna sobie wyrobic jakieś zdanie. Jak zaczynałam się
      interesować forum (dopiero maj-bo wczesniej przez zapieprz w pracy po prostu
      nie miałam na to czasu ani sił) zaczęłam właśnie od studiowania opinii, a przez
      wątek załozony na forum CiP nawiazałam kontakt z gonią28bb która nie wiem czy
      wiecie też jest z Bielska i moderuje od jakiegoś czasu to forum. Opisała mi
      bardzo szczegółowo swoje spostrzeżenia z wojewódzkiego które potwierdziły to co
      słyszałam wczesniej. Rodziła synka w lutym 2006 czyli miała naprawdę na świeżo
      to wszystko. Tym co mi napisała skutecznie i ostatecznie wybiła mi wojewódzkiz
      głowy. Trafiłam tam na szkołę rodzenia tylko dlatego, że w wyspiańskim w lipcu
      nie było zajęć (tak mi poiedziano w czerwcu, a pozatym zajęcia są tam długo bo
      raz w tygodniu i nie4 zdążyłabym skończyć przed porodem...) ale dzieki temu
      poznałam atmosferę jaka panuje w środowisku położniczym w Bielsku. Nie jest ona
      najzdrowsza, nie da sie ukryć....
      Co do spostrzeżeń nba temat marudzacych kobietek że w eskulapie długo trzeba
      czekać na wizyty....ja jak zaczęłam tam chodzić od marca to miałam naprawdę
      wielkiego fuksa, bo zawsze wiozyta była puynktualnie, góra jedna osoba oprócz
      mnie, tak że zawsze zdążałam załatwic to przez pójściem do pracy, dopiero teraz
      coś sie porobiło i trzeba poczekać, czasem nawet dość długo.... jednak
      podchodze do tego spokojnie, bo wyznaje zasadę, że teraz czekam ja, bo jakas
      dziewczyna rodzi, a kiedyś to ktos inny może czekać przezemnie, a wiadomo że
      lekarz nie zostawi rodzącej, bo jakiejs pani się spieszy.... większość
      dziewczyn które tam widuję są w wysokiej ciąży wiec sądzę, że już nie pracują,
      tylko mają już L4, jak ktos siedzi w domu i dojrzewa, to przecież jak raz w
      miesiącu poczeka nawet ta godzinkę to czy cos się stanie? Jak tam bywałm to
      panie z rejestracji przychodziły i mówiły co sie dzieje, że kogoś nie ma bo
      jest przy porodzie, zresztą nawet jak nie podejdą wystarczy zapytac to od razu
      wiemy na czym stoimy.
      Trzeba byc dobrej myśli, że podjęłysmy jedyną słuszną decyzje co do miejsca
      porodu......
      • weteranka13 Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 09:38
        Hej!

        Jak zawsze! A jakże! Czy opis Wojewódzkiego, o którym piszesz jest na jakiejś
        stronie internetowej? A jeżeli tak, to mogłabyś podać link. Ciekawość bierze
        górę nad dobrymi manierami, chętnie usłyszę kolejną negatywną opinię o tym
        miejscu i utwierdzę się w przekonaniu. Brzydko, bardzo brzydko, wiem! : - ]!
        • luciii weteranko :) wyspałaś się? :) 02.08.06, 09:50
          bo mnie jeszcze się komplikator prysznicowy w nocy włączył, bo kłucie miałam
          niemiłosierne i bałam się, że może trza będzie jechać, więc przesiedziałąm pod
          natryskiem bitą godzinkę, a potem jeszcze się jakiś czas pomęczyłam próbując
          zasnąć :P

          hehe

          pozdrowionka :)
          • weteranka13 Re: weteranko :) wyspałaś się? :) 02.08.06, 10:01
            Oj nie za bardzo! Mam wrażenie, że ogranizm przysposabia się do potencjalnego
            braku snu. Najpierw było kilka wiadomych nocnych kursów. Potem, w okolicach
            6:30 przeżyłam codzienną, fantastyczną inwazję chłopców do mojego łóżka. Teraz
            próbuję jakoś zacząć dzień, na razie niezbyt skutecznie.

            Pa!
        • ladydaisy Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 09:57
          wiesz tą opowieść w odcinkach gonia przesyłała mi na gazetowego maila, napisze
          do niej może najpierw czy zgodzi się żebym to posłała dalej, jak sie zgodzi to
          ci poślę. Nie chcę decydowac sama, rozumiesz....nie opisywała mi tego na forum,
          tylko przesyłała od razu na maila, więc zanim to wkleję muszę mieć
          jej "błogosławieństwo"....
          jak chcesz cos poczytac na ten temat, to ona wypełniała ankietę z akcji "rodzić
          po ludzku" i tam mozesz znalezc conieco z tej opowieści pod adresem
          www.rodzicpoludzku.pl/szukaj.php
          jest to wypowiedź małgorzaty z dnia 11.03.2006r. Jak się zgodzi poslę ci więcej
          informacji, albo od razu wkleję do postu tak żeby uniknąć potem kolejnych pytań.
          • weteranka13 Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 10:03
            Super, z góry dziękuję!

            Pozdrawiam
            • ladydaisy Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 21:58
              cześć, weteranka, jak mozesz poczytac w poscie od Gonii mam błogosławieństwo co
              do zacytowania relacji z jej porodu w wojewódzkim,którą swego czasu posłała mi
              na maila, dlatego wklejam....relacja bedzie w dwóch kawałkach, tak jak ją
              dostałam w opryginale...sa tam fragmenty które nie dotyczą bezpośrednio porodu,
              ale tez tematu szkoły rodzenia, bo tak poznałam Gosię, zadałam na CiP pytznie
              gdzie do szkoły rodzenia w Bielsku, ona przeniosła co prawda temat na inne
              forum, ale odpisała na maila gazetowego i tak sie zaczęło, a o porodzie było
              potem....... Gonia, jak masz coś do dodania dopisz proszę :)))
              pozdrawiam i cz.I

              ..... "Dobrze, że już podjęłaś decyzje co do lekarza prowadzącego i do
              miejsca gdzie będziesz rodzić. Z Kliniką Eskulapa nie mam żadnych
              doświadczeń, ani też żadna z moich koleżanek. Ale dużo dobrego
              dobrego słyszałam o Wyspiańskim (nie o Wyzwolenia, tam już od
              dawna nie ma porodówki, chociaż ja się akurat tam urodziłam :-) ).
              Tyle, że obie koleżanki, które rodziły na Wyspiańskiego miały cc.
              Natomiast Wojewódzki... szkoda gadać. Taki nowoczesny szpital, ale
              z tym personelem to coś się nie postarali. Z Eskulapa to słyszałam
              o dr Niemcewiczu. Nie znam gościa osobiście, ale ponoć dobry
              specjaliste, może tylko nieco chumorzasty :-P

              Co do szkoły rodzenia przy Wojewódzkim to nie wiem dlaczego akurat
              tyle to kosztuje, ale moja przyjaciółka, która też chodziła i
              rodziła też w Wojewódzkim akurat tyle zapłaciła. I też jak tam
              byłam w poradni laktacyjnej to przyuważyłam gdzieś na ścianie taką
              kwotę za szkołę rodzenia.
              Ja jednak bez względu na koszt, polecałabym taki kurs, oczywiście
              niezależnie gdzie. Inna moja przyjaciółka chodziła właśnie na
              Wyspiańskiego i też się jej bardzo podobało.
              Jak już wcześniej napisałam, nie chodziłam do takiej szkoły ale
              widziałam jak wyglądają takie zajęcia. Taka szkoła przygotowuje
              przyszłych rodziców nie tylko do porodu, ale do gotowości podjęcia
              obowiązków nad nowonarodzonym maleństwem przez obojga rodziców.
              I w ogóle na takich zajęciach panuje fantastyczna, bardzo rodzinna
              atmosfera. Szczerze mówiąc tochę pożałowałam, że się nie
              zdecydowaliśmy.

              A mój poród? No, też nie poszło to to tak rewelacyjnie jak to
              sobie wymarzyłam. Do szpitala zgłosiłam dzień po terminie. Dyżur
              miała akurat moja pani doktor, która prowadziła moją ciążę.
              Wykonano zapis KTG - jakieś tam nieregularne skurcze
              przepowiadające były, ale na badaniu ginekologicznym... szyjka na
              palec rozwarta ale jeszcze wysoka :-( Cóż... ze spuszczoną głową
              wróciłam do domu. W domu po prostu wariowałam. Ja już strasznie
              chciałam rodzić!!! Na trzeci dzień po terminie znów pojechałam do
              szpitala na KTG. Wtedy też była moja położna, z którą byłam
              umówiona. Szyjka była nadal wysoka, ale zapis KTG wyglądał już
              dość niepokojąco. Dalsze przeciąganie ciąży zaczynało być już
              niebezpieczna dla dziecka. Zadecydowano więc, że zostaję, będę
              rodzić. Zadzwoniłam po męża. Kiedy przyjechał, ja już leżałam na
              łóżku porodowym z przebitym pęcherzem. Pierwszą fazę porodu
              przechodziłam po sali, poleżałam w wannie, było spokojnie. Później
              dostałam oksytocynę i dolargan. Z dolarganem czułam dość mocno
              skurcze, ale generalnie było dość spokojnie. Później dostała
              antidotum i wtedy zaczęło się prawdziwe rodzenie!
              Parłam mocno - tak twierdziła położna, chociaż czasem nie robiłam
              tego tak jak to powinno być, no cóż - brak przygotowania
              teoretycznego :-P Ale Kubuś i tak miał duże kłopoty, żeby ze mnie
              wyjść. Lekarka (straszna zołza) przyciągnęła ku sobie wózek
              z różnymi klinigantami, a ja już wiedziałam co bedzie dalej.
              Krzyczałam, że nie chcę, nie chcę być nacięta, że się boję! Ta
              zołaza zapytała się mnie czego się boję. Odpowiedziałam, że boję
              się, że będę miała później odrętwiałe krocze. Ona mi na to, że
              była ciąta 4 razy i nie ma odrętwiałego krocza (Jezu, współczuję
              tej babie mieć tak oszpecone krocze :-PP), a i że tak w ogóle to
              ten internet mi poprzewracał w głowie. Położna jej tylko
              wtórowała. Chlasnęła mnie. Wyszedł ze mnie Kubuś. 24 lutego 2006
              godzina 3.10. Na chwilę mi go położyli na brzuch. Przypięli opaskę
              na mój nadgarstek. Potem zabrali dziecko wykonano wszelkie
              niezbędne zabiegi. przynieśli go dopiero gdy byłam już w sali
              poporodowej. W tym czasie szycie krocza i łyżeczkowanie macicy, bo
              łóżysko nie wyszło w całości. Dalszy ciąg męki. Jednak byłam już
              tak wymęczona bólem, że było mi wszystko jedno...
              Kiedy znalazłam się na sali poporodowej byłam chyba
              najszczęśliwszą osobą na ziemi: było po wszystkim.

              I... zaczęło się nowe. Ale to już materiał na następnego maila, bo
              się strasznie rozpisałam. Napiszę jutro. "....

              c.d.n. :)
              • ladydaisy c.d. - chyba że Gosia chcesz coś dodać??? 02.08.06, 22:06
                ...."Obiecałam napisać ciąg dalszy mojej historii, więc napiszę.
                Ale absolutnie nie przerażaj się! Kiedy ja jeszcze byłam w ciąży też tak
                miałam. Oglądałam na TVN Style "Klub Młodej Mamy - Narodziny",
                pokazywane były filmy z porodów Amerykanek... i też płakałam. Nie
                wiem czemu. Raczej nie ze strachu. Może ze wzruszenia, na samą
                myśl o tym co mnie czeka. Co będzie, to będzie. Porodu nie da się
                wyreżyserować. Trzeba się nastawić pozytywnie. Wiem, że to co
                teraz powiem będzie okrutne, ale czy tak właśnie nie jest? Czyż
                nie jest tak, że każda ciężarna musi urodzić? Nie ma innego
                wyjścia! Tyle możemy zrobić, aby ten wzniosły akt narodzin
                przebiegał w jak najbardziej godnych, ludzkich warunkach.

                Ja chyba trochę to zaniedbałam i pozwoliłam biec wydarzeniom
                własnym torem. Trochę żałuję, że nie postawiłam na swoim i nie
                uparłam się, żeby rodzić na Wyspiańskiego - początkowo tak
                chciałam. Wszystko zależało od ludzi. Ciążę prowadziła dr Irena
                Ozimina. Ale to jeszcze nie miało takiego znaczenia. Mąż w sumie
                uparł się, żeby załatwić położną do własnej dyspozycji na czas
                porodu. Popytał u znajomych - padło na panią Beatę Pyjur ze
                szpitala Wojewódzkiego. A i w sumie moja rodzinka też się trochę
                uparła na "załatwianie" położnej i nas trochę podsponsorowali.
                Z lekarki nawet byłam zadowolona. Wprawdzie nawet jak się do niej
                umówiłam na wizytę na konkretną godzinę, to i tak musiałam czekać,
                bo miała poślizg, ale nie stanowiło to dla mnie jakiegoś kłopotu.
                Pani doktor jest osobą miłą, kulturalną i jest - tak uważam -
                dobrym fachowcem. Wizyta u niej kosztuje 60 zł (w niektórych
                gabinetach kasują 100 zł) i ma w gabinecie ultrasonograf. Mogliśmy
                więc oglądać nasze maleństwo i jak się rozwija na każdej wizycie.
                Poza tym byłam też u niej na wizycie po porodzie. Ta wizyta bardzo
                mi pomogła również w sferze mojej psychiki. Chodziło o karmienie
                piersią, ale o tym za chwilę.

                A po porodzie mój pobyt w szpitalu Wojewódzkim... W sumie podobne
                wrażenia miałam jak Twoja koleżanka. Chociaż cesarki nie miałam,
                ale też... zanim się kogoś doprosiłam... Ehhhh!
                Najwięcej kłopotów przysparzało mi karmienie piersią. No bo
                przecież jak karmić to tylko piersią, bo przecież właśnie po to
                wprowadzono ten nowoczesny system rooming-in. W sumie idea i
                założenia tego systemu są jak najbardziej pozytywne i wzniosłe,
                tego się nie czepiam. Ale na litość Boską, jak ktoś potrzebuje
                pomocy, to nie zostawia się na go na żywioł - chociaż hormony i
                laktacja są żywiołem.
                No więc, zaraz po porodzie moja położna przystawiła mi dziecko do
                piersi i mały nawet całkiem dobrze ssał. Po chwili jednak przyszła
                pielęgniarka z oddziału noworodków i zabrała mi dziecko, bo musi
                się wygrzać pod lampą. A to dlatego, że jak to określiła maluch
                był "z zielonych wód" i w związku z tym od razu po urodzeniu
                musiał być wymyty w czystej wodzie. No dobra. Moja położna w sumie
                też nie miała nic do gadania. W końcu wszyscy poszli, a ja
                zostałam sama. Dziecko mi przynieśli coś po godzinie. Mały spał
                sobie w najlepsze. Stwierdziłam, to niech sobie śpi. W końcu rano
                zaczął mi coś kwękać i marudzić - doszłam do wniosku, że chyba
                głodny. Bidok się urodził i jeszcze prawie nic nie jadł. Ile taki
                maluszek może wytrzymać bez jedzenia??? No to kuszulka w górę, no
                i lu! Tyle się już naczytałam jak to się robi, nic prostrzego!
                A położna przecież jak mi go przystawiła zaraz po porodzie to ssał
                dobrze. Więc pełna zapału i nadziei zabrałam się do tego ochoczo.
                Hmmm... minęło chyba z pół godziny karkołomnych kombinacji... i
                nic! Kubek w końcu zasnął z pustym brzuchem. Za chwilę jednak
                znowu się obudził i doszłam do wniosku, że tak być nie może.
                Zadzwoniłam po pielęgniarkę, żeby mi pomogła i pokazała wreszcie
                jak TO się robi. Po drugiej stronie kabla usłyszałam, że o 7 rano
                będzie obchód i żebym zaczekała i wtedy mi pomogą. Aha, więc to
                takie zwyczaje panują w tym szpitalu. Obchód był, przyszli
                lekarze, cała zgraja :-P obejrzeli mnie i poszli dalej. A dzieciak
                dalej głodny :-( Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka,
                rozpakowała go, umyła i powiedziała mi tylko tyle: on zrobił
                kupkę, musi go pani przewijać. Byłam tym tak przejęta, że nawet
                nie wiedziałam kiedy zrobił tą kupkę, że zapomniałam ją poprosić,
                żeby mi pomogła przy karmieniu. Oj... długo by jeszcze pisać jakie
                to przepychanki były, w każdym bądź razie takie "hurtowe"
                działanie pielęgniarek oddziału noworodkowego w szpitalu
                Wojewódzkim doprowadziło do tego, że start w karmieniu piersią
                należał do nieudanych i niestety nie pozostało to beż wpływu na
                dalszy ciąg życia. W domu było tylko gorzej. Pokarm odciągałam
                laktatorem i podawałam z butelki. Cyrk na kółkach z każdorazowym
                myciem i wyparzaniem laktatoraChodziłam do poradni laktacyjnej,
                trwały mozolne próby nakarmienia dziecka piersią, w końcu jednak
                miałam tego dość. Poddałam się. Ten koszmar trwał sześć tygodni.
                To była dla mnie bardzo ciężka decyzja i podjęłam ją z wielkim
                bólem serca. Ale udało mi się porozmawiać z osobą, która mnie tak
                naprawdę rozumiała. To była pani doktor Ozimina. Po tej rozmowie
                bez obciachów zaczęłam małemu podawać butlę z bebilonem,
                a rozechwianą tymi wszystkimi kombinacjami alpejskimi laktację
                udało mi się bez trudu wyhamować.
                Wiesz... przypuszczam, że Ty podobnie jak ja jesteś teraz w ciąży
                i żyjesz w przeświadczeniu, że będziesz karmić piersią. Ja też tak
                żyłam. Nie mam zamiaru tutaj opowiadać i przekonywać Cię teraz, że
                pierś jest "be", a butelka "cacy" czy też na odwrót. Osobiście
                uważam, że karmienie piersią to jest coś pięknego i ma tyle zalet,
                że nie sposób ich wszystkich wymienić. Chcę tylko napisać, że
                gdybyś miała jakiekolwiek kłopoty z tym karmieniem, nie martw się
                i nie zadręczaj. Nie jest prawdą, że wszystkie inne kobiety karmią
                tak bezproblemowo jak to obserwujemy i jak to wynika z poradników.
                Bardzo długo czułam się "gorszą matką", bo nie umiałam nakarmić
                dziecka piersią. Taki kompleks, o którym jednak powoli zapominam.

                Ehhh! I znowu się straszliwie rozpisałam. Mam nadzieję, że nie
                zanudzam, zwłaszcza z tym karmieniem piersią. Strasznie roztrząsam
                ten mój problem gdzie się da. Przez te sześć tygodni, to nic tylko
                terroryzowałam tym cyckiem moje dziecko i wszystkich dookoła :-PP
                Niemniej jednak czasem wkurza mnie to, że zamiast od razu dziecku
                podać cyca, muszę iść do kuchni i przygotować mieszankę. A mały
                płacze, bo głodny."..........

                the end.....
              • weteranka13 Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 22:08
                Raz jeszcze bardzo dziękuję. Takie wątki są mi teraz potrzebne, zwłaszcza,
                że "siwy dym" się zagęszcza.

                Pozdrawiam
              • gonia28b Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 22:09
                To jest opis samego porodu, więc dodam tylko tyle,
                że nie mam nic do dodania ;-))
                A ten ból... o nim już dawno zapomniałam :-))))
                • ladydaisy i tak musi być...inaczej ród ludzki by wyginął :-) 02.08.06, 22:27
                  bo żadna kobieta by się drugi raz w to nie dała wpakować jakby tylko
                  przypomniała sobie jak to było :-)))
      • luciii :DD 02.08.06, 09:46
        słuszną, słuszną, nie inaczej :P

        dziś już mi duuużo lepiej
        i postawiłam sobie za cel nie przejmowac się tym, co się czyta i pisze o E.

        nie będę na końcówce się wykańczać, bo szkoda mi szkutka [też się bidulek
        przeze mnie męczy]
        wczoraj troszkę ten stres dał mi do myślenia i wyciągnęłam swoje wnioski :)

        niech się dzieje co chce! jestem gotowa!
        co by nie było - będzie dobrze, bo nie może być inaczej
        co się ze mna bedzie działo, zupełnie nieistotne, byleby szuket był caly i
        zdrowy :))
        resztę dzielnie zniosę, dla niego i córci - bo to oni są najważniejsi w tym
        wszystkim :D

        bylebym tylko nie rodziła 24 sierpnia! :P [urodziny mojej znienawidzonej
        świekry/jak ktoś woli teściowej]
        to by był cios poniżej pasa :P

        hehe

        ps. gonia jest z bielska? hehe, no proszę :P
        szkoda, że jej tu nie widać



        pozdrowionka już nieco późno poranne :)
        • ladydaisy Re: :DD 02.08.06, 10:00
          no rzadko zagląda, bo chyba cały czas pochłania jej synek i CiP ale zaglada, bo
          parę razy ją tu widziałam jak odpisywała na posty....
        • gonia28b Re: :DD 02.08.06, 18:27
          luciii napisała:

          > ps. gonia jest z bielska? hehe, no proszę :P
          > szkoda, że jej tu nie widać
          >

          A, no bo oprócz mojego Synka Kubusia - huncwota jednego, taki absorbujący...
          nawsadzałam sobie tyle tych forów ulubionych, że ciężko mi je wszystkie
          obskoczyć :PP

          To, że mam taką rozbudowaną wizytówkę, nie koniecznie musi świadczyć o tym, że
          ja z Wa-wy lub też innej pełnej snobów metropolii :PPPP <głupi żart, wiem>
          Ja tu z Bielska, z gór Beskidów dzioucha jest i na CiP-ach rzondze ;-))))

          PS. Przynajmniej dwie osoby z tego forum mogą potwierdzić... gdzie mieszkam ;-))
          Nasza znajomość toczy się również na płaszczyźnie realnej :-)
          • luciii :DD to mi miło poznać :) 02.08.06, 18:50
            też bym się porzoundziua, ale ja to zamach mam za duży i niewiele pozostałoby
            do przewertowania na kilku forach ;DDDD

            tam też czasem bywam [na CiPie], choć przyznam, że mało odporna jestem na
            widoczne tam braki myśleniowe co poniektórych, więc ogólnie staram się naprawdę
            szerokim łukiem omijać, by mnie nie korciło swoje trzy grosze wsadzić tu i
            ówdzie /choć się zdarza, że to silniejsze ode mnie/ :P

            nawet raz na oślej łączce wylądowałam, ale to stare czasy, hehe /jak jeszcze
            mordowały mnie hormony pierwszego trymestru i dość zacięcie mną
            dyrygowały/ ;DDDD



            fajnie, że nas coraz więcej :))
            buźka dla Kubuśka :)*
    • ciri_77 człowiek idzie zająć sie obowiązkami rodzicielskim 02.08.06, 11:31
      a tu takie dyskusje ;)
      przede wszystkim widać że więcej bielszczanek "uratowanych ze śląska" jak mawia
      mój mąż - ja mieszkam tu od roku i bardzo sobie chwale, zmieniłam sosnowieckie
      blokowisko na cichą wieś i uważam się za szczęściarę.
      Dziewczyny super pomysł forumowego spotkania, tylko się spokojnie porozdwajajcie
      i umówimy się z wózkami na wielki spacerek - strasznie bym chciał poznać was
      osobiście :DD
      • ladydaisy ja jestem za!!! 02.08.06, 11:38
        zeby siuę spotkać z wami z wózkiem musze jeszcze tylko się rozdwoić, bo w
        dwupaku ciężko mi się chodzi :-)
      • luciii :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 11:40
        :)) hihihi

        tylko nie mów, żeś z Syberki :P

        sorki za pytanie, bo może już gdzieś pisałaś, a ja albo mam mega ciążową
        sklerozę, albo przeoczyłam, a nie mogę się dosznupać w postach, mieszkasz na
        wsi, jak piszesz [gdzieś bliżej Szczyrku czy dalej?]
        • ciri_77 Re: :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 14:57
          Mieszkam na wsi ale zdrugiej strony Bielska - tzn bliżej Czechowic, a w okolice
          Szczyrku jeżdże czasem do znajomych (Łodygowice)
          Ps a Syberka to prosze Pani jest w Bedzinie, a jażem ze Sosnowca (zdradze jedną
          forumową tajemnicę, Malflu także, nawet mieszkała na moim osiedlu)
          • luciii Re: :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 15:01
            a to sorki z tą Syberką <purpura na twarzy>
            gdzie ta dziura w ziemi?? ;P


            faktycznie, to się mi pokićkało, wybacz :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka