Gość: Pedros
IP: *.gestind.com.pl
23.07.09, 07:51
Jeśli chcecie wiedzieć jak pracuje schronisko dla bezdomnych zwierząt w
Bielsku-Białej to przeczytajcie:
Dzisiaj rano około godziny 7.40 przechodząc obok śmietnika na osiedlu Polskich
Skrzydeł usłyszałem coś pomiędzy mruczeniem a piskiem. Po zaglądnięciu do
śmietnika (murowany budynek z blaszanym dachem) znalazłem tam małego kota.
Wyglądał niezbyt dobrze - wychudzony - i miał poważne problemy z poruszaniem
się - wędrował wzdłuż ściany a kiedy docierał do narożnika uderzał głową w mur
budynku obracał się o 90 stopni i wędrował wzdłuż kolejnej ściany i tak w
kółko. Bez namysłu zadzwoniłem na numer 814 18 18 czyli do Schroniska dla
bezdomnych zwierząt w BB. Pan przyjął moje zgłoszenie, zapisał mój numer i
poinformował mnie że ktoś po kota przyjedzie. Przechodząc o godzinie 16.40
koło tego śmietnika zaglądnąłem z ciekawości do środka i ...... znalazłem w
nim tego samego kota tylko że tym razem leżał na boku i oddychał z dużą
trudnością. Więc ponownie dzwonie do Schroniska i pytam dlaczego nikt się nim
nie zajął? Na co pan mnie informuje że widocznie nie było w pobliżu samochodu
ze schroniska? Przez 9 godzin nie mieli czasu podjechać po zwierzę
potrzebujące pomocy? Ponownie zapisał adres, mój numer i po raz drugi
poinformował mnie że ktoś się tam zjawi. Faktycznie po jakichś 30 minutach
przyjechał mężczyzna ze schroniska, wziął kota za kark i położył na pakę
samochodu. Spytałem go więc dlaczego nie przyjechali wcześniej a on mi na to :
"Widocznie im się kartka ze zgłoszeniem zgubiła - tak bywa".
Ręce opadają. Ten mały kot leżał tam półżywy przez 9 godzin, pod blaszanym
dachem, w tym zamkniętym pomieszczeniu, bez wody a temperatura dziś koło 30
stopni. Tacy ludzie nie powinni pracować ze zwierzakami a co najwyżej śmieci
przerzucać. Po prostu brak słów!!!