durny1
06.04.10, 13:14
Dla Siemianowic Śląskich, ale też dla całej polskiej zbrojeniówki,
to może być kontrakt dziesięciolecia. Jutro na targi przemysłu
obronnego w stolicy Malezji Kuala Lumpur wyrusza delegacja
siemianowickich Wojskowych Zakładów Mechanicznych. Szefowie fabryki
liczą, że świetne opinie, które nasz transporter zebrał w
Afganistanie, pozwolą im zdobyć kontrakt na kilkaset wozów bojowych
dla malezyjskiej armii.
Do zarobienia są setki milionów złotych, bo jeden Rosomak kosztuje,
w zależności od wersji, od 5 do 10 mln zł. Jak wyglądają nasze
szanse? I dobrze, i źle. Dobrze, bo Rosomaki to świetne maszyny, pod
wieloma względami przewyższające rywalizujące z nimi o rynek
malezyjski transportery: szwajcarską Piranię III, austriackiego
Pandura czy turecki wóz PARS. Źle, bo nasi menedżerowie są zdani
tylko na siebie.
- Bez politycznego wsparcia mamy marne szanse na wygraną - mówią
eksperci, przypominając niedawną przegraną naszego czołgu Twardy w
walce z Chińczykami o uzbrojenie armii Peru.
Zbrojeniówki ze Śląska walczą o kontrakty
Armia malezyjska chce się dozbroić w kilkaset nowych transporterów
opancerzonych. Kraje Azji Południowo-Wschodniej to jeden z
najbardziej chłonnych rynków wojskowych na świecie. Wśród polskich
producentów korzystał z tego do tej pory głównie Bumar. W ostatnich
latach koncern sprzedał do Malezji 48 czołgów i kilkanaście wozów
zabezpieczenia technicznego, zaś około 400 tych ostatnich trafiło do
armii indyjskiej.
Teraz tym samym tropem chcą iść Wojskowe Zakłady Mechaniczne w
Siemianowicach Śląskich. Dotychczas fabryka produkowała transportery
Rosomak wyłącznie dla naszej armii. Podpisany w 2003 roku kontrakt
zakładał dostawę w ciągu dekady 690 wozów. W ubiegłym roku minister
obrony narodowej Bogdan Klich zapowiedział zwiększenie zamówienia do
ponad 800 pojazdów. W umowie licencyjnej, którą z MON podpisała
fińska firma Patria Vechicles Oy, producent transportera Patria AMV
(na jego bazie powstał Rosomak), zobowiązała się do udostępnienia
nam kilku swoich "rynków ekskluzywnych". Jednym z nich jest Malezja
(pozostałe też mieszczą się w tym rejonie świata). Dlatego już
cztery lata temu Rosomak był przez trzy miesiące testowany w tym
kraju.
- Nasz wóz wypadł najlepiej spośród wszystkich uczestniczących w
tych testach pojazdów, a ich zaliczenie było przepustką do udziału w
dalszej części negocjacji - przekonuje Michał Rumin, rzecznik
siemianowickich zakładów.
Podczas rozpoczynających się 19 kwietnia targów w Kuala Lumpur WZM
chce potwierdzić renomę swojego wozu. Jutro do stolicy Malezji
zostanie przetransportowana wojskowym samolotem jedna bojowa wersja
Rosomaka. Pojazd prezentacyjny będzie się nieco różnił od wozu, z
którego korzystają polscy żołnierze w Afganistanie: wyposażono go w
klimatyzację i śrubę umożliwiającą pływanie. Tym transporterem będą
jeździć podczas targów malezyjscy wojskowi i politycy.
W grę wchodzi sprzedaż kilkuset pojazdów wraz częściami zamiennymi i
serwisem, ale dokładna wartość zamówienia i liczba transporterów,
które chcą kupić Malezyjczycy, jest na razie utrzymywana w
tajemnicy. Mimo to już teraz wiadomo, że ewentualna wygrana w walce
o kontrakt oznaczałoby bezpieczeństwo nie tylko dla samych zakładów
z Siemianowic, ale też dla sporej części polskiej zbrojeniówki.
Podzespoły do transportera wytwarza bowiem ponad 150 polskich firm.
Czy uda się jednak przebić konkurencję? Wśród potencjalnych rywali
Rosomaka wymienia się austriackiego Pandura, szwajcarską Piranię i
turecki transporter PARS. Pierwsze dwie maszyny są od lat na
wyposażeniu wielu armii świata, atutem Turków są świetne kontakty w
Malezji. W Siemianowicach nie mają jednak wątpliwości, kto jest
najlepszy.
- Nasz wóz to najnowszy model z przełomu XX i XXI wieku, a nie
zmodernizowana konstrukcja z lat 70. czy 80. Na naszą korzyść
przemawia też doświadczenie wyniesione z Afganistanu. Rosomak
uważany jest za najlepszy transporter ze wszystkich uczestniczących.
Konkurencja takiej próby nie przeszła - argumentuje Michał Rumin.
Eksperci przyznają, że analiza parametrów technicznych przemawia na
korzyść Rosomaka. Ale ostrzegają, że to może nie wystarczyć.
- Brakuje nam politycznego wsparcia, na jakie może liczyć chociażby
turecki producent. Turcy są silnie osadzeni na rynku malezyjskim,
kilka lat temu dostarczyli sporo wozów dla malezyjskiej armii i
niewykluczone, że korzystając z rządowego lobbingu zaproponują jakąś
dodatkową umowę offsetową - komentuje jeden z ekspertów.
Tymczasem o działaniach lobbingowych ze strony naszego rządu na
razie nic nie wiadomo. A przykładów świadczących o tym, że przetargi
nie zawsze wygrywają maszyny o najlepszych parametrach bojowych, nie
trzeba daleko szukać. Kilka lat temu w Czechach na testach najlepiej
wypadła oryginalna Patria, a kupiono Pandura.
Czyżby zatem miała powtórzyć się historia z niedoszłym kontraktem
peruwiańskim, o którym marzyli pracownicy Bumaru Łabędy? Z kolei w
grudniu 2009 r. minister obrony Peru oświadczył, że jego armię w
nowe czołgi wyposażą najprawdopodobniej Chińczycy, chociaż
rywalizujący z chińskim sprzętem polski PT91 Twardy z Bumaru Łabędy
zebrał świetne opinie wśród oceniających go peruwiańskich
wojskowych. Po tamtym zimnym prysznicu przedstawiciele gliwickiej
fabryki bardzo ostrożnie wypowiadają się o szansach swej broni na
zagranicznych rynkach. Mówią, że aktualnie prowadzą negocjacje z
indyjską armią, która przymierza się do zakupu około dwustu wozów
zabezpieczenia technicznego.
- My też pojedziemy na targi do Kuala Lumpur, choć nie zabierzemy ze
sobą sprzętu. To bardzo drogo kosztuje, a nie ma takiej potrzeby.
Nasze produkty są na tamtejszych rynkach bardzo dobrze znane - mówi
Ewa Kubisiewicz-Boba, rzeczniczka Bumaru Łabędy.
Autor: Michał Wroński, Polska Dziennik Zachodni
biznes.onet.pl/rosomaki-wyruszaja-na-podboj-malezji,18564,3204165,1,prasa-detal