szabla.towarzysza.kiszczaka
04.03.15, 20:13
Zastanawiam się jak się ułoży przyszłość w naszej okolicy.
Wiadomo, że każde mocarstwo dąży do władania Europą Środkowo-Wschodnią, co umożliwia handel na wielką skalę łącząc Europę z Azją, wypad w każdym światowym kierunku, transport morski i lądowy na nieograniczoną skalę, zarządzanie przesyłem surowców na największe światowe rynki, sprzedaż własnych technologii itd.
W Europie mamy tylko dwa państwa, które są w stanie i (chyba) chciałyby prowadzić tutaj swoje interesy, a tymi państwami są Niemcy oraz Rosja. Do tego dochodzi największe mocarstwo, czyli USA.
Problem z Rosją polega na tym, że jest za słaba, za biedna i nie ma nic do zaoferowania. Może zdominować naszą część Europy tylko siłą, ale będąc słabą nie miałaby szans utrzymać tak dużego obszaru z takim zaludnieniem. Na wstępie Rosję można odrzucić.
USA wycofują się z Europy, a dodatkowo dochodzą głosy z Pentagonu, iż nie ma pieniędzy, aby inwestować w obronność i rozwój swoich "sojuszników". Zresztą mówimy o interesie Polski, a jak większość z nas widzi "współpraca" z USA opiera się na byciu przydupasem, który zrobi wszystko na skinienie pana, nie otrzymując nic w zamian. Do tego należy zaliczyć wysokie ceny za sprzęt zakupiony w USA. Zapatrzenie polskich polityków w Amerykanów sprawia, że zrobią oni wszystko, o co proszą panowie z Waszyngtonu, co często sprzeczne jest z interesem Polski. Należy przyjąć, że dla USA nie jest na rękę silna, bogata Polska, ponieważ niszczy ona równowagę sił w tej części Europy, mogąc przyciągnąć do siebie inne podmioty, jak Białoruś, Ukrainę, Węgry, Słowację, Rumunię, Bułgarię, Bałtów, Skandynawów (o tym na końcu). To samo Amerykanie sądzą o Niemcach czy Rosji. Po prostu dla nich najlepiej będzie tak, jak było przez ostatnie 20 lat, czyli równowaga w Europie, jednak wszystko płynie i nie każdemu jest to na rękę, ponieważ niektórzy chcą prowadzić swoją, wielką politykę, a największym graczem w europejskim towarzystwie są Niemcy.
To właśnie Niemcy były przeciwne zwiększeniu amerykańskiej obecności w Europie Środkowo-Wschodniej, powstaniu tarczy antyrakietowej, powstaniu baz NATO (między innymi w Polsce). Jednocześnie deklarują chęć stworzenia tzw. szpicy NATO, ale bez udziały USA.
Niemcy wychodzą z prostego założenia - jesteśmy największą siłą w Europie i nie potrzebujemy tutaj obcych sił, poradzimy sobie sami. Zastanawiające, ponieważ Bundeswehra wydaje się być bardzo słaba, o czym świadczą raporty oraz bierność sił niemieckich na arenie europejskiej. Dlatego Niemcom nie na rękę jest wojna w Donbasie, gdyż budzi to niepokoje wśród krajów wschodniej flanki NATO. Niemcy nie są w stanie nic zrobić militarnie, jednocześnie bardzo chciałyby zakończyć konflikt na Ukrainie, aby móc dalej handlować i sprzedawać swoje technologie na Wschód i do Azji. Dlatego w mediach niemieckich (onet, interia) często możemy znaleźć artykuły o tym, że niemiecki biznes traci na rosyjskich sankcjach, gdyż dla Niemców Rosja to olbrzymi, zacofany technologicznie rynek, w który mogą inwestować.
Rację ma Stanisław Michalkiewicz pisząc, że Niemcy po stu latach wygrały I WŚ. Dzięki Unii Europejskiej zdobyły one rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Bałkanów i z nadzieją patrzą na Azję (koncept Berlin-Bagdad?).
W mojej okolicy (Dolny Śląsk) większość ziem i infrastruktury wykupowana jest przez Niemców. Niby nic w tym złego i słaby to argument w takiej dyskusji, jednak widać różnicę w potencjale i kapitale na linii Polska - Niemcy.
Dlatego Niemcom nie na rękę jest obecność amerykańska, konflikt w Donbasie i silny konkurent na wschodniej granicy, a jedyną taką siłę może posiadać Polska.
No właśnie, najważniejsze, czyli Polska. Stosując nazewnictwo motoryzacyjne jesteśmy niższą klasą średnią, ale z ogromnym potencjałem. Graczem, który przespał ostatnie 10 lat i nie ma pomysłu na dalsze egzystowanie. Tak jak w latach 90-tych priorytetem było ustabilizowanie granic, reformy wewnętrzne i wstąpienie do NATO, a później UE, tak od 10 lat nie ma planów dalszego rozwoju i gwarancji własnego bezpieczeństwa, oprócz obrabiania amerykańskiego penisa (Sikorski mówił o robieniu laski). Niestety trąci mi to trochę cechami państwa sezonowego. Nie wiem czy głowy naszego państwa nie wychodzą z założenia, że za chwilę to Niemcy będą naszymi panami (wypowiedzi polityków o przewodnictwie Niemiec w UE) i to oni zastąpią pana amerykańskiego.
Polska na pewno nie jest silna, ale z odpowiednią polityką może grać pierwsze skrzypce w tej części Europy. Do tego jednak potrzeba zmian, od gospodarki, militariów, do polityki zagranicznej, a nasza klika rządząca tego się boi najbardziej. Silną gospodarką, własnym kapitałem, wzorem silnej armii moglibyśmy przyciągnąć do siebie biedniejszych i słabszych sąsiadów. Potencjał posiadamy, ale brak nam odwagi i boję się, że przegramy własną podmiotowość, a staniemy się przedmiotem, państwem bananowym, którym będzie można rządzić z zagranicy.
Jaki mamy wybór? Unia Europejska się rozpadnie i nic na to nie poradzimy. NATO to mrzonki, bez planu na Rosję, na własną obronność, bez budżetu, bez wojska, nie istnieje bez USA, które wycofują się w inne rejony świata.
Chyba każdy by chciał abyśmy mieli silną gospodarkę i pracowały dla nas inne narody, jak to dla Niemców robią Polacy, Czesi, Rosjanie, Słowacy, Rumunii itd. Abyśmy mogli inwestować na północy, wschodzie i południu. To wszystko zostaje w sferze marzeń.
Co nam w takim razie zostaje? Polska jako niemiecki wasal?