Gość: hardegen
IP: *.um.poznan.pl
03.10.02, 08:20
Naszła mnie taka refleksja - na allegro często spotykamy osoby sprzedające zdeaktywowane pociski,
miny, granaty. Jak rozumiem, są to klamoty znajdowane w większości w terenie, w ziemi (?). Kto
zatem to rozbraja? Ja bym sie bał, szczerze mówiąc brać tak np. granat moździerzowy do reki (co już
mi się raz zdarzyło, gdy w Bieszczadach grzebałem ręką pośród kamieni na dnie potoku -ręka po
szyję w wodzie, nic nie widziałem tylko gmerałem - wyczułem jakiś "cywilizowany" kształt, wyciągam a
tam cały pocisk, z lotkami - mało z kąpielówek nie wyskoczyłem). Przecież to skorodowane
najczęściej, jak się do tego zabrać? Pukać młotkiem, moczyć w coli, dać ślusarzowi z warsztatu na
drugim końcu miasta (jakby przypadkiem rozbroił na amen...)? Ja rozumiem że sa instrukcje, plany,
opisy budowy ale żeby brać się za złom sprzed 50 lat, który może wykopcić przy byle poruszeniu? A
jednak ktoś to robi i nie słychac w mediach żeby co chwilę jakiś amator podrywał się na
niewybuchach.