Książki na medal

14.08.09, 12:22
Nie można autorce odmówić racji w niektórch sformułowaniach. Ale mam
wrażenie, że groch z kapustą jest właśnie w tym artykule. Pomieszane
nagrody literackie z nagrodami za wydane książki. To są zupełnie
inne sprawy chociaż dotyczą tego samego przedmiotu.
Jeszcze inną sprawą są nagrody dla wydawców (Dong), które maja na
celu promowanie dobrej działalności wydawniczej, a zatem chodzi w
nich o dobrą książkę. Po prostu dobrą książkę i nie ważne
jest w tym momencie, czy jest to przekład, literatura rodzima,
beletrystyka czy popularyzacja. To ma być sygnał dla wydawcy, że
jury podoba się to co robi. I tyle, bo nagroda jest honorowa a media
nie sa specjalnie zainteresowane tym tematem. Twórcy nagrody
wymyślili takie kryteria i maja do tego prawo. Konkurs od początku
nie korzysta z żadnych dotacji, opiera się na społecznej
działalności organizatorów, wydawcy zgłaszają się dobrowolnie.
Jeżeli komuś sie nie podoba, to może stworzyć własny, oparty na
zasadach jakie uzna za słuszne.
Poza tym z całego artykułu bije przekonanie, że w Polsce istnieje
jakaś instytucja, która problem książek dla młodych czytelników
jakoś ogarnia i koordynuje. Według mojej wiedzy nie ma takiej. To
jest ciągle problem i przedmiot prywatnej i społecznej działalności
niewielkiej grupy ludzi, którzy podejmują różne próby - bardziej lub
mniej udane.
Stąd na przykład jury dziecięce w Dongu rzeczywiście rekrutuje się z
jednej czy dwóch bibliotek a nie kilkudziesięciu w całym kraju - po
prostu fantastyczne bibliotekarki i fantastyczne dzieciaki
poświęcają swój prywatny czas czytając przez parę miesięcy około
setkę książek napływających na konkurs za ,,dziękuję,, i niewatpliwą
satysfakcję obcowania z dobrą na ogół literaturą. Byłoby cudnie
gdyby było ich więcej ale tego za ,,dziękuję,, się załatwi.
Literatura dla dzieci i młodzieży jest niewątpliwe misją, ale w
Polsce ciągle misją niewielkiej grupy zapaleńców nie mających
wsparcia albo to wsparcie wyszarpujących z dużym wysiłkiem i
niestety mizernym skutkiem.
Pełna wersja