anagat1
10.01.15, 17:37
Witajcie, gdzies tu jest moj wpis z 2012 roku, kiedy to urodzilam mojego pierwszego syna.
Dzis chce opisac porod nr 2.
Ciaza srednio bajkowa, bo w 25 tygodniu ciazy okazalo sie, ze dziecko bardzo slabo rosnie i zostalo zdiagnozowane jako IUGR. Przezylam to bardzo, gdyz uswiadomiono mnie, ze prawdopodobnie bedzie to wiazalo sie z wczesniejszym zakonczeniem ciazy, mozliwa cesarka, ew. indukcja porodu najpozniej w 36-37 tygodniu. Ja, zwolennicza naturalnego podejscia do porodu, pierwszy porod lekki i bezproblemowy.. echh co przezylam, to moje.
Na szczescie w 36 tygodniu syn postanowil odrobine podskoczyc na siatkach centylowych, wiec moja ginekolog zsecydowala sie poczekac.
Dokladnie 10 minut po godzinie 24 pierwszego stycznia, po milym ...wieczorze z mezem, zaczely mnie lapac skurcze. Dosc regularne, ale niewystarczajaco silne, wobec czego postanowilam je totalnie zbagatelizowac. Rano skurcze przeszly, za to w poludnie odszedl czop sluzowy. Postanowilam czekac na rozwoj wydarzen . Ok godziny 16 skurcze wrocily i zaczely sie stopniowo nasilac. Ok 18 zarzadzilam kolacje, ale nie bardzo bylam w stanie cokolwiek zjesc. O 18:34 wyjechalam z mezem do szpitala, zostawiajac prawie 3 letniego synka pod opieka mamy.
O 19 bylismy w szpitalu. Niestety na polozna czekalam w poczekalni ok 30 minut. Na szczescie lezaly tam pilki do pilates, wiec sobie poskakalam, maz zalozyl mi na plecy TENS.
O 19:30 wzieto mnie na salke obserwacyjna. Polozna zebrala szybki wywiad i zbadala mnie- 4-5 cm rozwarcia. Miejsce na porodowce mialo byc gotowe w ciagu kilkunastu minut.
Zaczela dopadac mnie panika, ze oto urodze moje dziecko w pokoju obserwacyjnym , majac za zaslonka kolejne 3 babki i ich partnerow.
O 20 zaprowadzono mnie na porodowke. Dostalam gaz. Przy okazji napatoczyl sie moj kolega , anestezjolog, ktory zostal przeze mnie brutalnie przepedzony.
20:20 poprosilam o przebicie pecherza plodowego, co tez polozna uczynila, o 20:47 po dwuch skurczach partych przyszedl na swiat moj malutki synek. Wazyl 2695 g, mierzyl 47 cm i byl cudny.
To moj drugi porod i utwierdzilam sie w przekonaniu, ze zwyczajnie jestem stworzona do rodzenia dzieci. Nie mowie, ze nie czuje bolu, bo bol jest. Ale wszystko jest do zniesienia , a najbardziej fascynujace jest to, ze cialo mowi ci dokladnie, co robic. Synek ma obecnie 9 dni i oboje czujemy sie rewelacyjnie:)
Pozdrawiam i zycze wszystkim podobnych wrazen z porodu:)