adiimarcel
22.09.06, 10:33
moja siostra jest w 34 tc. Cała ciąża przebiegała prawidłowo, bez
komplikacji. W 6 miesiącu w badaniach wyszła infekcja dróg moczowych
(podwyższony poziom leukocytów i bakterie). Dostała leki (m in. Furagin) ale
nic nie pomagały. Prawie dwa m-ce leczyła tą infekcję, miała przy tym
problemy z załatwianiem się i bóle brzucha. dopiero po zwiększonych dawkach
leków infekcja ustapiła ale...doszło do przedwczesnej akcji porodowej.
Siostra co prawda nie ma skurczów, ale ma duże rozwarcie i główka dziecka
jest już bardzo nisko (praktycznie wyczuwalna podczas badania). Lekarze nie
chcą dopuścić do przedwczesnego porodu, ponieważ jest to dopiero 34 tc i boją
się kłopotów dziecka z oddychaniem dlatego też podają jej bardzo silne leki
powstrzymujące poród (po których czuje sie fatalnie) zastanawiają się również
nad założeniem "pętli" na szyjkę macicy. Mimo leków nie jest lepiej, akcja
porodowa się nie zatrzymała. W związku z tym mam pytanie: czy urodzenie
dziecka w 34 tc jest naprawdę tak niebezpieczne i oznacza problemy zdrowotne
dla dziecka? Nasunęła mi się jeszcze jedna myśl: skoro do tej pory ciąża
przebiegała prawidłowo a teraz doszło do przedwczesnej akcji porodowej to
chyba jest to spowodowane właśnie tą infekcją dróg moczowych. Więc jeśli mimo
brania tak silnych leków na podtrzymanie nie udaje sie porodu zatrzymać , to
może doszło do infekcji wewnątrzmacicznej i dlatego to dzieciątko tak pcha
się na świat, moze w brzuszku mamy nie jest juz bezpiecznie... Może lepiej
byłoby gdyby jednak urodziła.... Tyle mówi się o tym że "natura jest
mądrzejsza od człowieka"... Z góry dziękuję za odpowiedź.