twojabogini
07.04.14, 14:52
Wiele osób oburzyło się, gdy napisałam o oddaniu dziecka na jakiś czas w sytuacji, gdy rodzic sobie nie radzi emocjonalnie, nie udaje mu się nawiązać kontaktu z dzieckiem. Niektórzy napisali także, że to byłoby przedmiotowe potraktowanie dziecka.
Absolutnie tak nie sądzę. Jeśli w rodzinie dzieje się bardzo źle, codziennością są "krzyki, płacz i złość", rodzic wini dziecko, za to, że ono "niszczy rodzinę" (nie wykluczam, że obserwacja może być słuszna), a także wyraźnie czuje, że jest u kresu sił - powinien na jakiś czas rozłączyć się z dzieckiem. Oczywiście dziecku trzeba zapewnić bezpieczne środowisko, stały kontakt z rodzicami i rodzeństwem i wyjaśnić całą sytuację.
Dziecko ma wtedy szansę znaleźć się w bezpiecznym środowisku i otrzymać pomoc. Rodzic - wyciszyć emocje, powrócić do roli dorosłego opiekuna dziecka a nie rozwścieczonego i bezradnego rodzica, który nie panuje nad sytuacją. Gdy napięcie w rodzinie wzrasta - wtedy często dochodzi do przemocy psychicznej, fizycznej - dzieją się rzeczy złe i niszczące. Dlatego takie sytuacje trzeba i powinno się przerywać.
Wciąż kuleje u nas system profesjonalnych i godnych zaufania rodzin zastępczych, które mogłyby przejąc opiekę nad dziećmi czasowo, gdy w biologicznej rodzinie dzieje się źle. Kiedyś takie funkcje pełnili członkowie rodzin, którzy gdy widzieli konflikt między rodzicami lub zły stosunek rodzica do jednego z dzieci czy inną trudność - często właśnie brali dziecko do siebie na jakiś czas. Mamy lukę.
W ciągu ostatnich lat zdarzyło mi się parę razy pełnić funkcję nazwijmy to pogotowia opiekuńczego. Pierwszy raz dla niemowlaka koleżanki, którą zostawił mąż i wpadła w depresję, miała myśli samobójcze, obawiała się, że może coś zrobić dziecku. Podjęła leczenie, dziś jest dobrą i kochająca mamą. Parę razy lądowały u mnie dzieciaki znajomych, którzy albo przechodzili kryzys, albo się rozwodzili, raz zbuntowana nastolatka z którą rodzice nie mogli się już dogadać. Czas pobytu dzieciaków był różny - ale dzieci twierdziły, że odczuwały ulgę, gdy mogły wyjść z awantur, krytyki. Nie wiem jak to działa, ale opis rodziców - zazwyczaj negatywny (nie dość, że się rozwodzimy, to jeszcze Basia daje nam czadu na całego...) kompletnie nie zgadzał się z tym, jak dzieci funkcjonowały u mnie.
Nie twierdzę, że trudny siedmiolatek oddany nowej rodzinie zacznie funkcjonować wspaniale - jego problem może być w nim samym i wtedy pewnie będzie ubliżał także opiekunom. Ale jego mama będzie miała czas zastanowić się co zrobić, ochłonąć z emocji, zapanować nad sytuacją. A osoby zajmujące się dzieckiem być może zorganizują mu pomoc, przejdą się do dobrego pediatry, do psychologa. Bo jak wynikało z postu - jego mama na razie nie panuje nad sytuacją, z jakiegoś powodu nie szuka pomocy dla dziecka, mimo, że jej metody zawodzą. Każdy ma czasem moment w życiu, gdy nie ma siły, jest mu ciężko - dzieci nie powinny ponosić konsekwencji, żyć w awanturach, być obwiniane za złą sytuację rodziny. Dlatego "oddanie" bywa dobrym pomysłem - i dla rodziców i dla dziecka.