stawrogin19
14.10.09, 06:36
Kapitalną fuchę sobie znalezli "przyjaciele zwierząt". Za łaskawe przyjechanie po jednego kundla aż 1000 zł, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi minimum ustawowe dla ludzi ciężko pracujących cały miesiąc na pełen etat. A to wszystko w kraju, gdzie - jak podają media - co czwarte dziecko chodzi głodne, a 2/3 obywateli nie ma żadnych oszczędności na czarną godzinę. O ile znam biologię, to "bezdomny pies" jest zjawiskiem naturalnym. Natura chciała, że psy nie mieszkają w domu, ale w lasach, na równinach, gdzie można znalezc pożywienie etc. Pies, jeśli jest dorosły, potrafi sobie przecież poradzić w takiej sytuacji, zwłaszcza w otoczeniu osiedli ludzkich, gdzie wyrzuca się dużo jedzenia. Jakoś zanim nasi przodkowie udomowili psa, psy "bezdomne" świetnie sobie radziły, przeżywając wszystkie zlodowacenia. Tych naturalnych instynktów, wykształconych przez miliony lat ewolucji, nie zatraciły przez zaledwie kilka tysięcy lat koegzystencji z człowiekiem.
Brawa dla wojtów gmin, którzy nie uginają się pod ekologicznym terrorem. Jeśli ci wszyscy z Fundacji Pro Animals tak bardzo kochają zwierzęta, to niech opiekują się nimi w czynie społecznym, bez oczekiwania na horrendalne wynagrodzenie. Poza tym jeśli to jest Fundacja, organizacja pozarządowa, to obywatele i samorządy terytorialne nie mają obowiązku na nich łożyć pieniędzy, podobnie jak np. ja nie mam obowiązku płacić na Fundację Owsiaka. Psiarze tego jednak nie rozumieją i żeby łatwiej położyć łapę na samorządowym (czyli moich i Twoich także) pieniądzach, idą skarżyć się do mediów. A usłużne media dbają o wywarcie odpowiedniego wrażenia na czytelnikach już choćby przez tak prowokacyjne nagłówki jak powyższy.