Gość: Rava
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.09.07, 00:41
Pamiętam był w Częstochowie taki amerykański "dyrygent" Joel Eric Suben i
wykonywał dzieło P. Czajkowskiego. To była tortura dla orkiestry i melomanów,
nie był ani ciut wprowadzony w tajniki sztuki dyrygenckiej i pajacował przed
zespołem. Ale to był Amerykanin ! Czegoż się nie zrobi dla pieniędzy?
Teraz sytuacja podobna - przed orkiestrą też staje nie dyrygent, a
wiolonczelista, nie kompozytor, a "zgarniacz pieniędzy", który psychologicznie
potrafi negatywnie zadziałać na mózgi przeciętnego słuchacza. Czegoż się nie
robi dla pieniędzy ?