Gość: hahaha
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.12.12, 19:55
Konserwatorzy zabytkowego pruskiego Fortu Gerharda w Świnoujściu mieli nie lada problem. Wokół terenu grasował bóbr, który podgryzał drzewa i niszczył otaczającą zieleń. Gospodarze długo nie mogli go wypłoszyć.
Wycinał nam dęby i buki. A drzew u nas wielu nie ma, a te, które jeszcze są, zasłaniają industrialny krajobraz zabudowań portowych i powstającego gazoportu. Dlatego zależy nam bardzo na zieleni. Znajomy przyrodnik podpowiedział nam dwa inne sposoby na pozbycie się intruza. Trzeba go było zaatakować zapachem bądź dźwiękiem - mówi Piotr Piwowarczyk, gospodarz fortu, w rozmowie z Gazetą Wyborczą. Na pierwszy ogień poszła Maryla Rodowicz. Myśleliśmy, że wysokie tony jej śpiewu spłoszą zwierzę. Nie spłoszyły, a wręcz dodały mu sił, bo bóbr zaczął zwalać jeszcze więcej drzew. Przeszliśmy więc na pruskie marsze. Bez skutku. Wyniósł się dopiero, gdy zaczęliśmy puszczać piosenki Dody. Od tygodnia nie ma nowych śladów jego działalności.