może pomożecie rozwiać moje wątpliwości. chodzi moją 2,5 latkę.
córka od urodzenia jest bardzo ruchliwym dzieckiem. taka już była w
brzuchu (w 17tyg wybrzuszyła się podmoim pępkiem podczas wizyty u
gin.

). nie potrafi usiedzieć ani chwili w spokoju. przysiądzie,
ale zaraz wstaje. układa mnie do spania, kładzie się obok, podnosi i
tak w kółko. podczas jedzenia zmienia pozycję dziesiątki razy. dużo
biega (w sumie porusza się biegiem). oglądając bajkę leży, siada,
tyłek w górz, nogi wiszą, później głowa itd. to są te niepokojące
sygnały.
z tych uspokajających:
- dość spokokjnie siedzi jak jej czytam (potrafi wytrzymać nawet z
pół godziny i jest to jedyna sytuacja kiedy spokojnie siedzi)
- po dobroci można z nią wszystko zrobić (cały tatuś

). można jej
wszystko wytłumaczyć, nie robi histerii jak jej wytłumaczę np.
dlaczego nie możemy iśc na plac zabaw itp.
- nie jest dzieckiem nerwowym, ładnie chodzi za rączkę, nie ucieka
ani nie wyrywa się, nie bije innych dzieci ani nie pcha się z
łapkami do nas czy dziadków
- coraz więcej mówi, ma bardzo dobrą pamięć
- reaguje na polecenia (różnie, ale zawsze jest jakaś reakacja), nie
mam momentów, że się "wyłącza"
- noce przesypia niemal od początku, ni wybudza się z krzykiem,
sporadycznie zapłacze lub się przebudzi
no i teraz powód dla którego założyłam ten wątek. wg mnie z córką
jest wszystko w porządku, jest po prostu bardzo żywym dzieckiem,
jednak mąż mi truje, że może powinniśmy wybrać się z nią do
psychologa bo wg niego jest nadaktywna. czy wasze dzieci w podobnym
wieku też są takimi wiercidupkami, czy faktycznie zacząć się
martwić?