Witajcie.
Nie radzę sobie z dziećmi. Absolutnie sobie nie radzę.
Dwoje dzieci mnie przerasta.

Moje mniejsze leje większe. A ja nie wiem co robić.
(Że też nie ma jakiegoś obowiązkowego kursu pedagogicznego dla rodziców).
Nadaktywny 3 latek wali spokojną siostrę jak mu coś nie pasuje (młoda ma mu oddać zabawkę lub zrobić coś, co on chce). Młoda z nim nie walczy, nie ma nawet takiej opcji. Nie chce i już (ona nie chce, nie ja). Najczęściej płacze. Jedyna szansa na brak bijatyk to takie zorganizowanie im dnia, żeby się nie nudzili, wymęczyli i mieli wspólny cel. Nie zawsze się tak da, nie zawsze wrednej matce się chce. I wtedy małe tłucze większe.
I potem stoi sobie w kącie, by po chwili rozpocząć "zabawę" od nowa.
Normalnie ręce opadają. Prosiłam. Tłumaczyłam. Groziłam.........
Wie o konsekwencjach, olewa i bije dalej.
Kiedyś nie wytrzymałam i nawrzeszczałam na małe. Tak się biedaczek wystraszył, że nie bił siostry................... z godzinę.
Do licha. Byłam świetną matką, dopóki nie urodziłam dzieci.