stefania2552
15.12.10, 13:47
Jestem babcią 1,4mies.wnuczki.Od marca opiekuję się wnuczką,bo córka wróciła do pracy.Wraca do domu koło 17.00.Zięć pracuje 2dni po 12godz.na noc i potem ma 3 dni wolne.Wtych dwóch dniach ja ją zabieram rano do siebie ,i na następny dzień koło 17,00 odwożę do domu.W 3 dniach wolnych zięć się nią opiekuje.Zaznaczam że zięć jest niesamowitym pedantem.W domu musi wszystko lśnić,błyszczeć,żadnego okruszka.Dziecko czyściutkie,ciągle oglądane czy nie ma brudnych rączek,czy niezauważone nie wzięło coś do rączki i buzi.Zaraz szmatka i mycie.Od 5-go miesiąca gotuję zupki dla wnuczki,zamrażam idaję im na cały tydzień.Nie muszą dla niej gotować.Ciągle narzekają że nie mają na nic czasu.Ostatnio zauważyłam że wnuczka jest taka cichutka,przygaszona jak ją przyprowadzam.Tak jak by się wszystkiego bała.Dopiero jak z mężem zaczynamy z nią zabawę to się zmienia i staje się wesoła.Mam prawo przypuszczać,że w domu ma niesamowity rygor.Samodzielnie jeść nie może bo nakruszy i się ubrudzi.Wsciekłam sie i zaproponowałam im żłobek.Powiedziałam im że tam będzie miała lepiej.Dla wnuczki większość dnia poza domem byłaby lepsza,bo więcej by mogła i się nauczyła wśród dzieci.Córka powiedziała mi że dziecka do żłobka nie odda,bo będzie cały czas chorować iże nie muszę już po nia przychodzić,będą musieli sami dać sobie radę.Od tego czasu a minęło już kilka dni nie dzwoni i się nie odzywa.Chyba się na mnie obraziła.W tym przypadku żal mi dziecka.Co o tym mśleć?