lecytynka1
12.12.11, 09:48
Pocieszcie i poradźcie bo powoli zaczynam się załamywać. Moja córka ma 2 lata i prawie 4 miesiące. Od czasu jak zaczęła chodzić jest w ciągłym ruchu, nie można jej spuścić nawet na chwilę z oczu bo kończy się to jakąś katastrofą. Wulkan energii, nie usiedzi nawet chwili w jednym miejscu, ciągle w ruchu. Jak na coś wchodzi to po to żeby od razu z tego zejść. Tak ma i pewnie już inaczej nie będzie ale nie to jest problemem. Otóż od ponad pół roku córcia rzuca wszystkim co wejdzie jej w rękę. Jak ogląda książeczki to potem zrzuca je na podłogę ze stołu, bawi się klockami i nagle zaczyna rzucać nimi po całym pokoju, pije z kubeczka a potem rzuca nim na drugi koniec kuchni. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, generalnie rzuca wszystkim. Pół biedy jak są to misie czy inne miękkie rzeczy ale ponieważ wchodzi wszędzie i sięga po różne rzeczy mimo, że staramy się wszystko co nie jest dla niej przeznaczone umieszczać wysoko to zdarza jej się rzucić czymś większym. Jest to niebezpieczne bo raz, że może zrobić krzywdę sobie czy komuś a dwa że wszystko się niszczy. Książeczki są w opłakanym stanie bo nie dość, że rzuca nimi to jeszcze jak tylko widzi lekko zadartą kartkę to natychmiast ją rwie. Generalnie patrzy tylko gdzie i co można spsocić. Do tego jeszcze jak coś je i już ma dość to wypluwa na podłogę. To wszystko sprawia jej ogromną radochę. Tłumaczę, tłumaczę i jeszcze raz tłumaczę i nic do niej nie dociera. Czasami już krzyczę na nią ale to też nie działa, robi swoje i tyle. Ręce mi opadają bo nie wiem już jak do niej dotrzeć. Ostatnio już się popłakałam z bezsilności. Nie wiem czy to taki etap rozwoju czy to złośliwość. Może ktoś ma jakieś mądre rady jak to ogarnąć.