jerzozwierza
19.01.12, 21:54
Czy macie takie wrażenie, że osoby nie posiadające (jeszcze) dzieci czują się ekspertami w kwestiach wychowawczych? Patrzą ze zgrozą jak dwulatek się złości- bo przecież ich dziecko by się w życiu nie złościło. Opowiadają krytycznie, jak to widzieli w sklepie/ na ulicy, jak dziecko krzyczało, wierzgało itp- taaaakie niegrzeczne. Bo matka do bani. Ich dziecko byłoby grzeczne. Słowem by się nie odezwało jak przychodzą goście, w kąciku by posiedziało i na paluszkach poszło spać. A jak dziecko próbuje zwrócić na siebie uwagę matki- a matka próbuje nawiązać kontakt z dzieckiem- to taka osoba nie da, bo gościem jest, to ona mówić będzie. Do głosu matki i dziecka nie dopuści. Bo o czym ważnym to dziecko tak próbuje powiedzieć? O bzdecie. I czemu zaraz płacze? Aż gościa szanownego głowa boli. Bez sensu taką matkę odwiedzać, pogadać się nie da "normalnie". Bo dziecko PRZESZKADZA. Dorośli to są członkowie rodziny a dziecko taka przeszkadzajka, jak się głosu domaga to niewychowane. Uch ulało mi się.