Witajcie,
mam córkę (16 miesięcy), takie żywe sreberko, wszędzie jej pełno. Jest dzieckiem dość emocjonalnym ale też bardzo spostrzegawczym. Dzisiaj miał miejsce atak (chyba) histerii (2 razy). Wróciłyśmy ze spaceru i rozpłakała się. Na chwilę udało mi się ją zająć zabawką ale za moment znowu płakała. Wcześniej podobne sytuacje zdarzyły się 2 razy (pomijam płacze przez zęby czy wizyty u lekarza). Córka rozpłakała się w sekundę i to tak, że płacz kolkowy przy tym to nic. I nie dała się uspokoić ani utulić - chciałam ją położyć spać. Zmieniałam jej pozycje ale ona kopała nóżkami i wyginała się. Z początku pomyślałam, że to zęby bo wkładała palce do buzi (ogólnie zęby idą ale powoli - ma górne i dolne jedynki, prawą górną dwójkę i czwórkę). Potem że może brzuszek bo tak kopała nóżkami. Gorączki nie ma, innych objawów chorobowych (widocznych dla mnie) też nie. W końcu dałam jej 0,8ml pedicetamolu i po 2 minutach było po wszystkim a po kolejnych 5 zasnęła. Lek tak szybko chyba nie zadziałał? Zawsze jak podajemy jej to lekarstwo to się uspokaja bardzo szybko - 2-3 minuty. Poprzednie dwa razy postąpiłam tak samo a jak dostaje ten lek to zawsze jej tłumaczę że zaraz przestanie boleć. Czy może to jakieś uzależnienie albo efekt placebo? A może bunt dwulatka? Nie chcę faszerować dziecka lekami i zapisałam dziecko do lekarza ale skoro jest zdrowe to muszę czekać 3 tygodnie

Co myślicie? Histeria? podobnie reaguje u lekarza a dokładnie taki sam płacz zaczyna się 100m przed przychodnią i trwa całą wizytę... ale sama się uspokaja jak wyjdziemy z przychodni a tutaj nic nie pomagało, dopiero lek przeciwbólowy...
Co myślicie?