olamad
20.11.04, 15:31
Dzisiaj rano byłam z Ulą na zakupach w hipermarkecie. Było strasznie dużo
ludzi - nic dziwnego, to przecież sobota. Stanęłam w kolejce do diału mięsno-
wędliniarskiego. Kolejka była bardzo długa. Nagle słyszę, że tuż za mną
potwornie kaszle jakieś dziecko. Odwracam sie, i widzę 3-4 latka z tatą.
Dzieciak był cały spocony, smutny, z wypiekami na twarzy i szklistymi oczami.
Nagle słyszę pytanie, "tato, a pójdę jutro do przedszkola?", a tata
odpowiada, " no chyba nie, bo przecież całą noc dzisiaj nie mogłeś spac, tak
strasznie kaszlałes". Zastanawiam się, jak można brac tak chore dziecko na
zakupy do hipermarketu. Chłopiec ewidentnie cierpiał, chciał do mamy, a tatuś
jak gdyby nigdy nic stał w kolejce po wędlinę. Ja rozumiem, ze czasami nie ma
z kim zostawić dziecko, a jeść trzeba - ale czy nie lepiej w takim wypadku
zrobić ekspresowe zakupy w jakimś małym osiedlowym sklepiku? A co z innymi
dziećmi? Czy tacy rodzice nie zdają sobie sprawy, ze "świeżo zachorowane"
dziecko zaraża wszystkich na około?
Pozdrawiam