byl juz tai moment (trwal nawet caly tydzien), ze ja ja kladlam, a ona
zasypiala, ot tak. potem sie porobilo, ze zanim zasnela, to znowu musiala
powyc pare minut. a teraz jestesmy w punkcie wyjscia - czyli drzemy sie do
upadlego

. wczoraj juz poszly w uzycie czopki uspokajajace, ale dzis mialo
byc lepiej. nie jest

. a najgorsze, ze ja znowu nie wiem, co robic

(
wiem, ze nic mi na to nie poradzicie. dupa ze mnie nie matka - nie potrafie
zapewnic spokojnego snu wlasnemu dziecku