gz12
27.12.06, 10:58
Dziewczyny opiszę wam sytuację z jaką się spotkałam i szczerze powiedziawszy
nie wiem co o tym myśleć. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia byliśmy u
Teściów i miał przyjechać drugi syn z żoną i 17-miesięczną córeczką. Po ich
wejściu do przedpokoju Szwagierka trzymając małą na rękach od razu powiedziała
że jest tyle ludzi( w przedpokoju byli tylko tesciowie- dziadkowie których
zna) i że mała się wystraszy. Nie rozbierając ani siebie ani dziecka od razu
schowali się do drugiego pokoju i rzeczywiscie mała zaczęła pochlipywać.
Szwagierka trzymając cały czas dziecko na rękach szybko wyszła na zewnątrz
przed blok żeby się uspokoiła. Następnie ponownie weszli do mieszkania i cała
sytuacja się powtórzyła. Trzecie go razu nie było bo szwagierka stwierdziła ze
dziecko płacze i pojechali do domu. Na tym zakończyła się swiąteczna wizyta.
Ja wiem ze małe dzieci się obawiają nowego miejsca (zresztą nie całkiem, bo
juz tam byli z małą) ale chyba trzeba dać im szansę na osojenie się z sytuacją
i chyba prawie półoraroczna dziewczynka nie jest już niemowlakiem którego
trzeba izolować od innych ludzi (Dziadków) kiedy tylko zapłacze. Czy takie
zachowanie jest normalne, skoro szwagierka nie chciała przyjeżdzać do tesciów
w ogóle nie powinna przyjeżdzać i robić dość dziwną sytuację po której
pozostał niesmak. Szwagier tez nie wiedział czy ma zostać w domu czy biec za żoną.
Pozdrawiam