Witam,
moja dwuletnia córeczka boi sie ludzi, zanjomych- głównie mężczyzn,
rodziny tu też płeć męska góruje no i oczywiscie obcych!Jak ktos do
nas przyjeżdza to mała na dzień dobry wita ich krzykiem.Jak my do
kogos jedziemy Zuzia nie chce nawet wejsc.Jedyne osoby,kóre toleruje
to dziadkowie moja siostra z dziećmi ze szwagrm juz gorzej.Często
wyjeżdzamy do ludzi:rodzina, market, plac zabaw,restauracja
itd..Dopóki jej nikt nie zagada jest smiała i jest ok. nawet sama
zaczepia a jesli ktos powie cos do niej jest wtedy płacz.To fakt
córka jest prawie cały dzień sama za mną no i wieczorem z tatą ale
od małego ma kontakt z ludzmi.Wogóle ona często mówi,że sie czegos
boi, nawet jak usłyszy jakies głosne auto przed domem bądz dzwonek u
drzwi mówi:BOJE.Oczywiście duuużo tłumaczymy ale to na nic.Dodam,że
nikt z nas taki nie był/jest my raczej z tych otwartych ludzi

Gdy mała jest na przykład z dziadkami bądz nawet z tatą wtedy jakby
sie mniej bała obcych.
Noszę się z myslą przedszkola ale ja nie wiem jak ona to zniesie.
P.S dodam że dzisiaj zobaczyła kośc w zupie i mówiła,że sie boi i
nie chciała jej jesc!

czekam na odpowiedzi.
Pozdrawiam Marta